“Dlaczego Mi Nie Wychodzi?” – Pytania od Czytelników

Dzisiaj postanowiłem poruszyć nieco kontrowersyjny temat…

Wszystko za sprawą maila, którego otrzymałem jakiś czas temu od nieco załamanego muzyka/producenta – Jarka, który napisał mi, że zajmuje się tworzeniem muzyki już od około dwóch lat, ale nadal jest bardzo niezadowolony z uzyskiwanych wyników i nie potrafi zrozumieć, dlaczego jest tak słabo.

Obejrzał już wiele filmików, zakupił nawet jakieś kursy, dużo czytał w temacie, ale ciągle twierdzi, że jego produkcje za bardzo odstają poziomem od komercyjnych standardów i jest na granicy załamania, bo naprawdę nie wie już co robić.

Zastanawiacie się pewnie, gdzie kolega popełnia błędy. I słusznie. Bo bardzo możliwe, że Wy również, świadomie bądź nie, popełniacie podobne…

Dlatego w dzisiejszym wpisie przeprowadzimy coś w rodzaju małej analizy przypadku i wyciągniemy z niej wnioski, które, mam nadzieję, przydadzą się nie tylko samemu zainteresowanemu, ale i pozostałym czytelnikom. Spróbujemy zrozumieć, dlaczego niektórym z nas “nie wychodzi” i co można ewentualnie zrobić, aby to zmienić.

Miejcie również na uwadze, że korzystając z okazji pisania o tym temacie, wtrącę także kilka swoich doświadczeń i spostrzeżeń z odsłuchiwania innych produkcji Waszego autorstwa. Bo to również jest skarbnica wiedzy w temacie często popełnianych przez Was błędów…

Sprawdźmy więc “dlaczego mu nie wychodzi”…

Na wstępie poprosiłem Jarka o przesłanie kilku próbek swoich produkcji, a później o opisanie tego, w jaki sposób działa w swoim małym studio – jak tworzy swoje utwory, jakich używa technik i metod, od czego zaczyna, jak łączy dźwięki, jak edytuje, miksuje, masteruje, czym się kieruje, jakie ma warunki, etc.

Dół Pasma

Czekając na opis zacząłem słuchać tych kilku fragmentów i główna rzecz, która mi się rzuciła w uszy, taki wspólny mianownik dla wszystkich utworów, to przewalone poziomy dolnego pasma. Od basu trochę głośnego do tak bardzo głośnego, że walił po membranach i uszach jakby się totalnie wściekł, kisząc przy tym pozostałe elementy (prócz wokalu – o tym za chwilę).

Wyczułem więc tak bardzo popularny problem z odsłuchem…

Okazało się, że moje przypuszczenia się potwierdziły – z później przesłanego opisu wynikało, iż kolega ma bardzo skromną adaptację (kilka paneli piankowych, które niewiele dobrego czynią), a odsłuchu dokonuje przez jedne z najtańszych monitorów. I do tego raczej tych mniejszych rozmiarów (bodajże tylko 3-calowy woofer). Trudno się dziwić, że przewala w miksie bas, bo słyszy go zdecydowanie za mało przez te głośniczki, więc rekompensuje te braki podbijając dolne pasma na potęgę wewnątrz projektu. Zła droga!

Poradziłem więc inwestycję w lepszą adaptację i zmianę monitorów na coś większego i sensowniejszego. A w międzyczasie – kontrolę dołu na słuchawkach. Warto jednak słyszeć, co się dokładnie dzieje w miksie, jeśli chce się podejmować prawidłowe decyzje, prawda?

Pierwszy z głowy… 🙂

Poziomy Śladów

Następna rzecz, jaką dało się wyczuć, to trochę źle dobierane proporcje instrumentów. To jedna z najczęstszych bolączek amatorskich produkcji, którą można wyczuć już po usłyszeniu pierwszych taktów czyjejś kompozycji. Z reguły są to zbyt schowane elementy perkusyjne, które zamiast prowadzić utwór i trzymać go w rytmicznych ryzach, gdzieś tam niewyraźnie tylko stukają. Brak im energii oraz odpowiedniego ciężaru i kopa. A jednak one muszą być nieco ostrzejsze, posiadać wyraźne transjenty i nieść ze sobą energię.

