Edycja Audio – Pytania od Czytelników

W tym artykule zajmiemy się bardzo ważną kwestią, o którą czasem mnie pytacie – edycją audio i sensownością jej stosowania w produkcji muzyki. Wprawdzie temat edycji był już przeze mnie w jakimś stopniu wcześniej poruszany, ale nigdy nie poświęciłem mu większej ilości miejsca i nie rozpatrywałem go dokładniej pod kątem dzisiejszego pytania, a jest trochę rzeczy, które wyjaśnić trzeba.

Strony etycznej problemu raczej poruszać nie będziemy (to zostawmy maniakom niekończących się, bezowocnych dyskusji na forach), za to przedstawię Wam jedyną, słuszną i według mnie najrozsądniejszą (od strony technicznej i artystycznej) drogę oraz właściwą odpowiedź na dzisiejsze pytanie, które brzmi:

Czy edycja audio to oszukiwanie?

Całkiem niedawno dostałem maila od kolegi Adriana, który zainspirował mnie do spłodzenia tego artykułu. Mail oscylował wokół tematu edycji i główne pytanie dotyczyło tego, czy jest sens stosować te różne zabiegi i czy przypadkiem nie jest to jawnym oszukiwaniem? Adrian osobiście twierdził, że tak naprawdę nagranych śladów edytować się nie powinno, bo to zmienia prawdziwe wykonanie, stawia muzyków w lepszym świetle niż są w rzeczywistości, sprawia, że brzmią lepiej niż naprawdę i tak dalej… Jakie jest moje zdanie w tej sprawie?

Nie będę się zbytnio rozwodził i powiem wprost – nie uważam, żeby edycja była jawnym oszukiwaniem. Jeśli spojrzymy na to od strony obróbki materiału na różnych etapach produkcji, to równie dobrze możemy stwierdzić, że:

  • oszukiwaniem jest nagrywanie sygnału przez różne procesory zanim trafi on do DAW (bo zmieniamy nieprzetworzony ludzki głos czy brzmienie instrumentów)
  • oszukiwaniem jest dodawanie w miksie korekcji (bo zmieniamy “prawdziwy” balans pasm)
  • oszukiwaniem są różnego rodzaju filtry (bo zabieramy nimi obecną w oryginale porcję informacji)
  • oszukiwaniem jest kompresja (bo zmieniamy oryginalnie zarejestrowane różnice w rozpiętości dynamicznej śladów)
  • oszukiwaniem jest stosowanie pogłosów (bo zmieniamy ambient i przestrzeń, w której nagraliśmy ślady)
  • oszukiwaniem jest dodawanie delaya (bo kilkukrotne odbicia nawet nie występują w naturze)
  • oszukiwaniem są wtyczki saturujące czy excitery (bo sztucznie tworzymy dodatkowe harmoniczne, których w oryginalnych śladach nie ma)
  • oszukiwaniem jest wykorzystywanie pluginów do wyostrzania transjentów (bo zaburzamy naturalne brzmienie bębnów)
  • oszukiwaniem jest stosowanie wtyczek modulujących (bo wprowadzamy zniekształcenia, których wcześniej nie było)

i można by tak wymieniać do upadłego…

Prawdą jest, że cały proces produkcji, a przede wszystkim miksowanie, polega na tworzeniu swego rodzaju iluzji, dźwięku większego i lepszego niż w rzeczywistości poprzez wprowadzanie mniejszej bądź większej ilości zmian do nagranego materiału. Będzie to oczywiście uzależnione od gatunku muzycznego (jazz czy klasyka raczej najmniej się o edycję ociera), ale przecież nawet same zmiany głośności poszczególnych śladów w miksie już są oszukiwaniem, bo rejestrowany na setkę zespół brzmiał na scenie w zupełnie innych proporcjach niż po finalnym miksie.

