Niuanse i Ozdobniki w Miksie, Cz. 2

Ostatnio przyjrzeliśmy się temu, jakie instrumenty i w jaki sposób zarejestrowane mogą posłużyć nam jako dobarwienie miksu czy swego rodzaju ozdobniki w piosence.

Dzisiaj przyszedł czas na to, aby poznać kilka sztuczek mających podobny cel, ale takich, które możemy zastosować już wewnątrz stacji roboczych – po skończonych nagraniach.

Oprócz kilku standardowych i sprawdzonych metod, opowiem również o pewnych elementach ubarwiających, które bardziej czujemy niż wyraźnie słyszymy.

Czasem ciężko je zidentyfikować, bo są pięknie wplecione w resztę miksu i stanowią ledwie słyszalne tło, ale za to odczuwamy ich wyraźny brak, gdy je zabierzemy…

EFEKTY

Lista możliwych efektów, jakie możemy zastosować na różnych ścieżkach celem ozdobienia utworu jest oczywiście bardzo długa i nie sposób wymienić tutaj wszystkich. Mimo to, postaram się podać kilka takich, które pochodzą z różnych kategorii i pokrótce je opiszę.

Zacznijmy może najpierw od podstaw, bo… od nich zacząć powinniśmy. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał tekstu o budowaniu głębi w miksie czy odsuwaniu elementów na plan dalszy miksu, to proponuję to nadrobić, bo w wielu przypadkach będzie to wszystko, co wystarczy śladom zrobić, by stały się one pięknie uzupełniającym tłem dla reszty. A z racji, że nie chcę się tutaj powtarzać – odsyłam najpierw ciekawskich do tamtego tekstu.

My natomiast przyjrzymy się nieco innym technikom czy efektom, które będziemy tworzyć właściwie z niczego, a które to w subtelny sposób mogą dobarwić nasze kawałki.

“Nachodzenie”

Mowa tutaj o wszelkiej maści “narastaniu” czy “najściach”, które pojawiają się tuż przed wejściem nowych sekcji w utworze. Jest to dość często praktykowane w różnych odmianach muzyki elektronicznej i tanecznej. Aczkolwiek jeśli zrobione z wyczuciem, to spokojnie wpasuje się to w rap, pop, rock czy inne gatunki.

Jak wykonać taki “woosh”?

Istnieje sto różnych sposobów – począwszy od wykorzystania szumu, który możemy odfiltrować i zautomatyzować, przez tak bardzo nadużywane odwrócenie crasha, skorzystanie z konkretnych presetów (pado-podobnych), narastająco brzmiących patchy w naszym syntezatorze, aż po narzędzia (instrumenty wirtualne), które zostały zaprojektowane z myślą o tworzeniu takich właśnie efektów – np. The Riser od AIR.

Z reguły ustawiamy takie efekty dość cicho w miksie – czasem na granicy słyszalności, czasem nieco głośniej – zależy oczywiście od kontekstu. Dla dodatkowego efektu można także zautomatyzować panoramę takiego śladu, aby w umiarkowanym tempie takie narastanie przewinęło się od lewej do prawej.

Odwrócone audio (zwykle w połączeniu z pogłosem)

To jeden z tych popularniejszych efektów (szczególnie go lubię na wokalach), które słyszymy dość często. Z reguły są to skopiowane z oryginalnej ścieżki frazy, odwrócone, przemielone sporym pogłosem i znowu odwrócone. Cała sztuka polega później na tym, aby odpowiednio ustawić taki odwrócony ślad na linii czasu względem oryginalnego – tak, aby ten efekt zaczął pojawiać się chwilę przed “surowym” wokalem, a skończył się (czy stopniowo wygasł) w momencie, jak surowy się zacznie.

Usłyszymy wtedy coś w rodzaju zasysającego się pogłosu i mocno odsuniętej do tyłu i zaczynającej się przedwcześnie frazy wokalu, po której następuje wejście już tej właściwej. Taką sztuczkę nazywa się potocznie Reversed Reverb, ale żeby być precyzyjnym, oficjalnie zwie się to Preverb, dlatego, że pogłos zaczyna się jeszcze przed pojawieniem się głównej frazy. A rzeczywisty odwrócony pogłos mamy wtedy, gdy głośność jego ogona, który pojawia się zaraz po wywołującej go ścieżce, zaczyna po prostu narastać zamiast wygasać (bo to sam pogłos leci od tyłu, a nie wysłane na niego audio).

Ale wróćmy do naszych efektów…

Można jeszcze w bardziej nietypowy sposób korzystać z możliwości odwracania plików i domiksowywania ich do oryginałów, bądź po prostu robienia z nich samodzielnych efektów. Odwrócone partie gitary solowej mogą służyć za takie źródło, odwrócone uderzenia werbla, stopy, odwrócone pianino i masa innych.

