Jakie Czynności Wykonać Podczas Miksu Całego Utworu

foto: mcdsp.com

Pozostając jeszcze w klimacie poprzedniego artykułu, postanowiłem temat wykonywanych czynności rozszerzyć do kontekstu pracy z całym miksem. Kilka elementów się tutaj siłą rzeczy powtórzy, więc w nie zagłębiał się jakoś zbytnio nie będę, ale pojawią się przede wszystkim zupełnie nowe aspekty, które w poprzednim artykule w zasadzie nie miały zastosowania, a są kluczowe dla odpowiednio brzmiącego miksu!

Dziś zatem daję Wam “ściągę” dotyczącą czynności, jakie wykonujemy podczas miksu. Innymi słowy, nawiązując do poprzedniego wpisu – dowiemy się, co zrobić, aby miks jako całość brzmiał lepiej.

I tutaj, tak jak poprzednio, kluczową zasadą jest odpowiednie nagranie (tym razem wszystkich) śladów. Stara zasada mówi, że miks zabrzmi tylko tak dobrze, jak dobrze nagrane są ślady. Nawet nie będę tego rozwijał, bo jest to oczywiste i pewne. Jak śmierć i podatki.

Zakładamy więc, że ścieżki mamy nagrane tip-top i możemy przystąpić do ich zmiksowania w jedno, spójne tworzywo. Od czego powinniśmy zacząć?

1. BALANS ŚLADÓW

Mowa o niczym innym, jak o poziomie głośności poszczególnych śladów względem siebie. Może nie jest to najbardziej ekscytująca czynność, ale gwarantuję Wam, że najważniejsza. Już na tym etapie można generalnie strzelić sobie w kolano nieodpowiednim balansem ścieżek, a im dalej w las, tym będzie tylko gorzej. Nie oznacza to bynajmniej, że raz ustawionych poziomów głośności nie będziemy dotykać w trakcie pracy. O nie, nie, nie. To by było za proste. Ustalamy póki co balans wyjściowy – taki, przy którym dajemy radę usłyszeć co się w utworze dzieje. No, chyba że utwór jest totalnie jednostajny i nic się w nim w sumie nie zmienia oprócz tekstu – wtedy ma to marginalne znaczenie. Jednak w większości przypadków poziomy na przestrzeni utworu będą się co nieco zmieniały, ale tym problemem zajmiemy się w dalszym akapicie.

2. BALANS ŚLADÓW

Nie, nie pomyliłem się wcale. Balans jest tak ważny, że musiałem o nim napisać dwukrotnie. Tak samo, jak każdy z Was, kto siada do miksu, musi nad balansem między ścieżkami popracować przynajmniej dwukrotnie dłużej niż nad ustawianiem stopnia nachylenia kolana w kompresorze… Rozumiecie rozstrzał między priorytetami? Mam nadzieję!

3. BALANS ŚLADÓW

Naprawdę się nie zaciąłem… Wspominałem, że balans nie jest statyczny i będzie on co nieco fluktuował na przestrzeni utworu. Im dalej zajdziemy z miksem, tym kolejne zmiany (łącznie z balansem śladów) powinny być coraz mniejsze i mniejsze – to takie dopracowywanie detali. We wcześniejszych etapach wprowadzaliśmy zmiany głośności śladów np. o 2 czy 3 dB, a im bliżej nam do końca, tym ruchy rzędu 0.5dB czy nawet mniejsze, będą tu standardem i, wierzcie mi, nawet tak małe różnice będą słyszalne.

Z balansem na chwilę się rozstaniemy, ale nie przyzwyczajajcie się za bardzo – jeszcze o nim dziś wspomnę.

4. PANORAMA

Odpowiednie rozłożenie instrumentów w obrazie stereo to kolejny kluczowy krok do polepszenia odbioru brzmienia przez słuchacza. To, gdzie w panoramie ustawimy dany ślad, po części jest podyktowane elementami składającymi się na miks, a po części zależy od nas samych i wizji, jaką mamy na dany utwór. Trochę więcej szczegółów na temat możliwych rozwiązań znajdziecie w TYM ARTYKULE.

