Optymalny Poziom Odsłuchu w Miksie – Pytania od Czytelników

Temat odpowiedniego poziomu odsłuchu podczas miksowania przewijał się na blogu kilkakrotnie, ale z dwóch powodów uznałem, że należy mu się oddzielny wpis. Po pierwsze, jeden z czytelników spytał mnie, czy mógłbym przybliżyć ten temat ze szczególnym uwzględnieniem tego, jak poziom odsłuchu wpływa na podejmowane decyzje w miksie. A druga rzecz – wydaje mi się, że część z nas czasami zapomina, jak istotny jest to czynnik…

Dlatego niniejszym przychylam się do prośby Karola i spróbuję Wam w najbardziej łopatologiczny sposób to wyjaśnić.

I obiecuję, że dziś będzie króciutko…

Poziom odsłuchu

Jak doskonale wiemy (z krzywych izofonicznych) ludzki słuch nie jest liniowy. Oznacza to, że w zależności od poziomu głośności, bardzo różnie słyszymy poszczególne częstotliwości (np. nie zmieniając zupełnie nic w miksie, a jedynie podnosząc poziom odsłuchu, usłyszymy nieco więcej basu i najwyższych częstotliwości). I już ten fakt powinien nam dać sporo do myślenia…

Jak niby mamy ustalić prawidłowe proporcje między instrumentami czy powiedzmy między wokalami a perkusją, jeśli nasze uszy nie słyszą wszystkich częstotliwości równomiernie? Mamy zgadywać? A może są jakieś sposoby, aby sobie z tym problemem poradzić…?

“Optymalny” poziom odsłuchu

Można zastosować się do wytycznych Boba Katza i skalibrować poziom odsłuchu na 83dB SPL (pisałem o tym szerzej TUTAJ), gdyż wieść głosi, iż jest to idealny punkt dla ludzkiego słuchu, gdzie słyszymy niemal wszystkie pasma w optymalnych proporcjach. Zauważycie zapewne, że te 83dB SPL, to jest jednak dość głośno i ja osobiście nie czuję się komfortowo pracując dłużej z jakimś utworem na takim poziomie. Szczególnie, że nie dysponuję jakimś sporym pomieszczeniem i w takich kameralnych warunkach słuch się niestety bardzo szybko zmęczy, jeśli będziemy uderzać weń tak wysokim ciśnieniem akustycznym. Nie ma zmiłuj.

Niemniej jednak sprawdzam co jakiś czas, jak trzyma się miks przy wspomnianej wartości odsłuchu, bo jest to dla mnie dobra “kotwica”, ale na dłuższą metę raczej bym tak nie wypykał…

“Mój” poziom odsłuchu

Zdecydowaną większość czasu spędzam jednak w nieco cichszej atmosferze. Nie mierzyłem w sumie nigdy, jakie to są wartości – po prostu ustawiam odsłuch “na czuja”, aż będzie mi odpowiadało (“nie za cicho, nie za głośno”) i z jednej strony nie muszę się domyślać czego słucham, a z drugiej – nie muszę mrużyć oczu kiedy bas, perkusja i mocne gitary wchodzą z buta! Wydaje mi się (choć oczywiście mogę się mylić), że każdy powinien sobie znaleźć swój własny punkt, w którym czuje się dobrze – gdzieś w okolicach wspomnianej wyżej liczby. A czy będzie to 5, 10 czy ileś tam decybeli w dół czy w górę – to już kwestia indywidualna. Ważne, aby nasz słuch się za szybko nie zmęczył, ale także, abyśmy nie musieli go wytężać chcąc usłyszeć co dzieje się w utworze.

I to jest pierwsza rzecz, czyli poziom “optymalny”, z którym spędzimy najwięcej czasu miksując. Wydaje mi się, że ta kwestia jest zbyt często lekceważona, a przecież potrafi mieć kolosalny wpływ na dobranie odpowiednich proporcji pomiędzy ścieżkami. Z tego względu i jeśli tak jak ja, nie czujecie się komfortowo pracując z odsłuchem na poziomie 83 dB SPL i wybierzecie sobie nieco niższą wartość odsłuchu, to spróbujcie kiedyś dodatkowo zastosować poniższe “obejścia” czy “hacki”. U mnie sprawdzają się one w większości przypadków.

Bardzo cicho

Kilka razy podczas pracy ściszam odsłuch do bardzo minimalnego, ledwie słyszalnego poziomu, co pozwala wyłowić, czy któryś z elementów nie wybija się nadto w kontekście reszty (dobry miks, nawet słuchany bardzo cicho, musi się trzymać kupy). To jest, nawiasem mówiąc, jeden z lepszych sposobów na sprawdzenie, czy wokal (ale nie tylko) dobrze siedzi w kontekście reszty śladów. Przy ekstremalnie minimalnym poziomie odsłuchu powinniśmy słyszeć przede wszystkim głos i deczko za nim werbel, a potem całą rzeszę pozostałych instrumentów. Przynajmniej w gatunkach typu rock czy hip-hop to działa jak marzenie.

