Jak Produkować Lepsze Utwory, Cz. 29

Pora na kolejne wskazówki z zakresu płynniejszej i wydajniejszej pracy, kończenia projektów i inspiracji, gdy utkniemy w procesie tworzenia. Ostatnio zakończyliśmy na punkcie traktującym o tym, aby nie wpadać w pułapkę przesłuchiwania na okrągło dopiero co nagranej partii, żeby utrzymać odpowiednie szybkie tempo pracy.

Dziś natomiast chciałem rozpocząć od pewnego rodzaju przeciwieństwa tego, co napisałem wcześniej. Nie z przekory czy żeby Was skołować. Chcę tylko uświadomić, że w tym szaleństwie jest logika…

138. Zatrzymaj się na chwilę i przesłuchaj utwór w całości

Choć nadal podtrzymuję, aby nie popadać w stan “kocham się” za stworzoną przed chwilą partię – tutaj chcę wskazać jeden ważny czynnik, który nam może czasem umknąć.

Pracując szybko i wydajnie nad konkretnymi partiami, musimy czasem wstrzymać tempo i zamiast roztrząsania danego śladu, spojrzeć na utwór całościowo. Warto wtedy ustawić sobie DAW, aby odtworzyło nam raz cały kawałek od początku do końca, wcisnąć Play i odejść od stanowiska. Ewentualnie możemy wyłączyć monitor czy odwrócić od niego głowę.

Chcemy tym sposobem zminimalizować elementy, które mogą nas rozpraszać (a patrzenie się w sesję w DAW takim elementem jest) i skupienie się wyłącznie na słuchaniu. Przeanalizujmy w głowie (albo nawet z kartką i długopisem) – jak prezentuje się dotychczasowy aranż (ewentualnie zróbmy notatki).

Ja sobie w takim momencie zawsze wkręcam, że jestem słuchaczem i to jest pierwszy raz, kiedy jest mi dane ten kawałek usłyszeć. Mimo iż wiem, że się oszukuję, to jakoś w podświadomości weryfikuję istniejące już dźwięki z tym, do czego jestem przyzwyczajony w komercyjnych utworach i na tej podstawie staram się wyłowić, czego w moim utworze brakuje albo czego jest za dużo. Co zazwyczaj bym usłyszał po zmianie danej sekcji, gdzie mi coś przeszkadza i tym podobne.

Im więcej różnorodnej muzyki słuchamy, tym ten proces jest łatwiejszy, wydajniejszy i skuteczniejszy. A jedna rzecz, na którą pragnę zwrócić uwagę jest taka, że u mnie osobiście działa ona jednorazowo na utwór, tzn. jak odpalam odtwarzanie drugi raz – to nie pojawiają się już te myśli, które wcześniej mnie zalewały. To coś jak poleganie na własnym instynkcie, o czym pisałem szerzej w TYM ARTYKULE.

Czy u Was takie coś poskutkuje? Nie wiem. Spróbujcie tak kiedyś zrobić i dajcie znać. A nuż okaże się to Waszą sekretną bronią w budowaniu porządnie brzmiących aranżacji…

139. Rób listę

Tutaj dość mocno nawiązujemy do punktu powyżej, aczkolwiek tyczy się to już bardziej końcowego etapu pracy, zamykania miksu. Przynajmniej w moim przypadku. Zgodnie z poprzednią wskazówką – dobrze zrobić czasem zatrzymanie podczas tworzenia i aranżowania, ale równie dobrze jest wykorzystać metodę robienia notatek czy listy, kiedy mamy wątpliwości, kiedy powinniśmy skończyć miks.

Jest to kwestia, która wielu osobom spędza sen z powiek, a pytanie w stylu “kiedy miks można uznać za skończony?” wydaje się mieć tylko jedną, prawidłową odpowiedź:

“Miks jest skończony wtedy, gdy go za taki uznamy i będziemy się tej decyzji trzymać.”

