Czy Warto Studiować Realizację Dźwięku Za Granicą? Cz. 2

Niniejszym przedstawiam Wam drugą odsłonę artykułu o tym czy warto studiować realizację dźwięku. Zgodnie z zapowiedzią znajdzie się tutaj nieco więcej moich prywatnych przemyśleń, a także poruszę tę drażliwą kwestię, o której wspomniałem poprzednio.

Jeśli ktoś się poczuje urażony, to z góry przepraszam, ale wierzcie mi – to jest wszystko w dobrej wierze. Poza tym, zauważyłem, że jak się czasem do Was walnie z grubej rury, to wtedy chyba informacja trochę lepiej dociera i zostaje na dłużej 🙂

W pierwszej części skończyliśmy na opisie harmonogramu zajęć, a teraz nadszedł czas na zapoznanie się ze stroną organizacyjną i słodko-gorzkie podsumowanie. Miłego czytania!

STUDENCI, ATMOSFERA, ZADANIA I EGZAMINY

Jak to w każdej szkole, wiedzę uczniów trzeba niestety weryfikować. Oceniano nas pod różnymi względami, z różnych dziedzin, na różne sposoby. W czasie, gdy uczęszczałem do Pulse, egzaminy odbywały się:

  • z wiedzy ogólnej o realizacji (pisemne i praktyczne)
  • z Pro Toolsa
  • ze zrealizowanych i oddanych projektów (wg standardów City & Guilds oraz FETAC) – i tych było najwięcej

Na naszym roku było coś koło dwudziestu osób, więc nawet na wykładach człowiek nie czuł się przytłoczony jak w jakimś molochu i nie było problemu z zadawaniem pytań, czasem luźnymi pogawędkami, dlatego “wykład” to trochę za poważne słowo. Mi taki układ bardzo odpowiadał, bo… boję się tłumu 🙂 Nawet wtedy, gdy zdarzały się wykłady gościnne (zwykle to byli jacyś ludzie siedzący już od lat w branży muzycznej), atmosfera nigdy nie była za gęsta i można się było poczuć jak w rodzinie. To też uważam za bardzo ważny aspekt całości. Trzeba mieć jednak na względzie, że Irlandczycy to trochę inny naród niż Polacy, inna mentalność, inny poziom otwartości, etc. Moglibyśmy się od nich sporo nauczyć w tej kwestii…

Na ćwiczeniach natomiast dzielono nas na dwie grupy (jedni robili projekty na zaliczenie, drudzy w tym czasie uczyli się PT i za tydzień zamiana). A z kolei w soboty, nasza piątka urzędowała w głównym studiu (wtedy Engine Room), a druga piątka w mniejszym Studiu B na górze i później wymianka. Mądrze pomyślane, muszę przyznać.

Mhm… Jak tak teraz o tym wszystkim piszę, to aż mnie naszła ochota, żeby tam wrócić… Serio!

No dobrze, ale koniec tych wspomnień, bo się jeszcze zrobię “sentymenalny”. Tak Wam mogę pokrótce opisać, jak to w moim przypadku wyglądało. Oczywiście nie jestem w stanie na łamach jednego czy dwóch wpisów przedstawić każdego zagadnienia, jakie przerobiliśmy podczas studiowania, ale jakiś obraz sobie już na pewno wyrobiliście. Podsumuję więc teraz krótko całość, a potem przejdziemy do rzeczy, które zapewne interesują Was bardziej niż te moje doświadczenia i wywody.

