Edycja Audio i Miksowanie Sekcjami – Pytania od Czytelników

Znów nadszedł czas, aby wziąć na warsztat kilka z nadsyłanych przez Was pytań i się z nimi rozprawić. Dziś porozmawiamy o podstawowych zasadach technik edycyjnych oraz o miksowaniu sekcjami. Kwestie te uważam za dość istotne i chwała Wam za to, że je podnosicie, bo mi czasem niektóre tematy umykają – szczególnie te, które błędnie uznaję za oczywiste…

Musicie mi wybaczyć… 🙂

EDYCJA AUDIO

Jeden z czytelników spytał mnie parę dni temu, czy zrobię kurs z edycji audio (np. cięcia, wyrównywanie czy łączenie klipów). Odpowiedziałem Piotrowi, że nie mam tego w planach, bo to są podstawy, które można z łatwością przyswoić samemu. Poza tym, uważam, że jest to na tyle prosta sprawa, że robienie z tematu edycji audio całego kursu byłoby co najmniej przesadą. Ile czasu można by było mówić o przesuwaniu i cięciu klipów? 🙂

Postanowiłem zatem wypunktować kilka podstawowych zasad, których przestrzeganie podczas manipulowania dźwiękiem za pomocą narzędzi edycyjnych, uchroni Was od popełniania błędów:

