Niuanse i Ozdobniki w Miksie, Cz. 3

Wracamy z ostatnią porcją wskazówek dotyczących tego, jak można ozdobić, ubarwić i uatrakcyjnić swoje miksy za pomocą różnych zabiegów i efektów stosowanych w miksie.

Omówiliśmy już kwestię rejestrowania dodatkowych partii mających temu celowi służyć (Część 1), a także rozpoczęliśmy opisywanie dodatkowych operacji już po nagraniach – w samym miksie (Część 2).

Dzisiaj przyszła pora zamknąć ten temat i podzielić się ostatnimi wskazówkami.

Wspomniałem ostatnio o kontraście (z resztą nie pierwszy raz na blogu, bo swego czasu kilka osobnych artykułów o tym spłodziłem, a jest to temat arcyciekawy), więc idąc przez chwilę tym samym tropem, chciałem przywołać pierwszy trik w dzisiejszym artykule, jaki możemy zastosować, aby bardziej podkreślić jakąś sekcję. Mianowicie:

Dodawanie przesterów / saturacji / harmonicznych

Lekka nuta przyjemnie brzmiącej saturacji potrafi dodać kolejnej dozy pazura, zadziora i kopa do naszego miksu. To technika stara jak świat i stosowana w co drugim utworze rockowym czy metalowym. Przestery i harmoniczne są tutaj naszymi przyjaciółmi.

Sęk oczywiście w tym, aby nie dać się za bardzo ponieść, bo ten proces bywa zdradliwy – za dużo go w miksie najzwyczajniej w świecie zabrudzi nam całość, aż do momentu, gdy zaczniemy słyszeć nieładne trzaski. Dlatego umiar w tym miejscu jest podstawą, chcemy tylko skromnie podkreślić jakiś fragment czy ścieżkę. I nie mówię o tym, by przesterowywać każdy ślad i na całej długości trwania utworu – bo wtedy z kontrastu oczywiście nici.

Także proponowałbym raczej nasycać pojedyncze ślady (lub grupy) niż próbować załatwić wszystko jednym procesorem na sumie. Nie mówię, że się tak nie da, ale poddając saturacji pojedyncze ścieżki, mamy po prostu więcej kontroli nad poziomem ich przesterowania i możemy decydować, w których miejscach je podrasować, a w których zostawić w spokoju.

“Kolorowanie” powrotów efektów

Jedna z moich ulubionych metod. Jeśli używamy pogłosów lub delay’ów na wysyłkach (a zwykle powinniśmy), to warto rozważyć dodanie za nimi kolejnych procesorów, którymi lekko podbarwimy brzmienie samych efektów. W tym celu możemy użyć korekcji / filtrów, saturacji i przesterów, kompresji czy nawet bramek i ekspanderów.

Ja osobiście najbardziej preferuję w takich momentach (choć nie zawsze to pasuje) zrobić kopię powrotu pogłosu, wysłać nań całe bębny i odfiltrować na niej skraje pasm oraz lekko ją przesterować. Można w ten sposób uzyskać bardzo unikalne brzmienie pomieszczenia, które ciężko byłoby osiągnąć w naturalnych warunkach. Domiksowujemy to wtedy do reszty i możemy się cieszyć nietypowym charakterem pomieszczenia. Warto taką technikę wypróbować w mocniejszych refrenach czy jako efekt specjalny w zakończeniu czy wstępie. Polecam sprawdzić.

Przekuwanie porażek na zwycięstwa

Ponoć jest taka zasada, że jak nie można usunąć jakiegoś problemu, to najlepiej uczynić z niego zamierzony efekt. Na myśl przychodzą mi nadmierne oddechy na śladach wokalu. Nie, żeby nie dało się tego we współczesnym DAW usunąć, ale jeśli rzeczywiście są one uporczywe, to może jeszcze bardziej je uwydatnić? Np. rozbić na kanały, puścić na jakiś pogłos, odwrócić, przesterować, mocno skompresować, zautomatyzować, żeby przechodziły od lewej do prawej (może nie za każdym razem, ale powiedzmy raz lub dwa na zwrotkę albo tylko w refrenach). Dużo jest tutaj możliwości, a jeśli umiejętnie to wpleciemy w miks, to nasz wcześniejszy “kłopot” może się zamienić w mega-interesujący i mało popularny efekt, który doda atrakcyjnego smaczku całości.