OPINIA

Chyba najlepszym dowodem na to, jak dobra jest ta szkoła, jest fakt, że… w tym momencie i już od kilku ładnych lat możecie czytać tego bloga. Gdybym tam nie poszedł, to Zakamarków Audio raczej by nie było. Nie “raczej”, co ja mówię… Na pewno by ich nie było! Nie miałbym odwagi pisać o tym wszystkim, o czym piszę, gdybym nie zdobył wcześniej ugruntowanej i uporządkowanej wiedzy (choć jak czasem patrzę po Internecie, to niektórym osobom podobne tematy poruszającym w ogóle nie przeszkadza fakt, że mają bździu w głowie, skrawki niezweryfikowanych informacji zaczerpniętych z jakiegoś forum, gdzie wszyscy małpują i powtarzają jakieś utarte slogany, bez jakiegokolwiek podparcia doświadczeniami – można i tak). Ale my nie o tym…

Ta naprawdę dobrze poukładana wiedza (a raczej program) i możliwość praktycznego przetestowania w zasadzie wszystkiego, poznania różnego rodzaju sprzętu i oprogramowania, obcowania z muzykami po drugiej stronie szyby, poznania niesamowicie zdolnych ludzi i wyrobienia sobie branżowych kontaktów, zrobienia sobie własnego portfolio z ukończonych projektów, poznania jak funkcjonuje rynek i jak się na nim odnaleźć – stanowią ogromną przewagę już na samym starcie. Oceny, papierki i certyfikaty mają tu rzecz jasna mniejsze znaczenie, bo tak naprawdę liczy się to, co umiesz, a Pulse pozwolił nam się “naumieć” bardzo dobrze i bardzo dużo.

Gdyby nie to, nigdy nie odważyłbym się zabrać zespołu do studia na nagrania, bo przecież bym poległ z kretesem dysponując szczątkową wiedzą z internetów czy nawet z książek. Człowiek by usiadł sparaliżowany przed konsoletą i co dalej…? Że nie wspomnę o technikach mikrofonowych i na własnej skórze testowanych metodach nagraniowych. Teorię można wciągnąć, ale jak nie usiądziesz, jak nie naciśniesz, jak nie przekręcisz, jak czegoś nie schrzanisz – to się nie nauczysz. Proste. Doświadczenie to rzecz bezcenna i głównie z tego względu będę Wam zawsze polecał pójście na porządne kursy z tej dziedziny. A porządne to takie, gdzie nie szczędzą czasu na zajęcia praktyczne i nie zalewają Wam głowy nudną matmą, fizą czy historią muzyki barokowej… Jeśli więc macie taką możliwość (albo rozważacie w przyszłości), to proponuję się nawet nie zastanawiać (albo już odkładać pieniądze). Takiej przygody na pewno nie pożałujecie.

Mało tego, będziecie mogli skromnie, po cichu i pod nosem trochę się pośmiać z tych wszystkich “internetowych ekspertów”, którzy jak roboty powtarzają regułki podpatrzone gdzieś indziej i dzielą się czasem takimi radami, że pozostaje się tylko w myślach przeżegnać… Ale najważniejsze – będziecie mieli w końcu pewność siebie w tym co robicie, skończy się “zgadywanie”, a zacznie się świadome korzystanie z narzędzi i realizowanie projektów z prawdziwego zdarzenia.

A teraz czas na coś, co we wstępie obiecałem, że wyjaśnię (choć wyjaśnić się nie da w sumie)…

Którą szkołę wybrać?

Jest pewna kategoria pytań związana ze studiowaniem realizacji dźwięku (choć odnosi się to w sumie do każdego kierunku), które mi zadajecie, a które ja widząc – totalnie głupieję, irytuję się, ręce mi opadają, chcę wyjść na ulicę i krzyczeć. Odnoszę też wrażenie, że ileż razy bym tego nie wyjaśnił, zaraz pojawi się dwa razy więcej takich błyskotliwych pytań.

Moi drodzy, błagam Was – zanim zadacie mi pytanie o wybór szkoły czy porównanie mojej szkoły z jakąś inną (najlepiej w Polsce), albo zapytacie o szkoły warte rozważenia w Europie albo w Stanach (autentyk), to może zatrzymajcie na chwilę trybiki w głowie i zastanówcie się, czy aby na pewno chcecie się aż tak zbłaźnić. Pomyślcie sekundę… A teraz przeczytajcie powoli poniższe zdania:

Nie mam rzetelnego porównania Pulse z innymi szkołami, bo NIE CHODZIŁEM do innych szkół studiować realizacji (tym bardziej w Polsce) i nie jestem w stanie zrobić żadnego zestawienia – nie znam programu innych szkół, nie znam ich kadry, wyposażenia, absolwentów, nie znam samej placówki, nie byłem nawet w środku – jak więc miałbym wystawić nieznanej szkole opinię?

