Tworzenie Utworów Metodą IMM, Cz. 2

Poprzednio wprowadziłem Was w temat Immersion Music Method i wypisałem kilka podstawowych, wstępnych reguł. Dziś z kolei, opiszę Wam jak najlepiej się do takiej sesji przygotować, a także porozmawiamy o samym jej przebiegu.

Dodatkowo, gdzieniegdzie wplotę jeszcze jakieś wskazówki wspomagające nasz sukces w sprostaniu temu wyzwaniu.

Zacznijmy od tego, co i w jaki sposób musimy przygotować przed przystąpieniem do którejkolwiek z gier opartych na IMM. I dla jasności – przyjąłem, że gramy tutaj we wspomniane poprzednio 20 w 12, czyli główną rozgrywkę metody IMM.

Istnieją oczywiście inne warianty i o nich też wkrótce opowiem, aczkolwiek one wszystkie rządzą się bardzo podobnymi prawidłami, więc wystarczy, że my się tutaj oprzemy na tej najpopularniejszej wersji tej metody pracy.

II. PRZYGOTOWANIE

Żeby nie pluć sobie w brodę i nie wściekać się później na siebie, przygotowałem taką krótką listę czynności i elementów, którymi warto się zająć zanim jeszcze zasiądziemy do walki. Te proste rzeczy znacznie ułatwią Wam funkcjonowanie i zaoszczędzą sporo czasu w “Dniu Zero”:

  1. W przeddzień zaplanowanej sesji upewniamy się, że nasz sprzęt (interfejsy, mikrofony, DAW, komputer, etc) działa jak należy. To samo tyczy się instrumentów – stroimy, czyścimy, przygotowujemy.
  2. Jeśli mamy możliwość, to również dzień wcześniej rozkładamy w pokoju / studiu wszystko to, czego będziemy używać – czyli gitary, grzechotki, harmonijki, flety, saksofony, bębny, itp. Podłączamy wszystkie kable, mikrofony, rozstawiamy co trzeba na statywach – wszystko po to, żeby mieć dosłownie każdy kawałek sprzętu czy instrumentu pod ręką i w gotowości. Fakt, zrobi się trochę chaos i bałagan, ale za to nie będziemy musieli później niczego szukać, dziwić się, że mamy pękniętą strunę w gitarze czy inne tego typu rozpraszacze i złodzieje czasu.

Jeśli warunki i możliwości nie pozwalają nam na rozstawienie wszystkiego dzień wcześniej – czekamy do rana (czy jakie nam tam godziny będą odpowiadały). Miejcie na względzie, że taki setup wszystkiego może zająć nawet ponad godzinę – w zależności od tego, ile całego badziewia przez lata nagromadziliśmy, rzecz jasna 🙂 Dlatego musimy to wkalkulować w dostępny czas sesji.

  1. Przygotowujemy odpowiednio nasze DAW, czyli tworzymy sobie szablon (lub 2-3 różne szablony) sesji. Co mam na myśli? Dla kogoś, kto na co dzień z szablonów (templates) nie korzysta spieszę przypomnieć, że jest to po prostu gotowy wzorzec sesji z już utworzonymi ścieżkami do nagrywania audio i MIDI oraz z uruchomionymi na tych drugich instrumentami wirtualnymi. To kolejny krok do sprawniejszego działania.

Jeśli szablony są dla kogoś nowością, to już mówię jak się za to zabrać (niezależnie od DAW, jakiego używamy – musi tylko wspierać funkcję tworzenia szablonów). Odpalamy nową, pustą sesję, tworzymy w niej kilka śladów audio (do nagrywania żywych instrumentów i wokali), kilka śladów MIDI lub instrumentalnych, zapinamy na nich jakieś wirtualne bębny, pianino, organy, ulubiony syntezator czy z czego tam jeszcze zwykle korzystamy. Jak już wszystkie instrumenty się pootwierają, możemy jeszcze dobrać parę wstępnych brzmień, a potem zapisujemy taką sesję jako szablon (z jakąś sensowną nazwą – np. Szablon IMM).

