Tworzenie Utworów Metodą IMM, Cz. 9

W tej i kolejnej części sagi o tworzeniu metodą IMM zajmiemy się trochę innymi, wybiegającymi nieco poza ramy “20 w 12” grami specjalnymi.

Nadal pozostajemy jednak wierni zasadzie tworzenia jak największej ilości muzyki w możliwie najkrótszym czasie – niezależnie od tego czy będziemy pracować samotnie, czy z innymi muzykami.

Pamiętajcie, że gry, o których opowiem (mimo sprawiania nam masy radości i dostarczania kolejnych utworów) raczej pozostają na uboczu i w cieniu 20 w 12, która jest niejako głównym i nieodłącznym składnikiem systemu IMM.

20 w 12 stanowi coś w rodzaju spoiwa dla społeczności, która się metodą IMM trudni, dlatego nie zapominajcie, że to głównie dzięki niej wzrasta nasza produktywność i tworzenie następnych i jeszcze następnych piosenek, dzięki niej pokonujemy swoje mentalne przeszkody i rozwijamy się jako muzycy. Nie oznacza to jednak, że czasem nie możemy odejść od schematu 20 w 12, bo jak sami zobaczycie, niektóre warianty gier potrafią być nie lada przygodą…

Przyjrzyjmy się więc teraz kilku “pobocznym” zabawom specjalnym w ramach IMM:

1. Gra w przypominanie

Polega na tym, aby kilka dni lub nawet cały tydzień przed nadchodzącą sesją komponować muzykę wyłącznie w swojej głowie – bez zapisywania czy nagrywania czegokolwiek. Później, w dniu sesji odtwarzamy z pamięci te kompozycje i je rejestrujemy. Możecie pomyśleć, że to trochę absurdalne, bo któż by zapamiętał kilkanaście nigdzie nie istniejących utworów i potrafił je sobie na zawołanie przywołać z pamięci. Ba, nawet kilka z nich byłoby ciężko odtworzyć sięgając wyłącznie do swojej głowy.

Ale dobre wieści są takie, że jeśli nie mamy poważnych zaburzeń pamięci i naprawdę rzetelnie podeszliśmy do ‘pisania w głowie’ przez te kilka dni, to większych problemów być z tym nie powinno. A druga rzecz – nasze mózgi mają niesamowitą umiejętność filtrowania, dzięki czemu potrafią odrzucić mniej interesujący materiał na rzecz tego bardziej atrakcyjnego.

Kolejny, ważny zauważenia aspekt jest taki, że jeśli udało nam się powiedzmy po pięciu dniach przywołać z głowy jakąś naszą kompozycję, to znaczy, że dobrze zapada ona w pamięć, co z kolei świetnie rokuje na przyszłość – skoro my ją zapamiętaliśmy, zapamiętają ją również słuchacze!

2. Dwudniowy maraton

Można powiedzieć, że jest to swego rodzaju combo dwóch gier. Maraton polega na tym, że pracujemy przez 2 dni. Pierwszego zajmujemy się przez 12 godzin wyłącznie stroną liryczną, więc piszemy teksty, wiersze, historyjki, slogany, uprawiamy “strumień świadomości” – cokolwiek, co może nam posłużyć jako słowa do utworu.

Drugiego dnia, znów przez 12 godzin, łapiemy za instrumenty i dogrywamy muzykę oraz wokale do swoich wcześniejszych tekstów. Generalnie drugiego dnia gramy jak w 20 w 12, z tym, że orbitujemy wyłącznie wokół słów, jakie mamy przed sobą.

Największą frajdą w tym wariancie jest oczywiście granie z drugą osobą i dzielenie się (powiedzmy raz na godzinę) efektami swojego pisarstwa pierwszego dnia. Wysyłamy koledze tekst, otrzymujemy tekst od kolegi. Przy okazji daje nam to też pewien sposób kontrolowania jak idzie gra oraz spory zastrzyk motywacji.

Grę można oczywiście nieco urozmaicić i drugiego dnia zamiast pisać muzykę do swoich tekstów, możemy wymienić się nimi z kolegą i pisać muzykę do jego słów, a on do naszych. A niech się przeciwnik zmaga!

3. Siedmiodniowy warsztat

Zgodnie z tym co pisałem, niektóre z gier specjalnych są naprawdę odklejone od schematu 20 w 12 i wariant, o którym tutaj napisze z pewnością ciężko w ogóle postawić obok tej najsłynniejszej w IMM gry. “7-dniowy warsztat” jest przede wszystkim bardzo dobrym sposobem na polepszenie swoich muzycznych czy wokalnych zdolności oraz… znacznej poprawy samooceny 🙂

Gra polega na tym, aby pierwszego dnia celowo i z premedytacją napisać (a nawet wstępnie nagrać) utwór (lub kilka), który niemal wykracza poza nasze zdolności grania czy śpiewania. Coś, co stoi na granicy naszych technicznych możliwości (a może nawet ją przekracza). Coś, czego zwykle byśmy unikali i na co w życiu byśmy się nie porwali, bo wiemy, że nie dalibyśmy rady tego zagrać.