Skąd mam wiedzieć, która szkoła w Polsce ma najbardziej zbliżony sposób nauczania do Pulse?? Skąd mam wiedzieć, w której szkole w UK uczą najlepiej Pro Toolsa? Skąd mam wiedzieć czy jak studiowałeś w Polsce fizykę, to przyjmą Cię do jakiejś tam szkoły realizacji w Bostonie?? Ludzie, serio?? Ostatnio się nawet dowiedziałem, że mam rzekomo “szeroką wiedzę w temacie szkół realizacji w Europie”. Tu to już mi wszystko opadło. Nawet nie zamierzam komentować tego, co niektórym się w głowach rodzi, skąd i dlaczego…

Kochani, byłem w JEDNEJ szkole uczącej realizacji i o moich doświadczeniach z nią związanych możecie przeczytać w tym (i poprzednim) wpisie. I to jest JEDYNA szkoła, o której mogę powiedzieć coś konkretnego i popartego własną wiedzą. O reszcie się nie jestem w stanie wypowiedzieć, bo nie należę do tych, którzy zdzierają swe gardła na tematach, o których nie mają pojęcia. Jedyny wyjątek (a właściwie dwa), o których złego słowa nie powiem, to SAE Institute (z filiami w 28 krajach) i Berklee College of Music w USA. To są od lat uznane marki, które wykształciły hordy zdolnych muzyków oraz realizatorów i z nimi nie można się pomylić. Jeśli macie możliwość – tam zawsze warto pójść.

Jest zapewne jeszcze cała masa dobrych szkół (bo ostatnimi czasy zaczęły wyrastać jak grzyby na wilgotnej ścianie), ale naprawdę nie przypisujcie mi jakieś mitycznej wiedzy z nimi związanej. To przecież jakiś absurd jest… Mogę Wam jedynie poradzić, że jeśli już obierzecie jakąś placówkę na celownik, zróbcie rzecz następującą:

  • Sprawdźcie stronę szkoły, poczytajcie o kadrze, o programie, o wymaganiach
  • Udajcie się na dni otwarte, żeby zobaczyć, czy nie jest to jakaś piwnica w Pomiechówku
  • Porozmawiajcie z nauczycielami, wypytajcie o to, jak wygląda nauka, jak jest z wyposażeniem, materiałami edukacyjnymi, sprzętem, wymaganiami
  • Spróbujcie znaleźć kontakt do absolwentów danej szkoły i grzecznie ich podpytajcie o jakieś kluczowe kwestie
  • Opinie w Internecie traktujcie z dystansem (szczególnie te publikowane na stronie danej szkoły)

Którędy droga?

Pamiętajcie, że naprawdę spora część sukcesu zależy od Was samych – od zaangażowania, poświęcenia i ciężkiej pracy! I nie jest to pusty slogan czy wyssane z palca górnolotne hasełko. Ja naprawdę w Pulse ryłem dużo. Bardzo dużo. Przeczytałem poza zajęciami, na własną rękę kilka opasłych książek, obejrzałem mnóstwo poradników i cały czas uzupełniałem wiedzy fundament zdobywany w szkole coraz to kolejnymi informacjami, które miałem szanse weryfikować podczas zajęć pytając wykładowców.

