Tworzenie Utworów Metodą IMM, Cz. 7

Dzisiaj przyjrzymy się temu, jak można nadać grze 20 w 12 jeszcze bardziej specyficzny charakter, myśl przewodnią, motyw. Porozmawiamy o tym, w jaki sposób można podejść do tej gry, aby dana sesja była po prostu tematyczna, skupiona według nieco ściślej ustalonych reguł i oscylowała wokół jakiegoś głównego wątku.

Jak wiemy, sama idea gry 20 w 12 jest już przecież dość mocno naznaczona nietuzinkowymi regułami (czy raczej ich totalnym brakiem), ale jak się okazuje, są sposoby na to, aby wznieść sprawy o jeszcze jeden poziom absurdu muzycznego wyżej i to właśnie będzie tematem dzisiejszego artykułu.

Oznacza to mniej więcej tyle, że każdy utwór jaki będziemy pisać podczas naszej sesji 20 w 12 będzie miał zawsze jeden wspólny element łączący te wszystkie piosenki – coś w rodzaju szablonu, motywu, tematu. Możemy je stosować zarówno w pracy solo, jak i z przeciwnikiem czy podczas zawodów w Loży.

Poniżej przytaczam kilka możliwych tematów (a jest ich oczywiście więcej), jakimi możecie okrasić swój następny projekt IMM:

1. Sesja Pod Wpływem

Bynajmniej nie żadnych środków odurzających. Chodzi oczywiście o wpływy muzyczne. Ustalamy ze sobą (bądź z innymi uczestnikami), że każdy podczas sesji nagrywa 20 utworów celowo utrzymanych w jak najbliższym klimacie muzycznym swoich idoli – aż do bólu, z przegięciem, bezczelnie, niemal idealnie plagiatując. I możemy to zrobić na dwa sposoby – albo każdy z uczestników wybiera dla siebie swojego największego idola, albo narzucamy jeden zespół/wykonawcę dla wszystkich uczestników gry. Musimy tylko się liczyć z tym, żeby każdy choć trochę orientował się w dokonaniach danego artysty, jeśli wybieramy wariant drugi (czyli jeden i ten sam skład/zespół/wykonawca jako inspiracja dla wszystkich). Jeśli natomiast narzucimy szablon pierwszy (każdy wybiera własnego idola) – mniejsza znajomość dokonań idola naszego przeciwnika nie stanowi większego problemu, ale i też nie zaszkodzi.

W każdym razie, której opcji byśmy nie wybrali, najlepsze w tym wariancie gry 20 w 12 jest to, że nie musimy się martwić o jakieś plagiaty, itp. To, że w ten sposób napisane utwory zabrzmią bardzo podobnie do utworów naszego ulubionego wykonawcy – będzie oznaczało sukces. Mamy prawo (bo to tylko zabawa) przekroczyć wszelkie granice (czyli inspirować się brzmieniem, instrumentarium, stylem, sposobem pisania słów, konstrukcji utworów, maniery śpiewania), możemy naśladować dosłownie każdy aspekt produkcji naszych muzycznych guru, ale pod jednym warunkiem – nie kopiujemy, nie kradniemy, nie zżynamy! Ma to być przesadnie zainspirowana czyjąś twórczością sesja, ale zawierająca wyłącznie nasze własne kompozycje, słowa i dźwięki.

Można ten motyw również nieco zmienić do własnych potrzeb (bo czemu nie?) – w końcu IMM ma w nosie większość zasad, a nawet twórcy tej metody zachęcają do tworzenia własnych motywów czy nawet całych gier (o nich wkrótce). Aby za bardzo nie zatopić się w jednym tylko źródle inspiracji na cały dzień, proponuję przyjąć zasadę, że wybieramy z innymi uczestnikami gry (lub narzucamy sobie samemu) powiedzmy dwóch, trzech czy nawet czterech różnych idoli, których będziemy na siłę kopiować (ilość do ustalenia). Przyjmijmy, że zostajemy z trzema różnymi artystami, co oznacza po 6-7 piosenek zainspirowanych każdym z nich – teraz dopiero będzie zabawa…

