Tworzenie Utworów Metodą IMM, Cz. 11

Jako ostatni wątek związany z tworzeniem utworów metodą IMM obiecałem opisać dokańczanie, “polerowanie” czy dopracowywanie materiału jakiego dorobiliśmy się podczas naszej ostatniej (bądź kilku ostatnich) sesji – głównie tych, gdzie podejmowaliśmy boje w ramach gry 20 w 12.

W tym i następnym (naprawdę już ostatnim) artykule spróbuję przybliżyć Wam różne metody na to, jak można takich zabiegów dokonać, wyjść z nich obronną ręką i… nie napracować się przy tym zbytnio.

Opowiem również nieco o podejściu czy sposobie patrzenia na tę kwestię, co byście nie popadali w różne paranoje i skrajności…

Tak jak wcześniej wspominałem, rezultatem naszych zmagań mogą być przeróżne formy – od samych szkieletów, pomysłów czy szkiców piosenek, przez ciekawe melodie, riffy i zagrywki, aż po pełne sekcje typu zwrotki i refreny, na niemal w całości zamkniętych utworach skończywszy.

Tych ostatnich pewnie będzie najmniej, ale nie stanowi to bynajmniej żadnego problemu. Dobra wiadomość jest bowiem taka, że nawet dysponując samymi zarysami utworów, najtrudniejszą część mamy już za sobą…

Jak zacząć?

Jeśli po sesji IMM będziemy mieli do dyspozycji kilkanaście mini-utworów, to samo przejrzenie ich i przemyślenie dalszej ich budowy oraz poskładanie w całość kolejnych sekcji i wprowadzenie niewielkich modyfikacji (np. w tekście) bądź jednego czy dwóch nowych motywów – jest już tylko kwestią czasu i nie tak intensywnego nakładu pracy, jaki musieliśmy włożyć na samym początku naszej zabawy.

Drugim pozytywem, o którym nie można zapomnieć, jest fakt, iż nadal obracamy się w kręgach IMM. A to, rzecz jasna, nie oznacza przecież, że dopracowując nasze piosenki musimy koniecznie wpasować się w konkretne konwenanse panujące w danych gatunkach… To są nadal nasze “szalone” utwory, wypracowane głównie w pośpiechu i w pocie czoła, a przede wszystkim, pochodzące z naszych mocno nakręconych głów, więc trochę wbrew zasadom byłoby je teraz gruntownie przebudowywać, tylko po to, aby zbliżyć je do jakichś utartych schematów.

Jeśli ktoś bardzo chce, to oczywiście nikt mu nie zabroni tak postąpić, ale starajmy się raczej nadal zachowywać frywolne, niemal “buntownicze” podejście przy pracy z dotychczasowym materiałem. Rozbudujmy go według naszych pierwotnych pomysłów, bo to da nam dodatkową frajdę, a kto wie – może nawet stworzymy kiedyś zupełnie nowy pod-gatunek czy inne wytyczne do pisania piosenek 🙂

Jak zabrać się za dopracowanie swoich muzycznych pomysłów?

Wszystko zależy od tego, ile surowego materiału wyprodukowaliśmy wcześniej. Może to być kilka pomysłów z jednej sesji, a może to być nawet kilkadziesiąt szkiców zebranych z kilku sesji. Dlatego pierwszym krokiem jest odfiltrowanie czy przesortowanie naszych projektów i wybranie tych pomysłów, które naszym zdaniem są najlepsze i w których drzemie najwięcej potencjału.

W tym miejscu (jeśli graliśmy z przeciwnikiem) warto również wziąć pod uwagę opinie innych, czyli to, jakie reakcje wywołały dane piosenki wśród pozostałych członków zabawy kiedy odsłuchiwali naszych dokonań.

Inna rzecz – nawet, jeśli w puli utworów, które zamierzamy dopracować, znajdą się takie kompozycje, które niezbyt zaimponowały innym uczestnikom gry, ale my sami, jako ich autorzy bardzo je lubimy, to absolutnie i bez kompleksów należy je rozwijać.

Jeszcze inny sposób, to zrobić kompilację naszych dokonań i rozesłać je po znajomych z pytaniem o to, które ich zdaniem nadają się na pełne piosenki, w których słychać potencjał, które mogą przykuć uwagę, etc. Może niekoniecznie wrzucajmy na taką playlistę absolutnie wszystko, co nagraliśmy (bo nawet najlepsi przyjaciele mają ograniczoną tolerancję), a zamiast tego delikatnie te pomysły wypolerujmy pod względem miksu (co by się tego trochę lepiej słuchało) i wybierzmy powiedzmy połowę czy 75% naszym zdaniem najlepszych kompozycji.

Gdy otrzymamy feedback od kilku osób, to zacznie nam się powoli wyłaniać statystyczny obraz tego, co “zwykły słuchacz” uznaje za motyw godny rozwinięcia i te informacje zdecydowanie powinniśmy wziąć pod uwagę.

