Recenzja Darmowych Kursów Berklee College, Cz. 2 (Wpis Gościnny)

berklee-music-online

Dzisiaj będzie bez przydługiego wstępu i zbędnego biadolenia. Od razu przechodzimy do drugiej części recenzji o kursach z szeroko pojętej muzykalności i produkcji muzycznej na Coursera.org.

Oddaję głos Patrykowi, a Wy w skupieniu przeczytajcie o jego wrażeniach z ostatniego kursu i do serca weźcie sobie ostateczne jego spostrzeżenia.

III. Wprowadzenie do produkcji muzycznej (Introduction to Music Production)

Trzecim i ostatnim kursem opisanym w tej recenzji będzie “Wprowadzenie do produkcji muzycznej”, które jest prowadzone przez Loudona Stearnsa. W obrębie kursu będziemy mogli zapoznać się z wieloma aspektami szeroko rozumianej produkcji muzycznej.

Zaczniemy od poznania podstawowych pojęć związanych ze światem muzyki – takich jak impedancja, ciśnienie akustyczne, sampling czy chociażby różnice pomiędzy dynamiką w kontekście mikrofonu, instrumentu bądź miksu. Jest to bardzo ważny element kursu, gdyż podczas dalszych wykładów prowadzący będzie cały czas posługiwał się tymi pojęciami w sposób całkowicie naturalny traktując nas tym samym, jak osoby obeznane z semantyką języka technicznego branży muzycznej.

Poznamy także dość prosty, ale zarazem często występujący w domowych studiach przepływ sygnału od dźwięku wydanego z instrumentu po jego reprezentację wewnątrz DAW. Dowiemy się także co zrobić, żeby nie uszkodzić naszego sprzętu (szczególnie elektronicznego) podczas prób i nagrywania. Poznamy różne sposoby wizualizacji dźwięku i ich znaczenia przy analizie sygnału (ja po tej lekcji zacząłem rozumieć, czemu chcę częściej niż rzadziej patrzeć na sonogram).

Następnie płynnie przeskoczymy do tematyki związanej z DAW, w obrębie której poznamy podstawowe i najważniejsze czynności, które powinniśmy umieć wykonać w naszej stacji roboczej, takie jak nagrywanie, edycja, comping, kwantyzacja i wiele innych. Tu prowadzący przytacza także parę przykładów tego, jak wykonać te czynności w różnych rodzajach programów – kolega ‘rufinmusic’ będzie zadowolony bo przez chwilę jest też jego ulubiony Reaper 🙂

Dodatkowo poznamy sposób funkcjonowania protokołu MIDI, dowiemy się jakie są podstawowe komunikaty i jak generalnie korzystać z MIDI w obrębie DAW.

W kolejnej części zapoznamy się z prostą analogową konsoletą śledząc przepływ sygnału pomiędzy kolejnymi jej elementami i ich wpływem na sygnał wychodzący. W odniesieniu do tego przestudiujemy kilka DAW i zobaczymy, w jaki sposób elementy konsolety zostały przeniesione do cyfrowego interfejsu różnych stacji roboczych. Dowiemy się również jak korzystać z wirtualnych wejść i wyjść w obrębie programu oraz jak korzystać z dobrodziejstwa submixów w różnych sytuacjach.

Po tym poznamy jedną z najważniejszych i najpotężniejszych metod obróbki sygnału audio jaką jest zaaplikowanie kompresji, a także jej nieco agresywniejszą formę – limiting (ograniczanie). Poznamy cztery (w gruncie rzeczy to nawet pięć) najistotniejszych elementów kompresora i tego w jaki sposób wpływają one na sygnał. Tu muszę przyznać że Loudon postarał się o klarowne przykłady i choć użył bardzo prostych sygnałów, to dzięki temu dokładnie ukazał jaki impakt na sygnał audio mają konkretne ustawienia kompresora. Bardzo interesujący był także przykład z zaaplikowaniem limitera na sygnał sumy bębnów.

