SoundGym – Recenzja Platformy do Treningu Słuchu

Dawno, dawno temu, niemal 5 lat wstecz, za namową jednego z czytelników bloga poświęciłem cały artykuł aplikacji Mr. Soundman, która jest przeznaczona do treningu swojego słuchu. Bardzo to zacna idea i wielu z Was złapało na nią bakcyla, co tylko dowodzi, że najlepiej się uczyć przez dobrą zabawę.

Jakiś czas temu twórcy wspomnianego programu poszli o krok (a raczej kilka kroków) dalej i pokazali światu zupełnie nowy projekt o nazwie SoundGym, który wprawdzie w niewielkim stopniu bazuje na wcześniejszej grze, ale tym razem jest znacznie bardziej rozbudowany i skupiony nie tylko na rozpoznawaniu samych częstotliwości, ale też na wielu innych aspektach związanych z dźwiękiem.

Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, że bardzo mocno mnie to nowe przedsięwzięcie zainteresowało i chciałem je jak najszybciej sprawdzić. Żeby było ciekawiej, zanim w ogóle zdążyłem na to znaleźć wolną chwilę, skontaktował się ze mną twórca tego narzędzia z prośbą o jego przetestowanie i opublikowanie recenzji na blogu. Zgodziłem się bez wahania, dzięki czemu teraz możecie czytać niniejsze słowa.

Aby więc niepotrzebnie nie przedłużać, poniżej zamieszczam krótki opis funkcjonalności SoundGym oraz swoje wrażenia z uczęszczania na tę “dźwiękową siłownię”.

Czym jest SoundGym?

Przede wszystkim, nie jest to aplikacja, którą instalujemy na swoich komputerach, tak jak było w przypadku Mr. Soundman. Zamiast tego twórcy zapraszają na swoją stronę, gdzie po utworzeniu darmowego konta możemy zacząć oddawać się “usznym uciechom”, czyli pracy nad umiejętnościami analitycznego słuchania.

Zapisujemy się (zakładamy konto), raz dziennie odwiedzamy salę ćwiczeń (logujemy się) i odbębniamy przewidziane na dziś dźwiganie ciężarów (trenujemy swoje uszy). Następnie bierzemy zimny prysznic (po zobaczeniu swoich pierwszych, “fantastycznych” wyników) i zmykamy do domu płakać w kącie (wylogowujemy się). Proste jak… filmy D. Lyncha. Wracamy nazajutrz i pracujemy jeszcze ciężej. I tak do oporu. Z czasem zaobserwujemy jak nadmiar tłuszczyku zacznie zanikać, a światło dzienne ujrzy dawno zapomniany sześciopak na brzuchu.

Wersje SoundGym

Pozostając jeszcze przy tej analogii, możemy na chwilę i dla zabawy przyjąć, że wersje SG to coś w rodzaju różnych typów karnetów dla miłośników pakerni 🙂 Istnieją bowiem dwa warianty treningu jakie możemy przyjąć, czy dwa rodzaje kont, jakie możemy posiadać – jak kto woli sobie to nazywać:

  • Konto Podstawowe (Basic), które jest bezpłatne, ale sporo okrojone w stosunku do pełnego
  • Konto Pro, które ma ogromny wachlarz opcji i które możemy wykupić na zasadzie abonamentu (miesięcznego, rocznego bądź dożywotnio)

Obecnie ceny karnetów wyglądają następująco:

  • Abonament Miesięczny – $14.95
  • Abonament Roczny – $119 rocznie, płatne po $9.90 miesięcznie
  • Abonament Dożywotni – $395

Miejcie jednak na względzie, że przechodząc na plan Pro w ciągu 24h od momentu założenia darmowego konta, otrzymujemy jeszcze dodatkowe 20% zniżki (o ile nie obowiązują w danym czasie jakieś inne promocje). Płatności możemy dokonywać albo przez system PayPal, albo bezpośrednio kartą kredytową.

Funkcje i Możliwości SoundGym

Nie sposób opisać tu wszystkiego, co składa się na nasze uczestnictwo w tym projekcie (tym bardziej, że co chwilę dochodzi coś nowego, bo twórcy ciągle intensywnie pracują nad jego rozwojem), ale postaram się przybliżyć Wam kilka głównych założeń SoundGym, które powinny Was jeszcze bardziej zachęcić do spróbowania swych sił w tej zabawie.

