Czym Jest “Hook” w Piosence?

Zapewne już niejednokrotnie spotkaliście się na swojej muzycznej drodze ze słowem “hook” (haczyk, wabik)…

I choć zdarzało mi się o tym już na blogu nie raz wspominać, to uznałem, że warto temu tematowi poświęcić zupełnie osobny wpis, aby jeszcze mocniej uczulić Was na to, jak ważnym elementem niemal każdego utworu może ten haczyk być.

Dziś przyjrzymy się zatem temu, co może być naszym “hookiem” (nie mylić z hukiem), jak, kiedy i z czego można go stworzyć, oraz jak ważną może pełnić w utworze funkcję.

Co to jest hook?

Najogólniej rzecz ujmując, hook to element sprawiający, że utwór staje się rozpoznawalny. Może on przyjmować przeróżne postaci – od konkretnej melodii, przez charakterystyczne brzmienie jakiegoś instrumentu, ciekawą zagrywkę, pojawiający się regularnie sampel, aż po przykuwające uwagę linijki tekstu (np. w chwytliwym refrenie czy na zamknięcie każdej zwrotki) lub nawet całą warstwę liryczną (wciągająca opowieść z zaskakującym finałem) i wiele, naprawdę wiele innych elementów.

To coś, dzięki czemu piosenka zapada nam w pamięć i nucimy ją później nieustannie do końca dnia (albo i dłużej, jeśli wabik jest szczególnie udany i natrętny). Pamiętajmy bowiem, że nawet, jeśli nie do końca on się nam podoba, to nie można zaprzeczyć jego istnieniu oraz siły i potencjału, jakie ze sobą niesie.

W czym tkwi siła “haczyka”?

Sytuacja pod tym względem będzie optymalna, kiedy uda nam się połączyć więcej niż jedną formę wabika – np. słowa i muzykę. Nasz utwór może mieć przecież bardzo charakterystyczny riff czy inną partię na wstępie, a później może częstować nas bardzo ciekawym i powtarzanym fragmentem tekstu, który jest wykonywany z zapadającą w pamięć melodią – to jak upieczenie trzech steków na jednej patelni!

Wierzcie mi bądź nie, ale to tego typu utwory mają największą siłę przebicia w radiu czy innych mediach. Inna sprawa, że na polskim rynku obecność hook-ów raczej kojarzona jest z muzyką “rozrywkową” (delikatnie mówiąc), a rzadziej spotkamy się z nimi w pozostałych gatunkach, szczególnie w “podziemiu”, ale ostatnio idzie chyba trochę ku lepszemu, bo ludzie (szczególnie młodzi twórcy) zaczynają powoli nabierać pewnej świadomości w komponowaniu i aranzowaniu.

Skąd się biorą dobre “wabiki”?

Przede wszystkim ze sporego osłuchania, wyobraźni muzycznej, pomysłowości, otwartego umysłu oraz czasem… łutu szczęścia (jak przypadkiem wpadniemy na coś genialnego). Sytuacja staje się jeszcze ciekawsza, kiedy zaprosimy do współpracy nad utworem inną osobę lub osoby. Tutaj tkwi wtedy ogromny potencjał, bo co kilka głów to nie jedna i każdy może w tej kwestii wnieść od siebie coś, na co w samotności byśmy prawdopodobnie nigdy nie wpadli.

A jeśli kiedyś dostąpimy zaszczytu współpracy z doświadczonym muzykiem sesyjnym, to mamy już niemal zagwarantowane, że wprowadzi on powiew świeżości do naszego utworu za pomocą zapadających w głowie zagrywek czy melodii. To z automatu podniesie wartość artystyczną naszej kompozycji.

Łączenie haczyków z emocjami…

Nie ma chyba skuteczniejszej metody na “złapanie kontaktu” ze słuchaczem, jak odwołanie się do zmysłów i emocji. Ba, nawet kształt, charakter i przekaz utworu potrafią stanowić o wystarczającym przyciąganiu i chęci kolejnego odsłuchania danej piosenki. Już samo to, w jakim tonie utrzymana jest kompozycja, może automatycznie wprowadzić nas w konkretny nastrój. A patrząc z drugiej strony – możemy szukać konkretnego utworu, aby podtrzymać nastrój, w jakim się obecnie znajdujemy jako słuchacze.