Zazwyczaj będą one siedziały gdzieś z tyłu i w tle, ale będą też sytuacje, kiedy na bazie takiej odwróconej partii można zbudować jakiś główny motyw i będzie on wtedy dość wyraźnym (jeśli nie przodującym) elementem miksu. I to jest kolejna sytuacja (po głośno zmiksowanym tamburynie omówionym w poprzednim artkule), w której możemy taki niby ozdobnik przyciągnąć na front miksu. Jak pisałem na początku – wyobraźnia i chęć próbowania jest tutaj kluczem…

Teraz przyjrzyjmy się jeszcze innej grupie efektów, które potrafią dodać czegoś specjalnego, wypełnić miks, nieco go urozmaicić, ale bez przejmowania wiodącej roli.

Szybko wygasające pogłosy

To jest zabieg, który potrafi dodać trójwymiarowości i głębi, ale bez tego przesadnego i wyraźnie słyszalnego ogona pogłosu, który miewa tendencje do “zamazywania” utworu. Nam chodzi o coś zupełnie innego – chcemy dodać bardzo niewielką ilość pogłosu do większości ścieżek, ale ustawiamy wysyłkę do niego na bardzo niskim poziomie, a sam pogłos – z bardzo krótkim czasem wygasania (Decay Time, Reverb Time, etc).

Jeśli nasza wtyczka pogłosowa ma możliwość regulacji balansu między wczesnymi odbiciami (Early Refelctions), a ogonem (Late Reflections / Tail), to raczej dajmy priorytet tym pierwszym. Chcemy stworzyć odrobinę niewielkiej przestrzeni wokół ścieżek i sprawić, by nie brzmiały turbo-sucho i sztucznie, ale nie chcemy ich także zatopić w pogłosie. Im mniej, tym lepiej. Cel osiągniemy wtedy, gdy podczas odsłuchu nie będziemy wyraźnie słyszeć tego pogłosu, ale gdy go wyłączymy, odczujemy jego brak i totalny zanik ambientu.

Automatyka poziomów przy zmianach sekcji

Zaprogramowane zmiany poziomów podczas przejść w różnych sekcjach to kolejna tajna broń, jaką możemy wykorzystać w ubarwianiu naszych utworów. Kto powiedział, że automatyka ma służyć tylko wyrównywaniu poziomów w miejscach, z którymi nie poradził sobie kompresor?

Subtelne zmiany wprowadzane poziomami potrafią dodać odrobinę kontrastu i różnic między poszczególnymi elementami w budowie utworu. W tym celu możemy:

  • podbić poziom refrenu o 1-2 dB
  • podbić o dodatkowy 1dB pierwsze uderzenie stopy w refrenie (a potem szybko je przywrócić do poprzedniego stanu)
  • podbić całe bębny w refrenie lub mostku o ok. 2dB i bardzo stopniowo ten poziom zmniejszać do poprzedniego stanu, ale na całej rozciągłości tej sekcji aż do pojawienia się następnej. Tak rozłożonego w czasie opadania nikt raczej nie wyłowi, a będziemy mieli później z czego zbudować następne podbicie – o ile będzie ku temu potrzeba.
  • odnaleźć jakiś ślad, który tuż przed samym refrenem podtrzymuje jakiś jeden dźwięk i na 2 czy 4 takty przed wejściem refrenu zacząć go nieznacznie pogłaśniać. Podniesiemy tym sposobem nieco napięcie przed wejściem refrenu
  • podbić nieznacznie i stopniowo poziom powrotu efektu typu pogłos czy delay tuż przed wejściem mocniejszej sekcji i powrócić do stanu poprzedniego wraz z nadejściem tejże sekcji

Podsumowanie

Póki co podaję, Wam te kilka sztuczek czy zabiegów. Generalnie sprawdzają się one prawie zawsze – dlatego są tak często nadużywane… W trzeciej i ostatniej odsłonie artykułu przedstawię kilka kolejnych procesów, tym razem także tych mniej popularnych, które mają niezły potencjał urozmaicić i ozdobić nasze miksy.

  1. Stosuję wszystkie opisane techniki… 😈

  2. I pomyśleć, że jeszcze całkiem niedawno cieszyłem się efektem własnej roboty typu rewerb, zrobionym z dwóch głośników połączonych spiralą grzałki żelazka, czy pogłosem typu delay zrobionego z magnetofonu szpulowego i mechanizmu przesuwanej głowicy. :mrgreen:

  3. właśnie… fajny artykuł, ale nic nowego 😉

    wszystkiego dobrego!

Zostaw komentarz