Jakie Czynności Wykonać Podczas Obróbki Wokalu?

foto: slatedigital.com

Dość często spotykam się z pytaniem o to, jak sprawić, aby nagrane ścieżki brzmiały lepiej, innymi słowy – co należy zrobić z danym śladem podczas obróbki. I choć nie ma na to szablonu czy jednoznacznej odpowiedzi (bo wszystko zależy od tego, o jakich ścieżkach i jak nagranych mowa), to mimo wszystko postaram się Wam podrzucić coś w rodzaju ściągi, do której będziecie się mogli w razie wątpliwości odnieść.

Miejcie jednak na uwadze, że naprawdę nie ma tu złotych i magicznych środków. To jest pewien proces, którego zrozumienie pozwoli Wam w przyszłości łatwiej podejmować tego typu decyzje, a także (choć może – przede wszystkim) uchroni Was od szyderczych komentarzy ze strony bardziej doświadczonych kolegów, którzy zasady te już dawno pojęli. Na potrzeby tego wpisu uczepimy się śladów wokalnych.

Pamiętajcie też o tym, że ten artykuł nie uwzględnia etapu edycji śladów, o niej pisałem w innych artykułach i polecam sobie po blogu pobuszować celem ich odnalezienia.

Pierwsza, najważniejsza i nieśmiertelna wytyczna brzmi następująco:

1. Jeśli nagrane ścieżki nie brzmią dobrze, to… nagraj je jeszcze raz! Tym razem dobrze.

I tutaj mówimy o kilku aspektach:

A) Może to być kwestia nieodpowiedniego wykonania czy ekspresji (zazwyczaj główny winowajca). To jest najistotniejszy element i jeśli on leży, to wszystko, co następuje potem, ma marginalne znaczenie – niezależnie od tego jakim procesom byśmy danego śladu nie poddali i przez jakie kosmiczne narzędzia byśmy go nie przepuścili. Więcej o zasadach nagrania “wokalu-petardy” pisałem TUTAJ. Rzućcie okiem, bo tam jest naprawdę esencja tego tematu w pigułce.

B) Może to być kwestia nieodpowiednio zaadaptowanego pomieszczenia, co skutkuje niepotrzebnymi odbiciami czy pogłosem wracającym z opóźnieniem do mikrofonu albo daje nam niechciane dudnienia i rezonanse w niskim środku spektrum, jeśli nagrywamy w małej kabinie – to wszystko potrafi zrujnować klarowność nagrywanego śladu i z marszu jest identyfikowane jako brzmienie amatorskie.

C) Może to być kwestia nieodpowiednio ustawionego mikrofonu względem wokalisty. Pamiętajcie, że nawet niewielkie zmiany w położeniu mikrofonu względem paszczy nagrywającego mają znaczący wpływ na balans pasmowy nagrania. Polecam zatem sprawdzić rzeczy typu bliżej/dalej, niżej/wyżej, prosto/pod kątem, itd. Ważne, aby mieć świadomość, że pozycjonowanie mikrofonu działa poniekąd jak EQ – tyle, że takie naturalne. I to już na samym wstępie.

D) Może to być kwestia nieodpowiedniego sprzętu – przede wszystkim źle dobranego mikrofonu, a potem klasy przedwzmacniaczy i konwerterów w interfejsie. Wierzcie mi lub nie, ale to jest akurat mało istotny element ogólnego odbioru przez nas brzmienia. Ujmując to inaczej – sprzęt i jego klasa mają oczywiście znaczenie, ale dopiero wtedy, gdy wszystko wymienione powyżej jest na swoim miejscu. Nie ma bowiem sensu inwestować w drogi tor audio do nagrań, jeśli mamy w planach nagrywać wokal w jakimś kiblu metr na metr czy w pomieszczeniu bez żadnej adaptacji, nie umiemy się swoim głosem posługiwać, czy nie wiemy jak ustawić mikrofon. Nawet najlepszy sprzęt tu nie pomoże. Ba, zaszkodzić nawet może, bo dobitniej obnaży nasze braki – wykonawcze i przygotowawcze.

