Odpowiedzi, Których Nie Lubimy Słuchać… Część 3

0437-SadFace3Dziś przyszedł czas na ostatnie już pytanie i odpowiedź, której nie zawsze chcemy z chęcią słuchać oraz małe podsumowanie tej sagi.

Obiecuję, że to już ostatni raz (oczywiście na jakiś czas), jak się pastwię nad młodzieżą i wytykam podejście do niektórych rzeczy w temacie produkcji muzyki w domowym studio.

Po tym wpisie będę milutki i potulny jak baranek, normalnie do rany przyłóż…

Nie no, żartuję, aż tak dobrze to mieć nie będziecie. Rzućcie okiem pod spodem na ostatnie zagadnienie i wybaczcie jeśli kogoś uraziłem. Taki był zamysł… 😉

Pytanie 7: “Mikrofon mi nie nagrywa/Program mi nie działa/Mam jakieś trzaski, szumy, piski, buczenie podczas nagrywania i odtwarzania, itp. co mam zrobić?” I wszelkiego rodzaju inne związane z “problemem z czymś” – sprzętem, programem, obsługą, usterką…

Trudno byłoby na te pytania oczekiwać definitywnej odpowiedzi, bo możliwości jest tu sporo, powodów może być kilka różnych albo wręcz ich kombinacja. Szaleństwem byłoby też liczyć na to, że osoba odpowiadająca zna dokładnie przebieg całej sytuacji i warunki “poszkodowanego”. Musiałbym tam razem z takim osobnikiem siedzieć i w czasie rzeczywistym obserwować jak opisywane zjawiska dokładnie wyglądają. Wiadomo, że jest to rzecz niewykonalna, więc pozostają opisy, screeny, próbki audio itd.

To jest generalnie najpopularniejsza kategoria pytań, na które odpowiedzi udzielam od samego początku istnienia bloga. I zwykle powinny być one krótkie i sprowadzać się do stwierdzenia – przeczytaj instrukcję. Ale to oczywiście tematu nie wyczerpie, bo przypadki mogą być różne, czasem bardziej skomplikowane niż by się wydawało na pierwszy rzut oka, choć w zdecydowanej większości okazuje się, że odpowiedź jednak czekała na delikwenta w instrukcji, wystarczyło zajrzeć…

Podstawowy problem

Inna, ta najbardziej smutna strona tematu, czyli brak elementarnej wiedzy. Niestety plaga wśród młodzieży… Młodzieży, której się wydaje, że wystarczy kupić kilka urządzeń, podłączyć i już zacząć nagrywać i robić furorę w sieci. Rzeczywistość jest zupełnie inna – bez chociażby podstawowej wiedzy z zakresu nagrywania czy obsługi sprzętu i programów, to póki co, o byciu gwiazdą można zapomnieć. Ja wiem, że może oczekuję za dużo, ale wydaje mi się, że jak ktoś zabiera się za to od tylnej strony, to już na starcie strzela sobie w kolano. Bo pomyślmy…

– ktoś kupuje mikrofon pojemnościowy, podłącza do interfejsu i okazuje się, że on nie nagrywa. Pierwsza myśl – zepsuty. I już lament. A o totalnej podstawie jak włączenie zasilania fantomowego ktoś ten nie słyszał. Takich przypadków można by sporo namnożyć. Albo:

– “słabo brzmi ten interfejs/mikrofon, bo zbiera mnóstwo szumów”. Okazuje się, że ktoś odkręcił gałkę gain w interfejsie na maksa (bo przecież musi się głośno nagrać). I tu kolejna podstawa podstaw – poziomy nagrania. To jak oczekiwanie, że damy pilotować Jumbo Jeta nastolatkowi, który nigdy nie był na pokładzie samolotu (a co dopiero w kokpicie).

Możecie pomyśleć, że ja sobie wymyślam te sytuacje i wierzcie mi – ja też bym chciał, żeby tak właśnie było. Niestety takie rzeczy nadal się zdarzają, choć może trochę rzadziej niż na samym początku mojej działalności. Jak ostatnio porządkowałem maila, to zaobserwowałem, że uśredniając i generalizując – raz, może dwa w miesiącu, dostaję pytanie z tej kategorii i po tych 5 latach prowadzenia bloga, odbiera mi to czasem trochę siły…

Ja wiem, że nie rodzimy się z wiedzą, nie mamy czasu lub możliwości na czytanie wszystkiego, ale na litość nieboską, zróbcie z łaski swojej milimetrowy kroczek w stronę swojego rozwoju i zajrzyjcie na start chociażby w spis treści instrukcji do interfejsu, programu czy czegokolwiek innego, bo już tam można natrafić na hasło prowadzące do odpowiedzi.