W przedostatnim tygodniu dowiemy się nieco o filtrowaniu i pogłosie. Przyznam, że prowadzący zadbał o to, abyśmy dobrze rozumieli czemu nawet niewielkie przesunięcie kopii sygnału powoduje filtrowanie, a także to, jak muzycznie wykorzystać to zjawisko (dla tych co mało czytają bloga – phaser i flanger to też filtrowanie). Co więcej, dowiemy się, że przesuwając odpowiednio wielokrotne kopie sygnału możemy w efekcie otrzymać wrażenie konkretnego tonu! Całość solidnie doprawimy pogłosem i dowiemy się o różnych jego typach jak i możliwościach manipulacji przestrzenią w miksach.

Na sam koniec posmakujemy nieco syntezatorów poznając pięć najważniejszych elementów każdego (no dobra, większości) z nich i tego, na czym w ogóle opiera się synteza dźwięku. Od razu można dostrzec, że temat jest konikiem Loudona i w tej części kursu informacje są nad wyraz precyzyjne, a przykłady bardzo kreatywne i wręcz intrygujące.

Przed kursem nie bardzo znałem się na syntezatorach i raczej ochoczo korzystałem z dostępnych w nich presetów, na które później nakładałem niezależnie efekty z innych wtyczek, gdyż nie bardzo orientowałem się, o co chodzi w tych wszystkich wajchach (Igor udawaj, że tego nie widziałeś 🙂 ). Teraz, po kursie (i paru manualach) w końcu mogłem zrozumieć, po co jest to piąte pokrętło po lewej od dużego pstryczka w prawym górnym rogu i że to falę generuje i można następnie okiełznać ją nieco na rozmaite sposoby i nawet uzyskać całkiem fajne brzmienie. Nie trudno zauważyć, że ta część kursu najbardziej przypadła mi do gustu.

Jako prace domowe prowadzący co tydzień daje nam zestaw tematów związanych z wykładami z danego tygodnia, z których wybieramy jeden i robimy o nim krótką prezentacje. Może to być artykuł, pokaz slajdów czy filmik wrzucony na Youtube. Tematy są różne – od stricte teoretycznych po pokazy praktyczne, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Pomaga to także mocno w zapamiętaniu przyswojonych informacji, gdyż tłumacząc innym, sami zaczynamy drążyć temat i weryfikować naszą wiedzę.

Materiału jest całkiem sporo i tu niestety zaczynają się schody. Tematy są tak obszerne, że sam prowadzący często mówi, że ledwie je liznęliśmy (“scratch the surface” czy jakoś tam…). Niestety w tak krótkim czasie nie można skutecznie przekazać tak solidnej dawki wiedzy, więc należy podkreślić, że kurs definitywnie kierowany jest do osób dopiero zaczynających swoje kroki w produkcji muzycznej.

Dodatkowo pragnę zaznaczyć, że jeśli nie przespałem jakiegoś video, to słowo “mastering” pada dokładnie RAZ w całym kursie, a dokładnie w pierwszym filmie ostatniego tygodnia, jak Loudon mówi, że nie będzie nawet próbował zaczynać tego tematu 🙂

Jeśli więc drodzy zakamarkowicze jesteście na blogu od pewnego czasu tak jak ja i czytacie go sumiennie to nie oczekujcie, że nagle światopogląd (albo audio pogląd) wam się powywraca po tym kursie.

Reasumując:

Plusy:

  • Dużo różnorodnych tematów
  • Przekrojowa wiedza z wielu aspektów produkcji muzycznej
  • Ciekawe przykłady, proste i pouczające
  • Praktyczne rady dotyczące zarówno sprzętu jak i softu
  • Różne DAW (Reaper przez parę sekund!)
  • Syntezatory
  • Tworzenie prezentacji w ramach pracy domowej

Minusy:

  • Wiele różnych tematów bez dostateczniego zagłębienia się w którykolwiek z nich
  • Kurs definitywnie dla początkujących miłośników audio

 

Co łączy wszystkie omówione kursy?

Na sam koniec chciałbym wspomnieć o paru elementach wspólnych dla każdego z kursów, których nie było sensu powielać przy opisach, a także o tym, co może dać nam ukończenie danego szkolenia (i specjalizacji) poza oczywiście wiedzą podczas niego nabytą.