Potem, jak przystąpimy do właściwej sesji, otwieramy szablon, od razu robimy Save As… (powiedzmy Piosenka 1), nagrywamy ślady, miksujemy, eksportujemy i zamykamy. I tak dla każdej piosenki powtarzamy procedurę. Tym sposobem, szablon pozostaje nienaruszony i beż żadnych nagranych ścieżek, a każda kolejna sesja jest oparta na oddzielnej, czystej kopii szablonu. Istnieje oczywiście jeszcze inny sposób – możemy cały nasz dwunastogodzinny dorobek nagrywać w jednej sesji (co przy 20 kawałkach da nam pewnie nieco ponad godzinę muzyki), z tym że przy takim postępowaniu (i słabszym komputerze) możemy doświadczać jakichś trudności z płynnym działaniem naszego DAW. Dlatego raczej proponuję wykorzystać pierwszy sposób.

  1. Niemniej ważne niż przygotowanie sprzętowe i software’owe jest odpowiednie zaopatrzenie. Upewnijcie się, że macie w pobliżu napoje, jakieś przekąski, ciastka czy inne Snickersy. Nie będzie czasu na przygotowanie i zjedzenie kotleta z ziemniakami. Połknijcie rano porządne śniadanie, walnijcie dużą czarną czy innego energetyka i zabierajcie się do roboty.
  2. Zanim zaczniecie, należy koniecznie, bez wyjątków i bez dwóch zdań wyłączyć telefon, Internet i inne rzeczy, które lubią nas rozpraszać. Ma nas nie być dla nikogo. Choćby sąsiadka rodziła, budynek płonął czy inny jegomość grał nam pod oknem zakazane piosenki na harmoszce – absolutnie nas to nie interesuje. Stajemy do poważnej walki i nasza uwaga ma być w całości skupiona na tym jednym projekcie.
  3. Wyśpijcie się dobrze dzień (a właściwie noc) przed sesją, niech tym razem nocne wyjście na miasto Was ominie, nie siedźcie do 3 rano na jakimś kwejku, etc. – wszystko po to, żeby przystąpić do działań z pełnią sił, emocjonalnym kopem i bez bólu głowy. Tu przyznam szczerze, że przed pierwszą taką sesją ciężko mi było zasnąć, bo poziom adrenaliny na samą myśl o tym, co może się wydarzyć nadchodzącego ranka był po prostu nie do zniesienia!

I to tyle w kwestii samych przygotowań. Jak sami widzicie, wymagania nie są jakieś strasznie wysokie, więc każdy średnio rozgarnięty człowiek powinien temu wyzwaniu sprostać 🙂

Jak już uda się to osiągnąć, to możemy uznać etap przygotowania za skończony. Nadszedł więc najwyższy czas, aby zapoznać się z najważniejszymi elementami, których należy się trzymać i których unikać już podczas sesji. Oto lista zasad i reguł IMM:

III. MODUS OPERANDI METODY IMM

Poniżej zamieszczam listę przykazów, zakazów i wskazówek dotyczących działania i radzenia sobie w sesji IMM.

