Tworzenie Utworów Metodą IMM, Cz. 5

W poprzednim wpisie dotyczącym tworzenia utworów metodą IMM przedstawiłem Wam kilka narzędzi przydatnych do zamiany pomysłów na piosenki.

Nasze notatki, karty czy brudnopisy będą oczywiście bardzo przydatne w momentach, gdy staniemy przed dylematami w stylu “jakiego rodzaju piosenkę mamy zacząć robić następną?” czy “jakiego typu działania możemy podjąć, jeśli utkniemy w martwym punkcie podczas komponowania kolejnego utworu”.

A dobrze wiemy, że tego typu problemy bywają zwykle najtrudniejsze do przezwyciężenia.

Jak się natomiast zapewne domyślacie, te nasze karty i “ściągi” nie zawsze będą informacją wystarczająco inspirującą i napędzającą do działania, dlatego dziś przyjrzymy się bliżej temu, w jaki sposób (oprócz posiadania sprecyzowanego celu dotyczącego rodzaju czy ogólnej wizji utworu) możemy generować nasz surowy materiał, czyli mówiąc wprost – jak i od czego można zaczynać kolejne utwory, gdy w głowie wieje totalną pustką…

Możemy na potrzeby tego artykułu przyjąć, iż zdecydowaliśmy się zrobić (czy wylosowaliśmy z talii kart) powiedzmy >chwytliwy utwór popowy w D-Dur<. Mamy już więc jakiś bliżej określony cel, musimy tylko jakoś sensownie zacząć. I tutaj często zaczynają się schody… Jak je pokonać i wspinać się wyżej i wyżej bez większych przeszkód? Czytamy dalej.

Nastawienie

Pierwszą i najważniejszą rzeczą, jaką należy zrozumieć zanim jeszcze podejmiemy się gry 20 w 12, jest nasze nastawienie i podejście. Jeśli zdamy sobie sprawę, że mamy się przede wszystkim dobrze bawić (w końcu jest to gra, a nie żaden sprawdzian), jeśli wprowadzimy się w pozytywny nastrój oraz pozbędziemy się obawy przed oceną i krytyką, to będziemy startować ze znacznie lepszej pozycji. Pamiętajmy, że mamy prawo i pozwolenie na to, aby porzucić wszelkie konwenanse komponowania piosenek.

Dajemy się ponieść

Nie jest tak naprawdę istotne, jak konkretnie zaczniemy (mówiąc ogólnie), ważne, że jako muzycy i tak z każdego dźwięku, nuty, melodii czy rytmu – będziemy w stanie w jakimś stopniu wykrzesać drzemiący w nich potencjał i dana kompozycja bez problemu skończy jako piosenka. Inaczej nie bylibyśmy muzykami. To, co będziemy robić, jest i tak do pewnego stopnia podyktowane naszym doświadczeniem w pisaniu i jakimiś mniejszymi bądź większymi schematami (do końca się tego nie da wyplenić), dlatego możemy zachować spokój ducha o przyszłość utworu i pozwolić jemu wyznaczać kierunek naszych działań – to się dzieje naturalnie, nawet, jeśli o tym nie myślimy. Każdą kombinację dźwięków da się zamienić w utwór, wierzcie mi.

Z tego względu nawet najgłupszy wydawałoby się pomysł na rozpoczęcie kawałka może zaowocować czymś zaskakująco dobrym. Kto wie, czy kolejny wesoły utwór o startej nieco gumce na ołówku nie zakończy się mega-poważną kompozycją o marności i ulotności ludzkiego życia.. Dlatego proponuję pozbyć się myślenia w stylu “z tego nic dobrego nie wyjdzie, ten numer nie ma przyszłości, co ja sobie myślałem…” i po prostu ciągle przeć naprzód. Celem IMM nie jest samo w sobie zaczynanie, ale nieprzerwane budowanie, generowanie, zabawa i pokonywanie kolejnych schodów. Mamy upiec ciasto, a nie tylko w kółko zastanawiać się, jakie składniki wyciągnąć z szafki czy lodówki 🙂

Ale wróćmy do tematu dzisiejszego wpisu. Skoro już wiemy, w jakim nastroju i z jakim nastawieniem podchodzić do rozpoczynania utworów, przyszedł czas na zapoznanie się z kilkoma przepisami na nasze “wypieki”. Techniki, które opiszę pod spodem, będą odnosiły się głównie do muzycznej strony tworzenia utworów, ale czasem również do tekstów (szerzej o technikach pisania słów opowiem w kolejnym artykule).