Od samego początku studiowania próbowałem już robić miksy i choć brzmiały przez długi czas jak smutna żaba w deszczu, to i tak robiłem je dalej. Upór i determinacja naprawdę przynoszą wymierne korzyści. Moje ponad-ustawowe rycie zaowocowało nie tylko potężną dawką wiedzy i bazą do rozwijania swoich umiejętności, ale zostało również zauważone przez nauczycieli, którzy przyznali mi na koniec ostatniego roku kilka tytułów, odznaczeń i nagród 🙂

Nie, żebym to robił dla sławy i splendoru, ale wierzcie mi, że porównując niektóre ze swoich ukończonych projektów z innymi studentami, czasem zastanawiałem się czy na pewno chodziliśmy na te same zajęcia… Smutna prawda jest bowiem taka, że chyba kilka osób w mojej grupie było tam jakby “za karę”. A przecież samo, bez wkładu własnego, się nie nauczy i nie zrobi. Przypomina mi to sytuację, w której młody adept tej sztuki zakupi sobie trochę sprzętu i oczekuje z marszu dobrych nagrań, podczas gdy nie ma nawet pojęcia czym jest i po co istnieje zasilanie fantomowe.

Czy warto więc studiować realizację dźwięku?

I już nawet nie chodzi o to czy w Polsce czy gdzieś indziej… Nie dajcie sobie wmówić, że wszystkiego nauczycie się z Internetu, bo to niestety nieprawda. Albo, że jak pójdziecie na studia, to na pewno wyjdziecie stamtąd 100 razy mądrzejsi i dostaniecie od ręki robotę w studiu. Po sobie wiem, że na pewno w edukację zainwestować warto, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Ale czy jest to warunek konieczny do zostania dobrym realizatorem? Według mnie, z pewnością bardzo w tym pomaga.

Pytanie jest tak naprawdę o to, co konkretnie chcielibyśmy potem robić. Jeśli bowiem szczytem naszych ambicji będzie tylko układanie klocuszków w DAW w swojej sypialni, to raczej bez takich studiów się obejdziemy, ale jeśli celujemy nieco wyżej i chcemy w przyszłości gdzieś z naszymi projektami zajść, to nie wyobrażam sobie, żeby mieć w głowie szczątki niepoukładanych informacji, bo na pierwszej poważnej sesji nagraniowej polegniemy z wielkim hukiem! To Wam gwarantuję.

Porządną wiedzę najlepiej zdobyć w uznanym miejscu, gdzie pozwolą nam jeszcze ją dobrze sprawdzić w bojach – to wiadomo, ale to my musimy wykonać najtrudniejszą część pracy. My! To po prostu trzeba potraktować poważnie i się zaangażować. Inaczej lepiej sobie odpuścić, pojechać za te pieniądze na Malediwy czy do San Escobar i wrócić do swojego nudnego życia hejtując i deprecjonując “gópih studentuf” w Internecie…

Zostawić komentarz ?

15 Komentarze.

  1. Myślę,że tę esencję twego wpisu można przenieść na inny grunt i będzie podobnie prawda? Pójdę do szkoły muzycznej i będę Muzykiem, albo: zapiszę się w domu kultury na gitarę i będę muzykiem. Niby brzmi podobnie,ale jaka różnica!

    Ps.Kiedy zainstalowałem na mojego imaca OS Sierrę z PT 11 mój komputer ,,oślepł” na mego M boxa 2 co jest? Potrzebny M box nowszej generacji? Przecież PT teraz pracuje ze wszystkimi interfejsami? To powinno współpracować nie?

    • Zanim zrobi się upgrade systemu czy wersji PT należy sprawdzić na stronie Avid czy jest wsparcie dla danego interfejsu. Dla Mboxa 2 zostało ono porzucone już na etapie Yosemite. Możesz więc albo spróbować pod ASIO, albo zrobić downgrade OS-u. Albo kupić inny interfejs… 😉

    • Lexicon I-ONIX u42s zareagował podobnie. Miałem wtedy przyśpieszony kurs jak zrobić bezpieczny downgrade. Ostatecznie zgrałem wszystkie dane z dysków na zewnętrzne nośniki i postawiłem El Capitana. I chyba tak pozostanie, bo działa. Igor ma rację. Trzeba sprawdzać wsparcie od producenta sprzętu zanim się narobi sobie kłopotów.

