Jak Oceniać Własną Twórczość, Cz. 1

0381-evaluateBycie jednocześnie muzykiem i realizatorem (czy nawet producentem) własnych nagrań to bez wątpienia piękna rzecz, dająca nam swobodę i wolną rękę w zasadzie w każdej kwestii związanej z tym tematem, ale jak nietrudno się domyślić – niesie ona ze sobą również wiele problemów, stresów, niepewności, zagrożeń i wad. Jednym z najczęściej pojawiających się kłopotów na tym polu jest próba rzetelnej oceny własnej twórczości.

Czy potrafimy obiektywnie stwierdzić, że nasz utwór jest dobry? Czy są jakieś narzędzia i sposoby, aby nam to ułatwić?

Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie mailowa rozmowa z Przemkiem, która miała miejsce już jakiś czas temu i podczas której padło kilka naprawdę ciekawych pytań ze strony mojego rozmówcy. Mimo, iż odpisałem wtedy koledze na trapiące go kwestie, to postanowiłem teraz trochę szerzej opisać ten temat – tak, aby skorzystać na tych kilku wskazówkach mogła większa ilość osób.


Przemek pisze:

“(…) Nie wiem czemu tak się dzieję i jak temu zaradzić, ale mam np. tak, że pracuje nad jakimś projektem i utwór mi się podoba, natomiast inni mówią, że jest średni lub słaby. Czasami odwrotnie – ja uważam, że jest słaby inni mówią, że jest ok. Nie wiem dlaczego tak się dzieje przy własnych produkcjach, a słuchając innych kawałków w sekundę wiem co mi się podoba, a co nie.

Jak można temu zaradzić, aby zacząć na “trzeźwo, chłodno” słuchać również swoich produkcji i być obiektywnym w stosunku do nich tak, jak do utworów innych producentów…? To potrafi być irytujące, bo widzę, że wielcy producenci grając swoje utwory są dumni z nich, mają przekonanie, że są zajebiste, ja natomiast często się trochę wstydzę swoich utworów, nie wiem co o nich myśleć, co pomyślą o nich znajomi, czy mnie nie wyśmieją… 

Proszę Cię o jakiś komentarz i Twoje własne przemyślenia.”


Jest to na pewno dość szeroki problem i zahacza o wiele kwestii – tak artystycznych, jak i psychologicznych oraz technicznych… Spróbujemy to więc jakoś sensownie rozbić na mniejsze cząstki, które omówimy na przestrzeni tego i dwóch następnych artykułów. Nawiasem mówiąc, będzie to chyba jedna z najdłuższych odpowiedzi na pytanie nadesłane przez czytelnika… No, ale spróbujmy.

Nasze utwory oceniane przez innych

Na to, jaką stylistykę, dźwięki, instrumenty czy rodzaj muzyki lubią inni, nie mamy wpływu i najprostszy powód może być taki, iż Twoi znajomi nie celują w nurt, w którym Ty tworzysz. Wiem, że to banalna i oczywista odpowiedź, ale od tego bym zaczął i aż tak bardzo się ich opiniami nie przejmował – zawsze będzie ktoś, komu nie będzie się podobało coś, co robisz. Trzeba się z tym pogodzić i iść naprzód robiąc swoje.

Kolejna rzecz jest taka, że najczęściej osoby, którym prezentujemy własne nagrania (o ile same nie są na co dzień zaangażowane w produkcję muzyki), nie mają pojęcia o technicznej stronie całego procesu i może nie potrafią Ci powiedzieć, że np. “bas za bardzo sieje w niskim środku” – dla nich “coś będzie nie tak”, ale z powodu braku znajomości “branżowych” pojęć, nie będą potrafili sprecyzować, co dokładnie jest problemem.

