Jak Pozbyć Się Blokady w Tworzeniu, Cz. 1

Komponowanie muzyki czy pisanie słów do utworu czasem potrafi być trudne, sprawiać nam problemy i wprawiać w zakłopotanie. Nie każdy i nie zawsze umie usiąść i z marszu napisać piosenkę, choć i takie przypadki nam się czasem przydarzą.

Natomiast będą one w zdecydowanej mniejszości, bo jednak zbudowanie porządnego utworu z sensownym tekstem wymaga od nas wytężonej pracy i odpowiedniej ilości wolnego czasu.

Ale nader często napotykamy na sytuacje, kiedy po prostu czujemy, że utknęliśmy w martwym punkcie (zwykle na starcie), nie jesteśmy w stanie nic stworzyć, a jeśli już coś wyjdzie spod naszych palców – wydaje się to nam najgorszą kompozycją świata. Brzmi znajomo…?

W tym i dwóch kolejnych wpisach przyjrzymy się więc temu, jak pokonać te psychiczne bariery, które nie pozwalają nam z każdej sesji wyjść zwycięską ręką.

Ludzie zwykli nazywać takie momenty “blokadą twórczą” czy brakiem weny lub inną stagnacją. Jakiejkolwiek nomenklatury byśmy się tutaj nie trzymali, wszyscy doskonale znamy tę sytuację. Siadamy do nowego kawałka – nieważne czy przed komputerem, czy z instrumentem i kartką papieru, z dyktafonem, telefonem czy nad pięciolinią – i absolutnie nic nam nie przychodzi do głowy.

A to zagramy kilka akordów (zabrzmią tak bardzo pospolicie), a to wymyślimy jakąś linię melodyczną (zabrzmi jak kolęda lub kawałek innego artysty, który utkwił nam rano w głowie), a to w końcu napiszemy kilka linijek tekstu (zabrzmią mniej ambitnie niż teksty disco-polo). I zwykle wtedy się poddajemy, stwierdzamy, że zdecydowanie dopadł nas “writer’s block” i rozgrzeszeni wracamy do telewizora, X-Boxa, Internetu czy kufla piwa (co kto tam sobie lubi).

Problemem w tworzeniu w 95% przypadków jesteśmy my sami, a nie jakiś tajemniczy łańcuch niemożności owinięty wokół naszych zdolnych przecież rąk. Może to niezbyt popularna teza, ale ośmielę się stwierdzić, że “brak weny” czy “blokada twórcza”, to tylko wymysły naszej głowy i te zjawiska w rzeczywistości nie istnieją… Jasne, że możemy mieć słabszy dzień, ból głowy czy myśli błądzące wokół innego tematu niż muzyka, ale nie oznacza to, że jej w sobie ciągle nie nosimy (w końcu jesteśmy muzykami, prawda?).

Moim zdaniem, elementami w jakiś sposób blokującymi nas przed stworzeniem w danym momencie muzyki (jakakolwiek ona by nie była) są głównie:

  • za dużo opcji do wyboru (z różnych kategorii, szczególnie jak tworzymy w DAW i mamy 154 syntezatory, 18 wirtualnych pianin i jeszcze więcej innego badziewia)
  • nieumiejętność podejmowania (i trzymania się) decyzji
  • nieufanie własnemu instynktowi
  • strach, obawa przed krytyką
  • niedostateczna wiara we własne możliwości
  • brak wyrobionego nawyku pracy i rozkojarzenie

Możecie mnie w tym momencie znielubić, bo przecież odbieram Wam najpopularniejszą wymówkę “niedzielnego” muzyka. Brakiem weny zawsze można się zasłonić i jest to obrona równie skuteczna jak średniowieczny pas cnoty czy obecny “ból głowy”… 😉

Trudno, przeżyję. Wolę jednak wsadzić kij w mrowisko i zanim przestaniecie czytać ten artykuł, chcę przynajmniej zmusić Was do chwilowego zgłębienia tematu. Zwykle radzę w momentach zwątpienia wziąć oddech, zastanowić się i ruszyć z robotą, zamiast siedzieć cicho i nieproduktywnie zwalając winę na “twórczą blokadę”. Mało tego, znam pewną bardzo skuteczną metodę na to, aby absolutnie KAŻDA sesja nagraniowa, do której usiądziecie, była owocna, a czasem nawet bardzo owocna, ale ją omówię w innym wpisie, bo to arcyciekawa rzecz jest i jak wszystko w tym świecie – ma rzeszę swoich zwolenników, jak i armię przeciwników.