Miejcie też na względzie, że balans i panorama to czynności, które zwykle wykonujemy jednocześnie – ustawiamy jakąś ścieżkę powiedzmy w centrum i ustalamy jej głośność. Inną dajemy w lewo czy prawo i dobieramy poziom, etc. Przynajmniej u mnie to zwykle tak wygląda. Aczkolwiek wiem, że niektórzy lubią zrobić tak, aby na starcie wszystkie ścieżki ustawić po środku obrazu i w takiej konfiguracji ustalić wyjściowy balans (co by w mono wszystko też było słyszalne), a dopiero potem zajmują się panoramowaniem.

Jest to oczywiście prywatna preferencja, a nie zasada. Polecam wypróbować obie metody i sprawdzić, która z nich bardziej Wam odpowiada. Bo tu nie ma gorzej/lepiej. Po prostu inaczej.

5. SUMA MIKSU – KOMPRESJA lub/i SYMULACJA KONSOLI lub/i TAŚMY

Z racji, że odnoszę się głównie do swoich doświadczeń z miksowaniem, postanowiłem już teraz wspomnieć o tym procesie, bo… to na tym właśnie etapie kompresję sumy wprowadzam. Jeśli ktoś nie jest fanem takiego kroku – nie ma problemu, można to zrobić w późniejszym momencie (albo i w ogóle – tylko od nas to zależy). Ja jednak wolę to zrobić i to jak najwcześniej, żeby już zyskać pewien przedsmak zazębiania się miksu, a także dlatego, że miksowanie “w kompresor” na sumie nie jest tym samym, co miks bez tego kompresora, a zapięcie go dopiero pod koniec pracy. Jego brak lub obecność wpływa bowiem na to, jakie podejmujemy decyzje dotyczące zmian poziomów poszczególnych ścieżek.

Redukcja będzie tu bardzo niewielka: 1, może 2dB, z raczej dłuższym atakiem i średnim zwolnieniem, co by kompresor za mocno i za szybko (wyraźnie i słyszalnie) sygnału nie przyciskał, a odpuszczał mniej więcej zgodnie z tempem utworu. Nie bez powodu popularne kompresory przewidziane na sumę wyposażone są w kołyszącą się igłę reprezentującą redukcję sygnału. Daje nam to świetny wizualny wgląd w to, czy kawałek z zapiętą kompresją na całości się odpowiednio “buja”.

Dodatkowo lub alternatywnie (naprawdę jest to tylko nasza decyzja) możemy po kompresorze sumy dołożyć emulację jakiegoś stołu czy magnetofonu, żeby zyskać nieco analogowego koloru i charakteru czy zbliżyć nasz ledwo raptem rozpoczęty miks do końcowego brzmienia. Najważniejsza w tym miejscu jest oczywiście subtelność. Dodajemy małe wartości, nie podkręcamy niczego tak daleko, żeby zaczęło nie wiadomo jak brudzić sygnał. Delikatnie. Delikatnie. Jeszcze delikatniej. Odrobinę. Aż zmiana będzie na granicy słyszalności. Jak trzeba będzie więcej, zrobimy to na samym końcu. A jak nie trzeba, to nie dodajemy tego w ogóle… Pamiętajcie – nie nawalamy w sloty insertowe nie wiadomo ile pluginów, “bo tak”, tylko słuchamy co się w miksie dzieje (kontra to, co chcemy osiągnąć) i wtedy reagujemy.

6. KOREKCJA, KOMPRESJA, DE-ESSING, SATURACJA (na pojedynczych ścieżkach)

Wspomniałem, że pewne rzeczy będą się pokrywać z poprzednim wpisem, więc nie bardzo jest sens się nad tymi procesami zbytnio tutaj rozwodzić, bo wierzę, że łapiecie koncepcję. Za pomocą korekcji pozbywamy się irytujących częstotliwości, przy okazji mogąc lekko wyeksponować pasma, które są dla danego śladu kluczowe. Kompresją dbamy o to, by rozpiętość dynamiczna danego śladu nie przyprawiała nas o ból głowy, de-essera i saturacji chyba tłumaczyć nie muszę… Wystarczy zajrzeć do poprzedniego artykułu (tudzież przeszukać archiwum bloga, bo trochę o tym było).