Jeśli mamy trzymać się naszego przyjętego na początku wyznacznika (utwór pop w D-Dur), to sprawą najważniejszą będzie tu melodia. Oto kilka sposobów na jej rozpoczęcie:

1. Dwie Nuty Na Start i Małe Sekcje

Wybieramy dwa różne dźwięki o dowolnej wysokości (powiedzmy ‘d’ i ‘g’) i dowolnej długości trwania. Robimy to zupełnie przypadkowo, choć my mamy już wyznacznik tonalny, stąd wybrałem na start akurat ‘d’. Na podstawie tych dwóch nutek zaczynamy dopisywać kolejne (oczywiście trzymające się w danej skali). Poprzednie nutki dyktują nam kolejne i tak dalej… Robimy tak do momentu aż zbudujemy sensownie brzmiący, jeszcze nieukończony fragment (kilka dźwięków) melodii. Następnie, i to jest ekstremalnie ważne, zapominamy (ale nie kasujemy) początek melodii i piszemy nowy fragment w oparciu tylko o ostatnie 2 czy 3 dźwięki z pierwszej sekcji. Możemy zrobić kilka takich “rundek”, ale pamiętajmy, aby nie przesłuchiwać poprzednich sekcji czy dotychczas uzyskanej melodii w całości zanim nie skończymy takiego procesu! Dopiero na sam koniec odsłuchujemy całej melodii i wybieramy najlepsze części.

Powiedzmy, że zrobiliśmy 5 rund po 7 dźwięków każda, mamy więc 35 nutek tworzących długą melodię. Jak to teraz wykorzystać? Małe są szanse, że użyjemy w całości takiego jednego pasażu (1 do 35), dlatego największą frajdą jest wybieranie konkretnych fragmentów. I wcale nie musi to być jedna z sekcji z całości (czyli np. od nutki 1 do 7, 8 do 14, 15 do 21 i tak dalej). Równie dobrze możemy wybrać powiedzmy przedostatnią nutkę z sekcji drugiej (czyli 13), całą sekcję trzecią aż do połowy sekcji czwartej (czyli 27). Tym sposobem uzyskamy 15 nutek (zahaczających o 3 sekcje) w niecodziennej kombinacji, czyli nie w takiej, jak żeśmy oryginalnie pisali nasze osobne sekcje.

Taka technika może zaowocować bardzo niekonwencjonalną i nieprzewidywalną kombinacją dźwięków. Polecam wypróbować.

2. Wymuszone Pierwsze Podejście

Chwytamy za instrument (gitara, bas, klawisz, cokolwiek) i dajemy sobie 15-20 sekund, żeby wymyślić jakąś melodię, riff, zagrywkę. Oczywiście od razu to nagrywamy. Po tym czasie (nieważne co stworzyliśmy) bez zmieniania nawet jednego dźwięku budujemy wokół tego fragmentu utwór dokładając nowe elementy.

Jest to bardzo ciekawa metoda, bo uczy nas jak z potencjalnie słabego podejścia (choć niekoniecznie takie musi nam wyjść) wycisnąć siódme poty – np. dobudować rytm do dziwnie w tempie zagranych nutek czy tym podobne. A najciekawsze jest to, że jak już dobudujemy resztę instrumentów, bazę rytmiczną, ślady wspierające i inne przeszkadzajki, to czasem najlepszą rzeczą będzie usunięcie tego pierwszego, krótkiego motywu, na podstawie którego działaliśmy. Może to poskutkować tym, że pozostanie nam unikalnie brzmiącą sekwencja czy tło dla nowej linii melodycznej czy riffu, który teraz podłożymy jako ostateczny (w sensie – podmienimy z oryginalnym).

3. Zacznij od środka

Nikt nie powiedział, że musimy robić wszystko według określonej kolejności… Mamy pełne prawo zacząć pisać utwór od refrenu, połowy drugiej zwrotki czy ostatnich słów piosenki. Możemy wybrać jakiś interesująco brzmiący, pełny akord i uznać go za ostatni z sekwencji, a resztę dobrać pracując wstecz i próbując znaleźć sposób, aby powiedzmy każdy refren się tym akordem kończył.

Alternatywnie – możemy napisać jakąś głęboką sekwencję, uznać ją np. za powtarzający się wers na końcu każdej zwrotki i tak pisać resztę tekstu, aby wpasowywał się w to jedno zdanie tworząc coś w rodzaju spójnego zamknięcia dla każdej ze zwrotek, coś jak myśl przewodnia (która pewnie też by się w takim przypadku świetnie sprawdziła jako tytuł tejże kompozycji).