W tym miejscu podpowiedziałem naszemu strudzonemu wędrowcy, aby przede wszystkim odważniej wysunął perkusję na przód (dał ją głośniej) oraz popracował więcej kompresją (przede wszystkim przedłużył atak kompresora), dołączył jakiś plugin wyciągający transjenty (choćby darmowy Flux Bitter Sweet) i może spróbował dodać nieco saturacji oraz kompresji równoległej na tych bębnach.

Kolejna sprawa to za głośne wokale – też niestety dość często występujący problem. Wiadomo, że wokal zwykle musi być na froncie, aczkolwiek w tym przypadku sprawa wyglądała mniej więcej tak, że wokal siedział maksymalnie z przodu, potem była spora przepaść, a dopiero później reszta instrumentów.

Zasugerowałem więc Jarkowi częstsze podpieranie się utworami referencyjnymi, głębszą ich analizę i choć wstępne posiłkowanie się balansem instrumentów i wokali zbudowanym w miksach jego ulubionych artystów. Uświadomiłem go również, że wokal nie musi być mega głośno, aby być wyraźnym i dobrze słyszalnym – to wszystko kwestia odpowiedniego osadzenia go w utworze (przede wszystkim świadomą kompresją).

Panorama

Również i w tym aspekcie znalazły się pewne niedociągnięcia, głównie pod względem balansu między kanałem lewym i prawym. Dało się wyczuć zbyt duży rozrzut (tak poziomów, jak i pasm) między bokami miksu i poleciłem się temu niezwłocznie przyjrzeć. Często bowiem zdarza się w Waszych utworach, że albo któryś z kanałów ma zbytnią przewagę nad drugim, albo ślady zostały nie do końca prawidłowo rozdysponowane pod względem częstotliwości.

Pamiętajcie więc, że istnieje coś takiego jak balans pasmowy w panoramie i jeśli przykładowo umieszczamy w jednym kanale ślad, którego lwia część przydatnych informacji znajduje się w środku pasma, to warto ten fakt zrównoważyć inną ścieżką zawierającą podobne spektrum w przeciwległym kanale, np. gitara w lewo, a klawisz w prawo.

Brzmienie Wokalu

W tym miejscu miałbym chyba najwięcej do napisania, bo w zasadzie każdy aspekt obróbki najważniejszego śladu w utworze u Jarka leżał i kwiczał. Wyłapałem tam nie wystarczająco opanowane sybilanty, za mało kontroli rozpiętości dynamiki – jedne frazy bardzo głośno, inne za cicho w porównaniu do pozostałych (choć nadal za głośno w stosunku do reszty ścieżek), słabo dobrane przestrzenie, dużo świszczących częstotliwości. Słowem, wszystko do poprawy.

Ciężko mi wyczuć, czy nadal jest to problem odsłuchu, czy może niedostateczna wiedza na temat miksowania, posługiwania się narzędziami albo, co gorsza, problemy ze słuchem. Poradziłem więc koledze kilka zabiegów mających na celu poprawienie tegoż brzmienia, tzn. chirurgiczna korekcja newralgicznych częstotliwości, de-esser i automatyka, odważniejsza kompresja, zmiana algorytmu pogłosów, itd. A także, tak dla sprawdzenia, kontrolę słuchu (naprawdę bez złośliwości, w dobrej wierze).

Drugi problem z wokalem polegał natomiast na tym, że nagrany został w dalekim od ideału pomieszczeniu. Rzucał się w uszy fatalny pogłos, jak z małego, średnio umeblowanego pokoju. A jak dodamy do tego fakt, że wokal został w miksie wysunięty do przodu bardzo mocno, to możecie się chyba domyślać, jak bardzo źle to razem grało.

I w tej kwestii niestety niewiele da się zrobić po fakcie. Są wprawdzie wtyczki, którymi możemy spróbować temu zaradzić, ale one są skuteczne tylko do pewnego stopnia i z reguły pozostawiają po sobie sporo nieładnych i słyszalnych artefaktów. Najlepszą radą w takiej sytuacji jest lepsze dostosowanie akustyczne pomieszczenia do nagrań – tak, aby naturalny pogłos z pokoju nie dostawał się w zbyt dużej ilości do membrany mikrofonu. Dodatkowo, warto rozważyć przesiadkę na dobrej klasy mikrofon dynamiczny, co też pomoże z racji jego mniejszej czułości, a co za tym idzie – wychwytywania mniejszej ilości odbić z pomieszczenia.