Jak wiemy, miks można dopieszczać w nieskończoność, bo zawsze coś można zmienić, dołożyć czy zabrać. Żeby jednak nie popaść w szaleństwo i móc w końcu zakończyć daną piosenkę, potrzebna jest jakaś sensowna metoda.

Ja robię tak od lat i muszę przyznać, że świetnie mi się to sprawdza. Nie powiem, że zawsze potrafię odrzucić kuszące mnie myśli, żeby jeszcze tę jedną rzecz poprawić, tylko wokal dać 1 dB głośniej, tylko dołu odrobinę dołożyć, itd., ale im częściej korzystam z tej metody, tym łatwiej mi z tą obsesją walczyć, bo tak “poprawiać” można bez opamiętania…

Dlatego proponuję prosty zabieg. Pod sam koniec miksu, gdy uznacie, że balans śladów, panorama, korekcja, kompresja, efekty i automatyka są wszystkie “na miejscu”, zróbcie sobie jedno- czy dwudniową przerwę. Żeby ochłonąć, odpocząć i się zdystansować.

Po tej przerwie, odpalcie daną sesję i zróbcie jedno, finalne odsłuchanie miksu.

I tak jak w punkcie poprzednim – w trakcie odsłuchiwania usiądźcie wygodnie na kanapie, weźcie w rękę papirus i jakieś pisadło i wypiszcie krótkimi hasłami w podpunktach, co Waszym zdaniem wymaga ostatnich poprawek. Zróbcie to tylko raz – jedno, pełne odsłuchanie i wypisanie tego, co Wam nie pasuje. Nie więcej.

Macie świeży słuch i jesteście “w trybie słuchacza” (czyli najlepszym, w jakim możecie teraz być).

Kolejny krok, to odhaczenie ptaszków przy wszystkich wypisanych żalach i skargach, czyli naniesienie OSTATNICH poprawek, zachowanie sesji, wyeksportowanie i ruszenie do następnego projektu.

140. Nic na siłę

Bardzo mocne poświęcenie się projektowi, oprócz oczywistych korzyści, niesie ze sobą również pewne zagrożenia. Inwestujemy w nasz utwór dużo czasu i energii. Aktywujemy sporą (jeśli nie całą) część naszej twórczej osobowości, poświęcamy się tej pracy, mamy wysokie wymagania, oczekujemy rezultatów.

Te wszystkie aspekty potrafią jednak bardzo szybko się odwrócić przeciwko nam. Zwłaszcza jeśli nie jesteśmy do końca zadowoleni z tego, jak nam dotychczasowo idzie – nic nie brzmi, wszystko wydaje się słabe, nudne, matowe i bez polotu. Dlatego nie bójcie się czasem po prostu powiedzieć STOP. Może dzisiaj nie mamy “dobrego dnia”, może coś innego zaprząta nam głowę, może ciśnienie jest za niskie, może w TV leci powtórka naszego niegdyś ulubionego teleturnieju z Ibiszem.

Cokolwiek by to nie było, zdarzają się momenty, w których trzeba odpuścić, wyłączyć DAW, dać sobie na dziś spokój, odpocząć. I absolutnie żadną miarą nie należy tego traktować jako porażkę. Każdy ma prawo do gorszego dnia, każdy potrzebuje przerwy i odpoczynku. Myślicie, że Włosi nadal robiliby taką dobrą pizzę, gdyby nie obijali się te 4 godziny w środku dnia?

141. Skupiaj się na tym, co naprawdę wprowadza różnicę

Zrozumiałe jest to, że czasami chcemy wypróbować nową wtyczkę albo jakąś bardziej zaawansowaną technikę i jak najbardziej do tego zachęcam. Nie dajmy się tylko za mocno odwodzić od głównego celu, czyli od ukończenia utworu.

Ja też lubię się bawić nowymi instrumentami czy jakimś nietypowym plug-inem robiącym czary z mleka. Ale w momencie, jak zaczynam czuć, że taka dygresja staje się moim punktem skupienia, muszę zaaplikować sobie solidnego “liścia” w twarz i wrócić do pracy.