———-

Wiem, że pewnie niektórzy młodzi adepci tej sztuki mogą teraz czuć się rozczarowani, bo nie napisałem, że wystarczy zapiąć na ślad jakiś magiczny Soundgoodizer czy inny wtyczkowy majstersztyk i nagle wszystkie nasze niedociągnięcia znikną. To niestety często panujące przekonanie wśród amatorów. I przekopują internety w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie brzmiące mniej więcej tak – “Jakiego użyć pluginu, żeby ukryć fakt, iż nie potrafię śpiewać, rapować, grać na instrumencie, nie mam pojęcia o akustyce pomieszczenia, a mikrofon sam przecież sieje sybilantami na potęgę?”

Oczywiście przerysowuję i przesadzam, ale łapiecie chyba koncepcję? To mniej więcej tak, jakby przygotować dla kogoś jego ulubione ciastka, ale schrzanić przepis i upiec zakalca, a potem próbować na siłę ciacha ratować posypując je cukrem, lukrem czy innym karmelem je polewając. I nic się z tego nie ucząc, wejść w Internet i szukać kolejnych sposobów na ulepszanie tej “padaki”. A prawda jest taka, że jak upieczemy pycha ciastko, to czasami takie dodatki nie będą nawet potrzebne. Ewentualnie potrzebne będą w minimalnej ilości – tylko po to, aby podkreślić wyjątkowość samego wypieku. Trafiona analogia? Mam nadzieję.

2. Jeśli daliśmy w nagraniu z siebie wszystko, zarejestrowaliśmy ten przykładowy wokal w najlepszy możliwy sposób (uwzględniając punkty powyżej), ale nasz ślad nosi jeszcze jakieś ewentualne znamiona pewnej niedoskonałości (tak zapewne będzie), to dopiero wtedy przystępujemy do jego obróbki.

Kluczową sprawą na tym etapie jest odpowiednia identyfikacja zaistniałych w ścieżce problemów! Jaki niby sens ma łapanie się za wtyczki, skoro nie do końca nawet wiemy, jaki aspekt brzmienia poprawić chcemy? Nie mamy jeszcze wystarczająco wyrobionego słuchu, nie wiemy na co zwracać uwagę, etc.

I w tym momencie wychodzę do Was ze wspomnianą “ściągą” dotyczącą obróbki. Weźcie ją oczywiście również z lekkim dystansem, bo nie jest to sztywny przepis na sukces, a bardziej lista potencjalnych podejrzanych – raz będzie ich mniej, raz więcej. Polecam zatem stosować ją z rozwagą i przemyśleniem (robimy tylko tyle, ile musimy, a nie odhaczamy wszystkiego po kolei jak leci).

KOREKCJA

Usuwamy / wycinamy wszelkiego rodzaju dudnienia, buczenia, świszczenia i inne “-enia”, które zanadto się wybijają. Tutaj warto popatrzeć na okolice niskiego środka (w przypadku wokalu będą to częstotliwości z zakresu powiedzmy 150-350Hz), na środek – między 900Hz a 4kHz (tutaj sporo potrafi drażnić, szczególnie w okolicach 2-3kHz), na jeszcze wyższe pasma (5-9kHz, gdzie lubią rezydować sybilanty, choć o nich więcej za chwilę). Niektórzy lubią jeszcze filtrem ścinać najwyższe częstotliwości, ale to nie zawsze się sprawdza, bo jedno co trzeba “zawsze” to brać pod uwagę kontekst, a nie szukać gotowców…

KOMPRESJA

Ścieżki wokalu w zasadzie zawsze zyskują po zastosowaniu kompresji (chyba, że zastosowaliśmy już ją w trakcie nagrania wpinając w tor zewnętrzny kompresor). Kompresja pozwala nam w tym miejscu nieco wyrównać dynamikę śladu, redukując poziom za wysokich szczytów i podnosząc nieco cichsze fragmenty. Cały zamysł polega przede wszystkim na tym, aby słuchacz mógł wyraźnie usłyszeć każde słowo, żeby te zarejestrowane ciszej nie zostały pogrzebane w gąszczu miksu, a te głośniejsze nie wyskakiwały zanadto przed szereg.