Do mikrofonów zwykle dołączają jakiś mały kieszonkowy samouczek na dwie strony i pokazują co i jak podpiąć i który guzik na mikrofonie do czego służy – a to już 80% sukcesu. I nawet to dla niektórych jest za dużo?? Oj, kwiecie młodzieży polskiej, quo vadis?

Kwintesencja problemu

No dobrze, pożaliłem się trochę, czas teraz rozpatrzyć pozostałe, te pozornie i niepozornie bardziej skomplikowane przypadki, gdy coś nam rzeczywiście nie działa, mimo iż postępowaliśmy (może tylko częściowo) zgodnie ze wskazówkami czy instrukcją.

Po jakimś czasie przyjąłem podczas odpisywania na takie wiadomości pewien schemat. Raz, żeby zaoszczędzić pisania tego samego za każdym razem, a dwa – bo jest to ogólnie przyjęty standard postępowania w takich przypadkach i stosują go z powodzeniem działy wsparcia technicznego producentów sprzętu czy oprogramowania. Teraz to tylko pluję sobie w brodę, że nie zrobiłem tego wcześniej, bo bym sporo czasu zaoszczędził.

Inna sprawa, że małe mam doświadczenie z różnej maści supportem, bo jak mam jakiś techniczny problem, to zawsze najpierw szukam odpowiedzi samodzielnie. Nie lubię bowiem zawracać komukolwiek gitary, jeśli wiem, że jest spora szansa na znalezienie odpowiedzi samemu w parę minut. I bynajmniej nie chodzi o to, że uważam się za super-niezależną osobę, która splami swój honor prosząc o pomoc, tylko z czystej kultury i szacunku dla drugiej osoby i jej cennego czasu – preferuję najpierw poszukać rozwiązania na własną rękę. I dopiero jak mi się te ręce załamią, to wtedy uderzę do działu pomocy producenta. Dosłownie raz w życiu skorzystałem ze wsparcia od Avid (i tak więcej niż ten jeden raz wtedy nie można było), choć i tak problem rozwiązałem zanim zdążyli mi odpisać (a się nie spieszyli).

Z racji mojego turbo-rzadkiego korzystania z jakiegokolwiek supportu, nie do końca miałem świadomość, że podstawą rozwiązania każdego problemu jest zastosowanie standardowego procesu eliminacji. Taki “Troubleshooting” krok po kroku, jeśli ktoś woli.

Można oczywiście w niektórych sytuacjach sprawę zawęzić do jednego czy dwóch możliwych przyczyn problemów, ale niestety rzadko kiedy użytkownicy (np. na forach) mają na tyle rozwagi, żeby do swojego problemu dołożyć dokładny opis sytuacji – od konkretnych komunikatów z błędami przez rzeczy, których już próbowali i z jakim skutkiem, na liście komponentów w komputerze skończywszy (choć czasem nawet warto raport z Sandry (SiSoftware) po prostu dorzucić, który nam wypluje wszystko, co siedzi w naszej blaszanej skrzynce ze szczegółami).

Miejcie więc na uwadze, że pisząc do jakiegoś supportu, musicie to zrobić porządnie, a nie w stylu “program mi się wiesza, co robię źle?”, bo nikt Was poważnie nie potraktuje po takim “bogatym” opisie. Albo potraktuje, ale ze sporym opóźnieniem prosząc o pełniejszy opis – tak mniemam.

Ale wróćmy może do głównego pytania, bom się nieco zagalopował. Jak w takim razie ja podchodzę do rozwiązywania problemów, z którymi do mnie piszecie?

Już Wam mówię, tylko pamiętajcie, że podaje ogólny ‘step by step’ dla tych, którym coś tam trzeszczy, buczy, piszczy, zbiera fale radiowe z rosyjskiego radia partyzantów czy ma inne kwiatki związane z nagrywaniem czy odtwarzaniem sygnału na linii interfejs-komputer-głośniki, bo powody takowych zazwyczaj odnajdują się w gąszczu tych wymienionych możliwości.

