Jak Pozbyć Się Blokady w Tworzeniu, Cz. 4

W tej już naprawdę ostatniej części opowieści o tym, jak pozbyć się blokady w tworzeniu, porozmawiamy o najważniejszym punkcie całej tej opowieści.

Dodatkowo podzielę się paroma luźniejszymi sugestiami, które powinny uzupełnić tę sagę i dać Wam jeszcze więcej narzędzi do tego, aby proces twórczy był emocjonujący i dający zadowolenie, a nie sprawiał wrażenie niekończącej się katorgi…

VI. Wyrobienie nawyku pracy i brak rozkojarzenia

Jak już uporamy się z własnymi słabościami, zbudujemy wokół siebie pancerz odporności na smutnych, “internetowych krzykaczy”, zaufamy sobie i swojemu instynktowi oraz sprecyzujemy cele i nauczymy się sposobu podejmowania decyzji i konsekwentnego się ich trzymania, to możemy wtedy już wstępnie mówić o wyrobionym nawyku pracy. Jest on niejako zlepkiem wszystkiego, o czym do tej pory pisałem. Ale to oczywiście nie wszystko…

Nawyk pracy to również dyscyplina, odpowiedzialność, konsekwencja, punktualność i, uwaga…  pracowitość. Jeśli chcemy gdzieś zajść ze swoją muzyką, to naprawdę nie wystarczy raz na trzy tygodnie usiąść na godzinę czy dwie do komputera – szczególnie, jeśli są to dopiero nasze początki (po latach pracy nauczymy się oczywiście wielu nowych rzeczy, sposobów, metod pracy, które pomogą nam w krótszym czasie zrobić więcej). Trzeba przede wszystkim działać!

Chodzi tutaj o pewną powtarzalność, regularność, samozaparcie – jak z chodzeniem na siłownię… Mięśnie trzeba systematycznie ćwiczyć, bo inaczej zaczynają słabnąć i w końcu wracamy do punktu zerowego. Dlatego jestem zdania, że powinniśmy nauczyć się pracować… nad swoją pracowitością. Należy posiąść bardzo trudną zdolność organizowania sobie czasu. Jak wiemy, każdy ma go zawsze za mało (przynajmniej tak twierdzi), ale niedopuszczalne jest stwierdzenie, że się nie ma czasu na robienie muzyki.

“Ja, muzyk, kocham muzykę, kocham ją produkować, ale nie mam kiedy tego robić” – przecież to absurd. Czas masz, tylko nie umiesz go znaleźć. A jak już Ci się w końcu uda (a każdemu się powinno udać), to upewnij się, że wykorzystasz go w pełni. Dlatego:

  • zamień jakąś niepotrzebną czynność, którą wykonujesz odruchowo na produktywną godzinę w swoim studiu (kanapa kusi, ale bądźmy poważni…)
  • odłącz się od świata (mail, telefon, facebook – dobrej nocy im pożycz i niech zamilkną)
  • przeznacz jeden dzień w tygodniu w większości na muzykę
  • zrób sobie kalendarz z zaplanowanymi czynnościami związanymi z produkcją utworów
  • wprowadź również sztywne terminy wykonania danego projektu, bo to mocno motywuje
  • wstawaj godzinę wcześniej niż zwykle
  • przestań oglądać koty w internetach…

Tym sposobem “stworzysz” sobie czas, żeby nie móc się więcej zasłaniać argumentami w stylu, nie mogę robić muzyki, bo mam za dużo innych, “ważnych zajęć”, etc. Według mnie, przy odrobinie wysiłku absolutnie każdy jest w stanie wykrzesać trochę czasu na realizowanie swojej pasji, choćby był nie wiadomo jak zalatany (lub mówił, że taki jest). To naprawdę w zdecydowanej większości zależy od nas, a nie od warunków zewnętrznych.

Na koniec, zgodnie z zapowiedzią, podrzucę Wam jeszcze dwie luźniejsze porady, które powinny się w większym lub mniejszym stopniu przyczynić do przełamywania blokady w tworzeniu.