A tak zwieść się na bok nie jest trudno i czasem nawet możemy to przegapić.

Dlatego, jeżeli jesteśmy ograniczeni czasowo (a powinniśmy być) i zastaniemy się w takiej sytuacji, to zadajmy sobie jedno ważne pytanie – czy słuchacz rzeczywiście zauważy różnicę w tym, jak użyję domyślnego kompresora czy tego super wypaśnego z piętnastoma lampkami i pokrętłami, nad którego ustawieniem ślęczę od kwadransa? Czy ktoś to w ogóle zauważy i usłyszy?

Odpowiedź na to pytanie powinna nas szybko przywołać do porządku…

142. Pójdź na całego

We wstępie do poprzedniego wpisu podkreśliłem istotną rolę ograniczeń. Zamykając dzisiejszy artykuł chciałbym, abyście nie poczuli się zbytnio przytłoczeni tą koncepcją, dlatego proponuję kontr-rozwiązanie:

Raz na jakiś czas utwórzcie sobie projekt, w którym odpalicie przeróżne, najlepiej nowe i nieznane za dobrze instrumenty czy wtyczki, których rzadko co używacie – nietypowy kompresor, jakieś graficzne EQ, pogłos splotowy czy darmową symulację taśmy. Im użyjecie więcej tych mniej popularnych i znanych Wam z pracy na co dzień procesorów, tym lepiej.

Do tego worka można też wrzucić techniki i metody pracy na każdym etapie produkcji – od tworzenia po mastering… Zawsze nagrywacie / programujecie bębny na początku? Spróbujcie się z nimi wstrzymać do końcowej fazy tworzenia. Zawsze dajecie EQ przed kompresją? Odwróćcie tę kolejność. Saturacja i poszerzanie stereo na pogłosie brzmi jak szaleństwo? To odważcie się z takiej kombinacji uzyskać coś sensownego.


W tym miejscu zakończymy tę część artykułu o inspiracjach i sposobach na doprowadzanie spraw do końca. Pozostanie nam jeszcze jedna porcja wskazówek dotyczących tego zagadnienia i poruszymy ją w kolejnym wpisie.

Zostawić komentarz ?

17 Komentarze.

  1. Powiem tak. Igor, Ty Gigancie jeden! Przychodzi na myśl pytanie, skąd Ty to wszystko kurcze wiesz? 🙂 Może nie zdajesz sobie z tego tak sprawy, ale ilość cennej wiedzy na tym całym blogu poraża! Powinieneś pracować w najlepszej gazecie o tej tematyce i tam pisać tak przydatne ludziom treści za odpowiednio godziwą kasiorę! 🙂 Pozdrowienia dla Ciebie oraz wszystkich czytających!

  2. Kulturalny Wilk

    Noon w wywiadzie powiedział, że słucha kawałka 200-300 razy, a jeśli po tym nie czuje już mocy, to kawałek nie wchodzi na płytę. Też można przetestować ;]

  3. No nie wiem, czy dałbym radę nagrać kawałek rockowy bez bębnów i te dołożyć dopiero na koniec. Jednak dynamika gry na gitarze/basie w dużej mierze zależy od partii bębniarza 😉 wiem z doświadczenia, że feeling jest zupełnie inny.
    Ale może w innych gatunkach…

    Natomiast z techniki słuchania “na świeżaka” i robienia OSTATNIEJ poprawki zaraz potem stosuję od dawna i potwierdzam jej przydatność. Lubię wtedy wyłączyć nie tylko monitor ale w ogóle światło w pomieszczeniu (zazwyczaj miksują wieczorami). Lubię też posłuchać kawałka z innego pokoju, jeżeli przez ścianę/drzwi zabrzmi dobrze, to najprawdopodobniej idziemy w dobrym kierunku, bo z innej perspektywy można wyłapać pewne niedociągnięcia, których wcześniej nie słyszałem.