Mastering

W przesłanym mi opisie Jarek zaznaczył, że na ten temat wie najmniej i “poleciał kilkoma presetami”, bo nie do końca potrafi wyczuć, jak ustawić kompresję na sumie, a co dopiero ograniczanie czy clipping…

Jak nietrudno zgadnąć, te braki od razu “słychać jak na dłoni” (tworzę nowe zwroty, wiem) – całość jest mocno ściśnięta, sporo jest przesterów, a RMS wcale nie jest tak wysoki jak mógłby być. Prawdopodobnie też przez ten nadmiar basu, który skutecznie zabiera sporo headroomu nie pozwalając nam wyciągnąć wyższego poziomu średniego. Dowiedziałem się również, że na sumie zapięty był również jakiś exciter, który, jak na moje ucho, dodał o jakieś 275% za dużo harmonicznych w górnych rejestrach powodując śmierć kilku nietoperzy w mojej okolicy. Kwestii związanych z odpowiednim masteringiem jest oczywiście więcej, więc nie pozostało mi nic innego, jak polecić koledze z tej dziedziny się dokształcenie (przynajmniej na podstawowym poziomie, na start).

Przydałoby się również delikatnie wyciąć na całości ze dwie, trzy częstotliwości w okolicach 2-4kHz, bo miejscami tak sieje, że bolą uszy (szczególnie przy głośniejszym odsłuchu) i zabrać co nieco informacji z okolic 300-500Hz, bo sporo tam dudni i rezonuje przypominając “kartonowe” brzmienie.

Czas i Doświadczenie

Dwa lata to już jest jakiś czas, choć w środowisku produkcji muzycznej to raczej nie tak wiele. Bez zbędnego lania wody i z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że jednym z istotnych powodów takiego, a nie innego brzmienia, które obecnie nasz czytelnik jest w stanie wykręcić, jest fakt, że jeszcze brakuje mu w tym wszystkim odpowiedniej wprawy i czasu spędzonego nad produkcjami.

Ktoś znany (już nie pamiętam z jakiej branży) powiedział kiedyś o 10 tyś. godzin, które są wymagane, aby można było mówić o dojściu do odpowiedniego poziomu w tym, czym się zajmujemy. Inni mówią, że 8h dziennie przez rok, dwa – i już powinno być znacznie lepiej, itd. Teorii jest wiele i raz mają one zastosowanie, raz nie, bo każdy z nas jednak trochę inaczej to wszystko pojmuje, uczy się w swoim tempie, jedne rzeczy przyswaja szybciej, inne wolniej. Nie jesteśmy raczej w stanie tego faktu podważyć. A tak naprawdę to nie te liczby są tu istotne, serio.

“Możesz wszystko…”

To już taka ogólna rada dla wszystkich, Jarkowi się już dziś wystarczająco oberwało 🙂

Nie będę Wam mydlił oczu niczym jakiś mówca motywacyjny, sprowadzę Was na ziemię i powiem, że sorry, ale nie. Nie każdy może wszystko. Ludzie mają pełno ograniczeń i uważam za totalnie bezczelne wciskanie im ciemnoty, że wszyscy są zwycięzcami, każdy może osiągnąć to, co tylko sobie wymarzy czy inne takie banialuki. Wszyscy mamy inne predyspozycje, inne blokady, różnimy się mentalnością, inteligencją, motywacją, zdolnościami, poglądami, podejściem do życia, gustami i milionem innych rzeczy, które wpływają na to jak kierujemy swoim życiem i… jakie dźwięki wychodzą spod naszych palców.

I wiem, że brzmi to dość gorzko, ale sukces niestety nie jest pisany każdemu… Niektórym się oczywiście powiedzie, ale wielu też polegnie. Trzeba się z tym pogodzić, być na to przygotowanym i mówić o tym głośno. Już sam fakt, że wszyscy inaczej słyszymy i na tej podstawie podejmujemy dalsze decyzje, może świadczyć o tym, że jedni zajdą dalej od drugich, bo ci drudzy nawet nie będą słyszeć tego, co jest w ich produkcjach nie tak.