  2. pijmleko433

    Osobiście studiuję realizację dźwięku w Warszawie. 3 letnie studia licencjackie, płatne, dające dużą możliwość się rozwinąć. Obecnie kończę drugi rok i stanowczo mogę stwierdzić, że poziom mojej wiedzy przed, a teraz jest na prawdę na dużo wyższym poziomie praktycznym i teoretycznym. Mamy dobrą kadrę wykładowców i dużo sprzętu w postaci konsolet, stdudia i innych rzeczy, z których możemy korzystać kiedy chcemy ze wcześniejszą rezerwacją. Teraz 20 maja mamy dzień otwarty na naszej uczelnii. Jeśli ktoś jest zainteresowany zapraszam. Śmiało piszcie do mnie, jak macie więcej pytań. Postaram się wszystko przedstawić dokładnie jak wygląda.

  3. O w mordę! Nawet nie przyszło mi to do głowy, że interfejs też może pójść do lamusa. Ale dziękuje,bo wiem teraz na czym stoję.W tej sytuacji raczej będzie to ostatnia opcja czyli zakup nowego interfejsu,myślę o M audio 2x2M,to powinno chodzić. Cofał się nie będę bo wiele produktów które kiedyś kupiłem są już pod Sierrę.A chciałem tylko zrobić porządek z demówkami! Kiedyś jak był format RTAS,bez problemu je znajdowałem na imacu,a teraz jak jest AAX to nie mogłem ich zlokalizować tak skutecznie aby po deinstalacji znikły mi z listy w PT.Od dwóch interfejsów głowa nie boli.Mam jeszcze Windowsa.A tak swoją drogą rzeczywiście macie rację zanim zrobi się jakiś jeden upgrade trzeba dobrze pomyśleć aby czasem nie musieć robić następnych.Jeszcze raz dzięki! :mrgreen:

  4. I powiedz pijmleko433 czy tu w Polsce na takich sudiach też jest wiodący program DAW ( Pro Tools ) czy używacie wszystkich po trochu?

    • pijmleko433

      Tak, jest DAW. Na początku przerabialiśmy Sony SoundForge, potem Reaper, teraz Logic.

  5. Witajcie, na wstępie chciałbym uprzedzić że poniżej będzie post gigant, I jeśli uznacie że za bardzo odbiega od tematu, nie obrażę się jeśli go skasujecie, aczkolwiek uważam że moja historia jak najbardziej pasuje do tematu studiów za granicą, a informacje są aktualne, ponieważ aplikowałem w tym roku.