2. Miszmasz

Przyjmujemy zasady podobne jak w pierwszym wariancie poprzedniego punktu – jeden i ten sam muzyk/zespół/idol dla wszystkich uczestników gry, ale w zderzeniu z drugim idolem (również tym samym dla wszystkich), czyli: “Panowie i Panie, tematem przewodnim dzisiejszej gry 20 w 12 jest… Co by się stało, gdyby Barry White był jednym z głosów w Paktofonice? 20 kawałków w takim klimacie poproszę”. Albo coś w stylu: “Wojtek Pilichowski niespodziewanie zaczął robić Acid House” czy “Wspólna płyta Kazika i Braci Figo Fagot” – co Wam tylko Wasza chora głowa na myśl przyniesie 🙂

Dodatkowo, według własnego (czy wspólnego) uznania, możemy ten motyw zmodyfikować (czy poszerzyć) do zderzenia różnych gatunków (a nie tylko wybranych artystów). Przykładowo – opieramy całą grę o stworzenie piosenek w klimacie trip-hopowym, ale z użyciem wyłącznie żywych instrumentów albo robimy projekt speed-metalowy oparty o sztuczne automaty perkusyjne i syntezatory brzmieniem przypominające klimat lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia.

I tak jak poprzednio – możemy to wszystko zawsze podzielić na dwie czy trzy różne kategorie (po 6-7 piosenek z każdej), żeby się nie zaciachać tylko w jednym klimacie (czy miszmaszu klimatów) i przede wszystkim – umożliwić płynne przemieszczanie się twórczych soków w naszym organizmie. Możliwości jest tu cała masa, grunt, żeby się tylko co do konkretnej mieszanki artystów lub stylów wcześniej dokładnie umówić.

3. Pocztówki z dzieciństwa…

Na pewno każdy z nas ma jakieś muzyczne wspomnienia z czasów swojego dzieciństwa. Chodzi o inspirowanie się dźwiękami/brzmieniami/kompozycjami, które utkwiły nam bardzo głęboko w pamięci czy takimi, które na zawsze zostały zakodowane w naszej świadomości. Mogą to być piosenki, które leciały w radiu, gdy przed wyjściem do zerówki sznurowaliśmy swoje tenisówki na krzesełku w przedpokoju czy to, czego słuchali nasi rodzice z kaset magnetofonowych w samochodzie, jak odwozili nas na wakacje do babci (podaję przykłady z własnej przeszłości, zapewne każdy z Was będzie miał swoje własne muzyczno-sytuacyjne wspominki).

Pamiętam też, że kiedyś tato mój katował całą rodzinę przebojami z festiwalu w San Remo (edycja z jakichś wczesnych lat 90-tych) nagranymi na zajechanym VHS-ie, a na tej samej taśmie potem znalazł się zapis z gali “piosenki chodnikowej” (to takie pionierskie disco polo). Niestety (bardzo niestety) mocno utkwiły w mojej młodej wtedy głowie te pieśni. I to nie tylko ich warstwa muzyczna… Jakby mnie ktoś w dzisiejszych czasach o 3 nad ranem zbudził i kazał wyrecytować teksty z szlagierów pewnej grupy z Żyrardowa – nadal zrobiłbym to bez problemu mając oczy bardzo szeroko zamknięte. Wstyd przyznać, ale zostałem wtedy skrzywdzony już na zawsze 😉

W każdym razie, piję do tego, abyście kiedyś poświęcili jedną z sesji 20 w 12 na próbę stworzenia takich utworów, które zabrałyby Was w podróż do swojego dzieciństwa. Sam jeszcze tego wariantu nie próbowałem, ale pisząc ten akapit nabrałem na to niemałej ochoty.

4. Musical

Przyznam szczerze, że mam lekką awersję do wszelkiego typu musicali. Nie, żebym im odbierał wartość artystyczną, bo wiem, że taki typ sztuki ma wielu zwolenników – mnie po prostu taka forma opowiadania jakiejś historii nigdy jakoś szczególnie nie urzekła (szczególnie tańczący w nich faceci). Ale jeśli macie w sobie jednocześnie żyłkę scenarzysty i muzyka, to może warto pomyśleć o takim motywie.

