Tworzenie Utworów Metodą IMM, Cz. 10

W dzisiejszym artykule przedstawię Wam zgodnie z zapowiedzią kilka kolejnych gier specjalnych, z jakimi się spotkamy w ramach tworzenia utworów metodą IMM.

Przytoczę Wam jeszcze kilka innych niż dotychczas przykładów na to, jak w prosty i ciekawy sposób możemy wygenerować materiał na nasze przyszłe utwory świetnie się przy tym bawiąc.

Dziś na warsztat weźmiemy 5 gier, w których możecie spróbować swoich sił.

Wśród nich będzie jeden z moich największych faworytów w kategorii gier specjalnych, ale nie omieszkam też wspomnieć o totalnie absurdalnym, wręcz niewyobrażalnie pojechanym pomyśle, który już po samym opisie budził we mnie niezłą konsternację, a co dopiero, gdybym miał się podjąć jego realizacji…

Ponoć nikt się jeszcze na to nie odważył…

5. Gra w covery

Każdy muzyk na którymś z etapów swojego muzycznego tworzenia zazwyczaj zabierze się za nagranie coveru innego artysty. Mało tego, ucząc się grać na jakimś instrumencie, z reguły zaczynamy od znanych zagrywek, melodii czy całych piosenek. Covery były, są i zawsze będą robione czy powiedzmy grane na koncertach (szczególnie przez początkujące zespoły nie mające jeszcze swojego repertuaru), co do tego nie ma wątpliwości.

I nie będzie pewnie dla Was wielkim odkryciem, jeśli powiem, że ludzie związani z IMM również postanowili uczynić z tego wariant gry. Natomiast dziwne by było, gdyby nie zdecydowali się dodać tutaj małego haczyka – i chwała im za to.

W tej odmianie gry w covery powinniśmy naszą uwagę skierować na innowacyjność czy radykalną zmianę. Chodzi o to, aby rzeczywiście nagrać naszą wersję utworu innego artysty, ale ma ona być możliwie jak najbardziej inna niż oryginał, im bardziej odjechana i nieprzypominająca wzorca – tym lepiej. Na przykład, możemy zachować prawdziwe słowa i melodię, ale powinniśmy totalnie zmienić aranżację czy progresję akordów.

Inny wariant – możemy zachować w miarę podobną strukturę i słowa utworu, ale pozmieniać linię melodii. Posłuchajcie chociażby “People Are Strange” zespołu The Doors w wykonaniu Infected Mushroom albo “tej dziwnej pani ze Skandynawii”, co się Stina Nordenstam nazywa. W obu tych przykładach sporo pozmieniano, ale to nadal ten sam utwór…

Kolejny pomysł na “odklejenie się” od oryginału to podstawienie słów ze zwrotki do muzyki z refrenu i na odwrót. Oczywiście wszystko nagrywamy sami, nie chodzi tu przecież o przeklejanie fragmentów z oryginalnych nagrań naszych idoli… Otwiera to sporo możliwości, ale i wyzwań, więc jak najbardziej powinno Was zachęcić!

Jeszcze bardziej pokręcona metoda, to próba połączenia tekstu jednej piosenki z muzyką z innej piosenki tego samego (bądź innego) artysty. Opcji jest tutaj cała masa i polecam kiedyś sobie poświęcić całą sesję na stworzenie kilku takich coverów według własnej, nieposkromionej wizji 🙂

6. Lustrzane odbicie albumu

Ta gra ma bardzo proste reguły i między innymi dlatego tak bardzo ją lubię. Niestety nie dla każdego będzie ona możliwa do przeprowadzenia – z bardzo prozaicznego powodu. Mało kto (szczególnie wśród młodzieży) słucha albumów jako całości. Dzisiaj prym wiodą pojedyncze utwory puszczane w eter, randomowe playlisty w Spotify czy inne “jutuby”. Szkoda to wielka, bo kiedyś jednak albumy znacznie częściej stanowiły konkretną, ukierunkowaną kolekcję utworów, opowiadały jakąś historię, gdzieś prowadziły, itd.

Nie mówię oczywiście, że teraz się tak w ogóle nie dzieje (na szczęście), ale te relacje między wybiórczym a kolektywnym słuchaniem trochę się zmieniły.

W każdym razie, warto do tej gry mieć gdzieś w pamięci (bądź pod ręką w formie fizycznej) jakąś jedną z ulubionych płyt, którą znamy na wylot. Do tego stopnia, że jak słyszymy w radiu jeden utwór z tego krążka, to po ostatnich dźwiękach automatycznie słyszymy w głowie początek kolejnego utworu na płycie – macie tak czasami?

Nasza sesja ma polegać na tym, aby swoimi kompozycjami odtworzyć pewien, rzekłbym zimno – matematyczny klimat, jaki towarzyszy wybranej płycie. Na warsztat możemy wziąć takie rzeczy, jak ilość utworów na płycie, ich klimat, tempo, gatunek. Jeśli wybrana płyta zaczyna się od spokojnego intro – piszemy spokojny utwór, ale nie taki sam, tylko w podobnym klimacie. Jeżeli jako drugi numer z płyty wjeżdża turbo-szybki punk-rock, robimy szybki kawałek punkowy.

Pod uwagę możemy także wziąć sposób, w jaki jedne utwory przechodzą w drugie (uwzględniając nawet długość pauz między piosenkami)

I tak robimy numer po numerze, aż dojedziemy do końca płyty. Dzięki temu stworzymy cały album z naszą własną muzyką, ale ze swego rodzaju ‘konturem’ naszej ulubionej płyty.