Tym sposobem nie pomogą Ci zbytnio, a tylko zostawią Cię w błędnym przekonaniu, że im się od razu całokształt Twojej twórczości nie podoba (podczas, gdy do poprawy mogłaby być przykładowo tylko ta jedna rzecz), a Ty przechodzisz niepotrzebne katusze i nerwowe załamanie… 🙂

Dlatego ja jestem zdania, że owszem – pomoc i opinia innych jest potrzebna, ale czasem przyda nam się nieco więcej niż zwykłe “nie podoba mi się” albo “to nie jest dobry numer”. Nie możemy oczywiście wymagać, aby wszyscy znajomi mówili biegle w “naszym” języku, dlatego proponowałbym Ci czasem umieszczenie swoich produkcji gdzieś, gdzie możesz liczyć na podpowiedzi osób zajmujących się produkcją muzyki już jakiś czas i robiących to na poważnie.

Oni Cię zwykle szybko nakierują na lepsze tory, bo od razu im się w uszy rzucą techniczne (lub wykonawcze) niedociągnięcia. Na co dzień obcują z produkcją muzyki i temat nie jest im obcy, więc i ta droga jest warta sprawdzenia.

Tyle słowem wprowadzenia w temat i małej dygresji, bo w sumie rozmawiać mieliśmy o czym innym – czy możliwa jest obiektywna ocena własnej twórczości jako dodatkowe źródło informacji o utworze (oprócz pomocy osób trzecich)?

Ja jestem zdania, że tak, ale będzie to wymagało kilku dodatkowych kroków oraz czasu i praktyki. O czym konkretnie mówię? Dziś omówimy jeden, duży punkt, a pozostałe przedstawię w kolejnych odsłonach tego artykułu.

I. System odsłuchowy

To prawdopodobnie jeden z największych problemów, z jakimi borykają się domowe studia nagrań – możliwie najbardziej “płaski”, niepodkoloryzowany, rzetelny i nie okłamujący nas odsłuch. Na taki system będzie się składał nie tylko zestaw przyzwoitych monitorów studyjnych, ale także samo pomieszczenie i panujące w nim warunki akustyczne. A wisienką na torcie będzie tutaj nasz własny słuch, wiedza muzyczna i obycie z tym, co dobre, że tak to ujmę…

To kilka takich elementów, które bez siebie istnieć nie mogą i jeśli któryś z nich zawodzi – jesteśmy w niekomfortowej sytuacji, bo ciężko ocenić jak dany utwór brzmi, skoro nie słyszymy, jak naprawdę brzmi (z uwagi na wady w elementach naszego systemu odsłuchowego)… A jak temu zaradzić?

No cóż, słuch zawsze można zbadać i regularnie trenować, adaptację akustyczną opartą na pomiarach – wykonać, monitory – przetestować i kupić. W sumie nic wielkiego, a jednak często któryś z tych elementów zawodzi.

Jak to sprawdzić?

W Twoich utworach jest zawsze za dużo basu? Pewnie miksujesz na zbyt małych głośnikach albo jeszcze słabszych słuchawkach. Przesadzasz z dodawanym dołem, bo nie słyszysz go dostatecznie dobrze na swoim systemie.

Za mało basu? Może Twoje pomieszczenie ma tak nieskontrolowaną akustykę, że podcinasz za dużo niskich pasm, żeby dało się słuchać Twoich miksów w Twoim pomieszczeniu na Twoich głośnikach? Rezultatem jest wycięcie nadmiernej ilości dołu w samym nagraniu, co na lepszym systemie od razu wyjdzie na wierzch.

Za mało skrajów pasm (góry i dołu)? Możliwe, że miksujesz na systemie z tzw. “uśmiechem dyskoteki”, który w domyśle podbija te pasma (a Ty je w miksie ujmujesz, bo wydaje Ci się, że jest ich za dużo).