DE-ESSER

Jego zastosowanie jest opcjonalne i w dużej mierze zależy od tego, jak brzmiący wokal udało nam się zarejestrować, jakiego i w jaki sposób mikrofonu użyliśmy, etc. Oprócz tego, niektórzy śpiewacy syczą bardziej niż inni – to też trzeba brać pod uwagę. Raz jeszcze – najważniejsze, to dogłębnie się w ślad wsłuchać i zidentyfikować, czy sybilanty stanowią w danym momencie problem, czy może nie. Zawsze trzeba liczyć się z sytuacją, że jak przesadzimy z ilością redukcji głosek syczących, to wyjdzie nam wokal-sepleniątko. Jak nie damy odpowiedniej ilości redukcji, to nam “eski” wwiercą się w bębenki.

Te trzy procesy powinny w zasadzie wystarczyć, aby było znacznie lepiej z ogólnym brzmieniem naszego wokalu, bo usunęliśmy największe bolączki. Reszta procesów w zasadzie wpada w kategorię kosmetyki i upiększania. I tutaj możemy się zabrać za:

POGŁOS / DELAY

Ślad w jakiejś przestrzeni umieścić zwykle należy, co by nam nie brzmiał za sucho i jak odklejony od reszty. Algorytm pogłosu oraz jego parametry należy dobierać w kontekście całej piosenki, w trybie solo mocno tego odradzam. To klimat i charakter utworu decydują o tym, jak odpowiednio tego typu wtyczki ustawić. Ba, nawet tempo ma tu znaczenie… Odpowiednio osadzony w przestrzeni wokal automatycznie zyskuje punkty w odbiorze przez słuchacza.

SATURACJA

Jeśli czujemy (ponownie – słuchamy i decydujemy), że śladowi brakuje trochę “kopa”, “piachu”, “mięsa”, energii, zadziora, czy jakichkolwiek innych, precyzyjnie określonych atrybutów… to możemy sięgnąć po pluginy saturujące, emulujące lampy, taśmy czy konsole. Zwykle działa to na plus, ale też warto być nieco powściągliwym, bo i tu nadmiar nie jest wskazany. O ile nie mamy w planach jakiejś radykalnej zmiany charakteru brzmienia, to raczej dodajemy tego typu procesów minimum. Tylko po to, aby lekko “dorzeźbić” brzmienie.

LIMITER

Niektórzy realizatorzy stoją za tym murem, inni nie zawsze, jeszcze inni się totalnie od tego odżegnują. Co jeszcze dobitniej pokazuje, że naprawdę nie ma tutaj sztywnych reguł. Limiterem możemy dodatkowo podciąć szczyty, których nie wyłapał idealnie kompresor (i saturacja, która też w pewnym sensie sygnał kompresuje), a jednocześnie możemy zabezpieczyć ścieżkę wokalu przed przesterowaniem/przekroczeniem przez sygnał cyfrowego zera. Spróbujcie, jeśli chcecie, ale nie załączajcie odruchowo bez odpowiedniej analizy przypadku i nie dociskajcie go bez opamiętania!