Polegałoby to mniej więcej na tym, aby ułożyć sobie w głowie (czy nawet spisać) zarys jakieś opowieści (może być oczywiście najbardziej absurdalna, typu: “niespełniona miłość w międzygalaktycznej wojnie światów”), nazwać bohaterów, opisać okoliczności i wymyślić jakąś fabułę, a to wszystko okrasić muzyką, która spajałaby całość i tekstem poszczególnych utworów opisywała tę pełną napięć historię.

5. “Zawsze chciałem to zrobić”

Nie wiem jak to jest u Was, ale słyszałem plotkę (potwierdzoną własnymi obserwacjami), że niektórzy muzycy, mimo iż zazwyczaj tworzą tylko w jakimś szerzej określonym klimacie, mają gdzieś tam z tyłu głowy taką myśl, że zawsze chcieli zrobić… “coś tam”. Przykładowo – ktoś pół życia grał w zespole weselno-biesiadnym, ale zawsze chciał spróbować swych sił jako tenor w filharmonii. Czy powiedzmy ktoś, kto od piętnastego roku życia rapuje do bitów i nieźle mu idzie, zawsze odczuwał potrzebę wystąpienia na konkursie dla wirtuozów akordeonu – whatever…

Zazwyczaj z braku czasu, wiary w siebie czy innych czynników, brakuje możliwości spełnienia swojego cichego marzenia (nawet, jeśli wcale nie jest one takie absurdalne i odległe), a taka jednodniowa sesja mogłaby nas od tego ciężaru w sporym stopniu wyzwolić. Nawet, jeśli okaże się ona totalną klapą, to przynajmniej będziemy mieli satysfakcję, że spróbowaliśmy i mniej więcej wiemy, jakie mamy predyspozycje przy uciekaniu w takie czy inne klimaty.

Z resztą, daleko szukać nie trzeba – popatrzcie na muzyków różnych kapel. Zazwyczaj jest tak, że poza pracą zespołową i mimo napiętych terminów nagrań, tras koncertowych, czasu dla rodziny, etc. – wielu artystów decyduje się na zrobienie jakichś bocznych projektów, płyt solowych, występów gościnnych, koncept-albumów. Słowem, chcą zrobić coś, co im zawsze gdzieś tam świtało w głowie, a niekoniecznie wpisywało się to w ten sam nurt, z którym są kojarzeni.

6. Jeden start, wiele zakończeń

Ten motyw jest świetnym ćwiczeniem na rozwijanie swojej muzycznej wyobraźni. Polega na tym, że piszemy i nagrywamy na instrumencie jakąś prostą “bazę” – może to być podstawowa, cztero-akordowa progresja na fortepianie, powiedzmy C-G-Am-F czy jakiś nieskomplikowany riff gitarowy grany na kilku power-chordach. Niech będzie to motyw przewodni (uznamy go za “hook”, refren lub zwrotkę – nieistotne). I teraz, jakby nigdy nic, budujemy sobie wokół niego piosenkę – dokładamy pozostałe instrumenty, piszemy słowa, ustalamy strukturę, etc. Nic nowego.

Następnie zapisujemy to sobie jako nowy projekt, usuwamy wszystko, poza naszym motywem bazowym i piszemy zupełnie nowy utwór w oparciu o tę samą progresję czy riff. Możemy go oczywiście nagrać od nowa (na innym instrumencie czy w innym tempie) – ważne jednak, żeby podstawa została ta sama. Znów – dogrywamy resztę instrumentów, piszemy słowa, budujemy, aranżujemy i kończymy.

Potem robimy trzeci i czwarty utwór postępując dokładnie według tych samych zasad – wywalamy wszystko oprócz motywu przewodniego i robimy zupełnie nową kompozycję, inaczej brzmiącą, z innymi instrumentami, może w innym tempie, a nawet z lekko innym podziałem, ale nadal opierająca się o tę samą bazę akordów.

