Jak Produkować Lepsze Utwory, Cz. 30

Dziś nadszedł czas na ostatnią garść wskazówek, jakimi się z Wami podzielę na temat radzenia sobie w potrzasku tworzenia, doprowadzania utworów do końca, zamykania projektów i ogólnie przyjętych sztuczek pobudzających i inspirujących do działania.

Zaprezentuję Wam 5 konkretnych i sprawdzonych porad praktycznych, które u jednych mogą się świetnie przyjąć, a u innych mogą wywołać histeryczny śmiech i politowanie. Miny tych drugich oczywiście zrzedną, gdy sami wypróbują któreś z poniższych sposobów 😉 Bo wierzcie mi – one naprawdę działają!

143. Mylne Pierwsze Wrażenie

Nie od dziś wiadomo, że nasz nastrój, podejście czy ogólne samopoczucie danego dnia ma niebagatelny wpływ na to, jak interpretujemy konkretne zjawiska. Nie chcąc się zbytnio zagłębiać w psychologiczne meandry ludzkiej egzystencji przełożę to od razu na nasz grunt. To, jak się danego dnia czujemy będzie mocno oddziaływało na naszą ocenę tego, co tworzymy. To od naszego nastawienia będzie w dużym stopniu zależało, czy konkretna kombinacja dźwięków nam się podoba czy nie.

Nie trzeba daleko szukać, żeby dowieść, że będąc w stanie euforii czy pobudzenia chętniej napiszemy żywszy, energiczniejszy i pozytywniejszy numer. A w chwilach, gdy nasze myśli wirują wobec spraw poważniejszych, trudniejszych czy nawet smutniejszych – większe jest prawdopodobieństwo napisania wolniejszego i bardziej melancholijnego utworu.

Ta sama zasada będzie się sprawdzać zarówno podczas słuchania muzyki, jak i w czasie odsłuchu tego, co sami robimy. Gdy mamy “słabszy” dzień, bardziej trafi do nas coś, co w danej chwili jest się w stanie wstrzelić w nasz ponury nastrój i pomyślimy wtedy coś w rodzaju: “Kurcze, jakie to jest prawdziwe i jak mocno mnie to porusza”. Czy zupełnie na drugim biegunie: “Jestem tak pobudzony i wesoły, że słysząc ten numer, chcę zmieniać świat”. Czy inne tego typu frazesy.

Ale będą się zdarzały przypadki, gdy akurat będziemy pracować nad utworem, który ni w ząb nie odzwierciedla naszego samopoczucia i wtedy w zasadzie wszystko, co stworzymy, będzie nam się wydawało mierne, słabe, do wyrzucenia. Niczym pisarz w dawnych czasach będziemy wyrywać kartkę po kartce z maszynopisu, bo każde jedno zdanie wydaje się być najgorszym, jakie w życiu napisaliśmy.

Moja rada jest więc taka, abyśmy nie odrzucali od razu z marszu wszystkiego, co wydaje nam się pukać w dno od spodu… Nawet jeśli dzisiaj uznamy, że dany utwór, partia czy pomysł sięga co najwyżej poziomu kałuży, to może innym razem, gdy będziemy bardziej w nastroju dopasowanym do tejże piosenki, akurat zaskoczy w nas odpowiedni trybik i podziękujemy sobie za powściągliwość w kasowaniu sesji, która wcześniej wydawała się tylko marną próbą.

Po sobie mogę powiedzieć, że często gdy siadam do komponowania (zazwyczaj robię to z kartką, długopisem i telefonem) i zagram jakąś partię czy riff, a potem tego słucham, to nie jeden raz stwierdzam, że brzmi to nijak, nieciekawie, słabo, nudno, bez polotu i generalnie do bani. Jednak staram się mimo wszystko przemóc, zapisać tabulaturę, nagrać szkic na telefon i odstawić. I choć nie ze wszystkich takich słabych szkiców coś w przyszłości powstaje, to kilka udało się zamienić w całkiem sensowne kawałki. Wystarczyło odczekać, podejść z większym dystansem, zarejestrować porządnie w DAW, dołożyć trochę instrumentów, lekko zmanipulować – aż do momentu, gdy zaczęło to przypominać piosenkę.

