Postanowienia Na Rok 2018

Z racji tego, że jest to pierwszy artykuł w nowym roku, wypadałoby się podzielić z Wami kilkoma postanowieniami, jakie postanowiłem sobie postanowić. Powód, dla którego piszę o tym dopiero teraz jest bardzo prosty – większość “noworocznych postanowień” z reguły upada w okolicach końcówki stycznia, czy będzie tu mowa o poważnych planach, czy o nowej diecie-cud – nie ma to większego znaczenia. Musiałem się najpierw przekonać o tym, czy te moje założenia przetrwają pierwszy, najtrudniejszy miesiąc, żeby w ogóle mieć prawo o tym pisać. A drugi, bardziej prozaiczny powód jest taki, że nieco mi się sen zimowy przedłużył i dopiero niedawno wybudziłem się z letargu…

Mam świadomość tego, że może nie będą to dla Was najbardziej wartościowe informacje na świecie, ale może któreś z nich będą inspiracją do ulepszenia własnego warsztatu – tak muzycznego, jak i realizatorskiego czy nawet osobowościowego. Nie mam bynajmniej zamiaru bawić się w jakieś motywacyjne przemowy, przedstawię Wam po prostu suche fakty i powiem co tam słychać po drugiej stronie kabla.

Byłoby też bardzo miło, gdybyście zechcieli podzielić się pod spodem własnymi postanowieniami. A z racji tego, że mamy już prawie połowę lutego, możecie dodać wzmiankę o tym, jak dobrze Wam do tej pory z tym wszystkim idzie.

Jedziemy z kokosem… 😉

1. Nie wchodzić więcej do tej samej rzeki…

To stwierdzenie jest niewątpliwie bardzo pojemne, bo odnieść je można do wielu aspektów życia, ale z uwagi na to, że na blogu rozmawiamy o konkretnej tematyce, to właśnie w takim kontekście postanowiłem się do tego ustosunkować. Co takiego mam na myśli?

Otóż, sprawa jest odrobinę smutna, ale rezultat takiego podejścia zdecydowanie wart podjęcia kroków tychże. Robiłem już różne projekty z przeróżnymi ludźmi – jedne okazały się strzałem w dziesiątkę, inne były takie zwykłe, standardowe, a jeszcze inne niestety kończyły się porażką. I to do tych ostatnich właśnie chcę się odnieść.

Nie będę wymieniał nikogo z imienia i nazwiska czy pseudonimu, bo nie w tym rzecz, chcę tylko Was uczulić na to, aby po prostu odchodzić od projektów (nie tylko od konkretnych osób, ale i pewnego rodzaju grupy osób), które wcześniej się nie sprawdzały i kończyły się niezadowoleniem obu stron. Jeśli czujecie, że od początku “coś śmierdzi”, a w trakcie realizacji projektu swąd tylko się spiętrza, to kulturalnie i szybko skończcie takie zlecenie, a następnym razem proponuję odwrócić się na pięcie i grzecznie opuścić lokal zanim cokolwiek zaczniecie działać.

Wiem, że mało to motywujące, szczególnie dla tych którzy dopiero zaczynają, ale im wcześniej nauczycie się mówić “nie” dla czegoś, co wygląda podejrzanie i bardzo mało profesjonalnie, tym mniej się będziecie musieli w przyszłości z takimi rzeczami użerać.

Żeby nie pozostać gołosłownym, przytoczę Wam przykład takiej sytuacji (a podobnych było już kilka). Kontaktuje się ze mną artysta, który chce, abym wykonał dla niego miks. Przesyłam mu więc wstępne warunki oraz wycenę. Dostaję odpowiedź, że to o wiele za drogo, bo kolega mu kiedyś zrobił za 50zł (czy nawet mniej). Odpisuję zatem, że w takim razie powinien się zwrócić do kolegi, gdyż moje stawki są takie jakie są i nie będę ich obniżał, bo coś tam kolega… Litości.