AUTOMATYKA GŁOŚNOŚCI

Czytelność, klarowność i możliwość usłyszenia przez słuchacza każdego słowa w tekście to jedna z podstawowych zasad odpowiednio obrobionego wokalu. Może się zdarzyć (i zdarza się, szczególnie w zróżnicowanych pod względem gęstości miksach), że nawet po zastosowaniu wcześniej opisanych procesów wpływających na rozpiętość dynamiki, nagrany wokal może nadal w niektórych miejscach miksu być ogólnie za głośno lub za cicho. Wtedy z pomocą przychodzi automatyka głośności, która pozwala nam na optymalne osadzenie wokalu w różnych sekcjach piosenki. W skromniejszej aranżacyjnie zwrotce głos może być zbyt wyeksponowany i odstawać od reszty instrumentów. W gęstszym refrenie może być generalnie lekko zasłonięty – czy jakikolwiek inny przypadek napotkamy. Chwytamy wtedy za automatykę i dopasowujemy ogólny poziom wokalu do muzyki, tak aby w każdej sekcji relacja między nim a instrumentami pozostawała mniej więcej na tym samym poziomie.

EFEKTY DODATKOWE / SPECJALNE

Jeśli dany utwór się o to prosi, możemy czasem zaszaleć i dobarwić wokal czymś mniej standardowym – czy będzie to modulacja (phaser, flanger, chorus), czy może coś w rodzaju głosu przez telefon czy efektu megafonu, czy cokolwiek innego nam przyjdzie do tej rozczochranej głowy – próbujmy. Acz ponownie – z umiarem, bez przesady i raczej nie na całej długości kawałka, a tylko w jakichś kluczowych miejscach. To może czasem nadać dodatkowego smaczku i stać się smakołykiem dla ucha, ale tylko wtedy, gdy zastosowane jest z rozwagą.

Podsumowejszyn

Tak w zasadzie wygląda ten temat. Czasem trzeba będzie chwycić się tylko kilku narzędzi, czasem zastosować je wszystkie. Miejcie jednak zawsze na uwadze pierwszy punkt tego artykułu – najważniejsze jest możliwie najlepsze nagranie. To podstawa podstaw. A jeśli nawet nienajgorzej nagrany wokal, mimo wykonania wszystkich czynności tu opisanych, nadal brzmi słabo, to prawdopodobnie znaczy, że musicie jeszcze lepiej poznać zasady działań poszczególnych procesorów, żeby jeszcze bardziej świadomie się nimi posługiwać. Bo wiecie, ich nie wystarczy tylko wpiąć… Je jeszcze trzeba dobrze poustawiać… 🙂

  1. Dzięki Igor! Dodałbym tu jeszcze troszkę o elementach nie wchodzących bezpośrednio w tor nagraniowy, a posiadający nie mniejszy wpływ na jakość nagranego wokalu. Np. szklanka wody dla wokalisty.

  2. Cześć,
    Igor mam pytanie a propos umieszczenia wokalu w sesji. Mianowicie jak wygląda praktyka? To znaczy (pierwsza opcja) czy nagrany wokal umieszcza się ze wszystkimi innymi śladami – instrumentami – w jednej sesji daw i potem masteringujemy całość albo druga opcja – robimy wstępny mix samego instrumentalu (przygotowujemy instrumenal “pod wokal”) zgrywamy jako jedną ścieżkę stereo, następnie umieszczamy ją w nowej sesji i dogrywamy do niej wokal. Powiedzmy, że w tej drugiej opcji wokal mamy na jednej ścieżce i instrumental na drugiej i dopiero wtedy przeprowadzamy mastering.
    Pytanie jest takie, czy ta druga metoda jest stosowana i ma jakiś sens? Jak to się robi w komercyjnych produkcjach?

    • Jak masz dostęp do wszystkich śladów, to miksujesz wszystko razem w jednej sesji. Nie bardzo widzę sens robić wcześniej oddzielny miks instrumentów. Bo co, jeślibyś tak zrobił, a w trakcie pracy nad wokalem doszedłbyś do wniosku, że chcesz coś w instrumentalu zmienić? Będziesz wracał do poprzedniej sesji, zgrywał nowy instrumental, etc? Po co takie skakanie między sesjami?

Zostaw komentarz