    W ubiegłym roku zdecydowałem, że w Polsce nie ma dla mnie odpowiednich warunków do edukacji realizacji nagrań I produkcji muzycznej na tak zwanym “level up”. Przy okazji bardzo chciałbym zaznaczyć że w żadnym razie nie uważam się za wymiatacza w jakiejkolwiek dziedzinie, wręcz przeciwnie, jedynie moje pomysły determinuje ogromny głód wiedzy I potrzeba doskonalenia się w sztuce. Wracając, od pażdziernika zajmuje się aplikacją na studia muzyczne, konkretniej interesowały mnie kierunki produkcji muzycznej I realizacji dźwięku. Przez ostatnie pół roku zjadłem zęby na zrobieniu researchu odnośnie studiów, i na chwilę obecną znam chyba całą ofertę UK. Zaaplikowałem do czterech szkół w Londynie (i teraz małe wytłumaczenie dlaczego nie tańsze I milsze miasto niż ten mutant: zdecydowałem się wybrać kierunek Music Production, I z banalnego powodu Londyn będzie najlepszą opcją, ponieważ studiując tam jesteście od razu podłączeni do największej stolicy produckji muzyki świata). Wybrałem dwa uniwersytety, a na nich kierunki Music Sound & Technology, oraz dwie szkoły muzyczne, a na nich kierunki Creative Music Production. Dla ciekawskich, po krótce opiszę czym to się różni. Te pierwsze kierunki są bardziej techniczne. Moga przypominać nasze kierunki z Polibudy, są prowadzone przez naukowców, przy okazji są elementy matmy I fizyki. Ja zdecydowałem się na te drugie, ponieważ są one jakby rozszerzeniem o dodatkowe elementy, jakimi są moduły takie jak Critical Listenieng, Composing, Songwriting, oraz cała filozofia “jak się sprzedać na rynku”. Ponad to mam całą szkołe muzyków, co okazuje się idealnym miejscem, ponieważ mam za ścianą perkusistów, wokalistów I resztę towarzystwa, które jest bezcenne do praktykowania nagrań I tworzenia nowych dźwięków. Tutaj chciałbym dodać że od 10 lat gram na gitarze, a od zeszłego roku uczę się na klawiszu, I nigdy nie byłem zbytnio zainteresowany tworzeniem wirtualnej muzyki, to znaczy od początku spędzałem dni I noce z książkami o technikach omikrofonowania żywych instrumentów, zamiast studiowania katalogów wtyczek VST. Wracając, kierunki produkcji muzycznej są rozszerzone o te “twórcze” elementy, I są brakującym elementem dla osób, które również są kompozytorami własnych projektów. Teraz garść technicznych informacji aktualnych na 2017 rok. (Wszystkie wybrane przeze mnie uczelnie I kierunki są Państwowe, publiczne, dzienne stacjonarne 3 letnie). Rekrutacja wprawdzie wymaga zdanej matury, ale kluczowe znaczenie ma tutaj wywiad. Zostajecie poproszeni o przyniesienie portfolio z kilkoma swoimi pracami. Na kierunki techniczne trzeba było przynieść własne miksy, rozmowa polegała na sprawdzeniu waszej wiedzy merytorycznej ( w przeciwieństwie do tego co napisał Igor, dzisiaj nie przyjmują ludzi z zerowym pojęciem), natomiast produkcja muzyczna rozszerzona jest o sprawdzenie waszego podejścia I świadomości tego zawodu. Tutaj równiez chciałbym wykonać wielki ukłon wdzięczności w stronę Igora, ponieważ to właśnie z jego portalu przez ostatnie kilka lat wyryłem w sobie te kilka uniwesalnych zasad, które jak się okazało pozwoliły mi przejść ten proces rekrutacji, a mianowicie swego rodzaju pokory, odnośnie oceniania swoich umiejętności. Tak jak napisał Igor o końcówce swoich studiów w Pulse, to samo mógłbym napisać ja o swoich studiach. Pod koniec studiów, na przedmiocie nagrań studyjnych grupa nie wie co to jest takt, lub nigdy nie wyszła ze swojej strefy komfortu aby zmiksować cokolwiek innego niż ich ulubiony gatunek (99% to techno), mało tego nigdy nie słuchają innego niż swój ulubiony. Na zajęcia z instrumentoznawstwa przyszli raz, I najważniejsza zasada, nie sprzęt ma znaczenie, jego cena, jego wartość ani popularność w świecie internetu. Oprócz tego portfolio na produkcję muzyczną musi być waszego pióra. Nie jest obowiązkiem grać na jakimś instrumencie, chociaż myśle że to oczywiste. Przygotowanie portfolio w pewnym sensie zajęło mi miesiąc a w innym sposobie liczenia kompletowałem je całe życie. Ważne na takiej rozmowie to umieć opowiedzieć czego się przy tym nauczyłeś, co chciałeś osiągnąć, I przede wszystkim, czego jeszcze nie wiesz. Tak jak wspomniałem w moim wypadku nie wchodzi w gre inne miasto niż Londyn, ze względu na przemysł muzyczny tamże. Co do samych szkół, te Państwowe są wyposażone sprzętem typu cutting edge. Na jednego studenta w pracowni przypada jeden iMac, jeden interfejs Scarlett I słuchawki. Na terenie każdej szkoły są dwa studia nagrań w tym jedno zawsze jest komercyjne. Po etapie rozmów kwalifikacyjnych I dni otwartych (polecam obecność!!!) ograniczyłem się do dwóch szkół muzycznych. Grupy zajęciowe liczą tam 15 osób. Nauczycielami są zawodowcy, dla przykładu moim dyrektorem roku będzie Jason O Bryan, który pracował jeszcze w latach 90 w Geffen.Tak jak wspomniałem przez pół roku wynerdziłem wszystko co możliwe aby wybrac jak najlepiej. Polecam równiez sprawdzić alumni list, ponieważ to pozwoli wam nakreślić jakiego profilu speców dana placówka produkuje. Co do finansowania, wszyskie studia publiczne w Anglii są płatne, w tym te. Konkretnie 9.250 funtów rocznie. Takich pieniędzy chyba nikt z nas w wieku 21 lat nie trzyma w skarpecie, ale spokojnie. Kredyt studencki jest Ci przyznany, gdy tylko dostajesz miejsce w szkole. Zajęcia odbywają się 4 dni w tygodniu. Pozostałe 3 spokojnie pozwolą Ci znaleść pracę, z której się utrzymasz. Co do testów językowych, w tym wypadku TOEFL wspomniany przez Igora jest rzadziej wybieranym testem. Najpopularniejszy jest IELTS, który jest wymagany na pozoimie 6.5 overall, co jest do ogarnięcia w rok nauki licząc maturę rozszerzoną jako punkt startowy. Podsumowując, chciałbym powiedzieć że dostać się do takiej szkoły nie wymaga w żadnym stopniu bycia jakimś talentem lub czarodziejem. Wystarcza determinacja, pragnienie zdobywania wiedzy I przede wszystkim otwartość na muzykę, jako całość, I tym chciałbym zachęcić wszystkich, których Polska oferta edukacji I rozwoju nie jest w stanie zaspokoić, a którzy boją się z różnych powodów wyjść ze swoich bedroom studio. W razie jakichkolwiek pytań najchętniej w świecie opowiem co I jak. Pozdrawiam I dziękuję za ten artykuł!