Jeśli zjedziecie z odsłuchem niemal do zera (tak, żeby jeszcze tylko lekko słychać było wokal), to ŻADEN element nie powinien mu wchodzić w drogę. Jak okaże się, że na tak niskim poziomie słyszycie powiedzmy bas albo fortepian – to są one zdecydowanie za głośno w miksie.

Bardzo głośno

Niejednokrotnie odkręcam miks także w drugą stronę i przez krótki czas słucham go bardzo głośno, bo to z kolei pozwala mi określić, czy jakieś elementy nie brzmią zbyt natarczywie i “boleśnie” dla uszu, nawet przy tak mocno wyśrubowanej głośności. Może być bowiem tak, że wydaje nam się, iż wszystko świetnie gra, ale tylko do momentu jak naprawdę nie damy do pieca.

Wtedy się nagle okazuje, że wokal nam świdruje w głowie sybilantami, gitary są ostre jak wiertło dentystyczne, a stopa perkusji brzmi jak rozchlapujący się na asfalcie pomidor. Dzięki chwilowemu podniesieniu poziomu odsłuchu (do wartości niemalże irracjonalnych) można takie rzeczy szybko zidentyfikować i wyeliminować, co na niższym poziomie odsłuchu niekoniecznie byśmy wyłapali…

Pamiętajcie, że jeśli miks jest zrobiony odpowiednio, to gra odpowiednio na każdym poziomie odsłuchu. Jasne, że jak go odtworzymy ciszej, to nie wszystkie częstotliwości usłyszymy idealnie (siłą rzeczy czy natury…) i jest to normalne – sprawdźcie tak z czystej ciekawości kilka komercyjnych utworów. A z drugiej strony – nawet najgłośniej zagrany, ale dobry miks, nie zrobi nam nigdy z głowy sieczki.

Podsumowanie

Według mnie, najbardziej optymalnym poziomem odsłuchu podczas miksu, jest poziom… zmienny. Tylko manipulując co jakiś czas głośnością w obie strony jesteśmy w stanie rzetelnie ocenić czy miks nam się klei, czy nie, czy jedne elementy nie zasłaniają innych, czy któreś ze śladów nie za mocno na nas wyskakują i wszystkie tego typu zjawiska.

Sytuacja ta jest w sumie analogiczna do słuchania miksów na różnych systemach odsłuchowych – oznaką dobrze wykonanej pracy jest prawidłowa translacja (przekładanie się) naszego utworu, czyli przyjemność z jego słuchania na jakimkolwiek sprzęcie czy nośniku. Ale o tym to już przecież doskonale wiecie…

  1. Imho, najlepszym sprawdzianem dla miksu jest odsłuch w samochodzie 🙂

  2. A mnie dręczy pytanie, jak to poustawiać, by dany kawałek grał w każdym przypadku dobrze. Jak przesłać info słuchającemu, że utworek brzmi dobrze po dodaniu korekcji basu i sopranu na wzmacniaczu, że bez tego muzyczka płynie jakoś tak bezbarwnie, że jak słucha na przeszkadzajce, to traci walory brzmieniowe itd. Reasumując, puszczam sobie coś na tablecie, to chętnie projekt bym usunął z pamięci, ale gdy słucham na średniej klasy audio, to słyszę smaczki, a i bas jakoś tak miło gra i go słychać itd. Kiedyś ustawiłem sobie tak na średnim poziomie miks, to mi chciało rozwalić basowe w kolumnie, a gdy skręciłem to bas był prawidłowo słyszalny, ale tak jak Pan pisze, pianino, część perkusji poszła precz. Lub inny przykład, prawidłowe ustawienie części instrumentów bez ingerencji w ustawienie wzmacniacza, przy dodaniu barwy, powodowało, że instrumenty powłaziły na siebie i pojawiał się chaos. Kompromis pewnie potrzebny, ale czasem żal tracić ciekawe brzmienie w konkretnym ustawieniu. Cóż, ale jak zazwyczaj pisałem, ja bawię się w granie i nie bardzo znam się na technice dźwięku 🙂 No a skakanie po kilka razy na różne poziomy odsłuchu to duuuuużo czasu i samozaparcia potrzeba. Pozdrawiam. PS. Jak słucham grup muzycznych to jednak zawsze gra to to przyzwoicie, choć na ten przykład by usłyszeć pewien zakres basu u Genesis ( płyta Sztuka z ogonem lub Sprzedać Anglię za funta ) to jednak podkręcenie niskich częstotliwości dodaje i to znacznie walorów ich produkcjom. Czyli nie ma ideału ?

    • Oczywiście, że nie ma ideału, nie ma szablonu, jest wiele możliwości i każda z nich może brzmieć przyzwoicie albo nie.

  3. Korzysta ktoś z Nx – Virtual Mix Room over Headphones?

    http://www.waves.com/plugins/nx#introducing-nx-virtual-mix-room

    Mając marne odsłuchy, warto zainwestować w to cudeńko?

Zostaw komentarz