Presja czasu

To w nawiązaniu do kilku punktów wymienionych wyżej…

Wbrew pozorom bardzo pozytywny element, bo pozwala nam się jeszcze lepiej skupić na wykonaniu zadania, jeśli ustaliliśmy sobie konkretny termin. Tym bardziej, że rzadko mamy możliwość przeznaczenia powiedzmy 8 godzin dziennie na spokojne tworzenie (choć i taki blok warto by było raz na jakiś czas znaleźć). A nawet, jeśli w danym momencie mamy tylko godzinę lub dwie, to często myślimy, że nie warto nawet zaczynać, rozstawiać sprzętu, etc.

Wierzcie mi, nawet 45 minut dziennie potrafi być bardzo produktywne, szczególnie jeśli naprawdę kochacie robić muzykę. I na pewno skończymy z większą ilością gotowego materiału niż jak byśmy nie zrobili nic myśląc, że z tak małą ilością czasu nawet nie warto zaczynać.

Wiadomo, że łatwiej i wygodniej jest ten czas spędzić przed telewizorem gapiąc się w kolejny epizod Warsaw Shore, ale nie oszukujmy się – jaką rzeczywistą wartość estetyczną ma takie działanie…? Fakt, może przez ten czas nie nagramy całego utworu, może nie zdążymy zrobić miksu, ale jest duża szansa, że damy radę wymyśleć kolejną partię smyków czy poprawić krzywo nagrany wokal. I tym sposobem, nie dość, że zbliżymy się do celu, to jeszcze nie będziemy sobie pluć w brodę, że kolejna szansa przeszła obok, mylę się?

Unikanie perfekcjonizmu

Ten element dość często wpisuje się na listę winowajców… Przecież chcemy mieć jak najlepiej nagrane, zagrane, zaśpiewane partie, bez żadnych błędów i niedociągnięć. Jest to oczywiście po części zrozumiałe. Ba, sam Was nie raz zachęcałem do tego, aby przykładać się do każdego wykonania, bo końcowy rezultat będzie zawsze lepszy. Podtrzymuję jak najbardziej tą ideę, ale chciałbym, żebyście mieli świadomość tego, że można tę kwestię też rozważyć z zupełnie innej strony.

Wyobraźcie sobie sytuację, że od godziny próbujecie nagrać jakiś konkretny ślad. Ale tu było nieczysto, tam się rozstroiło, tu nie trafiłem w akcent, tam przyspieszam, itd.

Jak sobie z tym poradzić?

  • Po pierwsze – jeśli już próbujemy kilkadziesiąt razy i nadal nie wychodzi – może partia jest za trudna, może lepiej ją zmienić albo w ogóle wywalić lub zastąpić czymś innym?
  • Po drugie – może warto ją na razie zignorować i ruszyć dalej z resztą sesji (skoro od godziny nie wychodzi, to przez następną prawdopodobnie też nie wyjdzie)
  • Po trzecie – zawsze możemy do tej partii powrócić później albo jutro
  • Po czwarte – nic tak bardzo nie zabija emocji, twórczego pędu i chwil uniesienia, jak nagłe zatrzymanie tempa sesji i ślęczenie godzinę nad jednym śladem
  • Po piąte (najważniejsze) – żaden ślad nie musi być w 100% perfekcyjny, czego niejeden dowód znajdziecie w wielu oficjalnych wydawnictwach
  • Po szóste – odrobina odstępstwa od ideału prawie zawsze dodaje tylko naturalności, wiarygodności, prawdziwości. Oczywiście wtedy, gdy jest w granicach zdrowego rozsądku

Zdziwicie się może, ale czasem te na szybko i nie do końca idealnie zarejestrowane partie i tak zagrają lepiej, niż te, które później zdecydujemy się ponownie nagrać z przesadnym dopieszczeniem. Czasem nie da się po prostu odtworzyć emocji i wykonania, które nagraliśmy w ferworze walki.

