Niuanse i Ozdobniki w Miksie, Cz. 1

Miks to taka ciekawa mieszanina priorytetów… Są bowiem elementy, które muszą zawsze być na froncie – takie, które “prowadzą” i napędzają utwór, utrzymują uwagę słuchacza lub niejako podpowiadają mu, na czym ma się w danej chwili skupić.

Rolą inżyniera miksu jest takie dysponowanie poszczególnymi ścieżkami, aby słuchacz dał się wciągnąć i był niemal instruowany, jaki ślad ma być w tym momencie punktem skupiającym jego uwagę.

Miksy, gdzie wszystko gra równo, jak “pod linijkę” – zazwyczaj są lekko nudnawe i mało wciągające. Stąd właśnie bierze się potrzeba rozsądnego gospodarowania dostępnymi śladami.

Przy całym szeregu tego typu zabiegów i decydowaniu o najważniejszych elementach, jest też cała grupa ścieżek (zazwyczaj), których rola jest drugo- czy nawet trzecioplanowa. Ja je nazywam “ozdobnikami”, a czasem “niuansami” – zależy, w jaki sposób zostały użyte. Najczęściej mają one za zadanie uzupełniać miks, dobarwiać go, sprawiać, aby był pełniejszy, ciekawszy, głębszy, itp. I tego typu ślady zwykle będą nieco ukryte czy zepchnięte na dalszy plan.

Jakie to mogą być ślady? Jak i kiedy można je wplatać? Kiedy można je przysunąć bliżej frontu miksu? O tych rzeczach postaram się opowiedzieć w tym oraz dwóch kolejnych artykułach…

O jakich ścieżkach mowa?

Przy rozwiniętej wyobraźni można w zasadzie z każdej ścieżki zrobić taki “dobarwiacz” – przyciszyć go, odfiltrować, pchnąć na tylną ścianę miksu i przemielić efektami, etc. Dać mu się pojawiać tylko sporadycznie, chwilowo, ledwie zauważalnie. Taka generalnie jest tu zasada. Ale my się bardziej skupimy na konkretnie do tego celu stworzonych ścieżkach czy instrumentach. Resztę (czyli dalszą eksplorację) zostawię Wam, w ramach ćwiczeń kreatywności. Bo tutaj naprawdę nie ma końca takich zabaw i ze wszystkiego można w odpowiedni sposób stworzyć niuans.

Najczęściej stosowane ozdobniki

Podzielmy je wstępnie na te, które możemy nagrać (instrumenty) i na te, które możemy stworzyć już podczas miksu (efekty). Dziś omówimy te pierwsze.

INSTRUMENTY

Elementami, które są dość popularne w wielu gatunkach muzycznych i za pomocą których możemy nasz miks (a właściwie – nasze nagranie, póki co) doprawić są:

  • tamburyn
  • wszelkiej maści grzechotki (shakery)
  • kastaniety
  • maracasy
  • woodblock
  • bębny, bębenki, cajony, pudła, inne takie…
  • trójkąty
  • dzwonki, dzwoneczki i inne cymbały
  • cała gama innych przedmiotów, w które możemy uderzać, a one wydają jakiś dźwięk (rozejrzyjcie się po swojej okolicy i przeanalizujcie, czy da się z czegoś wokół Was wydobyć jakieś odgłosy)

Wyjątkiem będą oczywiście utwory, które mogą w głównej mierze opierać się o któryś z wymienionych instrumentów, ale przyjmuję, że jesteście ludźmi inteligentnymi i umiecie to rozróżnić 🙂

Wymieniłem instrumenty z rodziny perkusyjnej, bo to głównie one będą tutaj dodawały utworowi charakteru i ubarwienia. Nie oznacza to jednak, zgodnie z tym, co pisałem wcześniej, że nie możemy użyć innych instrumentów, które zazwyczaj kojarzone są jako te, które grają “pierwsze skrzypce”, jak gitary, perkusja, pianino, a nawet wokale czy cała paleta jeszcze innych – ukulele, mandolina, banjo, dobro, trąbki lub inne harmonijki. Wszystko bowiem sprowadza się do roli danego instrumentu / śladu w całym utworze.

No, ale wróćmy do tematu.

Jak nagrywać nasze “przeszkadzajki”?

Istotnym elementem układanki jest to, żeby odpowiednio zarejestrować dany instrument. Nie mówię tu nawet o zachowaniu podstawowych zasad nagrywania, czy o odpowiednich poziomach, pomieszczeniu i tak dalej, bo to przyjmujemy za niepodważalny “fakt autentyczny” 😉

Mam na myśli przede wszystkim to, jak ustawić mikrofon, aby zebrał sygnał w taki sposób, który korespondowałby z naszą wizją oraz rolą nagrywanego instrumentu w późniejszym miksie. Posłużę się przykładem tamburynu trzymanego w jednej ręce i uderzanego o drugą.

Jak zapewne wiecie, instrument ten (szczególnie, jeśli mocno uderzony) potrafi wysłać transjent w kosmos… No, może tylko trochę powyżej poziomu cirrusów. Zdecydowana porcja jego sygnału, to będzie bardzo ostra “igła” o wysokiej amplitudzie i bez wyraźnego wybrzmiewania i podtrzymania. Ciężko więc nam będzie ustawić odpowiedni poziom tego instrumentu w miksie.