Nieistotne, czy będą to piosenki na gitarę, na klawisz, na flet czy cymbałki. Nieistotne, czy będzie to mniej przez nas uprawiany gatunek. Liczy się to, aby według nas wykraczało to poza nasze umiejętności.

Następnym krokiem będzie pięciodniowe ćwiczenie tej kompozycji do upadłego, wręcz “katowanie” tego utworu (bądź kilku takich utworów) aż zobaczymy krew, pot i łzy i aż będziemy w stanie to zagrać najlepiej jak tylko damy radę.

Ostatniego, siódmego dnia zasiadamy już do właściwego rejestrowania efektów naszej pracy. Jeśli będziemy ze sobą szczerzy i rzeczywiście będziemy wypruwać z siebie przez te kilka dni flaki, to nie dość, że w końcu nagramy swoją własną, niby wykraczającą poza nasze zdolności (zaawansowaną) piosenkę, to jeszcze poziom naszych umiejętności wzrośnie i duma będzie nas rozpierać. Szczególnie, jeśli porównamy to finalne nagranie z próbami z dnia pierwszego.

Oczywiście nic się nie stanie, jeśli nie osiągniemy perfekcji (mamy w końcu wysoko ustawioną poprzeczkę). Najważniejsze, aby było słychać progres. A takowy na pewno się pojawi, bo trening niewątpliwie czyni mistrza. Szczególnie, jeśli mamy przed oczami najlepszy (bo własny) tego przykład…

4. Gra eliminacji

To jest absolutnie genialny wariant, w który sam uwielbiam grać (z przyczyn, które opiszę trochę później). Warto jest na tę grę przeznaczyć cały dzień, a przynajmniej z 8-10 godzin. Oczywiście nie musimy tutaj pędzić na złamanie karku jak w 20 w 12, ale gwarantuję Wam, że im więcej materiału zrobicie w pierwszej połowie sesji, tym więcej frajdy będzie w drugiej części. Już mówię o co tutaj chodzi.

Przyjmijmy, że mamy nasze 10 godzin. Pierwsze pięć przeznaczamy na komponowanie, drugie pięć na budowanie różnych utworów na zasadzie eliminowania czy wybierania tylko niektórych partii. Ja grałem w to trochę inaczej (raczej w proporcji 75% czasu na część pierwszą, 25% na drugą), ale ten podział ustalicie sobie zapewne sami, bo każdy ma jednak trochę inne tempo i styl. No dobrze, ale do rzeczy.

Komponowanie w pierwszej części polega na tym, aby stworzyć po kilka (jak damy radę, to i po kilkanaście) krótkich partii danych instrumentów, które się będą na siebie nakładały. Co mam na myśli? Najpierw piszemy pod rząd powiedzmy 8 różnych partii bębnów (trwających kilka taktów), potem np. 10 linii basowych po kilka taktów (można potem sobie zapętlić czy skopiować na kilka minut), 14 riffów gitarowych (też fajnie, jakby trwały po kilka sekund), 12 różnych śladów z grzechotkami (w różnych podziałach), kilkanaście melodii na syntezatorach (z różnymi brzmieniami), etc. Im więcej naprodukujemy tym lepiej, rzecz jasna – dlatego ja mam tendencję to przeznaczania większej ilości czasu na część pierwszą.

(Liczbami, które podałem powyżej się oczywiście nie sugerujcie, bo to tylko przypadkowe cyferki, ważne jest, aby było tego sporo)

Tutaj istotna uwaga – komponując w ten sposób nie słuchajcie poprzednich i innych instrumentów czy partii (ja nagrywam każdą partię tylko pod metronom), żeby się niczym nie sugerować. To mają być niezależne i różne od siebie partie. Na tym etapie nie kleimy jeszcze piosenki, tylko nagrywamy po kilka pomysłów na różnych instrumentach. Jedyną rzeczą spójną dla tych ścieżek jest to samo tempo i ta sama tonacja, a każda partia bębnów, basu czy czegokolwiek innego mają być od siebie różne.

Skończymy oczywiście z kilkoma czy nawet kilkunastoma śladami dla każdego instrumentu. Nietrudno się domyślić, że będziemy w takiej sytuacji mieli ogromny chaos i aranżacyjny bigos z flakami. Ale to jest jakby wymóg. Dlatego, że w drugiej części sesji będziemy, niczym rzeźbiarz, ociosywać (wyciszać) większość wariantów, aby pozostała nam spójna kompozycja (kompozycje). Oczywiście nie wiemy, który wariant z którego instrumentu wybierzemy, dlatego tak bardzo istotne jest, aby wszystkie partie trzymały się jednego tempa i tonacji.

Im bardziej partia klawisza A będzie różniła się od klawisza B czy C, a potem gitara A od B, od C, od D, etc, a także bębny A od B, od C, itd. – tym więcej, bardzo różnych piosenek będziemy mogli z tego wielkiego muzycznego kotła stworzyć.

