Jak Produkować Lepsze Utwory, Cz. 12

Przyszedł czas omówić ostatnie 4 wskazówki dotyczących kreatywności i efektywnej pracy w studio. Niektóre z nich może nie będą super-odkrywcze i tak bardzo fascynujące, jak kręcenie gałkami nowego instrumentu wirtualnego, ale w ostatecznym rozrachunku przyniosą nam wymierne korzyści…

51. Unikaj przesadnej perfekcji

Precyzja jest zazwyczaj czymś pożądanym, szczególnie wtedy, gdy mowa o wykonaniu nagrywanej partii. I nie zamierzam tego negować. Do zarejestrowania swoich ścieżek trzeba się przyłożyć i dać z siebie wszystko. Jest jednak cienka granica między precyzją, a obłędną perfekcją – wiemy przecież doskonale, że żaden perkusista nie gra równo, jak metronom, żaden gitarzysta nie zagra solo gitarowego z 16-stkami czy 32-ójkami idealnie z siatką, etc. To, między innymi stanowi o pięknie i naturalności muzyki.

Ale ja w tym punkcie chciałem spojrzeć na sprawę nieco inaczej – mianowicie od strony samego brzmienia. Możemy tygodniami dopracowywać każdy detal związany z barwą głosu wokalisty czy konkretnym brzmieniem wzmacniaczy gitarowych czy danym algorytmem pogłosu i tym sposobem dążymy do jakiegoś tam ustalonego, perfekcyjnego brzmieniowo celu.

Mimo to, zawsze warto dla pewnego charakteru, czy odróżnienia się od tłumu, wykorzystać chociażby jeden element (nawet, gdyby miał być ledwie słyszalny w miksie), który byłby niespodziewany. Może to być jakiś akcent na bębnach, gdzie w założeniu być go nie powinno. Może to być jakiś dźwięk poza tonacją, który wbrew regułom muzyki, akurat się dobrze wpasuje w dany utwór (z uwagi na element zaskoczenia). Może to być cokolwiek, co przyjdzie nam do głowy, ale zaintryguje i zbuduje chwilowe (lub dłuższe) napięcie.

Nie raz słyszałem o przypadkach, gdzie podczas nagrań pojawił się jakiś przypadkowy odgłos, który postanowiono zostawić, bo pojawiał się znienacka i dodawał właśnie czegoś zaskakującego – tak dla samych muzyków, jak i realizatora. Sam pamiętam, jak podczas nagrywania partii gitary akustycznej do jakiegoś utworu, pod sam jego koniec tak mocno uderzyłem w akord, że nieco wysłużona struna musiała się poddać i pękła z hukiem obijając się o pozostałe i tworząc dość osobliwy odgłos. A że wpasował się on idealnie w tempo piosenki, postanowiłem go tam zostawić. Ba, wręcz dodatkowo podkreślić.

A jeśli nam się takie coś samo nie pojawi, to dlaczego nie spróbować tego stworzyć celowo…?

52. Zachowaj kartony (ale nie w sensie brzmienia)

Nie wiem, jak Wy, ale ja z reguły zachowuję pudełka od sprzętu, który zakupuję. Zawsze dobrze jest je mieć – czy to na wypadek przeprowadzki, czy chęci sprzedaży. Wygląda na pewno lepiej w firmowym opakowaniu niż w czarnym worku na śmieci. Problem z tymi kartonami jest jednak taki, że zwykle zajmują one sporo miejsca – nawet, jeśli zastosujemy metodę „na Matrioszkę” i wciśniemy mniejszy karton w większy, który potem schowamy w jeszcze większy itd.

Dlatego od dawna polecam rozkładać te pudła i trzymać je na płasko w jednym miejscu. Zdziwimy się, ile w ten sposób zaoszczędzimy miejsca. Ja na przykład swego czasu trzymałem te „flat-packi” pod materacem od łóżka. Nie dość, że nie musiałem sobie głowy zaprzątać ich istnieniem (i zabieranym miejscem), to jeszcze pięknie się sprasowały pod naporem mojej „powierzchni cielesnej”.