Dla jasności – nie piszę tych gorzkich słów, żebyście wszyscy nagle przestali i się poddali, bo nie w tym rzecz. Bynajmniej nie chcę tutaj nikogo odwodzić od tworzenia czy oskubywać z motywacji. Wręcz przeciwnie, chcę Wam pokazać, że jest jeden, niezawodny element, który zawsze gwarantuje progres (acz jeszcze nie sukces, bo to bardziej złożony proces) i jeśli będziecie się go trzymać, to będzie coraz lepiej.

W czym tkwi “sekret”?

Nie jest to sztuczne motywowanie poprzez rzucane slogany, bo to może dla Was zrobić każdy. Czy taka “gadka” rodem z wykładu motywacyjnego sprawi, że jeśli zasiądziecie do tworzenia ze zwiększoną energią, to nagle, nie wiadomo skąd, automatycznie wzrosną też Wasze umiejętności, wiedza i skille? Śmiem wątpić, choć oczywiście plus dla Was za samo zabranie się do roboty 🙂

To, o czym mówię, jest bardziej oczywiste niż się mogłoby wydawać, a jednak tak bardzo odsuwane na bok i w niebyt, że czasem aż strach się bać… A masakra totalna jest już wtedy, gdy ktoś dopiero zaczyna swą przygodę z muzyką i pierwsze kroki kieruje w rejony typu “wtyczka do poszerzania wokalu” albo “jak zrobić mastering”. Jeśli zaczynamy, to zaczynajmy od początku, a nie od pośladów strony!

Nie ma nic lepszego, zaprawdę powiadam Wam, nic lepszego jak ciężka praca, wytrwałość i cierpliwość. To Wam akurat mało kto powie, bo jest to mało atrakcyjne i… słabo się sprzedaje. A spytajcie pierwszego lepszego człowieka z branży, który coś osiągnął, to stawiam, że 99% z nich powie Wam, żeby po prostu robić, harować, dokształcać się i jeszcze więcej robić. Tylko w ten sposób dokądś dojdziecie. Nie da się tutaj pójść na skróty, zastosować jakichś presetów czy szablonów do wszystkiego i oczekiwać sukcesu.

I teraz najważniejsze pytanie – jak w takim razie nabrać motywacji, skoro po kilku latach pracy nadal wychodzi nam kicha? Ja mam następującą teorię, z którą możecie się oczywiście nie zgadzać i ją kwestionować:

Ucząc się sztuki produkcji muzyki (w szeroko rozumianym sensie) przechodzimy pewne etapy – zdobywamy wiedzę, uczymy się o narzędziach i metodach, mamy momenty w stylu “Wow!” i “Eureka!” jak w końcu uda nam się zrozumieć i zmaterializować jakiś proces, zaczynamy gdzieś dochodzić i… wtem osiągamy jakiś impas. Nie jesteśmy w stanie przebić się dalej, przeskoczyć pewnego progu.

To właśnie jest miejsce, w którym trochę osób tkwi – część z nich wkrótce rzuci rękawice na ziemię, odpuści sobie i zajmie się czymś zupełnie innym. Niektórzy pozostaną w tym martwym punkcie przez miesiące lub lata, a tylko nieliczni zepną się w sobie i… będą ryć dalej, mimo ciągle niezadowalających wyników. Bo tylko tyle i aż tyle można (trzeba) zrobić.

Próbujcie się znaleźć w tej właśnie ostatniej grupie i nie bądźcie jak francuskie wojsko, które potulnie składa broń i poddaje się przy pierwszym lepszym niepowodzeniu!

  • Mimo wszystko – róbcie dalej!
  • Jak nie czujecie weny – róbcie dalej!
  • Jak Wam się nie chce – tym bardziej róbcie dalej!

Podsumowanie

Tak naprawdę jedyne, co jesteśmy w stanie zrobić, to… to robić. Nieustannie, jak najwięcej, jak najczęściej. I są spore szanse, że w końcu zacznie nam się to wszystko lepiej zasklepiać, trybić i grać jak powinno. Nie można stać się lepszym realizatorem, jeśli ograniczamy się do czytania lub oglądania. Trzeba siadać konsekwentnie za sterami i dłubać. Słuchać dużo muzyki, analizować i jeszcze więcej dłubać. Nie ma innej drogi… Magiczne wtyczki, mikrofony czy kompresory same za nas nic nie zrobią. To człowiek robi. Pamiętajcie.