Lubię tutaj przywoływać chociażby piosenkę “Gone Till NovemberWycleaf Jeana, która kombinacją dźwięków i tekstu od razu sprawia, że człowiek tęskni… Za czym, to już indywidualna sprawa każdego z nas, ale nie da się nie zarejestrować jak mocno to uczucie bije z tego kawałka. Teraz wyobraźcie sobie, że jesteście szaleńczo zakochaną “szesnastką” i miłość Waszego życia wyjeżdża na kilka miesięcy. Odpalacie taki numer i nastoletnie łzy żeńskie zaczynają lać się z oczu wodospadem, prawda?

Dodajcie teraz do tego fakt, że Wycleaf powtarza tytułową frazę dziesiątki razy w utworze czyniąc ją (świadomie bądź nie) dodatkowym haczykiem. Nic więc dziwnego, że ten kawałek podbił serca wielu ludzi. Przyczyna jest prosta – niemal każdy potrafi się z takimi emocjami utożsamić.

Kolejny przykład z zupełnie innej strony – Katrina & The Waves z utworem “Walkin’ on Sunshine”. Bardzo pozytywny, wprawiający niektórych w świetny nastrój przykład afirmacji życia i miłości. Na wielu działa tak, że dostają po prostu sporego kopa i zastrzyk energii… I nie ma siły, żeby komuś ten refren w głowie nie został na dłużej (szczególnie te chórki “Oh, oh, oh” w refrenie), czy mu się to podoba czy nie. Siła haczyków w pełnej krasie…

Zapamiętajcie, że EMOCJE w muzyce to potęga!

Jak nie robić hook-ów?

Czas na małą dygresję… Nie każda kompozycja ma i musi haczyki mieć. Nie zawsze słowa muszą nieść jakąś poważną wiadomość, wreszcie – nie każdy hook musi być udany i nie zawsze połączenie emocjonalne ze słuchaczem musi mieć miejsce. To raz. Dwa, że przecież nie każdy utwór musi być kierowany do szerokiego grona odbiorców, szczególnie jeśli artysta opowiada o czymś bardzo personalnym, z czym znacznie mniej osób będzie się w stanie zidentyfikować.

Jest taki kawałek The Bicycle Thief pt. “Cereal Song”, w którym Bob Forrest opowiada o konsekwencjach długotrwałego zażywania narkotyków obrazując tę historię chociażby dosadnym opisem tego, że ma tak zniszczone i “powypadane” od heroiny zęby, iż… nie może już żuć swoich ulubionych płatków śniadaniowych. Przekaz dość mocny, przyznacie, ale niestety grono odbiorców, którzy dobrze to zrozumieją, będzie zdecydowanie mniejsze niż w przypadku wesołej piosenki o karuzelach i konikach. Nie ma w tym jednak nic złego, bo takie piosenki też muszą istnieć…

Alternatywne źródła haczyków

Zupełnie odrębną grupę haczyków stanowią te, które nie powstały podczas pisania i komponowania piosenki, ale już w fazie produkcyjnej, np. podczas miksu. Zdolny i ambitny realizator miksu mając przed sobą poszczególne ścieżki składające się na utwór może go dodatkowo uatrakcyjnić różnego typu sztuczkami czy zabiegami, np. zmodulowaniem śladu wokalu w jakiejś istotnej frazie (żeby jeszcze mocniej nam się w głowę wrył), przesadzonym pogłosem na jakiejś ścieżce w danym fragmencie (w sposób bardzo zauważalny) czy czymkolwiek innym, co przyjdzie mu do głowy, a na pewno zwróci uwagę słuchacza! Tutaj paleta możliwości jest w zasadzie nieograniczona.

Jak nauczyć się tworzenia hook-ów?

Jako najlepszą, a w dodatku darmową lekcję, uważam samodzielną analizę jak największej ilości utworów – tak starych (w szczególności), jak i nowych. Wyłapywanie elementów, które stanowią o tym, że zapamiętujemy dany utwór bardziej niż inny (w wielu przypadkach będzie to refren albo kombinacja kilku czynników), zrobienie notatek, a w przyszłości próba zainspirowania się podobnymi zabiegami (oczywiście bez chamskiego plagiatowania).