Były też propozycje w stylu “za flaszkę” czy “postawię Ci pizzę jak będziesz w Warszawie”. Trochę kiedyś takich “kwiatków” przerabiałem. W pełni rozumiem, że młodzież zwykle na pieniądzach nie śpi i chce wynegocjować jak najniższą cenę, ale wybaczcie – jeśli ktoś chce, żebym dla niego zaangażował swój czas, swoje ucho i swój sprzęt, to niestety musi pokryć koszty. A wierzcie mi, że z ludzi nie zdzieram, a i rabatem chętnie sypnę, jeśli kawałków będzie więcej, a współpraca odbywa się na zadowalającym poziomie. Raz czy dwa w przeszłości zdarzyło mi się pójść na taki daleki od ideału układ, ale dziś to już historia.

Zamiast tego, proponuję więc przerzucać energię i skupienie na projekty, które wcześniej dobrze się sprawdziły i mają potencjał na dłuższą współpracę oraz poszukiwanie takich zleceń, przy których wiecie, że opłaci się to obu stronom. A dwa, choć to chyba dla większości z Was będzie oczywiste – zanim się czegokolwiek podejmiecie, poproście jakąś próbkę tego, za co macie się zabrać i oceńcie czy warto, czy sobie z tym poradzicie, czy ma to w ogóle szansę dobrze zabrzmieć, itd.

6. Skupić się na własnej muzyce

To się za mną ciągnie jak glut z nosa uciekającego przed chusteczką 3-latka. I jeszcze zostawia na podłodze ślad. Jestem świetny w rozpoczynaniu nowych rzeczy, ale gorzej z ich kończen…

No właśnie. Mam masę rozgrzebanych i niedokończonych projektów swojego autorstwa. Jestem hipokrytą numer 1 w tym temacie, bo przecież od lat Wam truję, żeby czegoś kategorycznie nie robić, a okazuje się, że sam to robię. Czy też truję, żeby coś konkretnego robić, a samemu się do tego nie stosuję. Jak kto woli. Rezultat jest taki, że od dawna skupiam się na tej “drugiej stronie” i pracuję niemal wyłącznie nad muzyką innych, odkładając swoje rzeczy na bok.

I to musi się w tym roku zmienić. I już się nawet powoli zmienia. W styczniu napisałem 3 utwory, z czego 2 już nagrałem. Potem miksy i będzie można otwierać szampana. Jeśli oczywiście wcześniej nie spadnie mi na nos żaden kamień, nie zagryzie rój rozwścieczonych szerszeni, nie przejedzie po plecach T-34, czy nie utopię się w wannie. I milion innych wymówek… (w tym jestem akurat prze-kotem).

4. Rozwinąć umiejętność gry na nowym instrumencie

To chyba największe wyzwanie, ale jednocześnie dające najwięcej satysfakcji. Z uwagi na to, że moim instrumentem od zawsze była gitara, wybór padł na kolejny instrument “strunowy-szarpany”, czyli ukulele. Mała to i delikatna zabawka, paluchy się między progami plączą, wszystkie akordy się inaczej chwyta, ale brzmienie tego cacka wszystko rekompensuje!

Nie jest to wprawdzie moje pierwsze podejście do gry na uke, bo leży to małe dziadostwo w mojej szafie już od jakiegoś czasu, ale dopiero od niedawna zacząłem do sprawy poważniej podchodzić i mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że zaczyna to moje brzdękanie powoli przypominać muzykę.

9. Tworzyć więcej artykułów, filmów i kursów

Nie da się nie zauważyć, że moja aktywność na blogu od jakiegoś czasu znacząco zmalała i jest ku temu parę powodów, ale nie będę Was nimi zanudzał, bo niczego to do tematu nie wniesie. Założenie jest takie, aby powrócić do regularnego publikowania. Może z pewnymi zmianami, może nie aż tak bardzo intensywnego jak kiedyś, ale powrócić. Bo wierzcie mi lub nie – brakuje mi tego.

Podsumarum

I takie oto, kobylaste wyzwania sobie rzuciłem. Trzymajcie za mnie kciuki, tak jak ja trzymam kciuki za Was. Nie tylko w sprawie trzaskania nowych utworów, ale i tego, że podzielicie się swoimi postanowieniami i ich dotychczasowymi wynikami poniżej.

P.S. No i trochę falstart z tym szampanem… Korek sam wystrzelił, bo WordPress mi oznajmił, że to wpis numer pińcset (słownie: 500).