Forum

Dla każdego z kursów standardowo stworzone jest na stronie forum dla jego uczestników. Na wstępie podkreślę, że jestem bardzo sceptyczny jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju fora, na których ludzie często bez sensu sprzeczają się w kwestiach typu: jakie jest najlepsze DAW, jakie są optymalne ustawienia kompresora (do wszystkiego rzecz jasna) oraz jak “zmasterować wokal” w utworze rockowym. Tu jednak spotkała mnie miła niespodzianka i oprócz części wątków tworzonych na zasadzie: “Cześć jestem z odległego zakamarka świata i chciałbym się przywitać!”, to w większości ludzie przychodzili tu z naprawdę sensownymi pytaniami i kwestiami.

Rzecz jasna, sporo postów dotyczyło tematyki związanych z samymi kursami, ale znaleźć mogliśmy także takie kwestie, jak: strony i organizacje wspierające promocję muzyki, propozycje kolaboracji, wymiana wiedzy, a także co można zrobić dalej po kursach, żeby nie przerwać passy muzycznej. I może nie były to rozmowy i wypowiedzi profesjonalistów, ale widać było, że dużo ludzi ma naprawdę sporo pasji do muzyki i chciałoby jak najwięcej się w tym kierunku rozwijać. Oczywiście nie obyło się bez paru sprzeczek na tle ideologicznym jak i technicznym, ale ogólnie rzecz biorąc – duże, pozytywne zaskoczenie.

Quizy

Quizy pojawiają się w dwóch miejscach podczas kursów. Pierwszym z nich są wykłady, gdzie czasem pojawiają się małe okienka zazwyczaj z prostym testem wielokrotnego wyboru. Tu nasze odpowiedzi nie są punktowane, ale pomaga to pozostać skupionym podczas filmów. Drugim zaś miejscem jest sekcja “Quizes” na stronie każdego z kursów. W kolejnych tygodniach ukazują się w niej quizy dotyczące aktualnej tematyki podejmowanej w wykładach. Quizów zazwyczaj jest wiele na jeden tydzień i te są już punktowane i każdy kurs ma swoją politykę tego, jak bardzo znaczący jest udział tej formy sprawdzenia wiedzy w ocenie końcowej. Termin końcowy możliwości podejścia do quizów wypada zazwyczaj na 3 dni po skończeniu danego tygodnia wykładów.

Warto wspomnieć jednak, iż jeśli nie wyrobiliśmy się z podejściem do quizów, to możemy użyć tzw. “dni spóźnienia” (late days), których mamy 20 na cały kurs i możemy nimi opóźnić termin końcowy danego quizu o parę dni (tu każdy kurs ma swoją politykę). Taki fajny feature dla spóźnialskich 🙂

Jeśli chodzi o minusy quizów, to dla mnie osobiście był to fakt, że można było do nich podejść nieskończoną ilość razy (tak dokładniej to 100, więc widocznie tyle znaczy nieskończoność w Ameryce). Biorąc pod uwagę, że po skończonym quizie wyświetlane były poprawne odpowiedzi, można było zapisać je i zdać w kolejnym podejściu na przysłowiową “stówę” nawet mimo tego, że kolejność pytań i odpowiedzi się losowo zmieniała.

Wyjątkiem, co do liczby prób podejścia do quizu, był finalny egzamin na kursie “Wstęp do produkcji muzycznej”, do którego można było podejść tylko 2 razy i był on monstrualnych rozmiarów względem pozostałych testów.

Sprawdzanie prac domowych innych uczestników

Tak, nie przywidziało się Wam – podczas każdego z kursów będziemy nie tylko zobligowani do wykonania cotygodniowej pracy domowej, ale także do sprawdzenia pięciu prac losowo wybranych uczestników kursu pod groźbą utraty punktacji za swoją pracę domową. Kryteria oceny pracy są każdorazowo dostarczane przez prowadzącego. Zazwyczaj jest to ocena (od 1 do 10) różnych aspektów pracy domowej, takich jak: poprawność przekazanych informacji, skupienie na temacie, obszerność czy jakość prezentacji. Kryteria te są listowane i opisane wraz z przykładowymi ocenami – tak, byśmy mogli jak najlepiej oceniać prace. Opcjonalnie pod każdą z ocen można dać krótki feedback, dlaczego daliśmy tyle punktów i co dany delikwent zrobił dobrze, a co mógł poprawić (niestety nie mamy możliwości komunikacji z osobą, której prace sprawdzany).