Dlatego proponuję w ten sposób do sprawy nie podchodzić i nie odżegnywać się od edycji audio, bo jest ona po prostu jednym z wielu zabiegów jakie stosujemy w produkcji muzyki i dokładnie tak samo jak inne procesy, ma często niebagatelny wpływ na finalne brzmienie naszych utworów.

Każdy to robi…

Druga rzecz jest taka (o czym nie zawsze można się łatwo dowiedzieć), że tak naprawdę każdy szanujący się realizator, nawet ten pracujący z gwiazdami największego formatu, musi mieć opanowane narzędzia edycyjne do perfekcji. Bo wszyscy inżynierowie edytują. Nawet jak Wam powiedzą, że tego nie robią. Wierzcie mi, że to robią. Ja również to robię i to prawie w każdym utworze. Jest to oczywiście uzależnione od poziomu artystów i ich umiejętności (bo czasem naprawdę nie trzeba nic lub prawie nic zmieniać), ale w sporej ilości przypadków bez edycji po prostu się nie da…

Cięcia, przesuwanie, kopiowanie/wklejanie fragmentów klipów w inne miejsca, comping (klejenie jednego wykonania z kilku podejść), pocketing (wyrównywanie punktualności), strojenie wokali i cała masa innych zabiegów są bardzo często na porządku dziennym pracy realizatora. Mało tego, w dużych studiach są nawet przydzielone do tego specjalne osoby, które mają za zadanie wszystko poczyścić, wyrównać i “ponaprawiać” – tak, żeby inżynier miksu nie musiał sobie tym głowy zaprzątać i mógł się poświęcić w całości sztuce miksowania odpowiednio brzmiących ścieżek.

Jak dużo edytować?

Kolejna kwestia to stopień ingerencji w ślady, bo możemy mieć przypadki, gdy trzeba im tylko delikatnie dopomóc (muzycy świetnie zagrali) i wtedy tylko nasz osąd, poczucie estetyki i zdrowy rozsądek powinny nam dyktować na jak wiele (i czy w ogóle) możemy sobie pozwolić w kwestii edycji, ale może się też zdarzyć tak, że dostaniemy takie ślady, które trzeba będzie tą edycją wręcz ratować, bo jest aż tak źle.

Miałem niejedną okazję zetknąć się z takimi przypadkami, gdzie było słabo. Naprawdę słabo. Właściwie wszystko było do poprawy. I choć są plusy takiej sytuacji (bo mamy wtedy doskonałą okazję nauczyć się tej sztuki), to w takich momentach ZAWSZE proponuję muzykom się spiąć, więcej poćwiczyć i spróbować jeszcze raz lepiej zagrać i nagrać. Po pierwsze, finalny rezultat będzie o wiele lepszy, po drugie, ja nie będę tracił ogromu czasu na babranie się klejem, nożyczkami czy innym Auto-Tunem. Win-win situation!

Edycja w różnych gatunkach muzycznych

Jasne, że nie w każdym gatunku edytujemy czy edytujemy minimalnie, bo chociażby wspomniany wcześniej jazz czy muzyka klasyczna raczej nie wchodzą do tej grupy. Inne przypadki, jak powiedzmy wszelkiej maści elektronika czy cokolwiek innego, co “programujemy” w klocuszkach MIDI wewnątrz naszych stacji roboczych – już będzie właściwie poddane edycji na etapie tworzenia kiedy to wklejamy czy ustawiamy nutki do siatki. Mało tego, w klimatach EDM niejednokrotnie agresywna edycja wokalu (cięcie na plasterki, rozciąganie audio, ostre filtrowanie plus masa efektów) to wręcz element brzmienia. Podobnie, gdy nagrywamy jakieś partie “z palca” na klawiaturze MIDI. Komu gorzej to wychodzi, to odruchowo po nagraniu sięga po kwantyzację. To przecież też edycja wykonania. Prawie cały świat muzyczny (niemal w każdym gatunku) edytuje i albo się to akceptuje, albo się zostaje w tyle. “Albo się zna hasło, albo się nie zna hasła. Albo się umie bawić, albo się nie umie bawić”…