Aloha!

Zostawić komentarz ?

30 Komentarze.

  1. Miło się czyta to co napisałeś (jak zawsze). A propos pkt.6 (Skupić się na własnej muzyce) – dodałbym tu: ” i mieć na nią jakiś pomysł, plan…”. Odnoszę to swoich doświadczeń. Dziś multum ludzi wypuszcza swoje produkcje (często b. dobre) i z reguły zupełnie nic z tego nie wynika. Wielu wydaje się, że wystarczy swój “hit” zamieścić na YouTube, założyć Fanpage i przygotować długopis do rozdawania autografów… Oczywiście tak bywa, ale z reguły tak nie jest. I co dalej? Publikowanie kolejnych utworów? OK. Można a nawet trzeba. Jeżeli jest dobry kontent, ktoś z czasu nawet da Like`a. Co dalej? Jak “kania dżdżu” łąkniemy akceptacji dla naszej twórczości (w tej czy innej formie), “paliwa” do dalszego działania… Każdy negatywny sygnał odbieramy jakby ktoś skrzywdził nasze dziecko… Brak sukcesów z reguły bardzo podkopuje motywację i pewność siebie (nawet jak staramy to sobie tłumaczyć, że potrzeba czasu, że co nas nie zabije to nas wzmocni…). Jeżeli to co się w tym momencie dzieje nie jest elementem przemyślanego scenariusza i szerszego planu to w dalszej perspektywie czarno to widzę (co innego, gdy jest to dogadane z wytwórnią itd., no ale to chyba oczywiste.)

  2. Już się bałem, że porzucisz zakamarki. Ja zacząłem się uczyć grać na pianinie na starość 🙂
    A swoją muzę rób, bo ten kawałek z kursu kopał bardzo! Zresztą pisałem Ci już o tym.
    Pozdrawiam, Laser

    • Nie wymiksowałbym się bez odpowiedniego pożegnania 🙂 Muzę muszę dokończyć i wypuścić.
      Gratuluję “na starość” postanowienia. Jak się nie rozwijamy, to się cofamy!

  3. no jakbym czytal o sobie ,poza pnkt 9 cala reszta idealnie siedzi 🙂 hehehe
    no ,jest ostro, w zasadzie w jakies niepowazne projekty to nie bawie sie juz od lat ale to nie jest takie proste ,nic nie jest oczywiste zanim nie stanie sie oczywiste i czasem cos fajnie wyglada na starcie a pozniej sie dowiadujesz wlasnie ze za flaszke a juz zmarnowales 6 mies ,bywa i tak,tyle ze z wiekiem i doswiadczeniem czlowiek potrafi juz z daleka wyczuc temat ale bywa roznie

    • Zgadza się. A najgorsze, że różne “kwiatki” zdarzają się na każdym szczeblu. Polecam wywiad z Quincy Jonesem, który bez hamulców opowiada o tym jak MJ robił współtworców jego przebojów na hajs.

  4. ups sry zdublowalo mi wpis,prosze i wywalenie zbednego

  5. soundmajster

    Pkt.1 Postanowiłem korzystać z możliwości wejścia do różnych strumyków innych osób które zechcą przepuścić swoją wodę przez mój “młyn” i dzięki temu nabierać doświadczenia.To mój etap.😌Jednocześnie mobilizuje mnie to do zrobienia “rzeczy” od początku do końca.Co niestety nie udaje mi się jak do tej pory z własnymi kawałkami , które leżą biedne na stercie zwanej niedokończoną.Pkt2 Postanowiłem każdy swój pomysł nagrywać. Niech się zbiera.Pkt3 Gitara wchodzę coraz bardziej w jazzowe funkcje.Takie smaczki się dobrze czasem lokują.Piano-trza ćwiczyć chociaż Cubase rozleniwia.UKU wisi na ścianie i błaga brzdąknij.Kurcze- nauczę się.Igorze no i mam nadzieję że dalej będziesz tą lokomotywą która podciągnie nas znowu o kilka stacji do przodu.Dzięki za wszystko.