Przyznam, że sprawdzanie prac innych uczestników było dla mnie bardzo kontrowersyjną kwestią i ciągle mam zdanie, że ślepy ślepego za rękę przez autostradę nie przeprowadzi. Osoba sprawdzająca Twoją pracę domową musiałaby być mocno obeznana w danej tematyce, by móc poprawnie ocenić twoją pracę, a takie osoby rzadko można spotkać na kursach, bo takowe są im już nie potrzebne. Stąd często zdarzało mi się dostawać obniżone oceny, bo osoba sprawdzająca moją pracę po prostu nie rozumiała tematu, przez co błędnie mnie oceniła.

Z drugiej strony, byli też tacy co dawali max punktów bez mrugnięcia okiem z dopiskiem “I believe you”. Na szczęście dominująca liczba osób wzięła sobie do serca sprawdzanie prac innych i dostałem sporo sensownego feedbacku zarówno pozytywnego jak i negatywnego (dla mnie osobiście konstruktywna krytyka, to jedna z najlepszych rzeczy którą mogę otrzymać).

Co do umotywowania, czemu prowadzący wybrali taką formę sprawdzania prac, było to tłumaczone badaniami, w trakcie których udowodniono, iż osoby, które sprawdzały prace innych osób, automatycznie wyciągały więcej korzyści z kursu. Dla bardziej zainteresowanych tematem zamieszczam link do angielskojęzycznego artykułu, z badaniami dotyczącymi wspomnianej kwestii.

Jeśli chodzi o terminy wykonania pracy domowej to czas, który nam przysługiwał wynosił zazwyczaj 3 dni od zakończeniu danego tygodnia wykładów, zaś na sprawdzenie prac innych uczestników mamy 4 dni od zakończenia terminu na oddanie pracy domowej (czyli jakiś tydzień od zakończenia danej części kursu).

Aplikacja mobilna

Chciałem krótko wspomnieć o aplikacji na telefony i tablety (Android i iOS), która pozwoli nam oglądać kursy wszędzie tam, gdzie mamy dostęp do Internetu i nie tylko. Korzystając z aplikacji możemy także ściągać video na nasze urządzenie i oglądać je tam, gdzie nikczemne macki sieci nie sięgają. Dodatkowo, przez aplikację możemy także podchodzić do quizów, tu jednak tylko wtedy, gdy mamy dostęp do Internetu (niestety nie wiem, jak jest z pytaniami podczas filmików, gdy działamy w trybie offline, ale nie powinno mieć to większego znaczenia, gdyż nie wpływają one na końcową ocenę z kursów). Dodam tylko, iż przez aplikację nie możemy niestety przesyłać prac domowych.

Dla mnie aplikacja mobilna była dużym komfortem i wszystkie materiały i quizy przerobiłem na tablecie. Swoją drogą, przyczyniło się do świetnej separacji edukacji od pracy, gdzie np. podczas śniadania mogłem na spokojnie posłuchać co nieco o tym, co się dobrze rymuje w tekście a co nie 🙂

Certyfikaty

Po zakończeniu kursów otrzymujemy certyfikat jego zdania w przypadku, gdy nasz wynik wyniósł co najmniej 70% maksymalnej punktacji. Można także ubiegać się o płatny, potwierdzony przez Coursera.org certyfikat i tu nie chciałbym być nader sceptyczny, ale zweryfikowany certyfikat nic nam nie da w świecie biznesu i może być co najwyżej nagrodą dla nas samych do powieszenia na ścianie (facebookowej, jak kto woli).

Tu ważna informacja – żeby móc podjąć się Capstone Project trzeba mieć zweryfikowane certyfikaty ze wszystkich trzech kursów, co w cenie promocyjnej wynosi 196$ (wliczona zostaje opłatą za Capstone Project i specjalny certyfikat skończenia całej specjalizacji).

Niestety musimy liczyć się z takimi kosztami, jeśli chcemy podjąć się specjalizacji.

Dodam tylko, iż zweryfikowane certyfikaty można wykupić także po skończeniu kursu (oczywiście, o ile spełniamy wcześniej wspomniane wymogi ich otrzymania), dlatego też jeśli ktoś poczuje, że chce zakończyć całą specjalizację, to może to także zrobić w którejś z kolejnych iteracji.

