Jaki Kupić Mikrofon Do Nagrywania Wokalu, Cz. 3

W dzisiejszym wpisie chciałem podzielić się z Wami kilkoma propozycjami dotyczącymi mikrofonów pojemnościowych do nagrywania wokali, ale z trochę wyższej półki niż czyniliśmy to poprzednio.

Przypomnę może, że dotychczas w temacie mikrofonów do wokalu podszedłem do tej kwestii w kilku różnych artykułach, a dzisiejszy wpis prawdopodobnie zamknie to całe zestawienie – choć czas (i gawiedź czytająca) pokaże – o tym za chwilę.

Żeby więc to wszystko uporządkować, zobaczmy dokładnie na czym obecnie stoimy i co do tej pory w temacie mikrofonów do wokalu omówiliśmy:

Mikrofon Dynamiczny Do Nagrywania Wokalu, Cz. 1 – tutaj wyszczególniłem kilka modeli mikrofonów dynamicznych wartych rozważenia, których cena oscyluje w okolicach 400 zł. Powiedzmy, że to jest taki entry-level, poniżej którego proponowałbym raczej nie schodzić.

Mikrofon Dynamiczny Do Nagrywania Wokalu, Cz. 2 – w tym wpisie poznaliśmy kilka bardzo dobrych mikrofonów dynamicznych, których ceny potrafią poszybować nawet do okolic 2 000 zł.

Jaki Kupić Mikrofon do Nagrywania Wokalu, Cz. 1 – podobnie jak w przypadku pierwszej części o mikrofonach dynamicznych, w tym wpisie przyjęliśmy pułap 400 zł, bo odzwierciedla on mniej więcej koszt pół-przyzwoitego, pierwszego mikrofonu pojemnościowego do nagrywania wokalu w domu.

Jaki Kupić Mikrofon do Nagrywania Wokalu, Cz. 2 – tutaj opisałem kolejną grupę mikrofonów pojemnościowych do nagrywania głosu, tym razem starając się przedstawić Wam modele kosztujące około 1 000 zł.

W niniejszym wpisie za pułap cenowy przyjmiemy okolice 2-3 tysięcy zł. Za taki pieniądz możemy sobie już pozwolić na naprawdę wysokiej klasy mikrofon pojemnościowy, który ma szansę zabrzmieć bardzo dobrze w wielu sesjach nagraniowych wokalu (i nie tylko wokalu).

Jeżeli będziecie zainteresowani to przygotuję kolejną odsłonę artykułu, ale tym razem z mikrofonami pojemnościowymi do wokalu z tych już naprawdę najwyższych półek. Musicie mi tylko dać znać czy w ogóle powinienem Wam i sobie tym głowę zaprzątać. Ostrzegam też, że ceny w tym świecie potrafią szybować naprawdę wysoko i nie do końca jestem przekonany, że takie zestawienie ma sens dla entuzjastów nagrywania w domu, ale jeśli będziecie mieli ochotę – nie widzę problemu.

W każdym razie, na chwilę obecną uważam, że dotychczasowa seria artykułów dość dobrze wyczerpie temat i chyba nie będziemy się już więcej rozwodzić nad tego typu zestawieniami. Mam także nadzieję, że te kilka osób, które prosiło mnie o to, ażebym zrobił takie zestawienie “pojemników” z wyższej półki – będzie w końcu usatysfakcjonowane.

Miejcie na uwadze (z  resztą – jak zawsze przy tego typu wpisach), że to jest tylko kilka moich propozycji, Wy możecie mieć oczywiście inne. Nie zdziwię się również, jak zgodnie z tradycją, ktoś w komentarzu się pożali, że nie uwzględniłem takiego czy innego modelu.

Z góry wytłumaczę dlaczego:

  • bo jest ich cała masa i nie sposób je wszystkie wziąć na warsztat
  • bo każdy inny model też się może sprawdzić w danej sytuacji
  • bo nigdy z takim czy innym modelem nie obcowałem albo go po prostu nie znam
  • bo starałem się ograniczyć wybór do minimum zamiast wymieniać wszystkie modele na rynku, co nikomu by nie pomogło i mijałoby się z celem
  • bo decyzja i tak w ostateczności należy do każdego z nas osobno…

Skoro mamy już (chyba) wszystkie wyjaśnienia za sobą, przejdźmy teraz do dzisiejszych kandydatów. Kolejność na liście jest zupełnie przypadkowa, nie ma tu żadnej hierarchii czy stopniowania “lepszości” albo “gorszości”. Poza tym, wiecie już doskonale, że model droższy nie oznacza z automatu modelu lepszego. Wiemy nie od dziś, że bardziej liczy się kontekst, sytuacja, źródło, etc. Ale komu ja to tłumaczę, wałkowaliśmy to setki razy!

