Jak Produkować Lepsze Utwory, Cz. 27

Mam nadzieję, że wypróbowaliście któreś z przykładów manipulacji MIDI z poprzedniego artykułu, bo dzisiaj przedstawię Wam jeszcze kilka innych, które warto będzie sprawdzić. To ostatnia część dotycząca MIDI w tej serii i liczę na to, że oprócz tych trików, które Wam prezentuję, podzielicie się może w komentarzach jakimiś swoimi ciekawymi metodami na ubarwianie sekwencji MIDI – skorzystamy na tym zapewne wszyscy.

A tymczasem wracamy do naszej serii…

129. Stwórz swoje własne arpeggio

Któż z nas nie lubi korzystać z wbudowanych w niektóre syntezatory silników arpeggio? Problem tylko w tym, że zazwyczaj są one już fabrycznie ustawione, tzn. albo robią szybkie przeskoki tylko po tych dźwiękach klawiatury, które w danej chwili trzymamy, albo ograniczają się tylko do 3-4 różnych dźwięków w skali, albo pozwalają nam tylko na idealnie zsynchronizowane z siatką i dopasowane do tempa utworu akcenty.

Oczywiście jeden instrument wirtualny czy syntezator drugiemu nierówny i czasem znajdziemy w zakładce arpeggio nieco więcej opcji, ale mówiąc ogólnie – jesteśmy zazwyczaj skazani na to, co przygotował nam w tej materii producent.

A co, jeśli chcielibyśmy “wejść do środka” takiego silnika i zaprogramować nasz pochód z arpeggio według własnego “widzimisię”? Żaden problem – zrobimy sobie sami arpeggio. W tym celu nagramy jakiś jeden akord (powiedzmy trój-dźwiękowy i skopiujemy go np. oktawę niżej i oktawę wyżej). Następnie poskracamy każdy z tych dźwięków do ćwierćnut albo ósemek, szesnastek czy nawet do 32 lub 64 (dla najodważniejszych).

Każdy dźwięk ustawiamy tak, aby grał jeden po drugim (schodki) w dowolnym kierunku (góra, dół) – podobnie jak w jednej z porad w poprzednim artykule. Chodzi o to, aby stworzyć jeden takt takich “schodków” i na przykład na tej zasadzie, że co trzeci lub co czwarty dźwięk, będzie nam grał ten bazowy, a pozostałe z oktawy wyżej i niżej – wedle własnego uznania.

Kolejnym krokiem jest skopiowanie tego pochodu na cztery kolejne takty. A potem kolejne i kolejne. Żeby zbytnio partia nie zanudzała, co kilka taktów możemy złapać ten cały, 4-taktowy pochód i przesunąć wszystkie nutki powiedzmy o kwintę – żeby zmienić totalnie tonację. A potem jeszcze inną i jeszcze inną. Zabawy z tym będzie sporo – gwarantuję.

130. Layering dla harmonicznych

I nie mówię tu o takim layeringu (nakładaniu warstw) jak w ostatnim artykule, czyli budowaniu wielkiej plamy dźwięku. Chcemy tutaj zastosować dodatkową warstwę (np. do basu) po to, aby uruchomić ją tylko w gęstszych fragmentach utworu, gdzie ten bas miałby problem się przebić. Jak to zrobić? Bardzo prosto.

Kopiujemy partię MIDI basu i wklejamy na nową ścieżkę instrumentalną. Na tej ścieżce możemy uruchomić w zasadzie dowolny instrument wirtualny, ale raczej powinniśmy szukać takiego, który charakterystyką i brzmieniem nie odbiegałby jakoś znacznie od typowego brzmienia basowego. To, na jaki instrument się zdecydujemy jest oczywiście sprawą indywidualną, bo możemy dla ciekawostki zastosować nawet trąbkę, ale polecam najpierw sprawdzić coś ze smyczkowych (np. wiolonczelę) czy dętych blaszanych (np. puzon czy waltornię).

Jak już to zrobimy, to naszą skopiowaną partię powinniśmy dać znacznie ciszej niż oryginalny bas (zazwyczaj też o oktawę wyżej) i dodatkowo lekko przemielić efektami (np. modulującymi) na końcu dodając konkretnej ilości przesteru. Nie martwcie się – ta partia nie ma brzmieć realnie, porywająco i cudnie – ona ma być dobarwiaczem i podkreśleniem basu, dlatego będziemy ją uaktywniać tylko w tych mocniejszych momentach (refreny czy coś).

Tak przemiętolona i na niskim poziomie domiksowana do basu partia sprawi, że słuchacz nigdy nie straci z uwagi oryginalnego basu, bo będzie on konkretnie wzmocniony.

