Odpowiedzi, Których Nie Lubimy Słuchać… Część 1

Bardzo stare powiedzenie mówi, że kto pyta, nie błądzi. Z kolei inna, nie mniej zaszła i pradawna mądrość podbudowująca tylko siłę tego pierwszego stwierdzenia donosi, iż nie ma głupich pytań, a są tylko głupie odpowiedzi.

Nie chcąc zatem burzyć światowego dorobku mędrców, myślicieli i innych filozofów, którzy kiedyś stąpali po zakamarkach naszej planety – zbyt głębokiej polemiki z tym tematem nie podejmę, bo raz, że do podeszwy tym tęgim umysłom nie sięgam, a dwa – jeszcze bym się swoim nauczycielom z młodości naraził.

No i trzy, dla nas tutaj najważniejsze – choć wątpić, dociekać, testować i weryfikować jest (być powinno) drugą naturą każdego szanującego się muzyka czy realizatora, to wcale nie oznacza to, że mamy z marszu deptać coś, co już dawno zostało ustalone czy wręcz udowodnione.

W produkcji muzycznej jest wiele rzeczy, które się sprawdzą, metod, które poskutkują, narzędzi, na których można polegać, zasad, których warto się trzymać i ludzi, których warto słuchać. Ale świat byłby zbyt idealny i zbyt piękny, gdybyśmy spotykali się TYLKO z takimi sytuacjami.

Jest niestety cały wór wyjątków od reguł, zależności i względności oraz szereg bredni, głupot, bubli, niesprawdzonych danych, szumu i brudu informacyjnego, natłoku i nadmiaru oraz… niekompetentnych ludzi, którzy zamiast uczyć kwiat młodzieży, tłuką zasłyszane zdania, twierdzenia i regułki, zwykle nie rozumiejąc ich sensu, zarażając nimi kolejne pokolenia, które złapać się na to dają, bo szukają szybkich i prostych odpowiedzi. Tu i teraz. Bez marnowania czasu na zrozumienie i przeanalizowanie. Chcą jasnej i definitywnej odpowiedzi na wszystko. Bez wyjątków…

Niestety, gdyby rzeczywiście tak idealnie wszystko wyglądało, niepotrzebne byłyby żadne szkoły, wiedza przekazywana potomstwu przez rodziców, rówieśników, podręczniki, instruktaże, kursy, szkolenia i inne formy edukacji. Wystarczyłaby jedna, globalna “baza danych”, w której na każde pytanie byłaby jedna odpowiedź i do której każdy miałby dostęp. Nie wiesz czegoś – logujesz się do bazy i po chwili już wiesz. Wyobrażacie sobie taką sytuację?

Istota problemu

No dobrze, ale dość zmyślania scenariusza kolejnego absurdalnego, futurystycznego filmu. Zejdźmy na ziemię i przyjrzyjmy się tym sytuacjom, gdy to nie w pytaniu czy w odpowiedzi zawarty jest “błąd”, a w samym myśleniu i podejściu do danego zagadnienia. Niestety często będzie tak, że pytając usłyszycie odpowiedź, jakiej nie chcieliście usłyszeć, inną niż oczekiwaliście, niezgodną z Waszymi wyobrażeniami. Taką, która okazała się wcale nie być tą jedyną prawdą objawioną, mimo iż w gruncie rzeczy – była ona najlepszą, jakiej ktoś Wam mógł udzielić…

Czasem po prostu nie umiemy tego docenić, bo chcemy szybko, chcemy prosto, chcemy bez zastanowienia i chcemy teraz. I naprawdę najgorszą rzeczą jest niedostrzeżenie tego, że taka nieoczekiwana odpowiedź była w istocie najbardziej trafna, a my nadal zaślepieni chęcią uzyskania tego jednego prawidła, z takowej nie korzystamy, tylko idziemy szukać gdzie indziej z nadzieją, że jednak trafimy na inną, “lepszą bazę danych”, która będzie bliższa naszym wyobrażeniom… Taką, która będzie zawierała tylko jedną prawdę na każdą wątpliwość i która będzie akurat nam odpowiadała. A to będzie duży błąd…