  1. Nie możesz użyć absolutnie żadnego wcześniej napisanego przez siebie materiału – melodii, rytmu, struktury, czegokolwiek. Mają to być kompletnie nowe utwory! Dopuszczalne jest jednak skorzystanie z gotowych pętli perkusyjnych czy rytmicznych pochodów MIDI z ulubionego romplera perkusyjnego jako podkładu do reszty muzyki, ale nic więcej. Poza tym, pomyśl o ile większą frajdą będzie samemu wyklepanie nie do końca idealnego rytmu na padach czy klawiaturze MIDI. Nagraj 1-2 takty, skopiuj i wklej dalej. Masz całą, własną partię i zajmie Ci to kilkanaście sekund. Znacznie to lepsze i szybsze niż przeglądanie długich list z pętlami czy groove’ami w instrumencie wirtualnym i niekończące się decydowanie o tym, którą by tu wybrać… Pamiętaj – czas goni Cię cały czas goni Cię czas 😉
  2. Nie robimy przerwy na obiad, spacer, pranie czy telefon do mamy. Prawo IMM zabrania wykonywania jakichkolwiek czynności nie związanych z grą. Załatwiamy to, co jest do załatwienia dzień wcześniej, a znajomych, rodzinę i rybki w akwarium informujemy, że nas dziś nie ma i działamy.
  3. Gra trwa minimum 12 godzin. Pisałem wcześniej, że mi niestety nie dane było grać przez bite 12h (mogłem tylko 8), ale i tak był to mega-produktywny i bardzo ekscytujący czas. Celu 20 piosenek nie osiągnąłem, ale nadal stworzyłem więcej utworów/pomysłów/szkiców niż przez poprzedzające tę sesję długie miesiące – to naprawdę o czymś świadczy. I stąd wynika też kolejny punkt…
  4. Nic się nie stanie, jak nie uda nam się wystukać 20 sztuk. To jest dość mocno wyśrubowany cel, ale do niego powinniśmy dążyć. Za którymś razem powinno się nam udać. Czytając wypowiedzi członków Wig Lodge szybko się zorientujecie, że tzw. “Club 20” (czyli wszyscy ci, którzy ukończyli 20 piosenek) nie obejmuje wszystkich członków społeczności. Mało tego, nawet jak już ktoś przekroczy tę magiczną granicę, to nie jest powiedziane, że w kolejnej odsłonie gry też mu się tak dobrze powiedzie. Dlatego nie katujcie się tym zanadto. Ważne, żeby po prostu przysiąść, pisać, nagrywać i kończyć. I następną piosenkę. I następną. Choćbyście zrobili ich tylko 5 czy 10, to nadal będzie to o wiele więcej niż byście kiedykolwiek przypuszczali. Aczkolwiek celem nadrzędnym ma być zawsze 20 – do tego musicie dążyć. Bo jak pamiętamy – liczy się ilość, nie jakość. Jeśli ktoś skończy z trzema nawet nieźle dopieszczonymi i brzmiącymi piosenkami, to i tak przegrywa z kimś kto ma ich powiedzmy 5 – choćby brzmiały jak nagrane durszlakiem. Rozumiecie koncept?
  5. Konsekwencja i nie poddawanie się pokusom. Tu chciałem wspomnieć o jednym, sporym niebezpieczeństwie – gwarantuję Wam, że w trakcie pracy pojawią się myśli w stylu: “To tutaj na chwilę się zatrzymam, pokręcę trochę korektorem, zmienię brzmienie pada, narysuję tylko automatykę panoramy, sprawdzę szybko 3 różne kompresory i pomyślę nad harmoniami do wokalu i zaraz wrócę do gry według zasad. Tym bardziej, że przecież wcale nie muszę się spieszyć, bo 5 piosenek to też niezły wynik”. To bardzo zły znak – należy takie myśli natychmiast odgonić. Zanim się obejrzycie, ucieknie Wam godzina (albo i lepiej), czyli czas, który można było poświęcić na zrobienie kompletnie nowego, następnego utworu. A te ruchy, na które stracicie czas i tak prawdopodobnie nie będą miały znaczenia w ostatecznym rozrachunku… Ważniejszy jest pomysł. Dużo pomysłów.
  6. Pracuj szybko (niemalże w pośpiechu) cały czas, nie zwalniaj, nie popadaj w zbytnią melancholię… Nie zatrzymuj się, żeby tracić kilka minut cennego czasu na posłuchanie tego, co już do tej pory zrobiłeś (na to będzie czas po zakończeniu sesji).
  7. Żartobliwie mówi się też o tym, aby zaopatrzyć się w gigantyczną pieluchę dla seniorów, co by nie tracić czasu na wizyty (biegiem) w toalecie. Także tego… Wasza decyzja.
  8. Nie zapominaj regularnie przegryzać energetyzujących batoników, bo jak Ci cukier za bardzo spadnie, to zaczniesz szybko tracić energię i nie najlepsze myśli (o nagięciu zasad) Cię zaczną dopadać. Kolejny zły znak.
  9. Pamiętajcie, że te piosenki nie muszą być (i nie będą, jeśli będziecie grać według zasad) majstersztykami brzmieniowymi, aranżacyjnymi czy kompozycyjnymi. Tu głównie chodzi o zarejestrowanie swoich (wielu) pomysłów – niezależnie od tego, jak będą grały. W przyszłości takie szkice czy koncepty posłużyć nam mogą do zamienienia ich na pełnoprawne utwory.
  10. PRZESTRZEGAJCIE ZASAD. Tylko w ten sposób będziecie mogli osiągnąć cel 20 utworów. Co krok będą pojawiały się różnego typu pokusy i cała tajemnica tkwi w tym, by się na nie uodpornić, nie dać się i cały czas iść dalej według reguł. Nawet, jeśli perfekcjonista w naszej głowie będzie chciał nas przekonać do dopracowania czegoś, dopieszczenia i wypolerowania – każcie mu się po prostu… gonić.
  11. Nie oszukujcie, bo wtedy gra nie ma sensu i robicie sobie krzywdę wierząc w coś czego nie ma… Zaakceptujcie fakt, że nie da się zrobić aż tylu pięknie dopracowanych utworów w jeden dzień, więc każdy wprawny muzyk od razu wyłapie, że korzystaliście z jakichś niedozwolonych praktyk. Bądźcie więc szczerzy ze sobą i z innymi. Wtedy poczujecie prawdziwą frajdę, ogromy zastrzyk pozytywnej energii, wiary w swoje możliwości i po prostu zwykłego szczęścia.