Do wyboru jest 7 różnych gier (w dniu premiery SG było ich tylko 6) i każda z nich skupia się na innym elemencie dźwięku, który musimy prawidłowo zidentyfikować, aby zdobywać punkty. Po zakończonym treningu otrzymujemy specjalne monety, które później możemy wymieniać na przeróżne rzeczy, ale o tym trochę później.

Jako członkowie tej samej siłowni, możemy oczywiście konkurować z innymi użytkownikami prześcigając się w zdobywanych punktach, nagrodach, odznakach i posiadanych zdobyczach.

Jakby tego było mało, co miesiąc wyłaniany (i nagradzany) jest zdobywca największej ilości monet za dany okres, więc jest motywacja do jeszcze cięższej pracy. Coś podobnego, jak okresowe konkursy w Mr. Soundman, ale z tego co pamiętam, to dość rzadko się one odbywały. Pomysł z comiesięcznymi nagrodami dla najlepiej punktujących uważam za o wiele bardziej trafiony.

Zrozumiałym jest to, że możemy zapraszać do gry nowych uczestników – swoich znajomych czy innych maniaków dźwiękowych. Odbywa się to albo przez wysyłanie zaproszenia dzięki integracji z Facebookiem albo drogą mailową – jak sobie wolimy (czynimy to w zakładce ‘Buddies’).

Na co możemy wymieniać monety?

Otóż, nasze ciężko wypracowane wirtualne pieniądze możemy przeznaczyć na:

  • urządzenia w naszym pięknym wirtualnym studio, takie jak mikrofony, preampy, kompresory, etc, które z biegiem czasu będziemy kompletować, ale nie tylko po to, aby innych uczestników zżerała zazdrość – jak już uda nam się zebrać cały inwentarz, otrzymamy także specjalną odznakę.
  • dodatkowe pakiety z plikami dźwiękowymi konkretnych artystów (katalog ciągle się rozrasta)
  • zniżki na zakup tutoriali i kursów od jednego z najpopularniejszych wydawców tego typu materiałów – MacProVideo
  • zniżki na zakupy w sklepie Musicrow (m.in. recenzowany kiedyś przeze mnie Golden Ensembles i mnóstwo innych)

Lista ta ma się stale wydłużać, więc naprawdę warto się przykładać, ćwiczyć regularnie i co jakiś czas zaglądać do zakładki ‘Soundcoins’, żeby sprawdzić jakimi korzyściami za nasz trud postanowili nas wynagrodzić twórcy.

Nadal jednak nie wspomniałem słowem o najważniejszym punkcie programu, czyli o samych grach. Spieszę więc to nadrobić:

Peak Master

To w zasadzie cały Mr. Soundman w jednym pakiecie i flagowa gra jego twórców. Tak jak niektórzy z Was zapewne pamiętają, naszym zadaniem jest tutaj odgadnięcie (a raczej usłyszenie), które częstotliwości zostały na danym pliku dźwiękowym podbite. Do dyspozycji mamy 3 życia (gra kończy się po trzeciej pomyłce), ale jeśli będziemy sobie dobrze radzić (bardzo trafnie wskazywać pasma i nie tracić żyć), to możemy zdobywać dodatkowe życia, tym samym przedłużając sobie zabawę. Im dalej będziemy brnąć, tym węższy będzie margines błędu na jaki można sobie pozwolić, ale wierzcie mi, że po kilku treningach będziecie coraz dokładniej wskazywać konkretne cyferki.

Dr Compressor

Idea tej gry jest bardzo prosta, ale nie zawsze łatwo jest wytypować, który z dwóch plików jest bardziej skompresowany – a takie jest nasze zadanie w tej zabawie. Miejcie na względzie fakt, że czasem dostajemy dwa pliki, które bardzo wyraźnie różnią się stopniem skompresowania i wskazanie tego właściwego nie będzie stanowiło problemu, ale innym razem dostaniemy dwa bardzo zbliżone do siebie warianty i trzeba będzie naprawdę mocno wysilić swój słuch.