Miejcie więc na względzie, że czasem najmniej oczekiwana i niekoniecznie zgodna z tym, co chcielibyśmy usłyszeć, jest odpowiedź, która nie powie Wam wprost, co i jak, ale taka, która zmusi do przemyśleń i… zadania kolejnych pytań (pomijając oczywiście te przypadki, gdzie szybka i prosta odpowiedź jest wskazana, bo w danej chwili tylko taka ma sens). Być może odpowiedzi na te bardziej skomplikowane pytania rozwiną temat na tyle, abyście mogli zrozumieć złożoność sytuacji i w końcu uznacie, że rzeczywiście teraz już coś o temacie wiecie. A to dlatego, że już wiecie, jak dużo jeszcze nie wiecie…

Złożoność problemu

Nasza dziedzina jest wbrew pozorom bardzo niejednoznaczna. Niby chodzi o napisanie, nagranie i zmiksowanie utworu. W sumie prosta rzecz, ale przecież po drodze jest tyle małych kroczków, decyzji, możliwości, pułapek, dróg, metod i sytuacji, że szaleństwem jest szukać jednego mechanizmu czy schematu, według którego zrobimy coś szybko, dobrze i tanio. “Takie rzeczy tylko w Erze” (czy tam w innej nieistniejącej już sieci).

Sorry za nudny i przydługi wstęp, ale chyba już zbyt długo nie pisałem nowego artykułu i najwyraźniej musiałem sporo liter z głowy wytransportować palcami, żeby w ogóle się rozgrzać.

O czym więc będziemy dziś i w dwóch kolejnych odsłonach konkretnie rozprawiać?

Otóż, chcę przytoczyć Wam kilka takich odpowiedzi na pytania z zakresu szeroko pojętej realizacji, które są niepopularne, nieatrakcyjne, mało sexy i w ogóle nieimponujące, ale za to “tysionc szejset pisiąt” razy bardziej trafne niż te, które wolelibyście i chcielibyście usłyszeć.

Wybrałem tylko te najbardziej palące, ale jakby się zastanowić, to na pewno jeszcze trochę innych by się znalazło. Pytania są zaczerpnięte m.in. z wiadomości, które od Was dostaję, for internetowych, które zdarzy mi się odwiedzić czy rozmów z innymi ludźmi. Nie będę przytaczał nazwisk, bo absolutnie nie chodzi mi o naśmiewanie się czy robienie komuś przykrości. Neguję wyłącznie sposób zadania pytań lub samej treści, a nie autorów.

Niektóre z odpowiedzi, które zobaczycie pod pytaniami, mogą się Wam wydać brutalne, ale w rzeczywistości takie nie są. To surowy obraz sytuacji, tyle że bez politycznej poprawności, bez niańczenia i otoczki bezpieczeństwa – suche fakty, którym niedoświadczeni zazwyczaj nie chcą wierzyć.

Zaczniemy od moich najbardziej “ulubionych” pytań…

Pytanie 1: “Oto mój pierwszy miks. Czy możesz mi powiedzieć, co tu nie gra i jakich trzeba użyć wtyczek, żeby to brzmiało profesjonalnie?” Albo: “Dlaczego mój miks nie brzmi jak te komercyjne?” Lub: “Czemu mój miks się nie klei?” A może: “Dlaczego w moim miksie brakuje kopa i jest płaski?”

