Jak Produkować Lepsze Utwory, Cz. 31

Rozpoczynamy ostatni dział przewidziany na ten przydługi cykl o produkowaniu lepszych utworów. Dzisiaj oraz w kolejnym wpisie podam Wam zestaw ogólnych porad dotyczących tego, jak odnajdywać się w świecie produkcji, na co zwracać uwagę i jak podchodzić do niektórych spraw z tym całym cyrkiem związanych.

148. Smaczki i wisienki na torcie

Po względnie zakończonym miksie warto zastanowić się nad tym, czy nasza prawie już skończona produkcja skorzystałaby na dobarwieniu jej jakimiś wymyślnymi sztuczkami, trikami czy innymi efektami brzmieniowymi.

Nie zawsze, rzecz jasna, będzie ku temu sens i nie ma wtedy co na siłę takich rzeczy wciskać, ale jeśli znajdziemy jakąś nietypową zagrywkę czy nawet gotowy patch z konkretnego syntezatora, efektora czy innego procesora, to warto spędzić nad tym kilka minut, dopasować ustawienia tak, aby idealnie wpasowały się w nasz utwór, zachować je sobie wewnątrz wtyczki (może w przyszłości też z tego skorzystamy) i zgrać na osobny ślad audio.

To pozwoli nam na ewentualną dalszą obróbkę (pocięcie, poprzestawianie, zmianę tonacji, rozciągnięcie w czasie i wszystko inne, o czym wspominałem w tym cyklu), a także zwolni nieco zasobów obliczeniowych.

149. Nagrywanie modulacji w czasie rzeczywistym

Jak wiemy, automatyka ma tysiąc różnych zastosowań i możemy z niej korzystać do woli. Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia i pomysły. I nie mówię tutaj o typowych ruchach suwaków w poszczególnych sekcjach, czy programowaniu włączających i wyłączających się efektów (np. delay na wokalu tylko w refrenie), ale o bardziej twórczym podejściu.

Jedną z moich ulubionych metod na kreatywne wykorzystanie automatyki jest jej nagranie w czasie rzeczywistym – tzn. podczas odtwarzania chwytam koło modulacji na mojej klawiaturze sterującej i próbuję swoimi ruchami wytworzyć coś niepowtarzalnego. Zwykle potrzeba mi kilku prób, żeby osiągnąć zamierzony cel, ale wolę taki sposób, niż ręczne rysowanie punktów na pasie automatyki myszką.

W ten sposób uzyskujemy pewną surowość, przypadkowość i realizm. Warto się wtedy nie dać ponieść pokusie późniejszego poprawiania, żeby zachować ten naturalny charakter, który uchwyciliśmy kręcąc kołem samemu.

Inny sposób na takie wykorzystanie automatyki w czasie rzeczywistym, to zaprogramowanie kilku minut dźwięków z ciekawie brzmiącym patchem w danym instrumencie, włączenie odtwarzania i zapisu automatyki i zabawa z taką “prawdziwą” modulacją za pomocą koła. Komputer zarejestruje nam wszystkie te ruchy, a my później możemy wybrać fragmenty, w których udało nam się ręką ukręcić najciekawsze zmiany modulacyjne.

Do koła modulacji możemy oczywiście przypisać dowolny parametr danego instrumentu albo w ogóle użyć kilku różnych na raz i wtedy używając jednocześnie dowolnej ilości encoderów (naszych pokręteł w klawiaturze) możemy tworzyć najdziwniejsze zmiany. Przy wpisywaniu tego wszystkiego myszką (każdy parametr z osobna) poziom dobrej zabawy jest bliski zeru, a przy takim kręceniu parametrami typu cut-off, resonance, ADSR czy innymi, możemy stworzyć naprawdę ciekawe kombinacje.

150. Odzyskiwanie ataku

Próbując swych sił ze zmianami obwiedni sygnału w jakimś syntezatorze mamy sporo możliwości kształtowania dźwięku. Ingerujemy w jego przebieg pod względem amplitudy (wzmocnienia/poziomu) w czasie. I zdarzą się sytuacje, gdzie konkretny efekt uzyskamy wyłącznie wydłużając atak, co niestety może poskutkować stratą inicjującego transjentu – szczególnie, jeśli manipulujemy nie tylko główną obwiednią sygnału, co na przykład tą odpowiedzialną za pojawienie się i przebiegu konkretnego filtra.

W tym celu, aby odzyskać utracony atak (i pomóc danemu dźwiękowi przebić się w miksie) możemy dołożyć kopię tego samego brzmienia, ale bez obwiedni filtra i zmiksować oba te sygnały razem. Jest to bardzo podobna idea, co podczas kompresji równoległej – jeden sygnał kompresujemy dość mocno celem uzyskania konkretnego efektu, a potem domiksowujemy do niego ten oryginalny, aby zachować więcej transjentów.

Na koniec dzisiejszego artykułu dorzucę dwie istotne porady, a właściwie przestrogi. Zawsze jak produkujecie jakiś utwór, miejcie je na względzie.