W tym miejscu zakończę to wypunktowanie. Mam nadzieję, że sprawa się co niektórym bardziej rozjaśniła i powoli nabieracie przekonania do tej metody. Dlatego nie będę się już dzisiaj silił na dodatkową motywację, po prostu zaproponuję Wam, abyście dali się zanurzyć w tej metodzie i po prostu wypróbowali ją na własnej skórze. Wkrótce kolejna garść porad i wskazówek w tym temacie.

P.S. I jeszcze słowem uzupełnienia – zaprzyjaźniona z blogiem firma Synchroarts właśnie uruchomiła super-promocję na swoje produkty. Do 26 listopada tego roku możecie zaopatrzyć się w którykolwiek z ich produktów (genialnego i zrecenzowanego tutaj Revoice Pro oraz Vocalign czy Titan) z 30-procentową zniżką!

Szczegóły na stronie ich sklepu.

Zostawić komentarz ?

17 Komentarze.

  1. arkanaflow

    Super metoda. Wczoraj siadłem i zrobiłem 😉
    8h = 8 numerów 🙂 W tym normalnie miałem z godzinną przerwę na obiad 😉 nie ścigam się, ale taka praca ze stoperem i szybkim robieniem kawałków jest naprawdę świetna. Przez ostatnie kilka miesięcy nic nie zrobiłem prócz pracy z mixami, a wczoraj 8 numerów wyszło, z tego 2 kozaki, których się naprawdę bym nie spodziewał.

    Będę używał tej metody jako szybkiego zrobienia kilku-kilkunastu szkiców z których niektóre mogą się nadać do późniejszego ‘dłubania’

    dzięki

  2. Piotrek R

    Kurczę, muszę wkrótce przetestować 😀

  3. Ja mam niestety problem z mobilizacją do działania. Często tłumaczę się, że nie ma czasu itp. dlatego moja kreatywność jest mocno ograniczona. Wprost nie mogę doczekać się momentu, w którym znajdę te 10-12h, żeby wypróbować tę metodę. To byłoby coś!

    • Koniecznie postaraj się stworzyć sobie ten czas, odpuść coś innego, zaprzyj się, że wlaśnie na muzykę go przeznaczysz i nie szukaj wymówek. Po prostu usiądź i zasuwaj przez te godziny! 🙂 Nie znam nikogo, kto by skończył taki maraton bez przynajmniej kilku kawałków i wielkiego banana na twarzy.