    • “stosuję” = “korzystam” ; )

    • Zgadza się, że w muzie typowo gitarowej ciężko byłoby zostawić bębny na koniec, ale w innych gatunkach, jak nie gramy z zespołem, a powiedzmy “kleimy” numer w całości w DAW – jak najbardziej może się to sprawdzić.

  4. AD. 138 – ja nie wyłączam monitora, ale często zamykam oczy, zwłaszcza jak chcę się na czymś bardziej skupić… pomaga. Jakoś lepiej słyszę “po ciemaku”… 🙄
    Kilkudniowe przerwy sa zawsze wskazane, a i notatki robię… 😉

  5. ooo tak:)
    Igor fajnie że poruszyłeś kwestie nie wprost muzyczno/wtyczkowo/realizatorskie ale jak dla mnie megaistotne – tym ważniejsze że doświadczyłem ostatnio na własnej skórze:
    1. przerwy – po miesięcznym siłowaniu się z miksem, miałem ponad tygodniową przerwę związaną z przymusowym przyjmowaniem farmaceutyków sic! po ponad tygodniu siadłem na świeżo i w dwa wieczory skończyłem miks nad którym rwałem włosy z głowy….Więc w niektórych przypadkach nawet przerwy dłuższe niż 1-2 dni są bardzo wskazane
    2. Odsłuch i notatki – zawsze zrzucam mix na przenośne urządzenie, żeby nie korciło ruszać suwaków:) i siadam gdzieś w kącie z kartką i ołówkiem. Dzięki temu wiedząc co się chce osiągnąć – w sensie brzmienia utworu – można się skupić faktycznie tylko na aspektach istotnych czyli na muzyce. Poza tym można sobie łatwo uświadomić i sprawdzić czy przy wersji 8.4.1 notatek do tego samego utworu przypadkiem nie gonimy w tzw. piętkę – poprawiamy i zmieniamy w kółko te same elementy…
    To tak z autopsji:)
    Pozdrowienia dla wszystkich wiecznie usprawniających swoje miksy:)

  6. Ktoś ostatnio pytał… 😈
    Link Usunięty

    • Sam link do pobrania PT First dla innych użytkowników niż Ty sam jest i tak bezużyteczny, bo musi być on przypisany do danego konta i trzeba go aktywować zgodnie ze swoim iLok ID.

    • Podałem link jako informację, nie do pobierania…

  7. Cześć, od pewnego czasu czytam tego bloga, nie tam, żebym kadził, ale Igor robisz świetną robotę :-), kursy też są przejrzyste.

    Sorry, że się podpinam trochę off topic, ale zmarnowałem wczoraj prawie pół nocy, bo wymyśliłem sobie nagrywanie równoległe: gitarę przez Eleven Racka, bas przez Fast Track Solo. Niestety Pro Tools 11 widzi tylko wejścia tego interfejsu, który jest wybrany w Win 8.1 jako urządzenie domyślne.
    Odkryłem magiczny klawisz “n” przy starcie Pro Toolsa, poczytałem w necie, że można to zrobić przy pomocy asio4all, niestety jak do tej pory widocznym efektem było parę gwałtownych bluescreenów.

    Panowie pomóżcie, jak chłopu na miedzy, bo z gorąca mózg mi się już lasuje. Czy to jest do zrobienia, czy też mam zwrócić Fast Tracka sprzedawcy z Allegro?

    • Zasadniczo to w danym czasie możesz używać bezpośrednio tylko jednego interfejsu w DAW, nieważne ile masz ich wpiętych. Natomiast polecam poczytać o Aggregate Device, bo to może być rozwiązanie, choć na Windows to nie zawsze prawidłowo działa.

  8. Rozumiem, że jest to bardziej kwestia systemu operacyjnego niż samego DAW, (640 kb pamięci wystarczy każdemu! itp.) poguglam o AD. Ale jak by któryś z czytelników tego bloga miał to wypraktykowane, to poproszę podziałkować się informacją. Pozdrawiam.

Zostaw komentarz