Berklee

Oczywiście nie zaskoczy nikogo fakt, że kursy zasadniczo zawierają w sobie kryptoreklamę Berklee College of Music. Co więcej, w ostatnim filmiku każdego z kursów dostajemy pełną informację o tym, co oferuje Berklee jeśli chodzi o kursy internetowe w zakresie tematyki związanej z kończącym się kursem na Coursera.org.

Co prawda Berklee ma bardzo szeroką ofertę kursów i trwają one zasadniczo po 12 tygodni, jednak każdy z nich kosztuje niebagatelne 1200$ (przy dokonaniu jednorazowej wpłaty całości kwoty, bo inaczej wyglądają raty). Jeśli jednak otrzymamy certyfikat Coursery (nawet niezweryfikowany), czyli uzyskamy co najmniej 70% punktacji z danego kursu, to Berklee przesyła nam kupon obniżający cenę o 300$.

Dotyczy to jednak tylko pierwszego kursu jakiego podejmiemy się na Berklee, co znacza, że niestety nie zyskamy 900$ łącznie z trzech kursów, a jedynie 300$. Dodatkowo kupon ten ważny jest niestety tylko do czasu co rocznego wystartowania kursów na Berklee, co w tym roku miało miejsce 29 czerwca.

Podsumowanie podsumowań…

Chciałbym podziękować Wam za poświęcony czas i mam nadzieję, że zamieszczone tu informacje pomogą wam stwierdzić, czy kursy te są dla was, czy nie warto się na nie zapisywać. Od swojej strony dodam tylko, że trzeba zarezerwować sobie naprawdę sporo czasu po to, by przejść wszystkie trzy kursy na raz i nie ukrywam, że łączy się to także ze dużym poświęceniem, jeśli chcemy zrobić to porządnie.

Dla mnie dużym zyskiem była właśnie ta systematyczność i uważam, że po tych kursach, abstrahując od zawartej w nich wiedzy, udało mi się popracować nad własną produktywnością, determinacją, a także bezwzględnym zachowywaniem terminów, co jest ważne w tej branży.

Dziękuję raz jeszcze i na nas koniec chciałem zaprosić was do mojego kanału na Youtube, gdzie w najbliższym czasie planuję zamieścić pierwsze utwory związane z nadchodzącą płytą, a także pracuję nad niewielkim dokumentem przedstawiającym kolejne kroki adaptacji akustycznej pomieszczenia służącego mi za domowe studio.

Podkreślę też, że podjęte działania odnośnie adaptacji są w dużej mierze oparte o wiedzę pozyskaną z Zakamarków.

Oczywiście, jeśli mielibyście jakiekolwiek pytania dotyczące kursów, to zapraszam do sekcji komentarzy pod artykułem.

Pozdrawiam i do zobaczenia na Zakamarkach!
Patryk


Ja ze swojej strony dodam tylko, że dzięki uprzejmości Patryka miałem możliwość zerknięcia na materiały video z tych trzech kursów i przyznam szczerze, że jak na darmowe kursy, to jest to naprawdę nieźle przygotowany projekt. Pomijam, że jak jeszcze raz w swym marnym żywocie usłyszę frazę: “I love the way you look at me” (Wybacz, Pat…), to pewnie otworzy mi się nóż (oby tylko) w kieszeni albo zamienię się w drugiego Breivika, ale mówiąc serio – mnóstwo jest tam świetnych informacji!

Wiadomo, że to nie to samo, co kontakt bezpośredni na uczelni czy nauka w swoim ojczystym języku, ale mimo tych utrudnień, a przy odrobinie dobrych chęci i wysiłku – każdy, kto zdecyduje się na taki kurs zapisać, jeszcze mocniej go doceni i będzie w stanie zdać sobie sprawę, jak wielu rzeczy o muzyce jeszcze nie wie… W zamian za swoje poświęcenie i chęć doskonalenia wiedzy, otrzyma sporo bezcennych wskazówek. I to za totalną darmochę!

Jak dla mnie – warto spróbować, bo niczym nie ryzykujemy, a możemy tylko zyskać. Przy okazji ucząc się też trochę dyscypliny, punktualności i odpowiedzialności 😉

Patryku, raz jeszcze wielkie dzięki za podzielenie się z nami swoimi wrażeniami! A resztę zachęcam do sprawdzenia recenzowanych materiałów.

  1. Jakby co, to jestem do waszej dyspozycji w komentarzach 🙂

Zostaw komentarz