Na tym etapie będzie w zasadzie najwięcej zabawy z obróbką i zajmie to znaczącą część czasu, jaki poświęcimy na cały miks. Ale nie zawsze – zależy jak porządnie nagrane ślady mamy w projekcie. Bo wierzcie mi, nieraz spotkałem się z sytuacją, że na danej ścieżce wystarczyło wpiąć jeden czy dwa pluginy delikatnie w nią ingerujące i to było wszystko. Mało tego, niektórych śladów nawet nie trzeba czasem niczym traktować. Wystarczy dobrać odpowiedni poziom, pasujące miejsce w panoramie i tyle. No, może jeszcze ewentualnie umieścić w przestrzeni, czyli:

7. POGŁOS / DELAY

Suche ślady (szczególnie wszystkie razem) raczej nie brzmią imponująco. Tym bardziej, jeśli nagrywane były w wytłumionym pomieszczeniu. Naszym zadaniem będzie dobranie odpowiednich algorytmów pogłosu lub pogłosów (w zależności od tego, jakiego rodzaju postrzeganą przestrzeń i głębię chcemy osiągnąć), dopieszczenie parametrów i subtelne dodanie ich do poszczególnych śladów (w różnych proporcjach). Nie muszą to być wszystkie ścieżki, ale mogą – tutaj to jest dopiero “wolna amerykanka”. O pogłosach pisałem więcej chociażby TUTAJ, ale czuję, że tematowi należy się osobny kurs video.

Jeśli chodzi o delay, to ten może czasem pogłos zastępować, a czasem się z nim uzupełniać. Jest on procesem opcjonalnym i nie w każdym utworze będzie pasował, więc też nie ma co na siłę go upychać, tylko dlatego, że pojawił się na tej liście. Osobiście lubię nim dobarwiać wokal (np. w jakiejś konkretnej sekcji), ale inne ślady również mogą na nim skorzystać (chociażby solo gitarowe albo werbel w gatunkach elektronicznych). Delay ma też jednak sporo innych zastosowań (szczególnie jeśli połączony z modulacją), ale o tym może kiedy indziej.

8. AUTOMATYKA

Na tym etapie mamy wykonane w zasadzie 90% pracy. Ale żaden miks nie obejdzie się bez automatyki. To jeden z moich ulubionych etapów, bo chyba najbardziej twórczy. Automatyka na pewno przyda się wokalowi (aby mieć stuprocentową pewność, że jest zawsze wyraźnie słyszalny), może dać ciekawy efekt rosnącego napięcia w jakiejś sekcji (jeśli zrobimy narastanie głośności w kluczowym momencie) czy po prostu zmienić balans śladów w zależności od miejsca w utworze, świetnie się sprawdza wtedy, gdy chcemy dodać jakiś efekt na krótką chwilę czy nawet pominąć lub uaktywnić którąś wtyczkę tylko na krótki moment i tego typu rzeczy.

Za pomocą tego rozbudowanego narzędzia możemy sobie zaprogramować wiele różnych zmian na przestrzeni piosenki i sprawić, że miks nie jest jednostajny, statyczny i nudny. A jeśli do tego posiadamy kontroler, do którego przypiszemy parametry, jakie chcielibyśmy w czasie rzeczywistym zmieniać, to nie ma większej frajdy jak robić to fizycznymi suwakami czy pokrętłami, bo “rysowanie” tego myszą jest mniej więcej tak samo inspirujące jak fryzura Kojaka.

Podsumka

Jak odhaczymy te procesy, to miks mamy w zasadzie gotowy do przesłania inżynierowi masteringu (o ile tego chcemy). Zanim jednak to nastąpi, to mam jeszcze ostatnią wskazówkę. Odpocznijcie z dzień, dwa, a potem świeżym uchem przesłuchajcie owoców swojej pracy, zróbcie notatki pod tytułem “co jest nie tak?” i wprowadźcie poprawki. Jestem bardziej niż pewny, że takowe będą. Szczególnie, jeśli trzasnęliście miks za jednym posiedzeniem w kilka bardzo intensywnych godzin.

Uszy oszukują, szczególnie po godzinie 19-stej. Obiecuję.

  1. Cześć, jak można się z Tobą skontaktować? Próbowałem przez formularz kontaktowy ale bezskutecznie.

Zostaw komentarz