Co natomiast zrobić z wszelkimi usztywniaczami ze styropianu czy innego tworzywa, które oryginalnie trzymało i chroniło produkt w pudle. Mhm… może Wy macie jakiś sensowny pomysł? Bo u mnie to różnie wygląda – niektóre z nich składuję w jednym, zbiorczym pudle (np. te, które były w kartonie od monitorów), a innych po prostu się pozbyłem. Jeżeli macie jakieś swoje patenty, to się podzielcie.

53. Opanuj swoje DAW

Mówiłem o tym już nie raz i choć miałem się w tym cyklu nie powtarzać, to nie potrafiłem się oprzeć temu, żeby po raz kolejny bardzo jasno podkreślić, jak istotna jest umiejętność płynnego poruszania się po swojej stacji roboczej. Od tego, jak dobrze opanujemy obsługę programu, często będzie zależało to, jak dobrą produkcję ostatecznie zrobimy. A dlaczego?

A to dlatego, że jeśli nie musimy się non-stop skupiać nad tym, gdzie znajduje się jakaś funkcja lub nad kwestią tego, czy nasze DAW „coś tam” potrafi (tu wpiszcie dowolny zabieg), to od razu pracujemy płynniej. A płynniejsza praca, to praca wydajniejsza. A jak pracujemy wydajniej, to osiągamy lepsze wyniki. Prosty ciąg przyczynowo-skutkowy.

Jeżeli więc przeczytanie instrukcji Waszego DAW, miałoby zając nawet pół roku, to wierzcie mi, że naprawdę warto. Oprócz tego, że będziecie z zamkniętymi oczami poruszać się po gąszczu funkcji programu, to jeszcze z pewnością poznacie inne jego możliwości, o których nie mieliście bladego pojęcia.

Zróbcie więc to raz, a porządnie! To się opłaci. A potem, z każdym kolejnym updatem poznajcie nowe funkcje i zawsze będziecie na bieżąco. Kto czyta, ten nie błądzi. Kto nie czyta, ten w kółko pyta o najprostsze rzeczy i irytuje tym innych… W której wolicie być grupie?

54. Tnij melodie

Jako ostatnią poradę z zakresu kreatywności, postanowiłem przytoczyć coś bardziej twórczego – żeby nie było, że samą suchą teorią Was zasypuję. Mowa o bardzo prostej technice, a w zasadzie podejściu do tej techniki, mianowicie – o cięciu, przesuwaniu i generalnie manipulowaniu elementami melodyjnymi w taki sposób, w jaki zwykle traktujemy ślady rytmiczne. Już tłumaczę…

Dysponując takimi narzędziami, jak np. ReCycle od Propellerheads (tudzież innymi samplerami), możemy utworzyć bardzo ciekawe brzmienia czy krótkie fragmenty, ale oparte nie na elementach perkusyjnych, ale melodyjnych. Dla niewtajemniczonych – ReCycle pozwala nam między innymi na tworzenie plików w formacie Rex, czyli w pewnym sensie „pociętych” wewnętrznie pętli, które możemy potem bez problemów i artefaktów odtwarzać w różnym tempie i zawsze będą one z nim zsynchronizowane.

Jest to mega-przydatne, gdy chcemy do jakiegoś utworu wprowadzić konkretną pętlę perkusyjną, ale w innym niż nasz kawałek tempie. Przy zastosowaniu normalnego „wave’a”, musielibyśmy go albo pociąć na fragmenty i przesuwać, albo rozciągnąć lub zacieśnić, dlatego wynaleziono format Rex, który ma wewnętrznie porobione znaczniki (markery) przyporządkowane do każdego uderzenia/akcentu/transjentu (werbla, stopy, hi-hatu, etc).

Dzięki bardzo dobrym algorytmom, dopasowywanie dowolnej pętli do tempa naszego utworu staje się banalnie proste. Warunek tylko jest taki, że ta pętla musi być zapisana w formacie Rex.