Na zamknięcie chciałem jakiś “głęboki” cytat z Coelho wkleić, ale stwierdziłem, że powtórzyłem się powyżej już wiele razy, więc wystarczająco dobrze wyręczy mnie w tym znane od lat motto pewnej firmy garmażeryjnej:

Zostawić komentarz ?

33 Komentarze.

  1. Masz pióro… Nie chodzi tylko o wiedzę, ale ogólny talent pisarski. Za każdym razem, jak czytam Twoje teksty zastanawiam się ile ja musiałbym włożyć czasu i wysiłku w taki wpis – idealny pod kątem warsztatu dziennikarskiego, precyzyjny merytorycznie i rozwinięty o wiele ponad dzisiejsze “leniwe” standardy. Gratulacje i szacunek!

  2. capablanca1

    Praca, praca i jeszcze raz praca 🙂 Mam jednak wrażenie, że sporo osób myśli, iż dzisiejsza dostępność kursów i wtyczek różnego rodzaju załatwia wszystko. Tak sobie obserwuję rynek, na którym co i rusz pojawia się jakieś nowe “studio” i zaczyna wypuszczać produkcje, które… hmm… co by tu powiedzieć 😛

  3. Super text. Czysta prawda tylko trening czyni mistrza jak powiedział ktoś… Tak samo jest z graniem na instrumentach jak i z produkcją muzyki. Najważniejsze nie zrażać się ale wyciągać wnioski z porażek i szukać dalej i dalej.

    • Dokładnie. Tak jest w zasadzie z każdą dziedziną.

    • Goodwilly

      Jeśli do tego dodać jeszcze właściwe nastawienie i przyjmowanie porażek nie osobiście do siebie, ale jako drogowskazów prowadzących do celu, to w zasadzie okaże się, że wszystko co robimy prowadzi nas do upragnionego celu, zatem jedynie kwestią ilości włożonej pracy jest kiedy ten cal osiągniemy 😆

  4. trubalski

    dodał o jakieś 275% za dużo harmonicznych w górnych rejestrach powodując śmierć kilku nietoperzy w mojej okolicy – 😛 😈

  5. A ja mam taką pewną blokadę, że ,,męczę” swój kawałek już dłuższy czas chcąc aby zabrzmiał tak jak chcę i nie brzmi tak jak chcę,a że to mój własny więc nie chcę tak ,,biedaka zostawić w takim stanie” ani nikomu pokazać noi masz! Chyba więc lepiej zostawić go na pewien czas a poćwiczyć sobie na obcych songach. Też tak myślicie? 😥

    • Odskok w inny kawałek zdecydowanie polecam!

    • Mam kilka takich utworów których nie chcę odpuścić juz długie lata. Zrealizowałem je na początku mojej drogi w home recordingu i są ze mną do dzisiaj. Uparłem się. Przearanżowuję, mixuję od poczatku, zmieniam instrumenty itp. odkryłem już tyle “twarzy” tych piosenek, że to samo w sobie to świetna zabawa i nauka. Niektóre napisane są jeszcze w latach ’90. Uaktualnianie do bieżacych trendów to świetny trening dla kompozytora. Teraz kazdy z nich zapelnilby odzielny album. 😆 Przecież to są BEZKONKURENCYJNE HITY..he,he. 😀 Zamieszczę kiedyś każdy z nich oznacając chronologicznie. To może być ciekawy temat do analizy. NIE PODDAWAJ Piotr!!