Mi się kilka razy przydarzyło tak, że podczas szybkiego rejestrowania pomysłu (kilka bazowych śladów gitar, etc.) byłem tak podekscytowany tworzeniem (oraz strachem przed zapomnieniem pomysłu) i chęcią jak najszybszego nagrania kolejnych partii, że nie przykładałem większej wagi do swojego wykonania (oby mieć tylko nagrany ten pomysł). Potem, jak emocje nieco opadły, posłuchałem tego demo już na spokojnie i stwierdziłem, że super – pomysł jest nagrany, a później sobie to lepiej nagram.

Jak za parę dni przysiadłem, aby się tym zająć już na poważnie, to fakt, udało się nagrać odrobinę równiej i dokładniej, ale ni w ząb nie czuć w tym już było takiego kopa, jak w tych mniej perfekcyjnych ujęciach sprzed kilku dni… Moja dążenie do perfekcji niestety się tu nie sprawdziło.

Podsumowanie

Pamiętajcie o tym, że nawet najwięksi muzycy, największe talenty, Wasi idole i inne gwiazdy, choć osiągnęły ogromny sukces, podbiły serca fanów i sprzedały miliony swoich płyt – od samego początku trafiały i nadal trafiają na ciągłe fale krytyki (inne gusta, etc). Tak jak my, również zmagają się one z planowaniem swojego czasu, budowaniem i pisaniem nowych utworów, chwilami zwątpienia, brakiem wiary w siebie, presją czy przesadnym perfekcjonizmem, a mimo to płyną naprzód, prawda?

Niech to będzie dla Was dodatkowym ‘motywatorem’ do działania. I przede wszystkim, non-stop piszcie, nagrywajcie i miksujcie, bo trening to najskuteczniejsza metoda, aby osiągać coraz lepsze wyniki, nawet jeśli wydaje się Wam, że jesteście zablokowani i zmrożeni. Bo kilka metod na się odmrożenie Wam zaserwowałem i grzechem byłoby ich nie wypróbować.

Zakończenie

A wkrótce, zgodnie z tym, o czym wspomniałem w pierwszej części wpisu, podzielę się z Wami jeszcze bardziej niezawodną i skuteczną metodą (a wręcz całą ideologią) na uczynienie każdej sesji bardzo produktywną. Wypatrujcie na horyzoncie, bo jest to arcyciekawa rzecz i pewnie niejednemu czytelnikowi załączy się wtedy tryb pt. “Co ten Igor p… pisze? A potem Wam szczęka opadnie, jak się odważycie spróbować.

Boo-Ya!

Zostawić komentarz ?

13 Komentarze.

  1. Jak zwykle trafnie i w punkt. Zdażyło mi się, że improwizowałem i natrafiłem na pomysł, który szybko chciałem zarejestrować a potem gdy próbowałem to zagrać ,,na czysto” to już nie umiałem odtworzyć tego feelingu, który towarzyszył przy improwizacji.

    Wracając do tematu muszę przyznać, że mnie zainspirowałeś. Nawet wczoraj po dłuższej przewie zasiadłem i trochę sobie przygrywałem na gitarze w nadziei, że wpadne na jakiś fajny pomysł i … w ogóle mi nie szło. Jakoś miałem problem z ,,czuciem” ale nie odpuściłem tak łatwo, nie zniechęciłem się, nie dołowałem mówiąc sobie, że jestem kiepskim gitarzystą tylko dalej przygrywałem, aż wpadłem na świetny motyw i na fali entuzjazmu zarejestrowałem zarys nowego utworu. Dzięki za inspirację 🙂

  2. Marcin Wojtaszczyk

    Zdarzyło mi się usłyszeć, że mój ‘brudnopis-demo’ brzmiał lepiej niż końcowy miks po ponownym nagraniu śladów. Czasem nie tylko feeling, ale też miks, przestrzeń, brzmienia, wszystko się zmienia, kiedy robimy kolejną próbę. Nie zawsze na lepsze.

    Świetny kop w tyłek z “organizacją czasu pracy”, małymi regularnymi krokami dojdzie sie dalej, niż czekając na ten jeden wielki. Może wreszcie przemówi mi to do rozsądku 🙂 Dzięki!