Jak damy go za cicho, usłyszymy tylko “cyknięcie” transjentu i praktycznie zero wybrzmienia. Z kolei, jak damy go głośniej, żeby usłyszeć choć odrobinę więcej niż “igłę” – to ta igła rozerwie nam bębenki i będzie słuchacza tylko rozpraszać (tudzież będzie on mrużył z bólu oczy na każde uderzenie). Wprawdzie można po fakcie (czy nawet w trakcie nagrania) użyć kompresora, ale my mamy za zadanie jak najlepiej zarejestrować sygnał źródłowy (bo tak się uczyć powinniśmy) – bez polegania na późniejszych sztuczkach w miksie.

Dlatego tak kluczowe będzie tutaj odpowiednie ustawienie mikrofonu – tak, żeby już na samym starcie nasz tamburyn brzmiał tak, jak trzeba.

Jak ustawić mikrofon?

Złotej zasady i uniwersalnego rozwiązania oczywiście nie ma (różne mogą być rodzaje tamburynów, różne mikrofony, różni muzycy…), ale mogę podać Wam kilka wskazówek z własnego doświadczenia, które u mnie się sprawdzają i mam nadzieję, że i Was naprowadzą. Są tu w zasadzie 3 elementy, na jakie trzeba zwrócić uwagę

1. Odległość

Staram się trzymać mikrofon zwykle w okolicach metra od tamburynu – tym sposobem zabezpieczam się przed zbyt wysoką amplitudą. Zazwyczaj umieszczam mikrofon nieco powyżej swojej głowy.

2. Kąt

Nigdy nie kieruję kapsuły mikrofonu wprost na instrument, a lekko na bok od niego. Tym sposobem ostry sygnał z tamburynu nie trafia w najczulszy punkt membrany, zbierany dźwięk jest nieco ciemniejszy, a transjent nie taki wyraźny i z mniejszą energią w wysokich częstotliwościach.

3. Rodzaj mikrofonu

Większości z nas dysponującej tylko jednym mikrofonem (zwykle pojemnościowym), w tym miejscu właściwie kończą się opcje, ale już te dwie wskazówki powyżej powinny znacznie pomóc.

Jeśli jednak mamy możliwość, to zawsze warto rozważyć zmianę mikrofonu na inny. Ja mogę po sobie powiedzieć, że do nagrania tego instrumentu zdecydowanie wolę używać mikrofonu wstęgowego (nawet budżetowego) niż znacznie droższego pojemnościowego. Ktoś może sobie pomyśleć, że to herezja, że jak to – mieć naprawdę nieźle brzmiącego “pojemnika” i chwytać za taniutką wstęgę od Thomanna? Otóż tak, kochani – to jest realizacja dźwięku w swojej pełnej krasie i namacalny dowód na to, że narzędzia dobieramy na zasadzie analizy konkretnej sytuacji nagraniowej, a nie ze względu na cenę. Tutaj po prostu trzeba chwilę pomyśleć i podjąć świadomą decyzję.

Mikrofon wstęgowy z zasady ma o wiele ciemniejsze brzmienie, nie reaguje zbyt czule na wysokie częstotliwości, więc już na starcie redukujemy w znacznym stopniu problem z ostrymi transjentami. Oprócz tego możemy ustawić mikrofon nieco bliżej i wyłapać trochę więcej wybrzmiewania instrumentu.

Tamburyn na froncie

Obiecałem również wspomnieć o sytuacji, kiedy nasz przeszkadzajki można wyprowadzić na przód miksu i nadal będą one spełniały rolę drugoplanową, mimo że będą znacznie głośniej niż podpowiadałby zdrowy rozsądek i nadana im rola.

Nie raz spotkałem się z sytuacją, gdzie tamburyn jest bardzo głośno zmiksowany w utworze, co dodaje jeszcze więcej energii (np. w refrenach), a także ma jeszcze jedną, istotną funkcje – potrafi odwrócić uwagę słuchacza od nie najlepiej zagranych (bądź nagranych) bębnów. Może nie na tyle, aby przejąć rolę kluczowego instrumentu rytmicznego, ale wystarczająco wyraźnie, aby słuchacz nie odczuł, że coś z bębnami jest chyba nie do końca tak, jak być powinno… Klucz w tym, by partia takiego ozdobnika była możliwie najprostsza, bez żadnych wariacji i zmian groove’u. Nawet proste zdublowanie uderzeń werbla (oczywiście bez powielania podczas przejść) czy powiedzmy hi-hatu – potrafi zdziałać cuda.

Podsumowanie

I tak to generalnie wygląda. Jasne, że ważna jest też technika gry, bo to w ogóle podstawa, ale od strony techniczno-nagraniowej te kilka porad powinno się także i u Was sprawdzić. Ja sobie chwalę.

W ten właśnie sposób (analizując sytuację, dobierając narzędzia i ustawienia oraz mając świadomość przewidzianej dla dane ścieżki roli w miksie) możemy sobie poradzić z nagraniem takich ozdobników.

W dwóch kolejnych częściach artykułu przyjrzymy się niuansom, ozdobnikom i efektom, które możemy na potrzeby dobarwienia utworu wytworzyć już wewnątrz stacji roboczej.

  1. Trociniak

    Czy wie ktoś może, jak zrobić taki efekt “nadlatywania” wokalu jak w dwóch pierwszych wersach tego kawałka https://www.youtube.com/watch?v=PAj8OEHj8fI ? Ilu ludzi, tyle pomysłów, a jednak dalej szukam 😀

    • Wstęgi raczej do tanich mikrofonów nie należą, szczególnie jeśli mowa o czymś co brzmi już jakoś sensownie. Proponowałbym sprawdzić np. Cascade Fat Head II. On już jest w miarę rozsądny i można go wyłapać za około $200.

Zostaw komentarz