4. Przypadkowa zmiana punktualności/długości trwania

Dla uzyskania bardzo zaskakujących i w normalny sposób nieosiągalnych rezultatów, możemy przestawić jedną bądź kilka nutek melodii na linii czasu o jakieś muzyczne wartości. Przykładowo piąty dźwięk opóźnić o ćwierćnutę, a ósmy dać wcześniej o szesnastkę, czy nawet zacząć melodię nie “na raz” tylko “na dwa” albo “na i” itd. Inny pomysł, to wydłużanie bądź skracanie długości trwania wybranych dźwięków, co potrafi zupełnie zmienić puls utworu. Opcji jest dużo, ale tym sposobem możemy natknąć się na coś bardzo intrygującego, na co normalnie byśmy nie wpadli.

5. “Zasłoń Żaluzje”

Oczywiście nie chodzi o te okienne, ale po części ma to ze sobą coś wspólnego. Nam będzie tutaj chodziło o to, aby na podstawie tylko jednego elementu z jakiejś sekcji (powiedzmy basu ze zwrotki) napisać zupełnie nową sekcję (np. refren) – wyciszając wszystko inne poza tym jednym śladem. Przykładowo, jeśli chcemy napisać partię fortepianu do refrenu, to patrzymy się na zwrotkę i wyciszamy wszystko oprócz gitary basowej. Kopiujemy tę partię do miejsca gdzie będzie refren i słuchając tylko tego basu (nie sugerując się tym, co się dzieje na innych śladach w zwrotce), zaczynamy sobie budować zupełnie nową sekcję (prawie jak nowy utwór) w oparciu o bas.

Dobrze jest też przed tym zabiegiem oczyścić głowę (głównie z motywu jaki nam chodził w zwrotce), czyli na przykład posłuchać przez minutę czegoś zupełnie innego i przysiąść z czystą kartą do pisania partii fortepianu do refrenu. Proces możemy oczywiście powtórzyć dla innych sekcji i choć na początku takie “zasłanianie” sobie poprzednich sekcji i “reset” głowy i uszu może się wydawać bezsensem, a te poszczególne sekcje mogą brzmieć bardzo niespójnie, to po kilku przesłuchaniach i przełamaniu typowego schematu myślenia, mogą się okazać zaskakująco do siebie pasujące. Wiem, dziwne – ale skoro działa, to czemu nie…?

6. Zainspiruj się muzyką innych

Oczywiście nie mówimy o plagiatowaniu całych utworów, sekcji, riffów czy melodii, bo nie w tym rzecz. Ale inspirowanie się muzyką innych (motywami przewodnimi, układem akordów, fragmentami linii basu, budową sekcji, etc.) istniało od zawsze i nawet wśród najbardziej znanych i cenionych artystów się z tym spotkamy. Mówiąc dobitniej – wszyscy od wszystkich w jakimś stopniu i na jakimś etapie zżynają! W każdym gatunku i w każdym kraju. Nazywa się to zwykle inspirowaniem i jeśli jest niezauważalne na pierwszy rzut ucha, to zwykle uchodzi muzykom na sucho.

W historii muzyki można napotkać wiele takich przykładów (“Gdzieś Już To Słyszałem”, anyone?), z których niektóre kończyły się rozprawami, odszkodowaniami czy wypłaceniem tantiem oryginalnemu wykonawcy.

My natomiast nie będziemy się posuwać do takich niecnych zabiegów, ale podejdziemy do sprawy bardziej twórczo i bez obawy o pozew ze strony autora.

Możemy wziąć na warsztat jakiś krótki fragment znanego utworu, pokroić go na sekcje, pozamieniać ich kolejność (powiedzmy układ akordów), zmienić tempo, zapętlić na dwa takty jeden fragment – co tam sobie chcemy. Następnie do tak zmiętolonego oryginału możemy zacząć dogrywać swoje partie, a w rezultacie pozbyć się tego zapożyczonego fragmentu. Uzyskamy w ten sposób stuprocentowo nasz utwór. Można? Można.