Dlatego nie dawajcie tak łatwo za wygraną. Pisząc utwory będziemy czasem ryzykowali wypuszczenie czegoś słabszego, nie każdy numer musi być “najlepszy ever”. Najważniejszą lekcją jest to, aby iść do przodu i czegoś się z takiego doświadczenia nauczyć – robić kolejne piosenki. Jeszcze więcej piosenek. Niektóre naturalnym prawem natury będą lepsze od poprzednich, a z czasem, jak nabierzemy wprawy, będziemy w tym fachu coraz lepsi. Bo nawet najlepszym czasem zdarzają się “gnioty” 😉

144. Zaprzyjaźnij się z komputerem

Nie, nie chodzi mi o platoniczne uczucie czy przytulanie do snu – choć kiedyś czytałem na jakiejś nie do końca poważnej stronie o dziewczynie, która do tego stopnia zbzikowała na punkcie produktów firmy z jabłuszkiem, że przed snem musiała się z każdym z posiadanych urządzeń stosownie pożegnać… No cóż, nie mnie oceniać ludzkie słabości, bo sam zachowuję się czasem irracjonalnie.

W tym punkcie mówimy o czymś zupełnie innym. Nasz brak inspiracji czy możliwości współpracy z innym muzykiem w danej chwili może być (oczywiście poniekąd) zastąpiony narzędziami dostępnymi wewnątrz metalowej puszki. Instrumenty wirtualne (np. romplery perkusyjne) posiadają zwykle masę gotowych wzorów rytmicznych. W sieci można znaleźć mnóstwo loopów zawierających przeróżne partie instrumentalne – od riffów gitarowych, po zagrywki na smykach czy dęciakach, pasaże basowe i tym podobne.

Dlaczego więc nie mielibyśmy z nich skorzystać jak utkniemy w martwym punkcie? Możemy z takich partii skorzystać w wieloraki sposób – potraktować je jako akompaniament i stworzyć własną partię, a tej oryginalnej się pozbyć, zmienić tonację takiej pętli czy poprzestawiać dźwięki i nauczyć się jej grać na innym instrumencie. Możliwości jest sporo. Tak długo jak będzie ona służyła jako podstawa do stworzenia czegoś własnego, nikt nie posądzi nas o plagiat, bo oryginału i tak nigdy w naszej produkcji nie usłyszy, tylko naszą wariację na temat pożyczonego motywu.

Pamiętam jak John Mayer podczas luźnej sesji pisania utworu wziął na warsztat 3 bardzo znane utwory, dopasował ich tonacje i próbując kilku kombinacji (z kolejnością, tempem, innym podziałem, etc.) stworzył w kilka minut bardzo ciekawy riff, który w niczym nie przypominał żadnego z oryginałów, mimo że był na nich oparty. Jak dla mnie majstersztyk w totalnej prostocie 🙂

145. Rotacja między projektami

Długa praca nad jednym utworem potrafi być czasami nużąca – jakkolwiek dobrze by nam nie szło, to czasem po prostu odczujemy przesyt danego kawałka. Będzie to szczególnie widoczne, jeśli zastaniemy się w sytuacji, gdy bezwiednie kręcimy jakimiś gałkami bez konkretnego celu, powoli zanurzając się myślami w tym, co zjemy na kolację… Zaręczam, że sam się w takim położeniu kilka razy znalazłem.

Dobrym lekarstwem może być wtedy przeskok do innego projektu i zajęcie się totalnie inną czynnością. Niektórzy nawet lubią taką rotację wśród kilku piosenek, powiedzmy 3-4. Po godzinie pracy (albo i krócej) w jednym utworze, przechodzą do kolejnego, a potem do następnego i jeszcze jednego i tak krąg się zamyka. Może komuś z Was taki styl pracy też czasem pomoże wyrwać się z marazmu i fatum “jednego utworu”…

Nie zapominajcie jednak też o innej ważnej zasadzie – jeśli czujecie, że jesteście na fali w danym kawałku, to nie przeskakujcie na siłę do innego, bo jakiś mądrala tak w internetach napisał. To Wy jesteście panami własnego losu, ja tylko podrzucam możliwe rozwiązania dla zbłąkanych 🙂

146. Świadomy przeskok

To bardzo bliskie poprzedniemu punktowi działanie, ale nie zakładające ciągłej rotacji. Nie będę się tu zbytnio rozwodził, bo nie ma nad czym.

