Jak Produkować Lepsze Utwory, Cz. 14

Powracamy z kolejną porcją porad dotyczących miksu i masteringu. Dziś rzucę Wam 6 haseł, które zawsze powinny Wam przyświecać w pracy nad miksem utworu. Niektóre z nich mają również zastosowanie podczas masteringu, co na pewno sami zauważycie. Ale do rzeczy…

61. Brak sztywnych reguł

Zaczniemy dość przewrotnie, bo od tej właśnie reguły… Zbyt często spotykam się z sytuacjami, gdy żądni informacji amatorzy home-recordingu przekopują pół Internetu celem znalezienia definitywnej odpowiedzi na pytania w stylu: „Jak zmiksować bas/bębny/syntezatory?”, albo „Jak skompresować wokal czy werbel?” Już samo założenie, że istnieje odpowiedź na takie pytanie, jest błędne, dlatego znalezienie jasnej odpowiedzi jest po prostu niewykonalne i tracimy w ten sposób cenny czas.

Jasne, że spotkacie się z jakimiś mglistymi sugestiami w stylu: „Tak, żeby było dobrze” albo „Tak, żeby się kleiło z resztą i nie odstawało od pozostałych śladów”, albo „Używając podstawowych narzędzi…”, etc. Nic więcej w zasadzie powiedzieć się nie da. Jest bowiem cała masa czynników związanych z tym, jak dany ślad brzmi w kontekście całości, czy potrzebuje korekcji lub kompresji (tudzież innych procesów), jak wiele ich potrzebuje (lub nie) i tak dalej.

Każdy utwór jest inny, składa się z innych elementów, inne ma założenia, cele, wydźwięk, atmosferę i tak dalej. Każdy nagrany instrument brzmi inaczej, głosy ludzkie brzmią przeróżnie, nagrywane są w różnych pomieszczeniach, w różnych warunkach, przez różnych ludzi, na różnym sprzęcie, w przeróżnej atmosferze i cała rzesza innych składników. Odnalezienie jednej odpowiedzi wyjaśniającej, że daną czynność (związaną z miksowaniem, masteringiem czy czymkolwiek innym) robi się tak, a nie inaczej – jest nieosiągalne!

A to, co należy robić, to próbować różnych sposobów (uprzednio je poznawszy), uważnie słuchać rezultatów i podejmować decyzję w oparciu o to, co słyszymy. Tego nauczymy się przede wszystkim ciężko pracując, a nie tylko czytając wynurzenia nieznanych nam użytkowników for internetowych…

62. Walka o częstotliwości

Jak wiemy, im w miksie będzie więcej śladów (a co gorsza – takich, które grają w podobnym zakresie częstotliwości), tym bardziej wyrazisty będzie efekt maskowania. Polega on na tym, że instrumenty zajmujące podobne częstotliwości po prostu się „zasłaniają” i w rezultacie żaden z nich nie jest wyraźnie słyszalny. Problem ten jest szczególnie widoczny w przypadku dolnego pasma i niskiego środka. Te częstotliwości dość szybko się kumulują i powodują zamulenie i brak klarowności w naszych miksach.

Jedną, ale nie jedyną, receptą na pozbycie się takiego problemu w trakcie miksu (o ile nie możemy tego zrobić jeszcze podczas nagrań), to nie akcentowanie tych samych pasm na korektorze. Najprostszy przykład konfliktu w dolnych rejestrach, to współgranie basu i stopy – jeśli przykładowo chcemy zaakcentować ciężar stopy podbijając powiedzmy 53Hz, to na ścieżce basu nieznacznie te same okolice podetnijmy.

Poniższy przykład przedstawia podobną sytuację – najpierw bas ze stopą bez ingerencji EQ:

      60-.mp3

 

Wyraźnie słychać jak bas ze stopą walczą o swoje miejsce – przede wszystkim w dole pasma.

A teraz przykład z ingerencją – podbicie stopy w rejonie 60Hz i podcięcie tego samego pasma na basie, a także nieznaczne podcięcie stopy w rejonie 415Hz i analogiczne podbicie tej samej częstotliwości na basie. Dodatkowo wyciągnąłem jeszcze odrobinę „klika” stopy podbijając o 1,5dB okolice 2kHz i lekko zniwelowałem je na basie (bo tam i tak nie ma już za dużo istotnych informacji).