Mniemam, że pytający oczekuje odpowiedzi w stylu – użyj wtyczki XYZ i wciśnij ten niebieski guzik z napisem “better” i wtedy wszystko zabrzmi jak ze studia – sklejone, z kopem i głębią. Tymczasem ja odpisuję:

Generalnie to wszystko tu nie gra (jeśli oczywiście tak rzeczywiście jest). Brzmi słabo, bo jest to Twój pierwszy/drugi/trzeci miks. Zrób ich kilkadziesiąt, to wtedy pogadamy. Dodatkowe wtyczki niczego tu nie zmienią oprócz niepotrzebnego przeciążenia procesora. Nawet jak ich napchasz 50, to nadal będzie to słaby miks. Z każdym projektem nauczysz się bowiem czegoś nowego. Poznaj dokładnie parametry podstawowych procesorów i dowiedz się, jaki mają wpływ na brzmienie. Okazać się może, że odjęcie kilku wtyczek będzie miało lepszy wpływ na miks niż dodanie kolejnych. Każdą nowo nabytą wiedzę wdrażaj w praktyce, a za jakiś czas zobaczysz postępy. Zamiast pokładania nadziei na dobre brzmienie w samych tylko pluginach, skupiaj się na nauce technik nagraniowych, ćwiczeniu słuchu, poznawaniu metod pracy, teorii, problemu postrzegania dźwięku, kontrastów i masy innych ważnych aspektów mających realny wpływ na końcowy rezultat. Większa ilość wtyczek powoduje tylko większe zamieszanie i niczego Cię to nie uczy.

I to jest pierwsza możliwość.

A druga jest następująca: jeśli ślady same w sobie są nagrane kiepsko, to nigdy nie ukręcisz z tego dobrego miksu – tak jak z nieświeżych składników nie ugotujesz pysznego obiadu.

Podsumowując – w 99% procentach przypadków jeden albo drugi wariant odpowiada za słaby miks. Nie żadna wtyczka czy inna mało istotna bzdeta. Warto sobie uświadomić i pogodzić się z faktem, że to zwykle my sami (nasz brak wiedzy/umiejętności) jesteśmy największą przeszkodą w osiągnięciu zadowalających wyników, a nie nasze narzędzia.

W podobnym tonie utrzymana jest odpowiedź na kolejną kwestię…

Pytanie 2: “Jak uzyskać nagranie wysokiej jakości?”

I tutaj niemal zawsze jako uzupełnienie ktoś podaje albo parametry sesji (bit depth i sample rate) albo konkretne interfejsy/mikrofony/preampy/konwertery, a nawet programy DAW czy komputery (Mac vs PC, anyone?) lub system operacyjny i inne tego typu absurdy, które według laików decydują o finalnej jakości nagrania…

Zanim miłośnicy przeświadczenia, że sprzęt sam gra i inni szaleni audiofile stojący murem za wtykami XLR ze szlachetnego kruszcu po 5 tys. zł za sztukę urządzą sobie festiwal hejtów, wyjaśnię tylko jedną rzecz (to tak poza artykułem) – nigdy nie twierdziłem, że sprzęt się w ogóle nie liczy (choć kilka razy próbowaliście mi te słowa wepchnąć do ust), natomiast zawsze uważałem i uważać będę, że nie jest on najważniejszym czynnikiem decydującym o ostatecznej “jakości” nagrania, bo to znacznie pojemniejsze słowo i nie sprowadza się ono bynajmniej tylko do parametrów technicznych używanego sprzętu. Szczególnie wtedy, gdy rozmawiamy o domowym studiu nagrań! Koniec wyjaśnień.

Mimo tego, że pytający pewnie by oczekiwał odpowiedzi w stylu: “Wystarczy kupić lepszy (czyt. droższy) sprzęt i już Twoje nagrania, jak za dotknięciem magicznej różdżki, zabrzmią profesjonalnie…” A moja odpowiedź na tego typu pytania zazwyczaj brzmi mniej więcej tak:

Pierwszy, najczęstszy problem z jakością nagrania leży zwykle już w samym wykonaniu. Czy będzie to fałszujący wokal, nienastrojony instrument, nierówno zagrana partia, dużo błędów i potknięć czy zero przekazu emocjonalnego – to już ten element będzie decydował o tym, że odbierana przez słuchacza “jakość” takiego nagrania będzie znacznie niższa. Nikt przecież z własnej, nieprzymuszonej woli nie chce słuchać krzywego zawodzenia czy patologicznej partii gitary (że o nierówno grającym perkusiście nie wspomnę). I naprawdę nieistotne jest, na jakim sprzęcie i z jakimi parametrami będzie to nagrane.