Skoro wiemy już jakie są powody problemów z przełamywaniem “blokady”, naturalnym wydaje się je zaatakować i uderzyć dokładnie w te punkty. Według mnie i na podstawie wymienionych podpunktów, kluczem do pozbycia się tej mentalnej blokady jest następujący ciąg: kontrolowanie czy zmniejszenie ilości opcji do wyboru, co spowoduje podejmowanie szybkich decyzji według własnego doświadczenia (lub instynktu) i wiary w te decyzje, dzięki czemu nie obawiamy się o krytykę i opinię innych. Jeśli tylko uczynimy takie podejście naszym nawykiem, to brzemię braku weny zostanie automatycznie z nas zdjęte – o ile będziemy tylko dostatecznie skupieni. Tak to w wielkim skrócie widzę.

Ale przyjrzyjmy się tym elementom bliżej:

I. Ograniczanie opcji

Chodzi tutaj głównie o zawężenie pola wyboru (nawet na siłę…) – raz, że instrumentów (głównie wirtualnych), z jakich będziemy korzystać, a dwa – aspektów utworu, jaki mamy w zamyśle. To tutaj musimy sobie ustalić, jakiego rodzaju piosenkę mamy w planie (albo na jaką dziś mamy nastrój). Ma to być coś wolniejszego czy szybszego? Wesołego czy smutnego? Agresywnego czy łagodnego? Jakie będzie tempo, metrum, puls? Musimy mieć co do tych rzeczy ustalony jasny cel.

Mnogość opcji w kontekście brzmienia potrafi być paraliżująca, dlatego proponuję skupić się na dwóch, może trzech różnych instrumentach i postawić sobie ultimatum w postaci “nie tknę niczego innego i choćbym miał zejść z tego świata, to wykręcę na nich takie brzmienie, jakie mam w głowie”. Następnie zdecydować się, co do aspektów brzmienia wymienionych wyżej i po prostu zacząć.

II. Umiejętne podejmowanie decyzji

Nie od dziś wiadomo, że o wiele łatwiej byłoby nam wybrać jogurt w sklepie, jeśli dostępny by był tylko w dwóch wariantach, powiedzmy owocowy i naturalny. A w momencie jak stajemy przed półką zastawioną trzydziestoma rodzajami różnych opcji, różnych producentów i o przeróżnych smakach, to procesu decyzyjnego nie widać końca…

Jak w takim razie wybrnąć z labiryntu opcji?

Kluczem do podejmowania pierwszej, drugiej, piątej decyzji jest to, aby uczynić je łatwymi – zamiast “napiszę piosenkę” (żadna to w sumie decyzja), podchodzimy do sprawy na przykład w ten sposób: “napiszę energiczny i w miarę wesoły utwór w tonacji E-Dur z podziałem 4/4, w szybkim tempie, z kilkoma śladami gitar elektrycznych, basem, perkusją, klawiszami i wokalami. Będzie opowiadał historię człowieka, który dzięki wpadnięciu w sidła miłości wyszedł z mentalnego dołka, w którym tkwił od lat”.

To chyba już znacznie lepiej sprecyzowany plan i niewątpliwie łatwiejszy w realizacji z powodu bardziej zrozumiałych i jasnych celów, prawda?

I tak to powinno zasadniczo wyglądać. Podejmujemy pierwszą decyzję, potem drugą, kolejną i tak do zakończenia pracy. Zanim się obejrzymy, dotrzemy do finału bez większych problemów. Pamiętajcie – decyzja za decyzją i lecimy do przodu!