Sposoby rozwijania pomysłów

Tak samo, jak z procesem sortowania, rozwijanie będzie uzależnione od tego, jak dużo elementów w danym utworze będziemy mieli w miarę dopracowanych. Jeżeli nasz szkic zawiera powiedzmy intro, jedną zwrotkę i refren, to nie ma tu większej filozofii – dopisujemy słowa do drugiej (czasem też i trzeciej) zwrotki, powtarzamy refreny i po sprawie. Jeśli chcemy być jeszcze bardziej kreatywni, możemy dopisać jakąś dodatkową sekcję albo zrobić miejsce na solo czy na podstawie intro zrobić jeszcze outro i w zasadzie pełny utwór jest gotowy.

Nieco gorzej sprawy się będą miały, jeżeli dysponujemy tylko zwrotką, tylko refrenem albo tylko samą melodią czy wręcz samą zagrywką lub riffem. Tutaj możemy pójść dwiema drogami:

  • przyjąć “konwencjonalne” sposoby pisania, gdzie siadamy z notatnikiem, dyktafonem, kartką papieru i długopisem, piano-rollem w DAW czy czymkolwiek innym i po prostu piszemy, próbujemy, komponujemy, etc.
  • uczynić z tego procesu kolejną odsłonę gry (opisaną poprzednio), gdzie bierzemy na warsztat kilka utworów i dla każdego z nich wymyślamy na zasadach IMM po kilka totalnie różnych sekcji, a potem wybieramy te, które sprawdzają się najlepiej i ruszamy dalej.

Składanie elementów w całość

Tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa… Jak już będziemy dysponować kilkoma sekcjami (nawet z różnymi wariacjami) dla każdej piosenki, to w tym momencie zaczynamy wszystko składać w gotowy utwór. Tutaj zdecydujemy o finałowej strukturze, o tym ile ma być zwrotek, czy mają być jakieś mostki, przejścia etc., jaka będzie kolejność zwrotek (bo może jednak tekst drugiej zwrotki bardziej pasuje jako wprowadzenie do piosenki i lepiej go zaśpiewać podczas pierwszej zwrotki, etc).

Nie bójmy się eksperymentować z bardziej niekonwencjonalną budową utworów – kto powiedział, że nie możemy mieć dwóch bridge’ów czy dwóch albo trzech sekcji solo w jednej piosence? Może się okazać, że jeden czy dwa mniej utarte i ogólnie przyjęte ruchy zamienią nasz kawałek z dobrego w świetny!

Łączenie kilku piosenek w jedną

To kolejny sposób na nieco szybsze, ale i arcyciekawe “domykanie” piosenek. Polega on na tym, że wyszukujemy czy któreś z naszych szkiców nie mają podobnego klimatu, tempa, tonacji, progresji akordów czy innych elementów, które napotkaliśmy w innym szkicu. Szukamy kilku podobieństw i analizujemy czy przypadkiem nie moglibyśmy połączyć dwóch czy więcej motywów w jeden utwór (np. z motywu głównego w Piosence A zrobić zwrotkę, z melodii w Piosence B zrobić refren, z progresji akordów w Piosence C zrobić podwaliny dla intro i outro i tak dalej).

Nie obawiajmy się i nie poddawajmy z racji tego, że niektóre elementy nie będą się ze sobą idealnie zgrywały, bo wcale nie muszą. Nie jeden mamy przykład piosenek w dorobku znanych artystów, gdzie jedna sekcja totalnie odstaje od kolejnej, jakby pochodziły z zupełnie innej bajki. Sztandarowym przykładem jest tutaj “Layla” Erica Claptona, gdzie intro ma się nijak do zwrotki, a łączy je tylko krótki, dwudźwiękowy mostek i jak najbardziej ma to sens, nieprawdaż?

Dlatego podstawą jest tutaj zachowanie trzeźwego i otwartego umysłu, wypróbowanie wszystkiego co nam tylko przyjdzie do głowy oraz wyzbycie się myślenia, że “tak się nie robi” albo “to na pewno się nie sprawdzi”.

Podsumowanie

Istnieje naprawdę sporo sposobów nie tylko na dokańczanie, ale i na samo pisanie utworów. Metoda IMM nieco odstaje od “klasycznych” wytycznych, ale bynajmniej ich nie neguje. Chcę, żebyście dobrze zrozumieli, iż jest to tylko jeden z wielu sposobów. Społeczność ludzi tworzących tymi metodami nie powstała przecież po to, żeby obalić przyjęte normy czy schematy, ale po to, aby wyzwolić co niektórych z marazmu, powtarzalności i przewidywalności tworzenia czy z braku “weny”.

Tak proponuję do tej sprawy podchodzić i traktować ją przede wszystkim jako narzędzie do kontynuowania swojej muzycznej pracy – niezależnie od tego, czy akurat siadamy do “polerowania” naszych pomysłów, czy zamierzamy napisać piosenkę od podstaw.

A w kolejnej (mówiłem już, że naprawdę ostatniej?) odsłonie tej przydługiej sagi podzielę się z Wami kilkoma spostrzeżeniami, wskazówkami i poradami dotyczącymi tego, jak nie zwariować podczas “polerowania” naszych pomysłów, nadal mieć z tego frajdę oraz masę materiału spiętego w ryzy gotowych utworów i, najważniejsze – jak nie spędzić nad tym kolejnych czterech lat…

Zostaw komentarz