I już słyszę argumenty – ale przecież można wokal Auto-Tunem nastroić, nierówności edycją poprawić, a z każdej sieroty zrobić w studiu artystę. Poniekąd można, jeśli najgorszy sort popowej papki nas kręci i nie przeszkadzają nam efekty uboczne takich agresywnych poprawek (prosty lud i tak to kupi, bo nie usłyszy, prawda?). Postawcie jednak takiego “muzyka” na scenie, dajcie mu mikrofon czy instrument i każcie zagrać na żywo, bez playbacku – to nagle podczas transmisji w telewizji wystąpią “problemy techniczne” i puszczą nam blok reklamowy czy coś w tym stylu, bo nawet pozłacane końcówki w sprzęcie nie zniosą i nie uratują takiej “sztuki”… Nie oszukujmy się, muzykiem nie każdy może być (choć wielu udaje się nawet z jakimś powodzeniem udawać, że nimi są…).

No, ale wracając do pytania – dobra jakość zaczyna się przede wszystkim przed mikrofonem, a nie z najwyższą częstotliwością próbkowania czy najdroższymi konwerterami (których realny wpływ na brzmienie można “wycenić” na kilka punktów procentowych…). Jeśli mamy muzyka, który grać lub śpiewać potrafi, to wtedy rozmyślamy o technikach, sprzęcie i parametrach, jakich użyjemy. Jeśli stoi przed mikrofonem człowiek, którego niestety za muzyka uznać nie można, to nawet nie ma sensu tego mikrofonu podłączać… Sad but true.

Podsumowanie

Kolejne, niewygodnie odpowiedzi na popularne pytania poznacie w drugiej odsłonie artykułu. O ile oczywiście zechcecie jeszcze zajrzeć po dzisiejszej dozie optymizmu… 🙂

Zostawić komentarz ?

14 Komentarze.

  1. ” kto pyta, nie błądzi”
    ” nie ma głupich pytań, a są tylko głupie odpowiedzi”… jest jeszcze jedno:
    “Głupie pytanie – głupia odpowiedź”… 😈

    • Pewnie jeszcze kilka powiedzeń by się znalazło, aczkolwiek nawet na te nie do końca mądrę i tak staram się jakoś sensownie odpowiadać. Choć bywa czasem ciężko 😉

  2. BRAWO! Świetny artykuł 🙂
    Czytając Ciebie Łukaszu i bazując na własnych doświadczeniach i spostrzeżeniach dochodzę do jednego słusznego wniosku, a mianowicie, za bardzo cywilizacja pchnęła co niektórych w macki sprzętu. 🙂
    Zawsze dzieliłem ludzi (czyt. muzyków/realizatorów) na dwie grupy. Na tzw. sprzętowców i kreatywnych. Niestety, tych drugich zdecydowana mniejszość, a szkoda.
    Niedawno gościłem w swoim studiu zespół młodych ludzi, którzy koniecznie chcieli nagrać kilka utworów demo. Przynieśli oczywiście płytę z ich ulubioną kapelą, na której się wzorują, i której brzmienie chcieliby uzyskać. I niestety, prócz perkusisty, który skończył szkołę muzyczną i naprawdę jest dobry, bo czuje to co robi, reszta to lata świetlne za nim. A rozbroiło mnie podejście basisty i gitarzysty, którzy, kiedy przyszła ich kolej grania, poprosili mnie o ustawienie dobrego brzmienia na ich piecach, dodając, że jakby co, to w kompie się je poprawi. 🙂
    Tak wiec, podsumowując mój nieco długi wywód, czekajmy z utęsknieniem na sprzęt, na którym możemy nagrać nawet gitarę bez strun, a zabrzmi po masteringu, jakby co najmniej grał na niej Jimi Hendrix.
    Pozdrawiam.