Filter Expert

Zdecydowanie jedna z moich ulubionych gier w całym zestawieniu, ponieważ każe nam się mierzyć z kilkoma aspektami na raz. Nie dość, że musimy przykładowo odgadnąć, czy dany dźwięk został odfiltrowany (HPF czy LPF) i jak stromo, albo czy i o ile dB jakieś pasma zostały podbite lub podcięte, to jeszcze musimy dokładnie określić jakiego rodzaju filtrem (Peak vs Shelf), a przy tym musimy dokładnie czytać możliwe odpowiedzi do wyboru, bo twórcy próbują nas zmylić na wiele sposobów. Dużo rzeczy na raz, pomyślicie. I słusznie, ale nie bez powodu w nazwie tej gry jest słówko ‘expert’.

DB King

To jedna z najprostszych zabaw, bo polega wyłącznie na tym, aby wskazać, o ile decybeli jeden plik (Original) gra głośniej/ciszej od drugiego (After Gain). Do wyboru mamy zawsze dwie odpowiedzi i tutaj w zasadzie powinniśmy mknąć jak burza. Zwróćcie tylko czasem uwagę na to, że o ile prosto jest wskazać, czy dany plik jest 13db czy 3 dB cichszy od drugiego, to już nie tak łatwo jest czasem usłyszeć czy różnica rzędu 0.5dB jest na plus czy na minus – szczególnie wtedy, kiedy mamy bardzo rozpięty dynamicznie przykład dźwiękowy. Kluczem jest tu przełączanie się między “przed” i “po” w odpowiednich momentach.

Kit Cut

Można powiedzieć, że to w zasadzie odwrotność pierwszej gry na liście, bo również musimy odnaleźć, w które pasma zaingerowano, tyle że w Kit Cut zastosowano w odróżnieniu od Peak Master podcięcie pewnego zakresu pasm filtrem typu Bell, czyli znacznie szerzej, a nie podbicie konkretnych częstotliwości filtrem typu Peak. Opcja ta jest już wprawdzie znana użytkownikom Mr. Soundman (choć tylko w wersji Premium), a tutaj dostajemy ją po prostu jako oddzielną grę.

Pan Man

W tej grze naszym zadaniem jest jak najdokładniejsze zlokalizowanie skąd dochodzi dźwięk w obrazie stereo. Podobnie jak w Peak Master i Kit Cut nie mamy gotowych odpowiedzi do wyboru, a musimy je wskazać w polu od lewej do prawej – czyli znów mamy jakiś margines błędu i znów za bardziej trafione (bliżej rzeczywistej wartości) odpowiedzi dostajemy więcej punktów.

Delay Control

To najnowszy dodatek do całej puli gier i od razu powiem, że kto dotychczas mało się w pracy z dźwiękiem bawił delayami, ten polegnie tu z kretesem. Gra polega na tym, aby wybrać, o którą z dwóch podanych wartości został opóźniony (czy odbity) oryginalny plik. I tak samo jak poprzednio już wspomniałem – będą przypadki, gdzie bez problemu wyczujemy, że opóźnienie wynosi pół czy nawet całą sekundę, a nie 100ms, ale natraficie też na przypadki, gdzie obie możliwe odpowiedzi będą bardzo bliskie i wtedy uratuje Was tylko wytrenowany na przestrzeni czasu słuch.

Tyle o samych grach. Teraz natomiast chciałem skupić się na różnicach w dwóch wersjach SoundGym, bo trochę ich jest.

Basic vs Pro

Wspomniałem wcześniej, że konto podstawowe jest trochę okrojone względem pełnego i te różnice odnajdziemy m.in. w:

  • ilości gier do wyboru (tylko 3 w wersji Basic – Peak Master, DB King i Pan Man)
  • ilości instrumentów, które posłużą za źródła dźwięku (tylko kilka w wersji Basic, kilkanaście w Pro)
  • ilości i różnorodności dostępnych plików dźwiękowych, na których będziemy ćwiczyć
  • ilości treningów dziennie (tylko 1 w wersji Basic, nieograniczona ilość w wersji Pro)
  • intensywności i konkretniejszym ukierunkowaniu treningu (mam tu na myśli możliwość ćwiczenia większej ilości różnych aspektów dźwięku)

Moje wrażenia

Z racji tego, że dość długo zbierałem się za napisanie tej recenzji, miałem sporo czasu, żeby przeznaczyć go na lepsze poznanie całej platformy i granie w gry do upadłego. Oczywiście są granice wytrzymałości i według mnie po prostu nie da się spędzić więcej niż 30-60 minut dziennie na takim treningu. Ale godzinka dziennie, to nawet więcej niż zalecają lekarze i farmaceuci, więc nie powinniśmy się po takim czasie obawiać o przetrenowanie. Jedna, maks dwie rundki w każdą z 7 gier dziennie i po kilku tygodniach będziemy zszokowani rezultatami – to Wam gwarantuję.

