Jak Produkować Lepsze Utwory, Cz. 13

W tym i kolejnym wpisie zajmiemy się zestawem wskazówek na temat miksu oraz masteringu. Podam Wam kilka kluczowych i turbo-istotnych haseł, które muszą Wam się wryć w pamięć tak dobrze, jak najlepsze wspomnienia z dzieciństwa… I tyle słowem wstępu.

55. Odłóż miks na kolejny dzień

Nie mówię o sytuacji, że budząc się każdego ranka mówimy sobie: „Dobra, jutro zrobię ten miks”. Mam na myśli przypadek, gdy skończymy już całą pracę związaną z aranżem, nagraniem czy ewentualną edycją. W momencie, jak wszystkie partie będą już na miejscu i uznamy, że nasza kompozycja jest kompletna – warto w tym momencie zrobić dzień czy dwa przerwy i zabrać się za miks ze świeżym podejściem.

Raz, że będziemy wypoczęci i lekko do kawałka zdystansowani (to akurat bardzo dobra rzecz), a dwa, że po takiej przerwie możemy wyłapać pewne niedociągnięcia, które mogły się pojawić wcześniej, ale je przeoczyliśmy. Wtedy jest bardzo dobry moment na wniesienie ostatnich poprawek (np. aranżacyjnych) i po takiej weryfikacji możemy z czystym sumieniem rozpocząć miks – jako nowy etap produkcji utworu.

56. Świadomość kompromisów…

Każdy, kto kiedykolwiek zasiadał za sterami miksu, zapewne z każdym kolejnym projektem zaczynał sobie coraz bardziej zdawać sprawę z tego, że niemożliwe jest sprawienie, aby każdy z elementów (ścieżek) brzmiał potężnie, był na froncie, był super wyraźny i najważniejszy. Miksowanie to w sporym stopniu sztuka kompromisu i kontrastów…

Jeśli chcemy, aby każdy instrument sprawiał wrażenie potężnego, to nie możemy ich wszystkich dać na front miksu. Zwykle jest tak, że jak chcemy mieć powiedzmy bombardujące bębny, to nie osiągniemy ściany szerokich gitar (chyba, że mocno zawęzimy obraz stereo bębnów). Jeśli chcemy mieć bliski, wielki, szeroki i mocny w twarz wokal, to muzyka będzie musiała siedzieć nieznacznie w tyle, etc. Jak wyrzucimy wszystko jak leci do przodu, to robi się tylko chaos i nic nie brzmi jak by było potężne (bo brak jest punktu odniesienia – czegoś mniejszego, wobec czego inna rzecz zabrzmi potężniej). Wszystko zaczyna wtedy brzmieć płasko i nijako.

A jeżeli zdecydujemy, co ma być na samym przedzie, a co na tylnej ścianie (oraz wszystko pomiędzy), to od razu uzyskamy głębię, kontrast i energię oraz cios – bo uderzą te elementy, które uderzyć powinny. A które to będą? To już zależy od utworu, rzecz jasna, ale z reguły można dobrać jakiś jeden element rytmiczny oraz jeden melodyjny (wokal, pianio). To tylko luźne nakierowanie, bo równie dobrze może to być szarpana partia gitar i wokal albo syntezator z arpeggio i sama stopa.

Możliwości jest wiele, bo i kawałki są różne… Nasze zadanie to identyfikacja tego, co ma utwór nakręcać, co jest tylko tłem, a co elementami uzupełniającymi. Dobra wiadomość jest taka, że już sama praca poziomami potrafi tutaj zdziałać cuda. Dlatego miejcie na uwadze, że pójście w tej kwestii na kompromis jest znacznie lepszym rozwiązaniem niż nieustanne próby sprawienia, aby wszystko zabrzmiało jak z armaty – bo to się nie stanie.

I to płynnie przenosi nas do kolejnego punktu…

57. Miks ma kilka wymiarów

Tutaj rozchodzi się o sprawienie, aby słuchacz zamykając oczy niejako widział muzyków rozstawionych na scenie. Stworzenie takiej sytuacji osiągamy kilkoma prostymi zabiegami:

  • bliskość instrumentu regulujemy głośnością (a czasem również pogłosem)
  • miejsce instrumentu w poziomie (lewo/prawo) regulujemy panoramą
  • miejsce instrumentu w pionie („wysokość”) regulujemy korektorem

Stąd mówi się o trzech wymiarach miksu. Jeśli chcemy, aby nasz miks był 3D, to musimy te trzy elementy dopracować. Rzadko jednak mówi się o czwartym wymiarze, czyli dynamice, a ta związana jest ściśle z czasem. Dla mnie osobiście jest to wcale nie mniej istotny aspekt udanego miksu. Rozchodzi się o to, aby na całej długości trwania utworu widoczne były zmiany w dynamice, tzn. – jak jest zwrotka to jest nieco spokojniej (oszczędniej w aranżu, nieco ciszej, subtelniej), a jak wchodzi refren, to odczuwamy wzrost energii, itp. Utwór powinien się po prostu dynamicznie zmieniać i nie być jednostajny. Zazwyczaj, rzecz jasna. Ale pomijamy tutaj jakieś krótkie alternatywne formy czy muzykę relaksacyjną, która ma nas ukołysać czy wyciszyć – tutaj raczej takie zmiany byłyby nie na miejscu.

Wiadomo, że każdy gatunek rządzi się też swoimi prawami, ale w większości popularnych typów muzyki ta ogólna zasada obowiązuje właściwie zawsze, tylko różnie może się objawiać. Główny przekaz jest taki, aby nie było przez cały czas jednostajnie, bo to również spłaszcza całą piosenkę – tak samo, jak brak kontrastu we wcześniejszych trzech wymiarach.