  3. To prawda, Kolejny bardzo rzeczowy artykuł, który umieściłbym chyba w czołówce blogu, jako jeden z pierwszych. Piszesz tutaj o konkretnej grupie dociekliwych i niecierpliwych odbiorców.
    Po sobie; to jest trudne wytłumaczyć człowiekowi, że zakup mikrofonu pojemnościowego nie poprawi jego jakości śpiewania / techniki wokalnej którą nie dysponuje, tym bardziej jeśli intonacja głosu ma złą kondycję bo śpiewają grubo pod dźwiękiem, a głos pozbawiony jest linii dynamiki, przyzwoitego rezonansu, a więc też brak tej prezencji głosu. Zawsze uczulam, by przed nagraniem zawsze możliwie bezpiecznie rozgrzać struny głosowe, ruszyć ten ton, by w jak najlepszej jakości już na sucho trafił do kapsuły tego nawet takiego mikrofonu pojemnościowego. Tutaj prosty przykład, zachód też najpierw uczył się śpiewać, rozmaitymi technikami, a potem kupował lepiej brzmiące prampy, a nie odwrotnie, niektórzy do dzisiaj nagrywają na dynamikach i robią sobie świetne miksy i to tak jak autor pisze, nie jest zaletą sprzętu a ich predyspozycji i talentu, popartego wiedzą i dopiero na końcu świadomością używanego sprzętu; który bywa gwarancją lepciejszych miksów w ich przypadku 🙂

  4. W czasach gdy nasz dobry wujek Google jest w stanie odpowiedziec na wiekszosc pytan nie ma co sie dziwic ze wielu z “swiezych” w temacie probuje znalezc jedna solidna odpowiedz na kazde pytanie zwiazane z muzykowaniem. Wiekszosc z tych ludzi zapomina jednak ze muzyka to nie praca,a sztuka. A zeby tworzyc sztuke trzeba naprawde to KOCHAC. Wydaje mi sie ze caly obecny trend na produkcje opiera sie niestety na czystym “szpanie”. Ludzie tworza muzyke wzorujac sie najczesciej na utartych szlakach i nawet nie probuja wymyslic czegos od siebie. A najsmutniejsze jest to ze sporo z ludzi zadajacych wyzej wymienione pytania czytajac Twoje odpowiedzi Igorze, nie dosc ze nic z nich nie wyniesie to jeszcze stwierdzi: “nie zna sie pewnie i nawet nie sluchal mojego miksu”. Ostatecznie bedzie szukac odpowiedzi gdzie indziej i stanie sie ofiara producentow “cudownych pluginow”. Reasumujac – kolejny dobry artykul na smutny temat. Pozdrawiam

    • Ja mam nadzieję, że choć jakaś część ludzi coś z tych odpowiedzi jednak wyniesie. Jak nie teraz, to po czasie, gdy na własnej skórze przekona się, że cudownych pluginów nie ma. Jest przede wszystkim człowiek pracujący swoimi narzędziami.

  5. Ten wpis to właśnie jeden z powodów dla których staram się być oszczędny w twierdzeniach i pytaniach.

    • Wiesz, pytać zawsze warto. Ja jestem po prostu zdania, że zamiast zalewania for internetowych toną powtarzających się i banalnych (lub nie do końca mądrych) pytań, lepiej sensowną lekturę przeczytać. Raz, że znajdziesz odpowiedź (albo ją wydedukujesz), dwa – dowiesz się przy okazji wielu dodatkowycb rzeczy. Problem tylko w tym, że to chwilę dłużej potrwa. Poza tym, czytanie często młodych odstrasza 🙂