  4. Często topowi artyści ze stanów mówią że podczas pracy nad albumem nagrali tysiące piosenek zanim wybrali te właściwe, które weszły na album, teraz już wiem chyba jaką metodą w sb lecę do studia w nd wracam do domu i spróbuję machnąć 20 Dzięki ! Ps motyw z pieluchą dobry heh 🙂 Pozdrawiam

    • Jak już lecieć to po całości, więc nawet te pieluchy mogą dać Ci kilka dodatkowych minut na coś nowego. I przy okazji nie będzie problemu z tematem kolejnej piosenki… 😉
      A co do samego procesu twórczego, to nie bez powodu mówi się, że trzeba napisać sto słabych piosenek, żeby w końcu napisać jedną dobrą. Bo można też przez 5 lat dopieszczać ciągle jeden numer i w rezultacie nie mieć nic nagranego na koncie… Myślę, że w tym pierwszym przypadku nauczymy się znacznie więcej. Tak samo jest z resztą z miksowaniem – trzeba tych różnych miksów trochę zrobić, żeby zaczęły jakoś brzmieć, a nie bez końca męczyć ten jeden aż będzie “idealny” (bo taki nie będzie).

  5. Zgadzam się, bez bacika nie ma bata. Moja metoda to, od kiedy zacząłem się umawiać po sesji na kolejną sesję mimo że nie miałem nowego kawałka, to przez to że miałem deadline jakimś cudem nie opuściłem żadnej sesji, chyba że choroba. dzięki tej metodzie kończę płytkę.Postawiłem na zapis chwili, a nie dopieszczanie w nieskończoność.Przypomniałem sobie teraz, kiedyś jak śmigałem na rysunek, nauczyciel co jakiś czas robił rysowanie na czas/ilość różnych rzeczy i człowiek się szybko uczył. że też nie pomyślałem o tym 🙂

  6. kubiakowski

    A co z tekstami do utworów? Czy pisząc o utworach/piosenkach Igorze masz na myśli i muzykę i tekst, czy tylko warstwę muzyczną?
    Ja z tekstami mam problem. Trochę muzyki już skomponowałem i to różnej. Są to instrumentalne utwory na pianino, piosenki na gitarę akustyczną i utwory do zespołu, w którym się udzielam (klimaty Iron Maiden). I mam sporo pomysłów muzycznych, ale żeby coś nazwać piosenką, to potrzebny jest tekst. A z tym mam kłopot (dotychczas na przestrzeni kilku lat udało mi się popełnić jeden po polsku, jeden po angielsku (nie banalny). Dwa razy udało mi się znaleźć wiersze, które jakoś wpasowałem. Ale poza tym klapa i twórczość dla zespołu zawsze wymaga tekstu kolegi.

    Jak u Was (Igor, inni komentujący) z pisaniem tekstów? A pytając bliżej treści wpisu: Jak IMM stoi w kwestii pisania tekstu do tych 20 utworów w 12 godzin?

    • Z tekstami w IMM jest podobnie jak z muzyką, tworzysz bez większego zastanowienia, w ruchu, w pędzie. Cokolwiek co będzie się dało zaśpiewać (choćby było o jajecznicy czy zgubionej skarpetce) i miało jakąś melodię. Potem, już po sesji czy innego dnia można sobie do tego przysiąść i napisać coś z sensem. O tym jeszcze będę mówił.

    • Też miałem o to pytać. Później sobie przypomniałem. Fajnie, że poruszyliście również tę kwestię. Czekam na rozwinięcie kwestii warstwy tekstowej 🙂

  7. …czyli tak: najpierw żonę trzeba wysłać do spa, dzieci do jakiegoś całodobowego przedszkola a psa/rybki/kota…kto co tam posiada… nie wiem może niech siedzą w domu i się uczą jak się pisze piosenki:)
    a na poważnie, bardzo ciekawe podejście, muszę sprawdzić ale jak ogarnę 3 punkty powyżej:)

  8. Dziękuję:) Jak chwilę pomyślałem to wyszło że te 3 punkty to chyba nawet większe wyzwanie niż 20/12 🙄

Zostaw komentarz