Ceny znów zaczerpnąłem z jednego sklepu dla zachowania konsekwencji, ale miejmy świadomość, że co dystrybutor to inne cyferki. Traktujmy je więc bardziej orientacyjnie, a nie jako wyrocznię. Do rzeczy:

Avantone CV-12 – cena ok. 2500zł

Według mnie jest to model, który stanowi przepustkę do przyzwoitych mikrofonów lampowych. Nie jest on typową tanią chińską imitacją “lampowej pojemności”, która zwykle charakteryzuje się wysokim poziomem szumów, syczeniem i ogólną miernotą brzmieniową, która żeruje na naiwności młodych ludzi, bo gdzieś tam w opisie pojawia się magiczne słowo “tube”.

W tym przypadku mówimy o prawdziwej lampowej konstrukcji zawierającej wyselekcjonowane rosyjskie lampy (6072A), które charakteryzują się przyjemnym, miłym dla ucha i niezbyt natarczywym brzmieniem. Swego czasu producent dorzucał do mikrofonu dwie inne lampy – na wypadek, jakby użytkownik chciał uzyskać nieco ostrzejsze i jaśniejsze lub trochę bardziej przybrudzone i szorstkie brzmienie, ale bodajże w 2009 roku zaniechano tych praktyk zostawiając fabrycznie zamontowaną 6072A, która z tej trójcy była najbardziej naturalna.

Nie jest to mikrofon brzmiący idealnie (i całe szczęście), ale jak na taki pułap cenowy – dostajemy całkiem przyjemnie i ciepło brzmiący mikrofon z delikatnym zadziorkiem w górze pasma.

Lewitt Authentica LCT 640 – cena ok. 2900zł

Jest to stosunkowo świeży mikrofon na rynku (jego premiera miała miejsce w 2010 roku), a zdążył już sobie zdobyć spore grono zwolenników wśród muzyków i realizatorów na całym świecie. Jest to wielkomembranowa konstrukcja z kilkoma charakterystykami kierunkowymi, paroma opcjami tłumienia poziomu wejściowego oraz trójpozycyjnym przełącznikiem filtra górnoprzepustowego – takie mini centrum dowodzenia brzmieniem już z poziomu mikrofonu…

Oprócz wokali zarejestrujemy nim bez problemu instrumenty akustyczne – gitary, fortepian czy inne skrzypce, a dzięki sporej tolerancji na ciśnienie akustyczne, poradzimy sobie również z takim petardami głośności jak instrumenty dęte czy bębny.

LCT 640 może się pochwalić bardzo niskim poziomem szumu własnego (-10dBA/-12dBA – w zależności od wybranej charakterystyki), dużo poniżej średniej (która zwykle wynosi kilkanaście dB i więcej) oraz nie do końca neutralnym brzmieniem (akurat na plus, moim zdaniem), gdzie lekko i stopniowo podbity zostaje dół (do ok. 200Hz) i podobny wzrost ma miejsce od środka do góry. Nie jest to jednak natarczywe podbicie, bo w maksymalnym punkcie osiąga tylko jakieś 3-4dB.

Od dawna mam na ten mikrofon chrapkę i chyba wpiszę go na swoją listę (jak tylko sprzedam swój wór nieużywanych pluginów…)

Shure KSM32 CG – cena ok. 2400zł

Istnieje też wariant KSM32 SL (za ok. 2700zł), z tym, że jest to ten sam mikrofon tylko o jasnym wykończeniu i z koszyczkiem antywstrząsowym i aluminiową walizeczką w komplecie – brzmieniowo są identyczne.

KSM 32 idealnie nadaje się do zarejestrowania naturalnych wokali (w odróżnieniu modeli KSM44 i KSM27, które mają nieco podbity dół pasma). 32 jest z tej trójki najbardziej płaski i nie dodaje zbytnich upiększeń do rejestrowanego sygnału.

Dzięki zainstalowanym na jego pokładzie filtrom (15db na 80Hz i -6db na 115Hz) oraz tłumika (15dB) można nim z powodzeniem rejestrować także różne inne źródła, jak gitary akustyczne, overheady perkusji czy cokolwiek innego co nam przyjdzie do głowy.

KSM32 to bardzo dobry i uniwersalny mikrofon niemal do wszystkiego.