Ale wracając do naszej „sztuczki”. Możemy zaimportować do ReCycle plik nie mający wiele z typowo rytmiczną ścieżką wspólnego (na przykład jakiś fragment pociągłych dźwięków na smykach, tudzież inne pianino czy żeński wokal) i przepuścić go przez narzędzia dostępne w ReCycle. Powstawiać znaczniki, gdzie nam się tylko podoba i rozpocząć zabawę z obwiednią takiego sygnału – skracać, wydłużać, manipulować głośnością danych fragmentów, etc. Możemy nawet bardziej zaszaleć i użyć później na takich plikach efektu tremolo lub arpeggio, filtrów, przesterów, szumu – czego tylko dusza zapragnie.

Poniżej przykład tak zmanipulowanego pliku.

Oryginalny fortepian:

      57-.mp3

 

Pocięty i zmanipulowany plik w ReCycle (dodatkowo nieco odfiltrowany ze sporym rezonansem):

      58-.mp3

 

A tutaj po przejściu przez 2 filtry i modyfikacji szumem za pomocą LFO:

      59-.mp3

 

I tak z pięknej partii fortepianu, otrzymaliśmy rytmiczny szum z kontentem melodyjnym w tle.

Dla jasności – do takiej manipulacji wcale nie musimy korzystać konkretnie z ReCycle, bo jak wspomniałem, takie czynności możemy wykonać wewnątrz wielu wtyczkowych samplerów. Przytoczyłem jego przykład tylko dlatego, aby wspomnieć o bardzo przydatnym formacie Rex.

Podsumowanie

Spróbujcie własnych sił z tą sztuczką w ReCycle (można pobrać za darmo wersję demo ze strony Propellerheads) i koniecznie dbajcie o efektywną i wydajną pracę. To kolejny krok na drodze do produkcji jeszcze lepszych utworów.

Kończymy niniejszym sekcję o kreatywności, a w następnym dwóch artykułach podrzucę Wam garść porad z zakresu miksu i masteringu, bo tych nigdy za dużo…

  1. Hej .Z innej bezczki ale mam problem z moim pro toolsem. Nagrywałem coś i za kliknięciem czegoś straciłem nagrany materiał….nie jest to oczywiście strata warta łez,ale pół godziny roboty poszło na marne…nauczka żeby zapisywać na bieżąco.Natomiast problem inny powstał….teraz przy otwieraniu jakiejkolwiek sesji pojawiają się inne rzecz…- wtyczka np.kontakt 5 nie chce działać….jeśli otwieram jakąś nagraną już sesje i chce poprawić ścieżkę na której podpięty jest jakiś syntezator…a ścieżek jest kilka z zyntezatorami …to działa mi tylko – grając na klawiaturze sterującej – tylko jedna podpięta wtyczka.Choćby zaznaczał, że chcę grać na danym syntezatorze …gra mi tylko ta jedna…no i oczywiście ten czarny kolor na insert i send.Wiem że rozpisałem się i chaos w tym wszystkim..ale wkurzenie jest…jakby ktoś miał wcześniej podobny porblem to proszę o pomoc…