  • podstawa edycji to dokładność i precyzja – warto pracować na dużym zoomie, koniecznie odsłuchać efektu w solo i w kontekście reszty śladów, z kursorem ustawionym kilka sekund przed rzeczonym miejscem (a nie tylko w miejscu edycji), warto również sprawdzić na słuchawkach czy aby na pewno dokładnie problemu się pozbyliśmy i przede wszystkim – nie być tu niechlujnym i niecierpliwym, a także nie zniechęcać się, jak pierwsze cięcie i przesunięcie nie zabrzmi jak należy, bo czasem trzeba kilka razy spróbować (w różnych miejscach) zanim nasz ‘edit’ zabrzmi naturalnie i nie do wychwycenia
  • stosujemy (niemal zawsze) krótkie fade-iny (na początku) i fade-outy (na końcu) klipów, które przycięliśmy – pozbywamy się wtedy niechcianych “kliknięć”, “cyknięć” i innych zniekształceń, które pojawiają się, gdy audio wchodzi niespodziewanie po przycięciu na “pełnej parze” albo gdy nagle urywa się na końcu klipu. Te zgłośnienia i ściszenia robimy z reguły mikroskopijnej długości, bo nie chcemy, aby było słychać jakąkolwiek edycję, a jedynie gładkie rozpoczęcie się bądź zakończenie dźwięku.
  • cross-fade’y (czyli jednoczesne i nakładające się na siebie ściszenie ze zgłośnieniem) to absolutna konieczność w miejscu przecinania się dwóch klipów – szczególnie, jeśli pod spodem leży wyraźne audio. Te również powinny być możliwie najkrótsze.
  • preferowane są cięcia w “punkcie zerowym“, czyli tam, gdzie wykres fali na dużym zbliżeniu przecina idącą przez środek klipu poziomą linię wyznaczającą “zero” – wtedy można nawet pominąć cross-fade’y. Alternatywnie, cięć proponuję dokonywać tuż przed transjentem od następnego dźwięku, bo wtedy taki ‘edit’ ma szansę zabrzmieć transparentnie, ale naprawdę podstawa, to unikanie cięcia w trakcie wybrzmiewania dźwięku (szczególnie długiego dźwięku).
  • dostosowywanie głośności klipów w ramach jednej ścieżki, o którym mówiłem w TYM filmiku. W skrócie chodzi o to, aby jeszcze przed zaaplikowaniem kompresji na danym śladzie, podzielić ścieżkę na mniejsze fragmenty, jeśli występują na niej znaczne różnice w głośności sygnału i wtedy dostosować (oczywiście wstępnie i pobieżnie) poziomy tych fragmentów do siebie – to szybki i prosty zabieg, a znacznie ułatwi nam późniejszą pracę z kompresją podczas miksu.
  • opanowanie oddechów – ja od lat wyznaję bardzo prostą zasadę w tej kwestii, tzn. zawsze pozbywam się oddechów na chórkach, harmoniach, podbitkach i innych dublach (bo za dużo chaosu sieją), ale nigdy nie wycinam ich z głównego wokalu (bo to zabrałoby sporo autentyczności). Przyglądam się każdemu oddechowi z osobna i decyduję, czy jest za cichy, za głośny, za długi, etc. Wtedy go skracam, lekko przyciszam czy nawet czasem robię na nim fade-in. Wszystko zależy od tego, co się na danym oddechu sprawdzi najlepiej, bo nie ma na to reguły.
  • wyrównywanie dubli – chyba nic tak nie drażni (przynajmniej mnie), jak “mijające się” w czasie wokale, z zupełnie nieopanowanym ‘timingiem’, z akcentami o kilka czy kilkanaście milisekund “obok”. Jeszcze pół biedy jak mówimy o wokalu głównym i dublu, bo tutaj można bardzo szybko sprawę załatwić (wtyczki typu Vocalign czy RevoicePro tutaj rządzą, choć można też to zrobić ręcznie, tylko to mega czasochłonne), ale jeśli w grę wchodzą powiedzmy jakieś chórki na kilka śladów i każdy z nich jest nierówno z głównym wokalem, to wszystko nam się zacznie brzydko rozjeżdżać i irytować naszych słuchaczy. Nie mówię jednak, że ślady mają być zawsze, bezwzględnie i w stu procentach wyrównywane względem siebie, ale wyedytowanie ich tak, aby trzymały się w rozsądnej “kieszeni” (kilka milisekund) doda naszej produkcji znacznie lepszego wydźwięku.
  • strojenie wokalu – jeżeli już jesteśmy zmuszeni skorzystać z tak bardzo ingerującej w strukturę audio techniki, to starajmy się to robić możliwie najmniej inwazyjnie (pomijam oczywiście przypadki, gdy chodzi nam o uzyskanie typowych dla przesadnego strojenia artefaktów). Czasem lepiej jest zastosować strojenie dwuetapowe (“2 razy po trochu”) niż jednorazowo przejechać ślad wokalu Auto-Tunem z agresywnymi nastawami. A już w ogóle najlepszą techniką, jaką znam, jest ta opisana TUTAJ.
  • edycja żywych bębnów – ta potrafi być bardzo czasochłonna, ale według mnie, to właśnie w tym miejscu najlepiej sobie ćwiczyć edycję (po uprzednim opanowaniu podstaw swoich narzędzi – przycinaków, nożyc, fade’ów i innych). W drugiej części kursu Pro Tools Po Polsku poświęciłem temu tematowi 4 filmy, które trwają w sumie prawie półtorej godziny, więc możecie sobie wyobrazić, ile tam czynników wchodzi w grę… Tutaj mogę powiedzieć na razie tyle, aby robić taką edycję zawsze na nowej playliście (zduplikowanym oryginale), żeby w razie czego mieć drogę powrotną – niezależnie od tego, czy będziemy edytować perkusję ręcznie, czy za pomocą lekko zautomatyzowanych narzędzi, jak Beat Detective czy Elastic Audio czy innych, które posiada Wasza stacja robocza. Koniecznością jest oczywiście zgrupowanie wszystkich śladów bębnów i traktowanie ich jak jednego instrumentu, bo przesuwanie pojedynczych ścieżek składających się na całą perkusję jest bardzo złym pomysłem i skazuje nas na problemy z fazą. Po zakończonej pracy z BD warto wyedytowane ścieżki skonsolidować (czyli zamienić setki małych klipów na jeden długi), co by trochę dysk odciążyć. I tu jeszcze jedna uwaga – Beat Detective lub ręczne cięcie i przesuwanie jest mniej inwazyjne i działa o wiele lepiej na krótkich, ostrych dźwiękach z mocnymi transjentami, bo nie ingeruje w strukturę audio, podczas gdy rozciąganie i zacieśnianie niestety tak i je proponowałbym stosować raczej na dłuższych, bardziej pociągłych dźwiękach. Jeśli się przyłożymy i zrobimy to dokładnie, to artefaktów może nie być słychać, ale w takich długich nutach (bas, smyki, etc.) cięcie i przesuwanie ma raczej marne szanse się sprawdzić, szczególnie jeśli miejsce cięcia ma przypaść gdzieś w trakcie wybrzmiewania.
  • blokowanie klipów przed przypadkowym ich przesunięciem – może nie jest to typowa technika edycyjna, co bardziej dobra praktyka, aby sobie życia później nie utrudniać. Jeśli Wasze DAW posiada taką funkcję, to włączcie ją po skończonej edycji, aby niepostrzeżenie nie przesunąć gdzieś jakiegoś klipu, gdy nam się palec przypadkowo na myszce omsknie czy coś w tym stylu.