W kolejnej odsłonie poznamy dogłębniej kolejne, turbo-ważne aspekty pokonywania blokady w tworzeniu.

Zostawić komentarz ?

12 Komentarze.

  1. Marcin Wojtaszczyk

    Dodałbym do listy jeszcze: “przesadny perfekcjonizm”, który albo nie pozwala nam wystartować, albo zatrzymuje nas w jednym kawałku na wieki i zniechęca do pracy nad następnymi.

    • Zdecydowanie. Ale nie uprzedzajmy faktów. O tym będzie w 3. części!

    • Trociniak

      Ja znowu mam taką przypadłość, że każdy kawałek traktuje jako… ostatni w życiu? Wszystko musi być idealnie równo, czyściutko nagrane. No i każdy motyw musi być ach i ech najlepszy. Jedna piosenka 5 lat tworzenia, 2 nagrywania 🙂 Też mnie denerwuje to, że się wstydzę swoich pomysłów, jakby na nie czekało 38 mln ludzi, a ja mam tylko jedną szansę na zaprezentowanie swojej twórczości. No, ale nie wyprzedzajmy tematu trzeciej części 🙂

  2. Jest to z resztą główna przyczyna prokrastynacji u wielu osób.

  3. Panie Igorze, oraz wszyscy użytkownicy. Mam pytanie życia i śmierci mej.
    Mam problem ze Skrzypcami, a mianowicie posiadam przystawkę Fishman V-200. Po podpięciu pod mikser, czy nawet przez jakikolwiek piec, strasznie jedzie góra, szklanką, a po daniu basów na max i sopranów na min, strasznie szumi, i brumi.
    Już bez tego słychać buczenie, jak by pętla masy.

    Nie wiem czy potrzebny jest specjalny preamp do niego o jakiś specjalnej specyfikacji częstotliwościowej.
    Już wszędzie szukałem, ale tematów podobnych brak.

    Czy od razu lepiej myśleć o dobrym mikrofonie przypinanym do skrzypaków, jak tak to o jakim?

    • Na przystawkach znam się głównie tych kulinarnych… 🙂 Aczkolwiek obiło mi się o uszy, że Bradivarius robi te skrzypcowe całkiem niezłe. Alternatywnie warto sprawdzić przypinany mikrofon, coś w stylu Audio Technica ATM350. A jeśli rzeczywiście masz pętle masy, to w ogóle zupełnie inna historia, bo to ją trzeba wyeliminować najpierw, a nie sprzęt zmieniać. Inna rzecz – zależy jaki masz ten swój mikser, bo i on może dodawać od siebie sporo “syfu”.

  4. Zaczynając od mikserów behringer po przez ldmy , różne Yamahy.
    Zawsze mało dołu i dużo góry, plus szumy przy podkręconych basach.

  5. Do Maikell a może spróbuj włożyc w tor di boxa? 🙂

  6. Nie będę ukrywać, że mnie najbardziej paraliżuje ta trójca:

    – nieufanie własnemu instynktowi
    – strach, obawa przed krytyką
    – niedostateczna wiara we własne możliwości

    Co prawda tworzę sobie od trzech lat, bo to lubię po prostu, lecz jednocześnie odczuwam paniczny wręcz strach przed zmieszaniem z błotem. Właściwie każda krytyka zamiast zmotywować do pracy powoduje tylko “wszystko zepsute, tu nic się nie nadaje, nie ma to sensu, usuwaj ten projekt”, a tymczasem ktoś na przykład napisał “bardzo dobra tematyka, różnorodna, utwór nie nudzi się, lecz ma parę elementów, które mi się nie podobają”. Mój umysł tą drugą część wyolbrzymia tak, że ta pierwsza to tylko takie nieistotne coś.

  7. dokladnie tak 🙂 hahaha
    zajebisty blog , w koncu …… super robota

Zostaw komentarz