Zdecydowana większość edycji w klasycznym jej rozumieniu to po prostu bezpośrednia ingerencja w nagrane ślady audio – timing bębnów, gitar i innych instrumentów czy równe z akcentami śpiewanie (a już wybitnie istotne – rapowanie “w kieszeni” czy ustawianie po nagraniu podbitek równo z głównym wokalem) albo korekcja intonacji nie najlepszego śpiewaka. Czy zrobimy to ręcznie, czy za pomocą wyspecjalizowanych narzędzi (Beat Detective, Auto-Tune, Vocalign i inne) – nie ma to większego znaczenia. Liczy się jak najlepszy rezultat finalny.

Podsumowanie

Tak jak wspomniałem wcześniej – niemal każdy realizator to robi prawie w każdym kawałku. Trzeba się z tym po prostu pogodzić i uznać to za kolejny element produkcji muzyki. Wierzcie mi, znaczna ilość płyt na rynku brzmi tak jak brzmi również dlatego, że ktoś się namęczył upewniając się, że wszystko “siedzi” i wszystko “bangla” tak jak powinno spędzając godziny lub nawet dni na żmudnej edycji.

Wyobrażacie sobie sytuację, w której Chili Peppers wydają płytę, na której co kilka słów słychać jak Kiedis nie dociąga dźwięków? Ale czy tzw. “strona etyczna” komuś tu przeszkadza? To ma być produkt atrakcyjny do słuchania i niestety jest to biznes, więc nikt na puszczenie fałszów się nie zgodzi, tylko dlatego, żeby było prawdziwie i bez “oszukiwania”.

Zakończenie

Tak naprawdę każdym zabiegiem, działaniem czy wtyczką zastosowaną w procesie produkcji muzyki zakrzywiamy rzeczywistość i sprawiamy, że coś brzmi lepiej, mocniej, klarowniej, głośniej i “bardziej” niż naprawdę. A im szybciej i lepiej opanujemy te zabiegi i połączymy je z artystycznym osądem i zdrowym rozsądkiem w kwestii tego, jak daleko można się posunąć z ingerencją w ślady, tym bardziej zbliżymy się do bardziej profesjonalnego i wypolerowanego brzmienia. I to bez bycia posądzonym o sztucznie zaprogramowanie całego utworu czy sprawienie, że zabrzmi on robotycznie. To jest sztuka, której trzeba się nauczyć.

I mały disclaimer…

Żeby była jasność – osobiście nie jestem fanem nadmiernej edycji i polerowania wszystkiego aż do porzygu, acz z drugiej strony uważam, że jeśli możemy zrobić coś, co sprawi, że muzyka finalnie zabrzmi lepiej, to czemu nie stosować narzędzi edycyjnych? To tylko jeden z wielu zabiegów. Ważne jednak, żeby zrobić to z wyczuciem, co by zachować jak najwięcej naturalnego i oryginalnego wykonania. I najlepsi w tej branży potrafią właśnie tak robić – stąd też wiele osób tej edycji na śladach po prostu nie słyszy…

  1. Ten wpis przypomniał mi pewną rozmowę, którą n lat temu odbyłem ze swoim Ojcem na temat fotografiki. Rozpoczął się dialog na temat edycji oraz ingerencji w wykonywane zdjęcia, co wspomniany podsumował mniej więcej tak: “Tak naprawdę jedyne naturalne zdjęcie to jest to wykonane na surowo, zmieniając ustawienia przysłony już zaburzasz rzeczywisty obraz, zmieniasz go dla uzyskania danego efektu”.