MIKSOWANIE SEKCJAMI

Karol zadał mi pytanie dotyczące TEGO artykułu z naciskiem na omawianą tam Technikę nr 3 kwestionując jej sensowność. Plus dla niego za dociekliwość, a ja spieszę wyjaśnić, jak podejść do niej jeszcze sensowniej (bo ostatnio sam często tak miksuję i chyba w końcu tę technikę dostosowałem do swoich preferencji).

Pisałem w tamtym zamierzchłym artykule o tym, aby najpierw popracować nad intro, potem zwrotką, refrenem, i tak dalej – starając się wypracować w każdej sekcji odpowiedni balans oraz zwracać uwagę na miejsca przejść między sekcjami. O co chciałbym jednak tę metodę jeszcze uzupełnić, to sam początek pracy, czyli ustalanie poziomów (bo to najważniejszy element każdego miksu) na podstawie jak największej ilości grających ze sobą jednocześnie ścieżek. Już tłumaczę…

Karolu, proponuję Ci zacząć miks od najbardziej gęstej sekcji (bo mamy najwięcej instrumentów i szybciej nam się miks ułoży w pozostałych miejscach, zobaczysz…), a ewentualne zmiany (automatyką) w celu dopasowania ilości danego instrumentu w pozostałych, mniej intensywnych fragmentach – wprowadzać później. I to bez jakiejś sztywnej kolejności.

Najłatwiej jest po prostu zapętlić takie gęste miejsce w piosence (zwykle refren) i po kolei zacząć podnosić suwaki z poszczególnymi śladami, aż uzyskamy zadowalający nas balans. Pozostałe miejsca w utworze w jakichś 80% same później “wskoczą” gdzie trzeba i to po dosłownie kilkunastu minutach Twojego obcowania z miksem. Potem oczywiście dochodzą różne procesory oraz efekty, ale jak już je zaaplikujesz (na tym, powiedzmy, refrenie), to będziesz miał gros pracy z miksem za sobą! Później już tylko pozostanie ubarwianie i różnicowanie sekcji innymi efektami (np. innym algorytmem pogłosu czy czymkolwiek innym) i jesteś prawie w domu! Polecam kiedyś spróbować. Nie tylko Karolowi, ale i Wam wszystkim.

I przy okazji tego tematu, naszła mnie również taka myśl/spostrzeżenie, że dokładnie ta sama zasada sprawdza się świetnie podczas aplikowania procesów na sumie miksu czy masteringu – najlepiej wybrać najgłośniejszy moment i w nim dopasować np. ilość redukcji sygnału na kompresorze, limiterze, clipperze czy czymkolwiek czego używacie. Ponieważ jest to sekcja najintensywniejsza, to jeśli na niej sprawimy, aby brzmienie nie było zbyt ściśnięte i zduszone, to pozostałe, mniej gęste sekcje, będą brzmiały bardzo naturalnie, wręcz idealnie. Gdybyśmy bowiem zmaksymalizowali głośność odsłuchując spokojniejszej czy mniej intensywnej zwrotki, a potem przeskoczyli na gęstszy refren z takimi samymi nastawami procesorów, to rezultat byłby raczej opłakany – totalne przekompresowanie i brak życia.  Prosta zasada i świetnie działa. Czyli to, co leniwce lubią najbardziej!

Zakończenie

Dziękuję obu Panom za ciekawe pytania i mam nadzieję, że udało mi się z nich jakoś sensownie wybrnąć, a kolegom dać jako-takie wskazówki do sensowniejszej i mniej uciążliwej pracy. W zanadrzu czeka jeszcze kilka pytań, których autorzy nie dają mi spokoju, więc spodziewajcie się wkrótce kolejnej dawki informacji.