Wygląda tak:

Stopa

Bas

A brzmi tak:

      61-.mp3

 

Inna sytuacja – mamy w utworze ślad stereo z dość ciemnym i masywnym syntezatorem, ale podczas odtwarzania razem z basem słyszymy raczej niewyraźną papkę zamiast selektywności. Jeden ze sposobów zaleczenia takiego problemu, to podcięcie na basie okolic 150-300Hz (w zależności od brzmienia i tam gdzie najbardziej muli), a zaakcentowanie ich na śladzie syntezatora, a także odcięcie na syntezatorze najniższych pasm, zostawiając je basowi.

Tym sposobem poprawi się między nimi separacja i będą znacznie lepiej słyszalne, ponieważ nie będą sobie pasmowo wchodzić w drogę.

Przed zaaplikowaniem korekcji:

      62-.mp3

 

I po korekcji:

      63-.mp3

 

Dodałem tutaj jeszcze jeden „slalom” w okolicach 720Hz – na basie nieznacznie ten rejon podbiłem (bo tam było najwięcej charakteru brzmienia), a na syntezatorze kilka dB zabrałem. To w zupełności wystarczyło, aby odzyskać sporo rozróżnienia między tymi śladami.

63. Oddzielaj etapy produkcji

Mówię o tym, aby nie mielić w jedno fazy nagrywania z miksowaniem i z masteringiem. To są tak odmienne procesy, że wymagają od nas ogromnego skupienia, trzeźwości umysłu i przede wszystkim, nieco innego podejścia, więc wykonywanie ich wszystkich ekspresowo jeden po drugim, w moim odczuciu – mija się mocno z celem. Dlatego proponuję zrobić kilka dni przerwy po nagraniach i dopiero wtedy zabrać się za miksowanie. Podobnie z ostatnim etapem – jak już doprowadzimy miks do możliwie najlepszej postaci, to zróbmy kolejny dzień lub dwa przerwy, dajmy słuchowi się zresetować i dopiero zabierzmy się za mastering.

Wiem, że niektórzy pracują w zupełnie inny sposób i już na etapie dobierania czy nagrywania dźwięków, poddają je obróbce typowej dla miksowania. Jeśli więc jesteś zwolennikiem takiego typu pracy, to… nic złego się nie dzieje. Pracuj tak, jak Tobie odpowiada i nie sugeruj się wszystkimi sposobami pracy, jakie znajdziesz u innych. To, że ja osobiście lubię te etapy oddzielać, nie oznacza, że Ty musisz zmienić swój styl pracy!

64. Miksuj bez procesorów masteringowych

I drugi aspekt tego samego zagadnienia, co powyżej, ale od nieco innej strony – staraj się nie używać procesów typowo masteringowych na sumie miksu (podczas etapu miksu, rzecz jasna). Możesz wprawdzie dla sprawdzenia odpalić na chwilę jakiś limiter, żeby sprawdzić, jak mniej-więcej będzie brzmiał Twój utwór docelowo, ale nie miksuj z tym limiterem włączonym. Zasada jest taka, aby uzyskać jak najlepszy miks bez dodatkowych procesów na sumie.

I tutaj ważna uwaga – ja od czasu do czasu lubię miksować z włączonym na sumie kompresorem (specjalnie do tego typu zadań przewidzianym), ale miejcie na względzie, że jeśli chcecie pracować w ten sposób, to kompresja aplikowana przez ten kompresor ma być super-delikatna, tzn. dająca nam maksymalnie 1-2dB redukcji sygnału. Trzeba być z nią bardzo ostrożnym, bo nieprawidłowo zastosowana potrafi szybko wyssać życie i energię z naszego utworu.

A wtyczki, które można, a nawet trzeba stosować na sumie, szczególnie na początku naszej przygody z dźwiękiem, to wszelkiego rodzaju procesory monitorujące sygnał. Możemy zastosować w zasadzie wszystko, co pokazuje nam rozkład pasm (analizator widma), szerokość bazy stereo (oscyloskop), poziomy (szczytowe i średnie), zakres dynamiki, etc.