Zadziwiające jest to, jak bardzo różnorodne piosenki możemy stworzyć bazując tylko na jednej progresji. Z resztą – tak powstaje mnóstwo kawałków. Bierze się powiedzmy jakąś bardzo standardową progresję akordów i na jej bazie tworzy zupełnie nowe piosenki. Jak komuś się bardzo chce, to może nawet na YT znaleźć tego typu filmy, gdzie ludzie prezentują np. 40 różnych (bardzo różnych) i doskonale światu znanych przebojów, które są oparte na tych samych czterech chwytach, a mimo to, w oryginale są od siebie bardzo różne – z racji aranżacji, budowy, charakterystycznego głosu, frazowania, melodii, instrumentów i tym podobnych.

Weźcie taki motyw na warsztat i zobaczcie ile totalnie niezależnych i ze sobą niepowiązanych numerów jesteście w stanie stworzyć na jednej i tej samej bazie.

7. Jeden Mega-Utwór

To jeden z bardziej pokręconych tematów, jakiego możemy się trzymać w grze 20 w 12. Nie ma tu wprawdzie wielkiej filozofii, ale taki wariant będzie od nas wymagał sporego obycia muzycznego, pewności siebie, trochę talentu muzycznego i technicznego oraz dobrej obsługi swojego DAW, bo zapewne część czasu przeznaczymy także na zabiegi edycyjne (o tym zaraz). Nie, żebym chciał Was tymi wymaganiami odstraszyć, bynajmniej, nie o to mi chodzi. Sęk tkwi w tym, aby być bardzo czujnym przez całą sesję…

Na czym polega jeden mega-utwór?

Zasada jest prosta, przed końcem sesji mamy mieć jedną piosenkę składającą się z dwudziestu pojedynczych sekcji. Można też powiedzieć, że to 20 mini-piosenek. “Mini”, ponieważ każda z dwudziestu sekcji ma trwać mniej więcej minutę. Niby nic trudnego, prawda? Szkopuł w tym, że wszystkie te krótkie fragmenty mają być od siebie totalnie różne, a przy tym płynnie w siebie przechodzić – tak, żeby nie było jakichś niespodziewanych przerw między sekcjami, żeby jedna gładko wchodziła w drugą, druga w trzecią i tak dalej – ciągle mając na uwadze, że poszczególne fragmenty mogą mieć różne tempo, różną tonację, różny klimat. Mamy niejako stworzyć monstrualną, dwudziestominutową etiudę składającą się z absolutnie różnych sekcji, które zakleszczą się bez przeszkód w jedną całość, mimo znaczących różnic.

Jako wskazówkę mogę tylko dodać, że w tym przypadku praca w jednej sesji naszego DAW jest niejako wymogiem, bo ciężko nam będzie te sekcje połączyć mając je porozbijane na oddzielne projekty w stacji roboczej.

A co do edycji, to pomijając fakt, że komponując i nagrywając dany fragment musimy pamiętać o kolejnym (głównie pod względem ich płynnego połączenia), to różnego typu zabiegi ingerujące w samo audio czy MIDI (np. fade-in i fade-out czy krojenie audio na plasterki) lub rysowanie mapy tempa w DAW tudzież dodawanie jakichś ciekawych efektów – też się bardzo przydadzą w tych miejscach.

To niewątpliwie turbo-ciekawy motyw na sesję 20 w 12 i szczerze polecam podjąć takie wyzwanie. Osobiście robiłem taki projekt raz i oprócz kupy śmiechu i dobrej zabawy, dużo nauczyłem się o swoich słabościach i niedociągnięciach. Taka sesja naprawdę otwiera oczy na wiele spraw i daje sporo radości!

Podsumowanie

I to tyle, jeśli chodzi o przykłady tematów dla sesji 20 w 12. W kolejnym artykule przybliżę Wam kilka innych rodzajów gier oraz pomysłów na kreatywną współpracę (już nie współzawodnictwo) z innymi uczestnikami zabawy.

Zostaw komentarz