    Trudno się nie zgodzić, edycja w świecie audio pomaga osiągnąć zamierzony efekt, często kierując nas nie w lepsze, a przede wszystkim inne brzmienie. Poza tym nie wyobrażam sobie usuwania najlepszego wykonania wokalnego w historii tylko dlatego, że nie chcę przesunąć ostatniego słowa, które trochę nam “wypadło” poza siatkę. Sam temat edycji traktuję bardzo elastycznie i myślę że wszyscy powinniśmy do niego podejść zgodnie z paracelsusowską zasadą: “Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną” 🙂

  2. Dimatheus

    Hej,

    Generalnie wychodzę z założenia, że właśnie po to tworzy się album, by wszystko brzmiało jak najlepiej. Jeśli zaś chce się posłuchać, jak naprawdę gra jakaś kapela, trzeba koniecznie wybrać się na koncert. Tam warunki nie pozwalają na zbytnią edycję tego, co się gra – chyba że leci się z play-back’u, ale to już inna historia…

    Pozdrawiam,
    Dimatheus

    • Koncert, o ile rzeczywiście w całości na żywo, to zdecydowanie najlepszy sposób weryfikacji ile zespół ma naprawdę kunsztu, a ile to tzw. “magia studia”.

    • Dimatheus

      Hej,

      Dokładnie. Suma sumarum i tak wyjdzie, czy w studio mocno się “kantowało” czy sumiennie pracowało. Choć trzeba przyznać, że głośność na koncertach potrafi maskować pomniejsze błędy.

      Pozdrawiam,
      Dimatheus

  3. gooddaytobadrubbish

    Tym postem na blogu sprowokowałeś mnie do wyjścia z cienia 😈 . Ostatnio starałem się zgłębić temat edycji pod kątem wycinania niepożądanych dźwięków przy jak najmniejszej ingerencji w główny materiał audio tzn. mam tu na myśli m.in. wycinanie odgłosu strun w ścieżkach gitary akustycznej przy zmianie akordu itp. Niestety trochę się zawiodłem bo nigdzie nie znalazłem jakiegoś unikalnego i “tajnego” sposobu, którego używają najlepsi inżynierowie, który najlepiej załatwi sprawę 😉 . To był też jeden z powodów, dla którego kupiłem obie książki Piotra Kardasa (swoją drogą książki ciekawe i warto je kupić, chociaż zakamarki pokrywają się dość mocno z pierwszą częścią), ale niestety nie znalazłem tam odpowiedzi. Możesz podpowiedzieć jak Ty to robisz? Póki co do głowy przychodzi mi: upomnienie wzrokowe dla muzyka 😉 żeby tak nie jeździł po gryfie, odwrócenie membrany mikrofonu bardziej w stronę pudła (wtedy z kolei łapie dudnienia), kompresor pasmowy, ucięcie fragmentu i ściszenie, edytor spektralny (nie wiem czy tak się to po polsku nazywa), który na osi poziomej ma czas a na pionowej widmo i wycinanie tylko danej częstotliwości w danym czasie. Te rozwiązania trochę się sprawdzają, ale raz, że są bardzo czasochłonne, a dwa czasami po takiej kilkugodzinnej edycji wycinam za dużo bo już nie wiem co słyszę (oczywiście robię przerwy, ale ile można;)). Może po prostu Bluebird nie jest wcale takim dobrym wyborem do akustyka?…

    Na początku bloga pisałem jako Andrzej S., może pamiętasz;) teraz odkopałem jakiś nick zrobiony za gówniarza na wordpresie.

  4. Ja nie umiem tego zrozumieć.Nie chce zmarnować swojej ciężkiej pracy.Może mnie oświecisz?Czy te wszystkie ścieżki na powyższym rysunku są stereo ?Czy własnie na takich robi się edycję..Ja nagrywam wszystko na ściezkach mono(midi instrumenty)ale jak zrzucam sciezki do audio(bounce to track)to wszystkie scieżki audio wyglądają jak stereo a nie mono.Jak takie coś edytować?Szczególnie koncówki ścieżek.I czy właśnie tak wyglądające scieżki oddaje się do miksowania?Czy ścieżki audio zrzucone z nagranych midi instrumentów nie powinny wyglądać raczej tak jak u Ciebie w tym filmiku?
    https://www.youtube.com/watch?v=QneDaGkmvf4

Zostaw komentarz