RODE K2 – cena ok. 2900zł

Druga (i ostatnia) pozycja lampowa omawiana w tym zestawieniu. K2 zyskał sobie sympatię użytkowników ponad 11 lat temu, gdy został wypuszczony na rynek przez tę uznaną i wielokrotnie nagradzaną australijską firmę. W czasie swojej premiery na targach we Frankfurcie został nawet okrzyknięty najlepiej brzmiącym mikrofonem roku…

Jak większość modeli lampowych posiada przełączane charakterystyki, które pozwalają na zastosowanie go w różnych sytuacjach i do różnych źródeł, a dzięki swojemu tłustemu i wyraźnemu brzmieniu oraz odrobinie naturalnej kompresji, czasem można odnieść wrażenie, że nagrywany nim wokal (przykładowo) już został poddany lekkiej obróbce i jakoś sam z siebie się nam lepiej klei w miksie.

Oczywiście w grę wchodzą tu też inne czynniki, bo przecież to nie sam mikrofon “gada”, ja miałem po prostu takie odczucia po tym, jak pierwszy raz go słuchałem.

Jak to już w zwyczaju firmy Rode bywa, dbają oni dość mocno o maksymalne ograniczenie poziomu szumów na wyjściu i nie inaczej jest z tą konstrukcją. Mimo, że mówimy o modelu lampowym (który zwykle będzie szumiał trochę mocniej niż konstrukcje nie lampowe), to Australijczykom udało się zejść do poziomu -10dBA, co można uznać za imponujące.

SE Electronics SE 4400A – cena ok. 2100zł

Model do złudzenia przypominający kształtem absolutnego studyjnego klasyka, czyli AKG C414. Ale tutaj podobieństwa się w zasadzie kończą. SE 4400A to zupełnie inna konstrukcja, o innych parametrach i innym brzmieniu.

W mikrofonie tym zainstalowano membrany znane nam już dobrze z modelu SE 2200, mamy więc niemal identyczne brzmienie, tyle że do wyboru kilka różnych charakterystyk kierunkowych – kardioidalną, hiperkardioidalną, ósemkową i dookolną. Znajdziemy na pokładzie również tłumik (-10dB lub – 20dB) oraz filtr górnoprzepustowy (na 60Hz i na 120Hz).

I choć do najcichszych pod względem szumów może nie należy (17dBA), to jednak bije na głowę sporo konkurencji pod względem wyraźnego i klarownego, ale nie przesadnie syczącego brzmienia. Zawdzięcza to w sporej mierze swojej nietypowej charakterystyce przenoszenia – gdzie inni producenci ingerując w to, jak mikrofon reaguje na konkretne pasma, zwykle kończą z kilkoma podbiciami tu i tam – tak w 4400A można na wykresach zaobserwować coś w rodzaju smukłej “tęczy” rozciągającej się od ok. 7kHz do kilkunastu kHz, która powoduje gładkie, ale nieznaczne (ok 2,5dB w najwyższym punkcie) podbicie dodające klarowności, zamiast niespecjalnie przyjemnie dodawać syczenia i nachalności.

Co do brzmieniowego bicia konkurencji na głowę – weźcie poprawkę na konkretne sytuacje i głosy lub instrumenty, z którymi pracujecie. Ja akurat nagrywałem wokalistę, który przytargał ze sobą na sesję z wypożyczalni sprzętu jakiegoś Braunera (nie pamiętam modelu, ale był to majk wart tyle co niezły kilkuletni samochód – tak dla nakreślenia sytuacji).

Szukając odpowiedniego do tego głosu brzmienia na szybko podstawiliśmy także omawianego SE 4400A i chyba jeszcze jakiś jeden vintage’owy model Neumanna (ale niestety coś nie łączył). Nagraliśmy parę fraz dla porównania, wokalista wrócił do reżyserki i zaczęliśmy przesłuchiwać te kilka klipów. Wszystkim nam, łącznie z wokalistą (który nie wiedział, którego mikrofonu słucha), bardziej przypasował do tego głosu, w tej piosence, tego dnia i o tej porze – właśnie 4400A. W sumie trochę “zdziwko” i konsternacja, no bo jak to – taki drogi mikrofon został zmieciony przez jakieś badziewie za “pincet ełro”?? A żebyście wiedzieli. Tak się zdarza i wierzcie mi, że moje częste trucie o tym nie jest pustym gadaniem, wyssanym z palca kazaniem czy ukradkiem przeczytaną mantrą gdzieś w zaułkach internetów. Z resztą – kiedyś na pewno sami tego doświadczycie i wtedy moje słowa wspomnicie 🙂

Ale wróćmy do tematu…

Mojave Audio MA-201 FET – cena ok. 2900zł

To już moja ostatnia propozycja w temacie mikrofonów pojemnościowych do wokalu, które leżą (bo zasłużyły) na wyższej półce w tejże kategorii. Wprawdzie jako pierwsze zastosowanie tego modelu wymienia się czasem bardzo głośne źródła dźwięku (bębny, etc.), to jest jak najbardziej adekwatny model do stosowania na głosach lektorskich, wokalach i instrumentach akustycznych.