Standardowy Troubleshooting, jaki proponuję, wygląda następująco:

  1. Upewnij się, że masz zainstalowane najnowsze sterowniki do interfejsu. Najłatwiej jest je pobrać ze strony producenta. Alternatywnie możesz spróbować z uniwersalnymi sterownikami ASIO4ALL, bo czasem potrafią się lepiej spisywać niż te dołączone fabrycznie.
  2. Przyjrzyj się ustawieniom dźwięku zarówno w Panelu Sterowania swojego systemu operacyjnego, jak i później wewnątrz stacji roboczej. Możliwe, że czegoś nie zaznaczyłeś, nie zmieniłeś, nie wybrałeś odpowiedniej opcji, etc. Jeśli Twój interfejs posiada swoją własną aplikację do kontroli interfejsu, to zawsze sprawdzaj, że działa on w takich samych parametrach jak sesja, którą stworzyłeś w swoim DAW.
  3. Zainstaluj DPC Latency Checker, który pomoże Ci wykryć, czy któryś/któreś z komponentów komputera powodują kłopoty (zwykle trzaski, dropy audio czy nadmierne opóźnienia dźwięku). Często zdarza się tak, że moduł WiFi generuje różnego typu konflikty, dlatego wyłącz go na czas nagrywania czy ogólnie pracy z dźwiękiem.
  4. (Opcjonalnie) Wyłącz w BIOS-ie zintegrowaną kartę muzyczną. Po pierwsze, nie jest ona używana w trakcie pracy (bo interfejs zajmuje się dźwiękiem). Po drugie – system nie musi jej wykrywać i się nią interesować.
  5. Nie podłączaj interfejsu przez żadne rozgałęziacze czy huby USB. Zawsze łącz go bezpośrednio z portami w komputerze.
  6. Stosuj symetryczne kable sygnałowe (XLR/TRS) łącząc mikrofony, słuchawki czy inne urządzenia studyjne i nigdy nie puszczaj ich tak, żeby biegły równolegle z sieciowymi (zasilającymi).
  7. Upewnij się, że nie masz problemu z uziemieniem w swojej instalacji elektrycznej. Staraj się wszystkie swoje urządzenia studyjne mieć wpięte w jedno gniazdo za pośrednictwem dużej i porządnej listwy przeciwprzepięciowej.
  8. Jeśli pracujesz na laptopie, to odłącz mu zasilanie i pozwól pracować na baterii.
  9. Jeżeli masz możliwość, sprawdź czy problem występuje w przypadku użycia innych kabli, innego komputera, innego gniazdka w domu czy nawet u kolegi, sąsiada, etc.

I najważniejsza zasada tej procedury – zawsze eliminuj tylko jedną rzecz na raz, nie zmieniaj 5 czynników za jednym zamachem, bo nie rozgryziesz, który był odpowiedzialny za ten bałagan.

I dopiero na samym końcu – istnieje prawdopodobieństwo, że dany sprzęt jest po prostu uszkodzony i tutaj żadne eliminacje, troubleshooting czy kombinacje z zamianą któregoś z komponentów niestety nie pomogą. Wtedy pozostaje tylko serwis urządzenia. Ale tego chyba nikomu tłumaczyć nie trzeba… 🙂

To takie kilka podstawowych kroków, które powinny rzucić więcej światła i jeśli nie rozwiążą problemu, to chociaż naprowadzą na rozwiązanie. Jasne, że tematu nie wyczerpałem, bo naprawdę wiele rzeczy może pójść źle podczas naszej pracy. Jeśli macie jakieś swoje sprawdzone sposoby lub rady, których Wam kiedyś ktoś udzielił, to śmiało piszcie pod spodem – dorzucę je później tutaj.

Podsumowanie

Wszystkie pytania z tego i dwóch poprzednich artykułów mają jedną wspólną cechę – nie ma na nie jednej, prostej odpowiedzi. Nie istnieje magiczny guzik, który wszystko naprawi czy zmieni. W zasadzie na mało co jest jedna odpowiedź w tej grze… Usłyszałem niedawno takie powiedzenie: “We don’t have rules, we’ve got tools.” (Nie mamy reguł, mamy narzędzia).