Troszkę słabiej mają oczywiście użytkownicy wersji Basic, ale nadal te 3 gry dostępne na darmowych kontach już po paru treningach zaczną przynosić wymierne korzyści – co do tego nie mam wątpliwości. A jeśli uznają oni, że chcą sprawdzić się w pozostałych grach, to niech przetestują abonament na miesiąc ($14.95) i zobaczą jak wygląda pełen wachlarz potu, krwi i łez. Taki wariant jest oczywiście niezobowiązujący i po upływie miesiąca nikt nie będzie Was zmuszał do przedłużania, decyzja o wypisaniu się lub pozostaniu w gronie dźwiękowych siłaczy jest Wasza.

Kilka wskazówek…

Nie da się ukryć, że z racji tego, iż mamy szlifować swój słuch, to musimy sobie stworzyć do tego optymalne warunki. Bez sensu byłoby bowiem odpalanie dziennego treningu na słuchawkach dousznych wpiętych do smartfona w drodze komunikacją miejską. Podstawa to ciche środowisko, więc nasze domowe studio wydaje się tu być jedynym sensownym rozwiązaniem – tak z racji względnej izolacji od hałasu otoczenia, jak i samego systemu osłuchowego.

Jeśli mamy ochotę przeprowadzać swoje batalie z grami na monitorach odsłuchowych, to tylko wtedy, gdy mamy względnie opanowaną akustykę naszego wnętrza. Jeśli nie – znacznie lepszym rozwiązaniem będą porządne słuchawki przenoszące całe spektrum częstotliwości i, dla pewności, zamknięte.

Kolejna rzecz, jaką chciałbym się z Wami podzielić, jest jeszcze bardziej istotna i mówię o regularności ćwiczeń. Nie odpuszczajcie nawet dnia, postarajcie się znaleźć te pół godziny i odbębnić trochę ćwiczeń, bo utrzymacie słuch na lepszym poziomie i szybciej Wam się po prostu pewne rzeczy utrwalą. Tak to działa, mówią eksperci…

Moja ocena

Chyba łatwo się domyślić, że jestem absolutnie zafascynowany tymi grami i całym przedsięwzięciem, bo poza ogromną pomocą jaką ze sobą niosą, robią to w sposób łatwy, przejrzysty i atrakcyjny. Nie wiem czy istnieje na rynku podobny projekt, za pomocą którego można trenować tak wiele różnych aspektów dźwięku, więc tym bardziej należą się całej ekipie SoundGym gromkie brawa. Dodatkowy kciuk w górę należy im się także za całą oprawę graficzną i animacyjną. Zwróćcie też uwagę na bardzo pomysłowe nazewnictwo samych gier (np. DB King/BB King, Pan Man/Pac Man) oraz sprzętu w naszym wirtualnym racku, które dość humorystycznie nawiązują do legendarnych zabawek studyjnych. Niby mała rzecz, ale tylko pokazuje, jak bardzo twórcy programu dbają o każdy detal. A już na sam deser dochodzi fakt, że projekt jest cały czas rozwijany, dochodzą banki dźwięków od kolejnych artystów czy pojawiają się nowe możliwości wymiany monet we współpracy z innymi firmami.

Podsumowanie

Szczerze i bez żadnej stronniczości polecam każdemu zapisanie się na taki trening, choćby nawet darmowy – dla sprawdzenia siebie oraz dla samego pomysłu trenowania słuchu w takiej formie. Nie dość, że zabawa jest przednia, to jeszcze robimy swoim uszom sporą przysługę. Jak każdy regularny trening, tak i ten w dźwiękowej siłowni przyniesie Wam wymierne korzyści, co przełoży się na lepsze rezultaty podczas pracy z dźwiękiem.