Najłatwiej rozpoznać co stanowi w utworze hook, jeśli godzinę czy dwie po jego wysłuchaniu, nadal nucimy… no właśnie – co nucimy? Melodię, riff, refren? I to jest właśnie hook!

A dlaczego wspomniałem o tym, żeby czerpać garściami ze starszych utworów? Z tej prostej przyczyny, że obecnie większy nacisk kładzie się raczej na haczyki produkcyjne, sztuczki brzmieniowe itp. A wabiki aranżacyjne, melodyjne czy wszelkie inne były raczej domeną tych starszych produkcji (bo nie było takiej swobody w manipulowaniu audio jak teraz). Nie oznacza to bynajmniej, że dziś nikt się do tego nie przykłada, ale ten balans jest w dzisiejszych czasach nieco zaburzony…

Perełki…

Poza całą gamą, powiedzmy sobie, “typowych” haczyków, natkniemy się czasem na te bardziej nietypowe i nie zawsze można łatwo stwierdzić, czy jest to zamierzony hook, czy nie albo czy to w ogóle jest jeszcze hook… Samo to potrafi słuchacza przyciągnąć. Tutaj można by podpiąć różnego typu gry słowne w tekście, przekręcanie wyrazów, słowotwórstwo, stosowanie mniej popularnych przymiotników czy czasowników, kończenie zdania zaskakującym słowem czy puentą i różne tego typu zabiegi. Kreatywność w tej kwestii zdecydowanie potrafi przysporzyć nam nowych fanów, o ile odpowiednio się słowem zabawimy…

Podsumowanie

Szczerze polecam Wam przestudiowanie swojego katalogu muzycznego i zrobienie dokładnych notatek. Z czasem zaczniecie zauważać (i może wplatać do swoich kompozycji) takie elementy, które będą znacznie podnosiły wartość Waszej twórczości i skupiały wokół niej coraz większą liczbę słuchaczy. Czego Wam życzę z głębi… płuca – widzicie, co tu zrobiłem?

  1. Dimatheus

    Hej,

    Świetnie się czytało. Co do meritum, to trzeba jeszcze dodać, że czasami hakiem dla różnych osób, mogą być zupełnie różne elementy. W Avantasi, przyjemniej dla mnie, są to udane ścieżki basu bądź przejścia perkusyjne.

    Z własnego zaś podwórka dodam takiego maila, którego dostałem od koleżanki, po przesłuchaniu drugiego z zespołowych albumów: “Najbardziej podoba mi się ‘Zmienność Uczuć’. Ale jak rano się obudziłam, w głowie miałam: ‘Czekanie, moje czekanie to…” Czyli jednak masz utwór jakieś wabiki ma… 🙂

    Pozdrawiam,
    Dimatheus

  2. respectus

    A jak myślicie, czym był “hook” w “ona tańczy dla mnie”? Bo jakiś chyba musiał być…

    • Ja widzę trzy:
      Refren – zauważ, że pojawia się dwukrotnie już na samym starcie. Prosty tekst, chwytliwa melodia.
      Dodatkowo to nieśmiertelne i nadużywane brzmienie saksu oraz “O, o, o, o!”. To niestety (bardzo niestety…) zostaje w głowie.

  3. O o o oooo – to mi się kojarzy z Mniej niż zero Lejdi Panków 😀 to jest dopierp hoook

  4. Był taki stary kawałek Armii – ich szlagier – Opowieść Zimowa – nie ma lepiej wkomponowanego sprzęga gitarowego niż ten w refrenie. Typowy haczyk starej daty, wyszedł podobno przypadkiem, nie usunęli, wrył się w numer i historię polskiego rocka na dobre.

    Do tego stopnia że we wszystkich coverach jakie słyszałem brakuje tego “czegoś” 🙂

    • Sprzęg ten dobry jest, ale nie wiem czy akurat kwalifikuje się jako ‘hook’… Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że siedzę w tramwaju i sobie pod nosem nucę dźwięki sprzęgającego się wiosła 😀

    • pisałeś o łucie szczęścia i o powtarzającym się regularnie samplu – i mi się skojarzyło. Rzecz charakterystyczna dla kawałka, może nie hook komercyjny, ale wyróżnik (powtarzający się przecież w każdym refrenie) na pewno 🙂

    • Wyróżnik to tak 🙂

Zostaw komentarz