Tę zasady możemy również zastosować do pojedynczego utworu, gdzie na przykład będziemy się starać odtworzyć dokładnie strukturę jakiegoś ulubionego utworu (zarówno układ zwrotek, refrenów jak i przejść, sposobu zmian intensywności, gęstości aranżacji, tempa, długości trwania czy tematyki samego tekstu). Piosenka ma być oczywiście w całości nasza, a utwór wzorcowy jedynie małym drogowskazem.

7. Polerowanie

Z moich dotychczasowych opisów metody IMM można chyba łatwo wywnioskować, że większość gier nie pozostawia nam raczej wielu szans na dopracowanie czy “wypolerowanie” naszych dokonań – musimy non-stop pędzić do przodu i nie zaprzątać sobie głowy różnymi aspektami – czy to będzie poziom wykonania, czy może świetny miks, czy też inne detale.

Dlatego raz na jakiś czas możemy z tego dopracowywania stworzyć po prostu całodniową grę. Uczestniczyć w niej możemy sami lub z przeciwnikiem – kto dopracuje i dokończy więcej utworów z poprzednich sesji, wygrywa.

[O tym, jak zabrać się za porządne dopracowanie i dokończenie stworzonych w grach IMM utworów opowiem w osobnym wpisie]

8. Rozwijanie

Stanowi ono też pewnego rodzaju “polerowanie”, bo będziemy wprawdzie pracować na utworach, które już wcześniej stworzyliśmy, ale różnica polega tutaj na tym, iż naszym celem nie jest dokończenie i “zamknięcie” piosenki, acz coś zupełnie innego.

W tym przypadku skupimy się na wariacjach tego, co już mamy lub tworzeniu nowych sekcji, nowych pasaży, alternatywnych zagrywek do istniejących szkiców piosenek. Na warsztat możemy wziąć ze dwie czy trzy wcześniej nagrane piosenki i spędzamy cały dzień na tworzeniu kilku wariantów dla każdej z nich – może jakieś nowe riffy ubogacające refren (lub nieco ulepszające czy nawet lekko go zmieniające), może wprowadzimy jakąś nową sekcję, bridge albo solo, nagrywamy zupełnie inne outro, etc.

Generalnie postępujemy podobnie jak w 20 w 12 – nie myślimy za wiele, nie edytujemy, nie zatrzymujemy się, po prostu staramy się wymyśleć po kilka wariacji dla różnych sekcji w wybranych wcześniej dwóch czy trzech piosenkach.

Na koniec dnia słuchamy wszystkich opcji i decydujemy, który z nowych wariantów najlepiej pasuje do naszych piosenek.

9. Gra pt. “Chilla”

Obiecałem we wstępie tego artykułu, że wśród opisywanych dziś gier znajdzie się prawdziwy terminator… Oto i on! Chilla to gra-potwór dla prawdziwych pasjonatów, fanatyków i ekstremistów IMM.

Nazwa tej gry została zaczerpnięta z pewnego rytuału, który polegał na tym, że muzyk w totalnej izolacji grał bez przerwy na instrumencie przez 40 dni z rzędu.

Jak ma się to do IMM?

Niestety bardzo dosłownie – gramy bowiem w “20 w 12” przez 40 dni, bo mamy zamiar w te niecałe 6 tygodni stworzyć… 800 piosenek. Wyobrażacie to sobie?

Na pewno perspektywa napisania tylu utworów w tak krótkim czasie brzmi bardzo kusząco, ale pewnie ciężko będzie znaleźć tyle wolnego czasu za jednym zamachem. Jasne, można to podzielić na kilka mniejszych bloków i nadal skończyć z pokaźną liczbą kawałków.

I nawet, jeżeli po tym czasie okazałoby się, że powiedzmy tylko 10% z takiego przedsięwzięcia nadaje się do użytku i dalszego dopracowywania, to nadal mówimy tu o osiemdziesięciu piosenkach!

Ciekaw jestem, czy ktoś kiedykolwiek podejmie się takiego wyzwania…

Podsumowanie

I tutaj kończy się przegląd specjalnych gier w ramach IMM, które chciałem przytoczyć, aby jeszcze bardziej Was zachęcić do takich mniej konwencjonalnych metod tworzenia utworów.

Podkreślę jeszcze, że jak już przejdziecie przez kilka różnych sesji, to niemal na bank zauważycie, jakie odmiany gier najbardziej Wam odpowiadają, w jakich okolicznościach jesteście najbardziej produktywni i pewni. Dogłębnie zrozumiecie w jaki sposób rodzą się i przekuwają na piosenki Wasze pomysły i koncepcje oraz jak daleko potraficie się posunąć z niekonwencjonalnymi dźwiękami i ruchami. Bardzo możliwe, że wtedy zaczną Wam przychodzić do głowy pomysły na inne gry, nowe tematy przewodnie, ciekawe zasady, jakieś ograniczenia i wskazania, wymogi, etc.

Wtedy pozostaje tylko podzielić się pomysłem z innymi zainteresowanymi i zrobić pierwszą, testową rundę nowej gry. Najlepiej wspólnie z innymi, żeby dokładnie sprawdzić, jak dobrze się ona przyjęła.


W ostatniej odsłonie tej serii przyjrzymy się kilku wskazówkom przydatnym podczas przeglądu, dopracowywania, poprawiania i kończenia piosenek, których żeśmy się dorobili pracując według metody IMM.

  1. Na stronie głównej cały artykuł Ci się wstawił, nie jest to jakiś problem ale tak tylko mówię.

  2. czy ktos moze mi podpowiedziec jaki program na maca który zstapi sonar.chodzi o to by wyswietlił mi 16 tracków zebym mógł je otworzyc w nutach i mógł w liryks wpisac tekst czy układ akordów.

Zostaw komentarz