Mojave Audio, choć nie tak rozsławiony jak AKG czy Shure, jest jednym z liderów w produkcji naprawdę powalającego sprzętu, ale nadal w rozsądnych pieniądzach. To tak jak wersja Peluso dla Telefunkenów lub Neumannów czy powiedzmy Epiphone dla Gibsonów, co by i gitarzyści lepiej zajarzyli kontekst 🙂

W każdym razie – jakiś czas temu do firmy dołączył David Royer (jak ktoś nie wie kim jest ta postać, to marsz do kąta, na kolana i 6 zdrowasiek). I ten model jest pierwszym, jaki wyszedł pod jego nadzorem w szeregach Mojave Audio. Mówi się, że jest to odpowiednik MA-200, tyle że nie lampowy i brzmieniowo różni je w zasadzie tylko lekkie podbicie (ok 3dB) w rejonie prezencji (kilka kHz) w wersji FET.

Sam producent mówi o tym modelu, że to taka wersja “klasycznego Neumanna U-47 dla biedaków” 🙂 Trudno się nie zgodzić, bo ponoć perkusiści uwielbiają go na stopie (szczególnie w lekkiej odległości od przedniego naciągu – tam gdzie kiedyś często stawiano właśnie U-47).

Nawet mimo faktu, że wykres z charakterystyką przenoszenia wygląda jak tor narciarski do jazdy po muldach, a osiągi techniczne nie budzą u nas reakcji typu “O, wow!” – to jak odpalicie ten mikrofon na wokalu, przeniesiecie się brzmieniowo kilkadziesiąt lat wstecz. I w ogóle zachęcam Was do zaprzyjaźnienia się z innymi modelami od Mojave czy właśnie wspomnianego Peluso, bo te firmy potrafią za ułamek ceny bardzo wiernie odtworzyć brzmienia klasycznych mikrofonów – jeśli oczywiście kogoś takie brzmienia interesują.


Tymczasem w tym miejscu zamykam to zestawienie. Mam nadzieję, że komuś się ono przyda – jeśli tylko do ślinienia się i rozbudzania marzeń, a nie samego testu czy zakupu, to też dobrze, przynajmniej będziecie umieli zwerbalizować swoje pragnienia. A jeśli ktoś z Was zdecyduje się na zakup inspirowany informacjami z tego tekstu, to ja poczuję się spełniony. I nie dlatego, że którakolwiek z firm dziś wspomnianych płaci mi za reklamowanie ich produktów (I wish…), ale dlatego, że są to w większości przypadków sprawdzone konstrukcje, które napotkacie niemal w każdym szanującym się studio!

Pytanie na koniec – chcecie tę ostatnią listę mikrofonów dla zbyt “nadzianych bufonów?” 😉

A może interesowałoby Was zgoła inne zestawienie?

Jestem otwarty, dajcie tylko znać, co konkretnie w tej kwestii chcielibyście, abym przybliżył!

  1. Pewnie sie powtorze ale naprawde dobrze sie czyta twoje wpisy. Nie dosc ze dobre informacje to jeszcze ciekawie napisane i z humorem, obys nigdy nie przestal. A na ktorys z tych mikrofonow pewnie sie kiedys i tak skusze. Kilka z nich mialem juz na oku. Dzieki!!!

  2. Dorzuciłbym do listy jeszcze “biednego” Neumanna tlm 102. Swoją drogą ciekawe jak wypada na tle reszty nowy C314 od AKG. Fajnym byłoby zrobić zestawienie mikrofonów do jasnych i osobno do ciemnych wokali. Choć to już trudniejsza sprawa, to jednak mogłaby nakierować troszkę bardziej ludzi. Ludzie często wybierają mikrofon na podstawie ogólnych recenzji, i nie wiedzą że gdy ich głos jest bogaty w sybilanty a zakupią np takiego TLM 103 (który podobno potrafi bardzo zasyczeć) mogą mieć potem spore problemy. Często z tego właśnie powodu nawet 3x tańsze mikrofony potrafią czasami wypaść lepiej niż nawet jakiś klasyk.

  3. Napisz tą trzecią część, napisz. Bo mimo wszystko jesteśmy “sprzętowymi onanistami” i choć pewnie na takie bajery nas stać nie będzie, to popatrzeć i poczytać miło. Jak na test Ferrari czy innego Lambo w magazynie motoryzacyjnym. 🙂
    Pozdrawiam

  4. malkontent

    Chętnie przeczytam kolejną część 🙂

Zostaw komentarz