58. Miks jest iluzją…

Ale nie w znaczeniu magika żonglującego obręczami czy połykającego samurajskie miecze… Powinniśmy starać się sprawić, aby słuchaczowi więcej się wydawało, niż w rzeczywistości się w utworze działo. Chodzi o to, aby niektóre dźwięki zabrzmiały tak, jak by były większe niż są w rzeczywistości (poziomy, kompresja, pogłosy, saturacja), dzięki czemu możemy inne dźwięki „zmniejszyć” (znów poziomy, więcej filtrów, większe pogłosy, delaye) – po to, aby nie wchodziły w drogę tym ważniejszym, a wtedy wszystko ładnie ze sobą upchamy w jeden twór. Rezultatem tego będzie pewna spójność (poprzez kontrast), która jednocześnie sprawi, że wszystko będzie miało swoje miejsce oraz będzie uderzało z odpowiednią siłą.

59. Korzystaj z grup mikserskich

FOTKA 17-F

Każda sensowna stacja robocza ma możliwość grupowania śladów czy wysyłania ich na jeden wspólny kanał. Jest to rozwiązanie o tyle dobre, że jeśli mamy w projekcie dużo ścieżek, to grupowanie ich może bardzo mocno usprawnić i przyspieszyć nasze poczynania. Dla przykładu – jeśli udało nam się doprowadzić pojedyncze elementy perkusji (stopa, werbel, hi-hat, tomy, overheady, pomieszczenie) do takiego stanu, że brzmi ona jak należy, to wyślijmy ją teraz na jeden wspólny kanał i od tego momentu traktujmy ją jako jednolity instrument. Podobną rzecz możemy zrobić z serią chórków czy kilkoma warstwami syntezatorów. Dzięki takiemu działaniu będziemy mieli mniej suwaków do opanowania i miks zazębi się znacznie szybciej.

60. Panowanie nad poziomami

O kwestii poziomów mówiliśmy już nie jeden raz na blogu i za każdym razem staram się podkreślać, jak bardzo istotny jest to aspekt. Zazwyczaj rozprawiamy o poziomach w przypadku nagrywania, ale również w trakcie miksu trzeba zwracać na nie uwagę. I to nie tylko, jeśli chodzi o wskazania mierników na poszczególnych kanałach czy na sumie. Jest przecież masa innych punktów, w których mogą zachodzić zmiany w poziomach i jednym z najważniejszych jest tu łańcuch wtyczek.

Dlatego zawsze sprawdzajcie, na jakim poziomie sygnał wychodzi z jednego plug-inu i na jakim z niego wychodzi (lub wchodzi do kolejnego). Często bowiem umyka nam ten fakt (bo przecież nie mamy pootwieranych wszystkich okienek z wtyczkami), a może on być przyczyną różnych zniekształceń, szumów i innych niepożądanych efektów, których nie widać gołym okiem.

Poniżej wizualny przykład tego, jak zmienia się poziom po zastosowaniu sporej ilości podbić na korektorze:

Widzimy znaczną zmianę poziomu po zastosowaniu EQ (to te słupki po prawej) – najpierw widzimy poziom wejścia, a potem wyjścia.

Dlatego po takim zastosowaniu korekcji należy zredukować poziom na wyjściu (gałką Output, tutaj w lewym dolnym rogu) – aby zachować spójność i nie przeładować kolejnej wtyczki w torze:

Analogicznie – jeśli sporo korekcją wytniemy, to musimy zrekompensować stratę sygnału podnosząc pokrętło odpowiedzialne za poziom wyjścia. Trzymajmy się tutaj złotej zasady, że unikamy przesterowania sygnału na jakimkolwiek etapie oraz staramy się, aby sygnał wychodzący z wtyczki był mniej więcej na takim samym poziomie, na jakim na nią wszedł.

Inny punkt wart zwrócenia uwagi to chociażby wysyłki (sends) – czasem chcemy więcej pogłosu na jakimś śladzie i wyciskamy z wysyłki ostatnie poty, a i tak ciągle nam mało. Wtedy warto rozważyć inny typ pogłosu, inny algorytm czy w ogóle inną wtyczkę albo dodać do istniejącego pogłosu kolejny. Bo nie ma nic gorszego, jak ustawić poziom wysyłki na +12dB i wprowadzać do pogłosu (czy innego efektu) przeładowany sygnał. Nie tędy droga…


Te kilka myśli powinno Was odpowiednio nastroić do świadomego podchodzenia do kwestii miksu. W kolejnej części opowiem o kilku innych, równie istotnych czynnikach, bez znajomości których można się pdoczas tego procesu poczuć nieco zagubionym.

  1. capablanca1

    “miejsce instrumentu w pionie („wysokość”) regulujemy korektorem” – Igor, a jaka jest zasada tej korekcji? Kiedy instrument jest wyżej a kiedy niżej?

    • Sygnał z instrumentów przenoszących niskie częstotliwości niemal samoczynnie dochodzi z dołu. Im wyższe pasmo, tym odbieramy je jako dochodzące z wyższej pozycji w pionie. I nawet nie tyle musimy je koniecznie i zawsze kontrolować korekcją pod tym względem, bo one same z siebie tak się zazwyczaj rozkładają.

  2. O bardzo dobrze to ująłeś: Słuchaczowi powinno się dużo wydawać. Właśnie zawsze podobały mi się piosenki w których musiałem sobie wiele dopowiedzieć. 😛 Nie umiałem tylko nigdy tego zdefiniować.

Zostaw komentarz