151. Poziomy

Nie raz mówiłem na blogu o zachowaniu odpowiednich poziomów – nie tylko podczas nagrywania, ale i miksowania. Sprawa ta jest szczególnie istotna, gdy mówimy o łańcuchu wtyczek. A już w ogóle nabiera nowego znaczenia, gdy mamy do czynienia z wtyczkami efektowymi i poziomami przepływającymi między kilkoma plug-inami.

Często jest tak, że wtyczki efektowe nie mają na pokładzie mierników poziomu wejścia i wyjścia. W takich przypadkach musimy być ultra-ostrożni, bo przeładowanie jednego z nich, spowoduje przeładowanie kolejnego w łańcuchu, itd. Zanim się obejrzymy, dźwięk znacznie straci na swojej jakości, a my będziemy zachodzić w głowę, co jest tego przyczyną.

Jeśli wtyczki, z których korzystacie nie dają Wam możliwości mierzenia poziomu sygnału przed i po, użyjcie dodatkowych plug-inów pomiędzy nimi. Można oczywiście skorzystać z dowolnych (prosty Gain czy Trim), ale koniecznie takich, które mają wbudowane mierniki – ich parametry zostawcie w spokoju, obserwujcie jedynie jak zmieniają się poziomy i jeśli pojawi się czerwone światełko, będzie to oznaczało, że trzeba coś wcześniej poprawić.

Kumulacja sclippowanego sygnału (przekraczającego 0 dBFS) brzmi bardzo nieprzyjemnie.

152. Precyzyjna edycja

Korzystajcie z dobrodziejstw i możliwości dzisiejszych stacji roboczych i robiąc edycję, bądźcie precyzyjni niczym najlepsi chirurdzy. Nie róbcie niechlujnych przycięć, nie zapominajcie o krótkich zgłośnieniach i ściszeniach (fade-in / fade-out) czy dwóch jednocześnie w miejscach przycięć (cross-fade), bo ich brak zostawia brzydkie kliknięcia, trzeszczenia i brudy. Na początku produkcji, powiedzmy podczas przycinania sampli, może Wam to umknąć, ale gwarantuję Wam, że po miksie, a potem po odpowiednim masteringu, to niedbalstwo wyjdzie na wierzch ze zdwojoną siłą.

Nieraz otrzymuję do miksu kawałki hip-hopowe, w których wykorzystano (zsamplowano) fragment jakiegoś innego utworu, ale czasem precyzja takich wycięć i dopasowania ich do reszty pozostawia sporo do życzenia i za każdym razem, gdy taki fragment wchodzi w kolejną pętlę, słychać okropne “cyknięcie”.

Bądźcie więc na tyle przyzwoici, aby te cięcia wykonywać dokładniej i stosować fade’y. Inaczej trąca to trochę amatorszczyzną, a tego przecież nie chcemy.

To wszystko, co napisałem w tym punkcie tyczy się również wszelkich innych sytuacji, gdy zgrywamy coś z MIDI na audio czy renderujemy jakiś klip z odwróconym pogłosem czy w jakiejkolwiek innej sytuacji cięcia istniejących klipów – ZAWSZE po takiej operacji sprawdzajcie początek i koniec danego klipu, to taka dobra praktyka, która powinna stać się naszym nawykiem.


W ostatniej części cyklu przybliżę Wam zamykające tę serię wskazówki, które będą tworzyć swego rodzaju epilog dla całej tej opowieści.

  1. sonik.com@wp.pl

    witam

    Trochę nie na temat ale , że post gorący to piszę. Zastanawiam się czy nie warto zainteresować się DACami i nie wpinać ich w wyjście coaxial naszego interface. Nawet całkiem dobre interface maja na wyjściu jakiegoś marnego CS, a chińskie DAC można kupić za przyzwoite pieniądze. Np. na AK4495 do 200 zł, a na ES9023 nawet do 100 zł. Sam porównywałem ze swoim SPL Crimson i mimo, że ma rewelacyjny przetwornik to AK go miażdży (niestety konstrukcja SPL, nie umożliwia puszenia po spdif dźwięków z windowsa, co dyskryminuje DAC w moim przypadku :-() Nie mówiąc już o EMU 1212, który grał gorzej niż jakikolwiek (może tylko pcm2604 za 20 zł był słabszy). Pozwoli nam też wydobyć smaczki, bo przy DAC otwiera nam się stereo.
    ps. kurs miksu Igora to jedyny kurs jaki w życiu przeszedłem z własnej woli, niestety z wrodzonego lenistwa mało stosuje zawartych w nim prawd 🙂
    pozdrawiam karol

    • Myślę, że jak ktoś ma wszystkie inne rzeczy opanowane w wystarczającym stopniu (tak muzycznie, jak i estetycznie czy technicznie), to nowy, z wyższej półki przetwornik, doda te ostatnie kilka procent do całości i wtedy warto jego zakup rozważyć.

Zostaw komentarz