  2. Nie dawniej jak wczoraj rozmawiając ze swoją lubą o muzyce, którego tematu ona nie znosi, nawiasem mówiąc, zauważyłem, że mało w polskojęzycznym Internecie sensownych forów i innych miejsc wymiany doświadczeń czy takich w których możnaby znaleźć jakieś wartościowe tipsy, porady czy artykuły. Natomiast nie ma tego problemu w Internecie anglojęzycznym – tam tych źródeł (różnej wprawdzie jakości) jest aż za dużo. Nie wiem jak w innych językach np. francuskim czy niemieckim ale śmiem przypuszczać, że bliżej im do poziomu anglojęzycznego niż polskojęzycznego. I na tym tle zakamarkowy blog Igora lśni. Oczywiście ma takie czy inne mankamenty ale całą tą treść wytwarza i dostarcza jedna osoba! I to nieprzerwanie od lat. Niejeden pisacz maksymalnie czterozdaniowych skleceń pewnie uzna, że to proste, oczywiste i pewnie nic wielkiego. Ja tu widzę jednak ogrom pracy, zapału i serca włożonego w tą robotę. Na tym tle inne blogi muzyczne (których nie ma zbyt wiele) wypadają zwyczajnie blado. Sam kiedyś próbowałem stworzyć w polskim necie stronę z przeglądami i recenzjami bibliotek sampli ale kosztowało to tyle czasu i energii, że dałem sobie spokój. Tym bardziej doceniam starania Igora. W dzisiejszym odcinku szczególnie do mnie przemówił punkt 51. – jestem chorobliwie perfekcyjny, nic co zrobię, nie jest dość dobre a nawet jak już w zasadzie nie można się do niczego przyczepić to zaczyna mi świtać myśl, że może przecież być lepiej tu i tam. Pół biedy jeżeli utwór (czy cokolwiek innego) jest już skończony a ja go sobie przebudowuję tracąc czas. Wyobraźcie sobie jednak taką sytuację podczas zaczynania utworu. Nie można złapać żadnego pomysłu, bo już w trakcie tworzenia zrębów zaczyna się obsesyjne szlifowanie detali – a to brzmienie nie takie, a to taki czy inny zawijas w melodii może nie w tą a w inną stronę, a może harmonie trochę pozmieniać albo prowadzenie głosów w tychże i każda chwila poświęcona takim rozważaniom powoduje, że świetny, świeży pomysł po prostu ucieka… To jest mój najgorszy koszmar. Jeszcze jakbym miał fotograficzną pamięć jak Bethoveen czy Mozart to pierwotny pomysł byłby do odratowania, no ale nie mam takiej pamięci, że raz zasłyszany utwór potrafiłbym zagrać bez błędów po kilku latach. Ba nawet z błędami ne potrafiłbym. 😉 Tak więc pkt. 51 – jak dla mnie jest nie do pzrecenienia. Punkt 53 również ciekawy – nie lubię czytać instrukcji najętniej bym od razu wziął się do roboty – tyle, że na każdym kroku jakieś utrudnienie, które stopuje pracę i zamiast zajmować się muzyką szukam sposobu na rozwiązanie czy obejście jakiegoś problemu – a wena – wziuuuuuu i uleciała wraz z pomysłem… 😉
    Pkt. 52 świetny pomysł na radzenie sobie z kartonami – muszę wypróbować – trzymam je poupychane w różnych miejscach i gracą mi mieszkanie. Kostki ze styropianu (takiego grubszego) możnaby układać w formie siedzisk (trzeba by to czymś jednak zabezpieczyć przed kruszeniem się) albo wykorzystywać jako element akustyki wnętrza. Albo w karton, opisać i do piwnicy/pawlacza/strychu.

    • Dzięki za obszerny opis, pomysły i dobre słowo – naprawdę doceniam!

  3. Punkt 52. Zachowaj kartony (ale nie w sensie brzmienia) – taki “od czapy” – jako element zaskoczenia? 😯

  4. Sprzęt jest częścią twórczości a zdarza sie, że się psuje, trzeba go przewieźć itp. Ja mam np. 4 parapety w tym 2 po 88 klawi i ten największy musieliśmy wnosić we dwóch (Oxygen 88). Jak bym go miał wysyłać gdzieś w Polskę do serwisu nie w oryginalnym dobrze zabezpieczonym opakowaniu tylko w jakiejś łatanej sklejance to raczej spokojnie bym nie spał a taki stan umysłu na twórczość rzutuje. No i ten dodatkowy spokój, że zawsze parę groszy więcej odzyskam przy odsprzedaży swojego sprzętu też pomaga… 😉

  5. Piotrek R

    Już się nie mogę doczekać artykułów o miksie i masteringu 🙂

Zostaw komentarz