    • Doczepiajcie wagony, ja węgla trochę dosypię i jedziemy! 😉

  6. Witam. A ja przestałem już stawiać sobie cele na kolejny rok, bo mnie akurat nic z tego nie wyszło. Miałem nie palić, palę. Miałem przestać kupować kolejne detale do domowego “studia”, nie przestałem. Miałem złapać Wenę za nogi, nie złapałem.
    Stąd pomyślałem, że dobrze będzie w tym roku nie zakładać realizowania określonych celów, tylko odpuścić. Może w takim przypadku się uda 🙂 A jeśli coś się zrealizuje poza wytyczonym celem, to dopiero będzie osiągnięcie 🙂
    Pozdrawiam gospodarza i zaglądających tu czasem.

    • U niektórych zapewne takie podejście się sprawdza, więc… musisz sprawdzić. 🙂

  7. Mógłbym posłuchać tych dwóch twoich piosenek Igorze?
    Wszystkie Twe postanowienia jak wyjdą tak wyjdą,ale… nagrywaj nowe kursy!
    Czasami mnie się wydaje abym sobie postanowił nic nie postanawiać ech! 😀

  8. Ja to “bym chciał” żeby całą ta wiedza którą tu zawarłeś przez te lata była dostępna w formie książki. Trwałe to i zacne 🙂 Wszystkiego dobrego!

    • Jest to tematem przemyśleń i nawet kroki już były swego czasu podjęte. Aczkolwiek z kilku powodów (głównie logistycznych) trzeba było odpuścić. Myślę nad alternatywą. Cierpliwości.

    • Popieram pomysł.

  9. Hai, widzę że nadeiszła “godzina szczerości” to mój pierwszy wpis a zakamarki śledzę od lat…5 (wiem wstyd) i nie przepusciłem żadnego artykułu, tu sie zaczeła moja przygoda i eksperymenty z dżwiękiem. Tu nabrałem świadomości dla tego skomplikowanego tematu, który jednocześnie wydaje sie fenomenalnie prosty, w końcu wszyscy najwięksi robią to tak samo, a raczej wiedza czego nie robić, tylko dochodzą do tego różnymi drogami. W tamtym roku po różnych eksperymentach muzycznych które zbierały się przez lata ze świadomością swoich braków związanych z oceanem jakim jest dżwieko-muzyka postanowiłem zakończyć to mała płytką, bo też w zakamarkach dowiedziałem się o tym że trzeba powiedzieć KONIEC wiecznym poprawkom i niezadowalających wynikom. Następna będzie lepsza. Wielkie dzięki dla wykładowcy Igora za robotę którą tu odstawia. Pozdrowienia dla wszystkich kochających muzę świrów. Kto się nie boi niech posłucha. yeti.bandcamp.com

    • Dobre Mzimu

      No tak, smutne to ,że tak dobrej i ciekawej muzyki trzeba szukać z uporem maniaka. Sekcja rytmiczna obezwładnia. Solo na garach, uuu! Według mnie świetna robota i świetnie brzmi, choć lekcje u Igora rozpocząłem jakieś 4 miesiące temu i teraz wiem, jak mało wiem, ale dobrze, że to wiem 🙂 Powodzenia wszystkim!
      …5 lat, ok. Dam radę.

    • Rzeczywiście ciekawy materiał. Dobra robota, Yeti!

  10. Dzięki, dla ciekawostki dodam że gary (oprócz kawałka B2) nagrywam w pomieszczeniu 2,5 x 2,5 m. co jest w zasadzie samobójstwem, a większość dżwięków wychodzi z Unitry Estrada 207 AR (organy elektronowe 1988 r.) które znalazłem 15 lat temu na śmietniku.

  11. Hej,

    A ja postanowiłem, że razem z zespołem w tym roku bardziej skupimy się na występach scenicznych niż na dopieszczaniu brzmienia kolejnego albumu. Tutaj też za długa przerwa się zadziała, czas wyjść z letargu i trafić na scenę. Mam nadzieję, że się uda. 🙂

    Pozdrawiam,
    Dimatheus

  12. Pytanie z innej bajki. Miksujesz przy pomocy kontrolera ? Czy jedynie mysz ?

    • Głównie mysz. Kontrolerem posiłkuję się zwykle do robienia automatyki.

Zostaw komentarz