Według mnie, jest ono szczególnie trafne przy omawianym właśnie temacie – nie mamy w produkcji muzyki na wszystko gotowców i zawsze trafnych odpowiedzi, mamy za to mnóstwo dróg i możliwości. Czy wiecie ile na rynku jest różnych korektorów wtyczkowych? Setki. I każdy z nich jest opisywany przez ich twórców jako “ten jedyny”, “ten najlepszy” i “ten wyjątkowy”. Znaczy się wszystkie są wyjątkowe? W takim razie żaden z nich nie jest wyjątkowy, bo się nie ma czym wyróżnić (no, chyba że ten jeden na sto rzeczywiście coś takiego ma), ale chyba łapiecie ten tok myślenia?

Wnioskując – sztuką jest podjęcie właściwej decyzji, dokonanie wyboru spośród gąszczu opcji. Przynajmniej ja to tak widzę. Możecie się nie zgadzać, nie ma sprawy. Będę jednak wdzięczny, jeśli chociaż przez chwilę zadumacie się w cytowanej sentencji i zastanowicie, czy rzeczywiście nie leży w tym jednym zdaniu cała kwintesencja…

Są oczywiście rozwiązania szybkie i proste, jak nagrywanie dowolnym mikrofonem w pierwszej lepszej pozycji, ignorowanie kwestii odpowiedniego dobierania poziomów, byle jakie wykonanie partii (“oby była, a potem się zrobi czary w miksie…”), presety we wtyczkach, nieodchodzenie od schematów, niereagowanie na dane sytuacje, jakieś szablony miksu czy masteringu, poleganie na niewyćwiczonym słuchu, piankowa adaptacja i cały szereg innych głupot.

I choć takie działanie po omacku pozwoli nam zrobić utwór (bo pozwoli), to raczej nie osiągnie on wyżyn brzmieniowych. Szczególnie, jeśli odbiorcami naszej twórczości będą tylko młodsza siostra, kot Sylwester i dolna szuflada w biurku. A niestety, porad i odpowiedzi na Wasze pytania, które po omacku i w sposób uproszczony (nie)próbują wyjaśnić wątpliwości – uzyskacie w sieci sporo. Ja jednak chciałbym i życzyłbym sobie i Wam, abyście mierzyli nieco wyżej, dlatego postanowiłem Was trochę uczulić na tę kwestię.

Nie ma się co dziwić, że niektóre nasze produkcje brzmią jak kanał, skoro nie do końca wiemy jak i po co coś robimy, a robimy tak tylko dlatego, bo ktoś nam powiedział że “tak się robi”. A wiemy już, że w wielu przypadkach tak się właśnie nie robi, wręcz robi się na odwrót! Zapewne sami kiedyś dojdziecie do tego, że tylko wiedza i zdobywane doświadczenie będzie Wam drogowskazem i tylko one będą dyktowały jakie mamy podejmować decyzje. A jeśli poznamy w międzyczasie różnego typu techniki i rozwiązania, to wybór będzie znacznie prostszy.

Zakończenie

Prawda często bywa brutalna. Nawet, jeśli nie chcemy jej usłyszeć, to trzeba wziąć ją na klatę i przyznać się do błędu. To nic nie kosztuje, a w rezultacie przyniesie korzyści. Ktoś, kto Wam odpisze w podobnym (lub nawet agresywniejszym) tonie, jak w odpowiedziach które przytoczyłem, niekoniecznie musi być cebulako-wieśniako-hejterem z ciężkim bagażem doświadczeń i nieszczęśliwym dzieciństwem, który zmaga się z poważnym zaburzeniami osobowości dając teraz upust swej frustracji w każdy możliwy sposób (choć takich osób oczywiście też nie brakuje, szczególnie w Internecie i można im tylko szczerze współczuć).

Taki człowiek może równie dobrze być (i zazwyczaj tak jest) bardzo zdrowo myślącą postacią, która bez ogródek, w skrócie myślowym i na surowo wyłożyła Wam istotę problemu. Miejcie to zawsze na uwadze i nie frustrujcie się tylko dlatego, że ktoś napisał Wam prawdę, której nie chcieliście usłyszeć…

Zostaw komentarz