  6. Brawo Igor, świetny temat (tekst).
    Czasem zadaję sobie pytanie ( czy to jest przyjaźń czy to jest…. 🙂 ) po jaką &^%$#@#!@ ludzie, firmy produkujący wtyczki wrzucają w nie presety? Pytam się PO CO? Toż to, dla młodego adepta sztuki realizacji dźwięku najprostsza droga do wypaczenia pojęcia kompresja, reverb, delay, expander….itd. Skoro w presecie czas ataku dla wokalu był 10ms to będzie stosował go wszędzie do usranej śmierci dla wokalu. Te presety tak naprawdę nie mają żadnego logicznego uzasadnienia bytu jak dla mnie. Może dlatego, że zaczynałem na sprzęcie hrdwerowym gdzie trzeba było ustawiać wszystko od zera, a tu w sofcie jest preset pod nazwą vocal…bass…drums…i wystarczy, złoty środek, ta dam i jest. I jest….rozczarowanie, bo nic się nie zmieniło, a przecież wtyczka miała być super.
    Jednak wierzę, że większość zaczynających tę sztukę potrafi myśleć i wyciągać wnioski.
    I na koniec by nie było tak smutno, kiedyś grałem z takim muzykiem, który kupił sobie za żelazną kurtyną fajny synt Roland SH 101, w którym trzeba było ukręcić jakieś brzmienie bo nie miał gotowych presetów. No i zaczęła się jazda, bo w instrukcji były podane przykładowe brzmienia w postaci ” ta gałka w tą a tamta w tamtą” i tych brzmień było kilka, i co? I na tych kilku tylko grał, bo na tym skończyła się jego kreatywność obsługi syntezatora. Zabrakło sił na poznanie filtrów, obwiedni, rodzaju przebiegów itp. Tak wiec, to co napisałeś…praca, praca, a w wolnej chwili…praca.
    Pozdrawiam

    • Coś w tym jest… Presetologia to takie małe przekleństwo. A przecież nietrudno jest trochę pokręcić gałkami, nawet wychodząc od presetu, żeby uzyskać coś niestandardowego.

    • Do Piotr K.: Ja mam taką teorię, że każdy utwór tworzony ma swój cykl życia. Jest faza tworzenia/próbowania, faza rejestracji, faza realizacji. I jak za długo się w którejś zatrzymasz, to ten utwór w Tobie “gnije”, nie wiem jak to inaczej nazwać. Kończy się podniecenie, przyjemność, z tym zapał. Gałkami można kręcić do – wspominanej tu już – usranej śmierci, ale kiedyś trzeba skończyć miks. Dlatego nic mi tak dobrze nie robi jak słowo deadline :)ZOstaw ten kawałek, jego już nie uratujesz, pracuj nad kolejnymi 🙂

  7. Ważnym elementem jest rozdysponowanie czasu, nie chodzi o to żeby było go więcej na rzeźbienie (choć to też się przyda) ale o to że siedzenie przed np. klawiszami i walenie w nie bez końca i bez sensu to strata czasu, nie idzie dzisiaj komponowanie, weź się za sound desing albo jakieś eksperymentowanie. Poucz się gry na instrumencie, poczytaj coś o muzyce (to chyba najnudniejsze wiec u siebie zostawiam na koniec). Nie tylko zyskasz na czasie, ale będziesz się rozwijał w różnych aspektach, no i też nie będziesz trwał w ciągłym załamaniu że nie możesz wymyślić np. dobrej melodii która pasuje, a więc łatwiej będzie ci przetrwać w tym co robisz.

    Druga sprawa to znać swoje słabości. Jak kiepsko ci idzie mix, to nie baw się w aranżowanie 10 minutowego utworu tylko rób po np.1-2 minuty a zrób i zmiksuj 5 utworów, trenuj to co ci potrzebne.

    Warto też zauważyć że czasem musisz też znać słabości swojego sprzętu i mieć je na uwadze. Jak masz małe woofery i przez to mało basu, nie zawsze dobrze jest kupić duży woofer, jak masz małe pomieszczenie to albo wydasz dużo kasy na adaptacje, albo będzie jeszcze gorzej, podstawą jest dać tyle basu ile słychać w produkcjach profesjonalnych, na tych samych monitorach. Problem się zaczyna jak nie słychać go wcale, wtedy warto coś poradzić. Nowy sprzęt zawsze daje sporo radości, ale jak złapie cie załamka to jej głębia rośnie proporcjonalnie do wydanych pieniędzy.