Jeśli czujemy, że nam akurat nie najlepiej idzie w danym kawałku, to zapiszmy ostatnią wersję i odłóżmy go na później. Otwórzmy zupełnie inną piosenkę i to na niej skupmy teraz całą naszą uwagę. To powinno pomóc przełamać zastój i zabrać z pleców ciążący obowiązek dokończenia poprzedniego projektu. Zrobi nam się lżej i przyjemniej. Do poprzedniego kawałka zawsze możemy wrócić, a teraz czas z nową energią nabroić w dopiero co otwartym projekcie.

147. Bez litości

Pisałem w pierwszym dzisiejszym punkcie o nie pozbywaniu się pomysłów, które wydały nam się słabe, bo może nasz obecny stan się nie za bardzo zgrywał z tworzoną muzyką. Tutaj, niemal już wedle zasady, chcę zaproponować coś odwrotnego.

Jeśli pracujemy nad jakąś partią, która nie do końca chce się zgrywać z pozostałymi – porzućmy ją. Ustalmy sobie limit, powiedzmy 10 minut czy kwadrans i jeśli nie zdołamy w tych ramach czasowych stworzyć czegoś, czego będziemy pewni, spróbujmy czegoś zupełnie innego.

Mi się zdarza czasem (chyba trochę na siłę) dokładać partie smyków do konkretnych sekcji w utworze, ale nie zawsze ma to ręce i nogi. Popróbuję coś, pokręcę, ponaciskam i nadal nic, co by mnie przekonało, nie wychodzi z głośników. Wtedy stwierdzam (poza oczywistym “jestem do bani”), że może niepisane było, aby tutaj grały skrzypce i sięgam po coś innego albo w ogóle pozostawiam to miejsce niewypełnionym, a istniejącą lukę próbuję w sposób kreatywny wypełnić tym, co już w utworze jest.

Bo jak zawsze – nie ma na to zasady. A czasem jest po prostu lepiej, jak partii mamy mniej. Przesyt też nie jest wskazany…


Tutaj zakończymy serię porad na temat inspiracji i wychodzenia z martwego punktu tworzenia czy produkcji. W ostatnich dwóch artykułach podzielę się z Wami pozostałym wskazówkami dotyczącymi ogólnych zagadnień produkcji.

  1. Alan_Z.W.Z

    Piękna encyklopedia praktyczna, zostala zakonczona… Czekam(y) na więcej treści formie pisemnej jaki i wideo.

    Ps. Pochwalę się, że za kilka dni będę mial swoje własne domowe studio i Igorze oczywiście będę musiał zakupic kilka Twoich kursów, gdyż jeśli sprzet bedzie kompletny to i wiedza też musi być. =)

    • Miło mi. A encyklopedia jeszcze nie została zakończona 🙂 Do finału jeszcze 2 artykuły.

  2. Alan_Z.W.Z

    Ooo.. To przepraszam 🙂 musialem nie doczytac dokladnie 😉 czekam z reszta jak zawsze na kazdy wpis.

  3. Apropos punktu 143.

    Do niedawna nagrywałem tylko covery ale ostatnio coś mnie tchnęło, poczułem się na siłach i zacząłem ,,tworzyć” własne kawałki. Punkt 143 pierwszy idealnie obrazuje moje podejście w kwestii nagrywania własnych utworów. Zauważyłem, że nie warto kasować niektórych pomysłów ale przede wszystkim nauczyłem się rejestrować na szybko i ,,na kolanie” niektóre z nich. Tak jak Igor nagrywam coś na telefonie i od czasu do czasu przesłuchuję a jak złapię wenę to staram się to rozbudować. Zauważyłem 
    niejednokrotnie, że coś czasem tak mnnie wkręca, że mógłbym siedzieć nad tym cały dzień i tylko przy odrobinie czasu stworzyć rdzeń utworu a czasami mam wrażenie, że jest to taki syf, że żal w ogóle poświęcać temu więcej czasu 🙂

    • Dokładnie tak często bywa. Dlatego trzeba się zaprzeć i cisnąć mimo wszystko!

Zostaw komentarz