    • Dzięki za podzielenie się elaboratem! Teraz możesz robić za eksperta z zakresu szkół realizacji w Londynie 🙂

  6. marcin79w

    SAE Institute – 13 000 funtów rocznie. Trochę trzeba zarabiać, nawet tutaj w UK…

    • zielony600

      Tez tam bylem, ale tylko na drzwiach otwartych. Na koniec calej wycieczki pan dal czas na zadawanie pytan. Ktos zapytal jakie sa szanse na dobra pracec po skonczeniu takich studiow (ja tam bylem w 2006 i wtedy bylo jakies 6-7 tysiecy za to), a pan powiedzial wprost: jakbym mial do wyboru., to wolalbym te pieniadze wydac na sprzet i isc zaczac samemu metoda prob i bledow naglasniac i male prace studyjne, bo szkola da duzo, ale po szkole i tak trzeba ten sprzet kupic by bylo na czym pracowac. Ciezko sie zdziwilem, finalnei nie poszedlem, chocby dlatego ze nei mialem takich pieniedzy…

    • Czy pójdziesz do szkoły, czy nie – sprzęt tak czy inaczej kupić jakiś na początek będzie trzeba i od razu praktykować, nawet na własną rękę. Takie realia…

    • zielony600

      Igor, jak najbardziej zgadzam się. W tamtym czasie nie mogłem sobie pozwolić na taki luksus, wy wywalić “tapczan pieniędzy” i w sprzęt i w szkołę. Teraz nie jestem aż tak mocno zorientowany na tę sztukę, praca i inne zajęcia robią swoje. Dużo czytam co piszesz i jest to sensownie napisane, więc robisz teraz trochę za nauczyciela 😆

Zostaw komentarz