    • Rozwaga i świadomość w kupowaniu nowego sprzętu to podstawa…

    • Goodwilly

      Świadomość samego siebie … ahhhhh, ileż bym dał, by takiej świadomości kiedyś się dorobić 😯 Jesteśmy ludźmi, ze wszystkimi tego konsekwencjami – tymi dobrymi i niekoniecznie najlepszymi – więc i słabości mogą czasami przynieść nieoczekiwanie dobre efekty, a że generalnie nie czynią nic dobrego, to normalka, z którą wypada się najnormalniej pogodzić i przyjąć, że geniusz dany jest tylko nielicznym 🙄

  8. A, jeszcze warto dodać że coś w tej zabawie 20 utworów w 10 godzin czy ileś tam, coś w tej zabawie jest. Nie mówie że to koniecznie trzeba zrobić, ale warto nauczyć się podejmowania szybkich decyzji i zaufaniu sobie. Spróbuj czasem zrobić ponowny mix ale tym razem nie w 5 godzin tylko w 15 min, albo zrób tak ze 3 razy, a na drugi dzień zobacz co się stało, jakie gafy popełniłeś. To co słyszymy na pierwszy rzut ucha zazwyczaj jest najlepsze i najtrafniejsze, i szybkie decyzje pozwolą nam szybko zmienić to co usłyszeliśmy zdrowym słuchem, zanim nas dorwie przyzwyczajenie do brzmienia, to jest mój ogromny wróg…

  9. Orłem niestety nie każdy jest i będzie. Moim zaś nieprzytoczonym błędem, jest chęć bycia alfą i omegą. Ktoś kiedyś wpoił nam, że można pewne rzeczy robić od A do Z. Czasem powodem jest także brak kasy. Czasem jest tak, że ktoś jest zdolny, ma pomysły i wenę do ich tworzenia. Skupia się głównie na jakości utworu od strony muzycznej i na pracę nad jakością dźwiękową już nie ma ani zdecydowanej chęci lub też brak cierpliwości na żmudną pracę przy komputerze, przy kształtowaniu barwy, kompresji, pogłosu, delay’a, itd. Bo przecież często taki człowiek chce jak najszybciej pokazać co skomponował, a już kolejne nutki kołaczą się w głowie. Do czego zmierzam ? Ano do tego, że moim skromnym zdaniem, jeśli już bawimy się w komponowanie, to pracę nad efektem końcowym winniśmy powierzyć tym, którzy wolą pracować nad gotowymi do obróbki pomysłami, czyli specjalistom. Sądzę, tak nieśmiało, że jeśli już, to powinno się zacząć od wlazł kotek na płotek i poświęcić bardzo dużo czasu na zabawę z programem, odkrywaniem jego możliwości, jakości zawartych w nim wtyczek oraz co one potrafią zrobić z naszym dźwiękiem. Jeśli ktoś ma ochotę na taką realizację i naukę, to bardzo proszę. Jest jednak jedno niebezpieczeństwo, że wpadnie się pułapkę utraty pomysłów muzycznych, a także coś co przypomina limes dążące do nieskończoności, czyli zawsze coś będzie brakowało, zawsze coś będzie można zrobić lepiej, zawsze coś zaczniemy poprawiać ……. a Wena odpłynie w siną dal. Realizator dźwięku mając dane do obróbki, niekoniecznie musi być związany z utworem emocjonalnie. Założy sobie pewien obraz i klimat efektu końcowego oraz go na chłodno po prostu zrealizuje. Temat rzeka i przegadać by można niemało nocek 🙂
    Co do zadowolenia. Zauważyłem, że czasem kiepskie pomysły i ich realizacje, są częściej słuchane, niż te wypieszczone, wymuskane i wtedy główną postać wprawiają w konsternację i załamanie, bo odpowiedzi na pytanie dlaczego, trudno się doszukać. To wszystko piszę z poziomu totalnego amatora, a grał sobie będę nadal, nagrywał także, nie bacząc zbytnio na efekt końcowy, bo to ma być moja forma odpoczynku lub relaksu, co wsadzone w ramy perfekcji może doprowadzić do faktycznie zmiany hobby, np. na gapienie się na akwarium. Przepraszam autora, już nie będę 🙂

    • Kilka trafnych punktów przytoczyłeś, więc autor się nie gniewa, bo i nie ma za co się gniewać, więc przeprosiny naprawdę niepotrzebne 🙂