A jeśli bas z takim efektem zabrzmi zbyt mocno zmodulowany, to możemy rozważyć użycie tej techniki na całej długości trwania oryginalnej partii – wtedy nie będzie aż tak mocnego rozstrzału, a bas będzie bankowo słyszalny – nawet tam, gdzie będzie gęściej.

131. Zwalniające / przyspieszające sekwencje

To metoda stara jak świat, ale banalna do wykonania w świecie MIDI. Mając jakiś riff czy zagrywkę, która składa się powiedzmy z 8 dźwięków w takcie, skracamy długość trwania tych dźwięków o połowę za każdym razem, gdy dany patent się pojawi – tak aby, sekwencja była taka sama, ale dwa razy szybsza. Upchniemy w ten sposób dwa razy więcej dźwięków.

Możemy takiego szybszego wariata przeplatać z oryginalnym tworząc niezły bałagan w głowie słuchacza.

Co by było ciekawiej, możemy też podziałać w drugą stronę i wydłużyć wszystkie oryginalne dźwięki o połowę, rozciągając przy tym całą sekwencję na dwa takty.

I żeby już w ogóle zniszczyć psychikę zatwardziałego fana naszej twórczości, polecam wymieszać jeden i drugi sposób – o ile sami zdzierżymy tego słuchać, rzecz jasna 🙂

A tak serio, motyw gdzie początkowo mamy szesnastki, a potem je wydłużamy do ósemek (a nawet do ćwierćnut) może się nieźle sprawdzić tuż przed przejściami – gramy gęsto, kawałek zbliża się do jakiejś kulminacji, a my to sygnalizujemy rozkładając oryginalną sekwencję na pół z każdym kolejnym taktem.

132. Zawsze bądź otwarty

To taka bardziej psychologiczno-społeczna porada, ale w odniesieniu do tego, o czym rozmawialiśmy dziś i poprzednim razem. Chodzi mi o to, aby czasem (jak najczęściej) ściągać klapki z oczu i nie ograniczać się tylko do swoich wyuczonych metod, tego co się zawsze sprawdza i co znamy wręcz na wylot.

Proponuję akurat ten dział zostawiać zawsze mocno otwartym, nie zamykać się w szablonach i przede wszystkim – słuchać i nawet podkradać patenty z różnych gatunków muzycznych, niekoniecznie super bliskich naszemu sercu.

Jak zapewne wiecie, ja zazwyczaj pracuję i tworzę w rejonach około-rockowych, ale nie ukrywam, że syntetyczne brzmienia zawsze mnie kręciły i kręcić będą, bo dają ogromne możliwości i dodatkowy kolor. Podobnie jest z tym, że zazwyczaj preferuję nagrywanie żywych instrumentów – kiedy tylko jest okazja, ale i często nie pogardzę jakimiś odgłosami nie mającymi nic wspólnego z realnym światem, które wyzwalamy za pomocą MIDI. Jest w muzyce i na rynku producentów instrumentów wirtualnych tyle ciekawych brzmień, że chyba nierozsądne byłoby się tym nie interesować.

Więc katujcie MIDI do upadłego, ale nie zapominajcie też uczyć się tej prawdziwej, klasycznej realizacji dźwięku. Dzięki przenikaniu się tych dwóch światów możemy wprowadzić nasze produkcje na znacznie wyższy poziom.


I tu zakończymy ten dział, bo już mnie jakieś filozoficzne myśli poniosły… Następny artykuł będzie poruszał kwestie naszych inspiracji. Będzie ciekawie, obiecuję.

Adios!

  1. Jeżeli chodzi o koloryzowanie basu, bardzo fajnie sprawdza się fortepian na niższych oktawach, dodaje mocy i majestatyczności. Oczywiście utwór musi mieć odpowiedni klimat. Pojedyncze uderzenia niskich klawiszy nadają swego rodzaju “wody”, do brzmieniowej posuchy.
    A tak z innej beczki, świetnym zespołem rockowym, który pięknie łączy właśnie dźwięki elektroniczne, instrumenty wirtualne i generalnie kreuje klimat niemal cinematyczny (ale potworek słowny 🙂 z rockiem, jest Porcupine Tree; tak na dobrą sprawę wszystkie z projektów lidera tego bandu (a jest ich trochę) charakteryzują się w ten sposób.

    • Z fortepianem jak najbardziej dobry patent i dość popularny niewątpliwie. Porcupine Tree znamy i lubimy 🙂

  2. Hej . Ja lubie soczysty bas , tralala sopran i gwizdanie . 😛 spoko Igorze profesorze , ze prowadzisz taka strone . Pozdrawiam

Zostaw komentarz