Przekaz w każdym razie jest taki, aby nie łapać się za głowę i z miejsca poddawać, tylko w razie kryzysu starać się zamieniać błędy na kreatywne pomysły. Wiem, że nie zawsze jest łatwo, ale jeśli nigdy nie próbujemy…

Ruchy Mikro w perspektywie Makro…

Nie do końca wiedziałem, jak to nazwać, ale nie chciałem tego pominąć. Jako ostatni punkt postanowiłem przywołać cały worek minimalnych ruchów, które z perspektywy mikro mogą nie mieć na pierwszy rzut ucha znaczenia, ale jak je wszystkie razem połączymy (obraz makro), to często okazuje się, że wyszło to miksowi na dobre. Czy wręcz na bardzo dobre.

Nie ma bowiem nic gorszego, jak jednolity, stateczny miks, w którym niewiele się dzieje i brak mu “ruchu”. Tajemnica natomiast tkwi w tym, żeby te ruchy były niezauważalne “gołym uchem”, bo jeśli wykonane subtelnie, to nie dość, że nie rzucają się nachalnie w oczy (uszy), to jeszcze miks dzięki nim nabiera więcej życia.

I możemy tutaj zakwalifikować takie rzeczy, jak:

Nieznaczna automatyka poziomów

Nie mówię tu o zmianach poziomów w sekcjach czy efektownych przejściach, ale o takim “wysuwaniu” na plan pierwszy elementów, które wiodą utwór – to, o czym wspominałem na samym początku pierwszej części. I wiem, że rozmawiamy w tych dwóch artykułach o “przeszkadzajkach”, ale nie zapominajcie o tym, że coś musi być głośniej, aby coś innego było postrzegane jako cichsze, automatycznie spychając dany element na dalszy plan.

Mikro-panoramowanie śladów

To jest jeden z tych trudniejszych, ale bardzo efektownych sposobów na ubarwienie miksu. Chodzi o bardzo delikatną automatykę panoramy – np. przysunięcie do środka elementu, który przez większość czasu siedzi delikatnie z boku (powiedzmy 5-10% od centrum) obrazu stereo – np. banjo na czas solówki, jak i odsunięcie na bok elementu, który ustępuje miejsca innemu.

Miejcie na względzie, że mówimy tu o wartościach rzędu kilku procent, nie więcej. Jeśli przesadzimy z takim rozsuwaniem, to efekt będzie odwrotny od zamierzonego – zamiast lekko przyozdobić miks i uczynić go ciekawszym, przyciągniemy zanadto uwagę słuchacza. A tego raczej chcemy uniknąć. Generalnie raczej unikamy zmiany pozycji danego instrumentu w panoramie na przestrzeni trwania utworu, szczególnie jeśli jest to jeden z głównych elementów, a zmiany są drastyczne – z lewej do prawej czy ze środka na któryś ze skrajów, etc. Jeśli więc bardzo chcemy zrobić takie mikro-panoramowanie, to zróbmy to z wyczuciem i chirurgiczną precyzją, tudzież jak pod mikroskopem.

Automatyka panoramy odbić delay’a

Niezależnie od tego czy mowa o delay’ach mono, czy stereo, zawsze możemy trochę poszaleć z ich panoramą – tak, aby każde odbicie dobiegało z różnych miejsc obrazu stereo. I tutaj można już nieco bardziej zaszaleć, nawet do ekstremum. W tym celu można albo użyć wtyczki, która zrobi taki auto-pan za nas (w synchronizacji z tempem lub dowolnie), albo można chwycić za automatykę samemu i poustawiać każde odbicie w wybranym miejscu obrazu stereo. Będzie to wymagało trochę prób, żeby dojść do miejsca, w którym wszystko będzie się nam odbijać wedle planu, ale jak najbardziej jest to wykonalne i daje kupę frajdy.

Podsumowanie

Miejcie na względzie, że rola ozdobników, niuansów i przeszkadzajek ma być zazwyczaj minimalna, mają być one raczej niezauważalne (acz pamiętajcie o wyjątkach), a ich główne zadanie, to dodawanie specjalnej tekstury i smaczku. Bo to niby takie małe coś, ale jeśli będzie zrobione z wyczuciem, to może sprawić ogromną różnicę w odbiorze naszego utworu.

  1. Chyba muszę założyć zeszyt ze wszystkimi metodami uatrakcyjniania mixu. Bo jest tego tyle,że skupiając się na jednej metodzie szybko można zapomnieć o innej, też ciekawej 😛

  2. Co do przemieniania porażek w zwycięstwo – czasami fajny efekt daje lekko rozstrojony instrument czy punktowo niestrojący dźwięk.

    • Zgadza się. Czasem potrafi to ciekawie zabrzmieć jako jakiś ozdobnik.

Zostaw komentarz