    • Goodwilly

      Zawsze stałem na stanowisku, że każdy winien zajmowac się tym, co potrafi najlepiej, a rzeczy które zna jedynie z opowiadań pozostawić innym do realizacji :).
      Pełna zgoda zatem co do podziału ról w procesie tworzenia muzyki, ale … no właśnie, zawsze jest jakieś ale hahahaha 😆
      Czy choćby raz zdarzyło Ci się znaleźć artystę/rzemieślnika, który potrafił przenieść w realne życie Twoje zamiary i myśli w całości?
      Pamiętam swoje pierwsze prace produkcyjne, kiedy usiłowałem wytłumaczyć fachowcom od produkcji muzycznej “co poeta miał na myśli…” i niekoniecznie efekt końcowy przypominał te myśli 🙂 – a że brzmienie było lepsze od tego, co sam byłem w stanie zrobić, to już zupełnie inna sprawa 🙂 Ale dzisiaj, po wielu latach zabawy z dźwiękiem (bo przecież to czysta radość, którą trudno nazwać pracą) zdecydowanie szybciej sam uzyskuję efekty najbliższe moim wizjom i jedynie w sytuacjach poczucia totalnej bezradności korzystam z porad bardziej wtajemniczonych w arkana tej wiedzy tajemnej kolegów, starając się przyswoić na przyszłość jakiś kawałek nowego “zaklęcia” 🙂

  10. Właśnie, a kto mi zabroni wrócić za jakiś czas do męczonego kawałka.Wystarczy sesję zachować.Dziękuje. 🙂

  11. Igorze ja mam takie pytanko, a umieszczam je publicznie, bo jestem pewny,że inni też chcieliby wiedzieć.( jeżeli to nie tajemnica ) Będzie zapowiadany kurs Pro Tools Po Polsku cz.3?

  12. Witam Mistrza… i wszystkich witam:)
    Źródło… A jak źródełko nie jest cacy? Ktoś może odpowiedzieć – nie nagrywać:)

    Nagrałem bas za pomocą gitary i bossa GP 10.
    Pomijając wartość muzyczną, jak ucywilizować brzmienie?
    Przyznam, kombinowałem różnie, i nie mogę sobie z tym poradzić.
    Surowy bas do pobrania:
    https://drive.google.com/drive/folders/0B3EY6iatjZqKMUs1ejlpejRDODg?usp=sharing

    • Goodwilly

      Pamiętaj, że bas raczej nie jest instrumentem solowym, zatem należy go obrabiać w kontekście całego miksu (a przynajmniej sekcji rytmicznej).
      Fakt, że brzmi nieco plastikowo i matowo nie dyskwalifikuje go w utworze 🙂 i trudno jest doradzać cokolwiek … chyba, że utwór opiera się na solowej linii melodycznej wykonywanej przez bas 🙂

  13. Jak zwykle świetny wpis 😆
    P.S.
    Szkoda Klaussa i pozostałych… 😕

    • Dzięki. No szkoda, szkoda. Ale co zrobisz? Przyjdą następni 🙂

  14. Bogo Szachraj

    Boże, jaki ten blog jest dobry. Nieraz, gdy mam problem, albo po prostu chcę się czegoś dowiedzieć, zaglądam tutaj. Pióro masz coraz lepsze, a twoje porady jak zawsze bezcenne. Ukłony od oddanego fana 🙂

  15. Goodwilly

    W przypadku produkcji muzycznej rzemiosło polega na osiąganiu zamierzonego rezultatu, zaś artyzm przejawia się w tych niuansach “smaczków i zapaszków”, które czynią rzecz jedyną i niepowtarzalną.
    Moim zdaniem naśladowanie innych, choćby najlepszych nie prowadzi do niczego dobrego, ale warunkiem osiągnięcia stanu względnego zadowolenia jest opanowanie rzemiosła w takim stopniu, by to co powstaje w głowie umieć przełożyć na dźwięk w takim stopniu, by po włączeniu głośników płynęło z nich dokładnie to samo, co wcześniej słyszeliśmy w muzycznej wyobraźni!
    Nie znam ani jednego dobrego rzemieślnika, który by nie miał swojego mistrza wprowadzającego go w arkana fachu, w którym terminuje …
    Zatem nauka i dążenie do doskonałości rzemieślniczej pozwala z biegiem czasu osiągnąć wprawę, która wyciąga na światło dzienne to, co w głowie szumiało …

Zostaw komentarz