7. Wgraj Sobie Styl

Nadal pozostając w kategorii inspirowania się muzyką innych – w przeddzień sesji 20 w 12 posłuchajcie jakiejś płyty kapeli, która brzmi w bardzo określony sposób, tworzy bardzo podobne utwory i cała taka płyta brzmi niemal jak jedna długa piosenka (jako szczeniak miałem tak z płytami Offspring, Green Day i kilkoma innymi). Wprowadzamy się w konkretny styl i później siadając do pisania piosenek staramy się stworzyć coś, co swoim klimatem przypomina nam utwór z takiej właśnie jednolitej płyty. Oczywiście nie kradniemy akordów, riffów czy melodii, po prostu inspirujemy się “feel-em”, “groove-em”, atmosferą i brzmieniem oraz jakimiś innymi, charakterystycznymi smaczkami. Plagiat nie ma sensu.

8. Radio

Podobna metoda jak w punkcie siódmym, ale z małą różnicą. Włączamy radio (nieistotne jakie, byleby muzykę grali, a nie kazania prawili) i pierwszy utwór jaki przesłuchamy musi nam posłużyć za inspirację do napisania kolejnej piosenki. Staramy się trzymać podobnego stylu jak to, co usłyszeliśmy. Alternatywnie możemy zrobić piosenkę o… tej piosence w radiu, którą właśnie usłyszeliśmy i która tak bardzo zrujnowała nam resztę dnia 🙂

9. Wstecz

Ostatnia porada z zakresu inspirowania się muzyką innych i wykorzystana tysiące razy (nawet The Beatles się do tego przyznali). Chwytamy jakiś fragment znanego utworu i puszczamy go od tyłu. Uczymy się tych “nowych akordów”, nagrywamy na dowolnym instrumencie i budujemy wokół nich swój utwór.

Inna odmiana tej samej sztuczki – pozostawiamy zmiany akordów nietkniętymi, ale odwracamy melodię i nakładamy na istniejące chwyty. Do takiej odwróconej melodii możemy teraz spróbować podłożyć zupełnie inne, nasze akordy, co już wyrzuci nas z terytorium plagiatu.

Podsumowanie

Mam nadzieję, że spróbujecie tych kilku prostych sztuczek i łatwiej Wam będzie rozpoczynać kolejne utwory. W kolejnej odsłonie porozmawiamy o szybkich sposobach pisania tekstów w grach opartych o IMM.

  1. Cześć Igor,
    coś wspaniałego, że opisałeś taką metodę tutaj. Rok 2016 zapowiada się teraz zupełnie inaczej. Naprawdę wielkie dzięki. Już mam nawet ustaloną datę świętowania twórczego/ostrej harówy 🙂
    Jednocześnie nie mogę się doczekać kolejnych wpisów o metodzie IMM.
    Szczególnie interesują mnie dwa tematy:
    1) przede wszystkim – czy będzie jakiś wpis o innych grach w ramach IMM. 20w12 jest super, inne gry na pewno mógłbym sam powymyślać, nawet już mam jakieś pomysły na zespołowy wariant 20w12. Jednak jestem bardzo zaciekawiony co tam jeszcze innego ludzie powymyślali.
    2) druga sprawa no to te teksty – ale to wiem, że w końcu będzie, bo od kilku wpisów już to zapowiadasz, więc o to się nie martwię. Jednak może rozważysz łaskawie zrobienie wipsu o innych grach niż 20w12? Byłoby kapitalnie.

    Mam jeszcze pytanie z kompletnie innej beczki. Może uznasz, że jestem zbyt wścibski, wtedy przepraszam, że pytam, ale po prostu… jestem wścibski 🙂
    Kiedy wpisuję w wyszukiwarce na zakamarkiaudio.pl jakieś słowo do wyszukania, np. IMM, to wyskakują mi oczywiście artykuły o IMM, ale również wyskakują jakieś artykuły w języku angielskim o dziwnej tematyce. A to coś o kreskówkach pornograficznych, a to cos o żarciu dla psa, a to coś o grach w casino, a to o jakichś motelach w Virgini. Kurcze mój angielski nie pozwala mi na szybkie prześledzenie tych wpisów. Czy to jakieś istotne wpisy o muzykowaniu, czy co? O co tu chodzi? 🙂
    Pozdrawiam serdecznie

    • Witam.
      1) Będzie o innych grach.
      2) Będzie o tekstach.
      Inna beczka – te wpisy z wyszukiwania to jakiś przeklęty automatyczny spam, który regularnie usuwam, a on nie poddaje się żadnym antyspamerskim wtyczkom 🙁 To, co tam jest nie ma oczywiście nic wspólnego z tematyką bloga i nie powinno tego tu być, ale już mi trochę ręce opadają, bo naprawdę nie wiem, jak się dziada pozbyć.
      Również pozdrawiam

Zostaw komentarz