One wszystkie mają za zadanie „pokazywać” nam jak nasz miks prezentuje się od strony wizualnej oraz mają/mogą nas delikatnie nakierowywać na podejmowanie dalszych decyzji. Ich działanie nie wpływa w żaden sposób na to, jak brzmi miks. One tam siedzą jedynie jako coś w rodzaju pomocnika, małej ściągi czy ułatwienia.

65. Odsłuch na różnym poziomie głośności

O tym wspominałem już kiedyś na blogu i teraz chcę to jeszcze bardziej i wyraźniej podkreślić. Podczas miksu, jak i masteringu warto jest, mało tego – należy odsłuchiwać efektów pracy na kilku różnych poziomach głośności. Wiadomo, że czasem trzeba ten poziom podkręcić do dość wysokiego (chwilowo), aby np. sprawdzić, czy bas odpowiednio porusza naszymi wnętrznościami albo czy wysokie częstotliwości nie chcą rozpruć nam bębenków.

Z drugiej strony – bardzo dobrym sposobem na sprawdzenie, czy nasz miks i master „kopią”, jest odtworzenie ich na bardzo niskim poziomie. Jeśli nadal czujemy w nich energię, to znaczy, że jest ok. Jeśli jednak na niskim poziomie nasz miks się rozpada, to znaczy, że on generalnie się rozpada i trzeba to poprawić. Dobry miks będzie brzmiał dobrze na każdym poziomie głośności.

66. Oceniaj miks z różnych miejsc w pomieszczeniu

Bardzo dużo mówi się o tym, aby podczas przygotowywania swojego pomieszczenia do pracy z dźwiękiem znaleźć idealną pozycję odsłuchową (ten słynny trójkąt równoboczny między naszą głową i monitorami). I nie ma w tym oczywiście nic złego, bo taka pozycja daje nam szanse na najbardziej dokładne wyłapanie niuansów miksu, jest to nasz sweet-spot, w którym najlepiej słyszymy to, co dzieje się w miksie – i takiego analitycznego stanowiska jak najbardziej potrzebujemy.

Ale warto podczas finalizowania utworu (nie tylko w trakcie miksu, ale i pod koniec masteringu), podnieść swoją wielmożną, czteroliterową panią i przejść się po pokoju i posłuchać kawałka z różnych miejsc – pod ścianą, z tyłu, w rogu, etc. Mało tego, dobrze jest w ogóle wyjść z pokoju i posłuchać miksu z odległości, nawet z zamkniętymi drzwiami od naszej pracowni (jeśli oczywiście nie jesteśmy jakoś porządnie od niej odizolowani).

Jeżeli nasz miks pozytywnie przejdzie taki test słuchania z odległości, ze wszystkimi niedociągnięciami konstrukcyjno-akustycznymi, falami stojącymi, rezonansami pozostałych pomieszczeń w domu, echem trzepoczącym i innym powierzchniom odbijającym – to znaczy, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty!


Na dzisiaj wystarczy. Tymczasem zamykamy temat miksu i od kolejnego artykułu ruszamy z nowymi zagadnieniami.

  1. Piotrek R

    To słuchanie w różnych miejscach jest niesamowicie pomocne. Czasem gdy mam co do czegoś wątpliwości zmiana pozycji przejście się po pokoju pozwala wyszczególnić konkretne pasmo.

    • Zgadza się. Ja mam jedno miejsce w mieszkaniu (pokój obok studia), gdzie od razu słychać nadmiar basu.

    • Także się zgodzę, jednym z moich testów skończonej ostatnio piosenki, było puszczenie ze zwykłej wieży na full i pójście do kuchni skrobać ziemniaki na obiad, daje to bardzo dobry rzut na to czy sąsiadom też się będzie dobrze słuchało 😀 Pomogło mi to z oceną poziomów, co ostatecznie zaowocowało lekkim podbiciem całości 40Hz w dół

Zostaw komentarz