Możecie spytać, jak sortować i jak z tego bałaganu stworzyć piosenkę. Już Wam mówię…

Pierwsza rzecz, to trzymać się zasady, że dla każdego instrumentu wybieramy tylko po jednym śladzie!

Dlatego bardzo ważne jest (i wygodne), aby po nagraniach wszystkie ścieżki w DAW sobie ładnie poukładać, np. najpierw te nasze kilkanaście rytmów perkusyjnych, pod spodem basy, niżej klawisze, potem pozostałe instrumenty. Dobrze jest też sobie pokolorować nasze ścieżki, powiedzmy wszystkie bębny na zielono, basy na niebiesko, syntezatory na czerwono czy jak tam kto sobie lubi. Dodatkowo, po ustawieniu ich jedna pod drugą (tak, jakby miały grać wszystkie na raz w danym czasie), przycinamy je tak, aby każdy ślad trwał 2, 4 czy 8 taktów (żebyśmy mogli nieustannie i płynnie odtwarzać pętlę).

Następnie możemy przystąpić do procesu sortowania (czy ociosywania), który proponuję zrobić w ten sposób:

1. Wyciszamy (Mute) WSZYSTKIE ślady za wyjątkiem pierwszego śladu bębnów (lub basu czy od czego tam wolimy zaczynać) – ważne, aby na początku grał tylko jeden ślad.
2. Robimy w DAW zaznaczenie na tych kilku taktach i włączamy zapętlone odtwarzanie.
3. Przez chwilkę słuchamy bębnów i jeśli nam akurat teraz taki rytm nie pasuje, wyciszamy bębny A i sprawdzamy bębny B, itd. Jeśli pasuje – jedziemy dalej.
4. Dobieramy drugi instrument (powiedzmy klawisz) – czyli zabieramy Mute z klawisza A. Jeśli się trochę gryzie z naszym rytmem, to wyciszamy klawisz A i sprawdzamy, jak to zagra z klawiszem B czy C czy z kolejnym.
5. Na tej samej zasadzie dodajemy następny instrument aż wybierzemy po jednej partii z każdego instrumentu.

Po takim sortowaniu mamy gotowy szkielet piosenki. Możemy go sobie zgrać na nowy ślad i zrobić krótką notatkę dotyczącą wariantów, których użyliśmy (coś w stylu: Piosenka 1 – bębny B, bas D, klawisz J, synth A, shaker E, etc).

6. Po zakończeniu Piosenki 1, zgraniu i zrobieniu notatek, znowu wyciszamy wszystkie ślady i zaczynamy proces od nowa. Dobrze też jest zacząć od innego instrumentu niż w pierwszym pasażu (powiedzmy od syntezatora), bo to odświeża nieco umysł i nakazuje nam mieć trochę inne podejście.

Przy okazji chciałem nadmienić, że coś bardzo podobnego (tylko z ograniczeniem czasowym) pokazuje w jednym kursie Ken Lewis z Audio School Online – spójrzcie na materiał video na tej stronie (fragment strony praktycznej pokazany jest od 11:00). To powinno Wam jeszcze bardziej rozjaśnić zamysł tej metody.


Nietrudno się domyślić, że kombinacji partii będzie w tej grze całe zatrzęsienie i nie zdziwcie się, jeśli uda Wam się z tego ociosać nawet 10 czy 20 różnych utworów. Ważne, żeby tych pojedynczych partii dla każdego instrumentu było po prostu dużo i były różne, wtedy będzie kupa zabawy i przydatnego materiału, a i finalnie ociosane kawałki będą stanowiły świetną i różnorodną bazę do rozbudowy w pełnoprawne utwory.

Pisałem, że lubię tę grę z konkretnego powodu, już się tłumaczę. Oprócz całej zabawy z pisaniem nakładających się na siebie partii w części pierwszej, która daje niezłego kopa, uwielbiam prostotę “tworzenia” w części drugiej. Pomijając fakt, że jestem certyfikowanym leniem, to jednak nie ma prostszego sposobu komponowania jak klikanie myszką w guzik Mute…

Drugi powód jest taki, że po ciężkiej pracy w części pierwszej, jesteśmy momentalnie nagradzani łatwym sposobem na stworzenie kilkunastu piosenek (czy ich zarysów). Jeżeli wystarczająco dobrze się przyłożymy do harówy przez pierwsze godziny, pozostały czas spędzimy naprawdę przyjemnie.

Bardzo mocno Wam polecam sprawdzenie tej gry i nie ukrywam, że jest to moja ulubiona z gier specjalnych, bo nie dość, że mamy tutaj tę łatwość w klejeniu ze sobą partii (bazę utworu można stworzyć dosłownie w minutę), to jeszcze otrzymujemy natychmiastową nagrodę za swoje poświęcenie w części pierwszej i mamy mnóstwo stworzonego materiału.


Jest jeszcze jedna gra, która bardziej niż inne przyciąga moją uwagę (ale w nią jeszcze nie grałem) i opowiem o tym w kolejnym artykule przy okazji omawiania pozostałych gier specjalnych.

Zostaw komentarz