  6. Se_Mixuje

    Zgadza się Igorze. “Świeżacy” myślą że wszyscy topowi producenci czy realizatorzy podpisali pakt z diabłem, a ten zdradził im tajemne techniki i zesłał sprzęt nie z tej ziemi. Mixowania nie da się nauczyć, bo nauka jest liniowa. Tu potrzeba czegoś głębszego, niestandardowego – “mixowanie trzeba zrozumieć!” i niech powieszą sobie to rozumienie nad łóżkiem, aby to była ich pierwsza myśl zanim wstaną do porannej toalety. Ja też kiedyś myślałem, że profesjonaliści używają czegoś do czego nie mam dostępu, a ich tajemne techniki są lepiej strzeżone niż prezydent Obama. Aby uzyskać bardo dobry mix wystarczy obejrzeć jakikolwiek filmik na YT, bo wszystkie trąbią w kółko o tym samym. Praca nad ścieżkami w rzeczywistości nie jest taka trudna jak im się wydaje, bo sami siebie ograniczają myśleniem, że “oni mają analogi” “używają technik których nie ma w żadnym z poradników”. Wszystkie skomplikowane techniki mixowania w rzeczywistości są używane bardzo rzadko, bo jeśli mamy pięknie zarejestrowane ślady, albo pracujemy brzmieniu VSTi nie musimy się wysilać i tworzyć skomplikowanych łańcuchów insertów na szynach.

    Miksowanie cza zrozumić do jasnej anielki! i z takim podsumowaniem was zostawiam.

    Pozdrawiam!

  7. Trochę też kupujemy sprzęt pro-audio w ciemno, nie wiedząc czy jego rezultat brzmieniowy faktycznie okaże się tym / lub chociaż zbliży nas do wyznaczonego, jeśli go w ogóle wyznaczyliśmy.
    Początkujący któremu zależy już na unikatowym brzmieniu ścieżki / miksu. Będzie go szukał, i tutaj nie ma nic złego (w moim odczuciu) w tego typu pytaniach. Takie pytanie tez będzie inaczej skonstruowane mimo iż może dotyczyć totalnych podstaw. Dlaczego inaczej, bo zadane przez prawdziwego pasjonata, szukającego dobrej dla siebie drogi. 🙂

    Natomiast, w przypadku kompletnego amatora który zbywa Twoją pomoc bo liczył na łatwe, tanie i szybkie rozwiązanie, każde kolejne pytanie będzie budziło frustrację, niechęć do tłumaczeń, podawania gotowych rozwiązań by gościa sztucznie już zadowolić.

    Bardzo szybko można takich ludzi zaszufladkować i przyjąć właściwą postawę. Każdy ma prawo do wiedzy i pomagać trzeba, tylko ta druga pomoc i tak pójdzie na marne jeśli ten człowiek nie znajdzie w sobie tej mobilizacji uzupełnienia wiedzy poczynając od fundamentalnych podstaw.

    Temat komunikatów MIDI i przykładowe pytanie.
    W jaki sposób mogę poprawić dynamikę instrumentów perkusyjnych, tak by przypominały bardziej realne zachowanie żywej perkusji?

    Czy to głupie pytanie i postawione przez zupełnego początkującego?

    • Początkujący prędzej zapyta jak osiągnąć brzmienie perkusji kogoś tam (tu wstaw wybrany zespół) nie mając świadomości, że 3/4 tego brzmienia jest w rękach i technice samego perkusisty. Potem konkretne bębny, na końcu tor nagraniowy. Fakt, osoba zainteresowana musi włożyć trud w zrozumienie podstaw, bo bez tego ani rusz. Jedna czy dwie odpowiedzi nie wyjaśnią mu/jej wszystkich zawiłości i zależności. Dlatego zawsze odsyłam do zgłębiania tematu, czytania, oglądania, a nie spłaszczania wszystkiego do jednej, definitywnej odpowiedzi.

    • 😛 nie inaczej 🙂

Zostaw komentarz