  3. Znowu w sedno, zwłaszcza z “presją czasu”, bo jak ostatnio zauważyłem, lubię sobie przy projektach narzucać ściśle określony limit czasowy. Dajmy na to trzy dni na ukończenie, co jak na muzykę jest pewnie szaleńczym tempem.

    Znowuż z drugiej strony cierpi na tym miks, którym się kompletnie nie przejmuję 😐 😕

  4. Odnośnie perfekcjonizmu to może przytoczę historię mojego kolegi, aspirującego producenta muzyki EDM (Hardwell, Avicii, tego typu klimaty), który nad jednym utworem pracował dwa lata, poszukując coraz to lepszych brzmień, używając coraz to nowszych wtyczek i kombinując jak by to zrobić najlepiej. Niestety efekt tak zwanej dupy nie urwał, delikatnie mówiąc.

    • Bo trzeba się skupić na najważniejszych rzeczach, a nie latami dłubać jedno brzmienie…

  5. Marcin Wojtaszczyk

    Skorzystałem, codziennie staram się coś zrobić. Niezależnie czy spędzę 1 czy 4 godziny “w studio”, mam wielką satysfakcję, że coś zrobiłem.
    Polecam każdemu, kto ma problemy z odkładaniem na później. Nawet jeżeli tego dnia stwierdzisz, że wszystko co zrobiłeś to kupa, i wywalisz ją do śmieci, pozostaje satysfakcja, że dzisiaj nie udawało się, że nie mamy czasu na swoją pasję. Spróbujcie, warto 🙂

    Przeczytałem dzisiaj też fajny artykuł w sieci, że większość ludzi widzi tylko otoczkę sukcesu, nie widzi całej pracy i ceny, jaką trzeba było zapłacić za dojście na ten mniejszy czy większy szczyt. Warto spojrzeć trzeźwo na to, po co robimy muzykę. Jeżeli mamy szczere intencje i robimy muzykę, bo kochamy, nigdy nie będziemy potrzebować żadnych motywacyjnych artykułów i nie zabraknie nam na nią czasu.

    Jeżeli robimy muzę, bo widzimy na ekranach lekkie i zajebiste życie gwiazd, i też tak chcemy, to może nam się robienie muzyki nie udać, bo gdzieś w głębi będziemy czuli, że to nie muzyka jest nam w życiu potrzebna, tylko coś innego… co? Każdy sam powinien sobie odpowiedzieć na to pytanie.

  6. Marcin Wojtaszczyk

    Taka jeszcze jedna myśl mi przyszła do głowy. Czasem nam się wydaje, że gdybyśmy mieli więcej czasu, więcej pieniędzy, więcej sprzętu, więcej byśmy tworzyli.

    Przez rok pracowałem – nazwijmy to jako “dyżurny” – z domu, przez komputer w zawodzie nie związanym z muzyką. Nie było kroci, ale było mnostwo czasu na muzykę. Pięknie go zmarnowałem, nie stworzyłem w tym czasie nic. Choć o czymś takim marzyłem, żeby mieć czas tylko na muzę. Bez innych zobowiązań.

    Dla porównania, mieliśmy kiedyś kolegę, który ścigał się z nami w kolarstwie. Miał gorszy rower, cięższy, dużo obowiązków na głowie, ale na treningach był zawsze, a z naszej grupy na wyścigach, z tym swoim rowerem, wygrywał najczęściej. Kochał to, i pewnie dlatego nigdy nie potrzebował ani więcej, ani czegoś lepszego, żeby to robić.

  7. doktorsamuel

    ten perfekcjonizm to największa skaza, czasem potrafię siedzieć dwie godziny nad mało znaczącym elementem jeszcze mniej znaczącej ścieżki, kolejny problem to to że chcę by to od razu miało brzmienie co powoduje to że utwór się nie rozwija tylko brzmi coraz lepiej, ale nic z tego nie wynika. Jest jeszcze jeden problem z wiekiem niestety zwiększa się niechęć do tworzenia z pewnością jest to psychiczny aspekt ale najtrudniejszy do pokonania

Zostaw komentarz