  1. Ja akurat co do cross-fade’ów mam odmienne doświadczenie – ale pewnie błędne bo dopiero zaczynam przygodę z miksowaniem więc mój autorytet kuleje 😀 Ale z moich dotychczasowych doświadczeń długie cross-fade’y powodują, że zmiana jednej ścieżki w drugą wchodzi łagodnie i praktycznie niezauważalnie dla ucha, natomiast przy krótkich cross-fade’ach te zmiany są nagłe i dobrze słyszalne – ale jak powiadam, to tylko moje doświadczenie, możliwe, że źle się do tego zabieram dlatego tak to u mnie wygląda 🙂 Przy okazji witam wszystkich, i gratuluję autorowi świetnego bloga 🙂

    • Możliwe, że mówisz o innej sytuacji (przechodzenie jednego utworu w drugi). Ja tutaj piszę o chirurgicznej edycji klipów, które powiedzmy odrobinę przesuwasz i wtedy tylko krótkie cross-fade’y mają sens.

  2. Po przeczytaniu i przeanalizowaniu wszystkich wpisow wciaz nasuwa mi sie wiele pytan. Ale do rzeczy. Otoz kwestia mixu dotyczy Black Metalu…Zaczne od tego ze jest bardzo malo informacji na ten temat. Zazwyczaj jezeli mowimy o mixie i masteringu to przyklady podawane sa na podstawie rockowych lub „okolometalowych” kawalkow – tak jak Igor pisze – gdzie slyszalnosc instrumentow, balans itd sa latwe do uchwycenia. Natomiast z typowo black metalowe numerami ja bynajmniej mam maly klopot.

    1. Bebny. Uchwycenie balansu pomiedzy stopa, werblem a blachami- np. kawalek trwa 4 min z blastami szesnastkowym tempo utworu 180-200 albo i wyzsze. Tak naprawde gary zlewaja sie w jeden wielki łomot-w mixie z gitarami to juz wogole moim zdaniem wyzsza szkola jazdy zeby to wszsytko gralo ze soba…ale..Czego tak na prawde uzyc zeby zachowac czytelnosc i balans..czy zwiekszyc kompresje,pobawic sie eq, zastosowac limiter czy na koniec dolozyc cos innego co sprawilo by ze czytelnosc perkusji troszke by sie zwiekszyla…

    2. Gitary. Wiadomo ze brzmienie gitar jest nad wyraz przesterowane. Dodatkowo caly czas graja tremolo a wiec czytelnosc riffow tez jest „rozmazana” – co zastosowac w tym przypadku?

    3. Ostatnie pytanie dotyczy sumy mixu. Co wpiac na nia??? Przyznam sie ze po ostatnim moim mixie albo przesadzilem z limiterem albo z kompresorem (byc moze nie potrzebnie uzylem) ale finalnoe caly kawalek „falowal”

    Jescze raz przepraszam ze ponawiam te pytania aczkolwiek tak jak wspomnialem niewiele jest informacji poswieconej tak extremalnej muzyce.

    Prosilbym Cie Igorze choc odrobine podpowiedzi.

    • Black Metal to mocno nie moje podwórko, więc mogę Ci tylko ogólnych rad udzielić:
      1. Podstawa nie rozmywania się wszystkiego to bardzo równe (bądź wyrównane po fakcie) nagranie. Często się bezlitośnie dosuwa do siatki – tak bębny, jak i wiosła. Wtedy już zaczyna 100 razy lepiej żreć.
      2. Bębny są zwykle dość mocno skorygowane (eq) i nie niosą za dużo dołu, a kompresja równoległa na pewno im pomoże.
      3. Mniej tremolo i mniej przesteru na gitarach!
      4. Co do sumy miksu, to wpinasz na nią to, co jest w danym przypadku potrzebne, a nie po prostu “dla zasady”. A co będzie potrzebne zależy od tego, jak zrobiłeś miks. Czasem będzie potrzebna dodatkowa korekcja czy kompresja, a czasem nie. Na koniec jakiś limiter bądź clipper.

  3. Jak coś ma być “trve black metal” to moim zdaniem tremolo, brzmienie gitary typu odkurzacz i pogłos ala klatka schodowa są wpisane w tę stylistykę… to musi brzmieć źle 🙂

    • zielony600

      Odkurzacz na klatce schodowej, albo w studni 😀 , oba to “kultowe” nazwijmy to “efekty” tru BM ;). Niestety prawda jest bezlitosna: zdjecie troche przesteru ulatwi sprawe, ale gitarulicy nie uznaja tego sposobu przez dlugi czas (tzw. autopsja 😉 )

Zostaw komentarz