Twórcy SoundGym pokazali niemałą klasę w koncepcji i wykonaniu tego projektu i za to naprawdę powinni dostać medal. Z resztą, sprawdźcie sami jak to wygląda (rozpoczynamy TUTAJ) i chwalcie się swoimi odczuciami i wrażeniami poniżej.

Na koniec chciałem serdecznie podziękować pomysłodawcy i twórcy SoundGym, Noam Gingoldowi oraz całej ekipie stojącej za tym projektem za udostępnienie na potrzeby recenzji pełnej funkcjonalności tej dźwiękowej siłowni oraz za cierpliwe odpowiadanie na moje pytania i wątpliwości. Dobra robota!

  1. Po kliknięciu w sign up:
    “Ta witryna nie umożliwia bezpiecznego połączenia. 🙁
    Serwer http://www.soundgym.co używa nieobsługiwanego protokołu….

    • Proponuję sprawdzić ustawienia przeglądarki. U mnie działa bezbłędnie.

  2. Cześć! No ja właśnie od jakiś 5 dni pocę się na SoundGym. Gierka faktycznie bardzo przyjemna, ładna grafika i też całkiem ciekawe te fragmenty muzyczne. Nie da się ukryć, że wciąga i masz to takie miłe uczucie, że tak, że ulepszasz swój słuch i niedługo będzie z ciebie miszcz ucho, choć przyznam, że pierwsze wyniki u mnie są takie raczej opłakane. Fajnie, że o tym napisałeś. Ja, ponieważ w ogóle lubię tego typu gierki, to polecam od siebie Syntoriala
    http://www.syntorial.com/ fajny do skumania jak działa synteza dźwięku.
    Pozdrawiam i w ogóle dzięki za tego bloga.

    • Ciekawa sprawa z tym Syntorialem, dzięki za cynk. Również pozdrawiam.

    • Synthoriala nawet demo warto przetestować jak ktoś nie miał do czynienia z synthami za bardzo, podstawowe podstawy można podłapać

  3. BelialSoul

    Jedna tylko rzecz jest ,,do bani”… Cena. 120 dolców Czyli prawie 500zł za rok to dla ogromnej ilości entuzjastów produkcji jednak zbyt wysoka cena (Tak mi się przynajmniej wydaje) Ale może kiedys się uda na jakimś black friday czy czyms za połowe ceny kupić to wtedy już okej. Ale narazie w wersji darmowej używam takiego tricku że po prostu klikam kilka razy play again i w każdą z trzech gier gram po kilka razy albo przynajmniej żeby pobić swój rekord 😎

    • Jak zależy ci na rekordach to proponuje grać tyle razy aż pobijesz cały lvl, bo z wyższym lvl dostajesz wiecej pkt za poprawną odpowiedź, to jest też trik który zatrzymuje ludzi przy tej grze, myślą że rozwijają słuch bo pobijają rekordy, a tak na prawdę tylko wbili lvl. Oczywiście nie mówie że to w ogóle nie rozwija słuchu, ale wersja darmowa to raczej zabawka.
      Wspomne jeszcze o tym że często mam wrażenie np w panmanie, że słysze coś z zupełnie innej strony niż gra mi pokazuje że było poprawnie, jakby się myliła, najlepiej to widać jak są dwie te same próbki dźwieku po sobie i dodatko słychać je w tym samym miejscu, a poprawne odpowiedzi są rozbieżne(gram na słuchawkach).
      Też tak macie??

    • Aaa jeszcze co do ceny, to jak na darmówce wbijesz ileś tam tych pkt to masz zniżke za “żelazne uszy”

    • Kamaro – umnie bywało na Pan Man-ie tak, że sygnał dochodził z bliżej nieokreślonego miejsca (jakby był totalnie rozfazowany) powiedzmy tak na ucho z przewagą 75%w lewo. Klikam, a tu… not even close, prawidłowa odpowiedź to 35% w prawo. Zdębiałem. I już chciałem gromy ciskać, ale okazało się, że wejście słuchawkowe w laptopie mam wadliwe. Na telefonie czy kompie w studiu nigdy tego nie było.

Zostaw komentarz