Dużo może być tego typu możliwości, a kluczem byłaby identyfikacja, w którym miejscu znajduje się rzeczywiście problem i jak najszybsze go rozwiązanie. Wiadomo, że może się to wiązać z dodatkowymi kosztami, dlatego w międzyczasie (zanim dopracujesz system odsłuchowy w swoim studio i odłożysz pieniąchy), staraj się odsłuchiwać swoich miksów na kilku różnych (najlepiej skrajnie różnych) systemach – małych słuchawkach (pchełkach), w samochodzie, na zestawie kina domowego, wieży stereo, na radiu stojącym w kuchni na parapecie, etc.

Jak korzystać z kilku systemów odsłuchowych?

No cóż, trzeba to robić świadomie i umiejętnie… Spróbuję wyjaśnić:

  • małe słuchawki – te potworki potrafią bardzo dobrze obnażyć nasze niedociągnięcia (a właściwie “przesadyzm”) z basowymi częstotliwościami. Jeśli bowiem odsłuchując swoje utwory usłyszysz na nich lekko przesterowane i kłapiące stopy lub chrząkający, zniekształcony bas tudzież nieprzyjemne świdrowanie i ból głowy – najprawdopodobniej przesadziłeś z poziomem tych instrumentów w miksie lub ich balansem częstotliwości (za dużo podbiłeś samego dołu lub niskiego środka, etc.)
  • wnętrze samochodu – da Ci podobny ogląd sytuacji, tyle, że jak przesadzisz z basami w miksie, to poczujesz, jak trzęsie się i rezonuje cały pojazd (coś jak “prawilny” w BMW na światłach w Wałbrzychu…). Druga wskazówka – jeśli usłyszysz zanadto jaskrawy, ostry i nieco kłujący miks, to zapewne przesadziłeś z wysokimi pasmami (szczególnie, jeśli stosowałeś jakieś excitery, saturatory, harmonizery, etc.), ponieważ spora część głośników samochodowych ma jednak nieco “stępione” brzmienie w tych rejestrach i nawet dobre miksy brzmią na nich nieco matowo, a co dopiero, gdy słyszysz “ostry” miks…
  • “jamnik” – można by pomyśleć “po co i dlaczego?” Z prostej przyczyny – MONO. Nieważne w zasadzie czy będzie to srebrny i plastikowy boombox z jednym głośnikiem, czy jeden głośnik podpięty do naszego interfejsu (np. jakiś klon Mixcube), czy po prostu inny, samodzielny głośnik służący za alternatywny odsłuch. One wszystkie będą miały tę zaletę, że pozwolą nam usłyszeć, jak całość sumuje się do mono, czy nic nam się nie znosi, nie fazuje, nie zasłania, etc. To bardzo pomaga. Więcej o kompatybilności fazowej wspomnę jeszcze w kolejnej części
  • zestaw kina domowego – tutaj dość często będzie występowała krzywa EQ wspomniana wcześniej, czyli ta z podbiciem góry i dołu. Jeśli więc usłyszysz w swoich miksach środek tak samo wyraźny, jak skraje pasm (a zestaw ma zaaplikowaną taką uśmiechniętą krzywą EQ) – to prawdopodobnie przesadziłeś ze środkowymi częstotliwościami. Zawsze warto sprawdzić w instrukcji, czy na wyjściu takiego zestawu jest zainstalowane jakieś EQ (a prawdopodobnie będzie…)
  • wieża stereo – ta ma podobne “problemy”, co kino domowe, ale jedna rzecz, która całkiem dobrze u mnie się sprawdzała, jak jeszcze dysponowałem jakimś tam kolorowym kolosem marki Panasonic było to, że dobre miksy (w odróżnieniu od moich) grały akceptowalnie w zasadzie na każdym “presecie” – a te były niczym innym, jak różnymi krzywymi EQ zaprogramowanymi przez fabrykę, które mogłem sobie przełączać na przednim panelu (Rock, Jazz, Smooth, Live i inne nie do końca sprecyzowane…)

Te dwa ostatnie systemy mają jeszcze tę zaletę, że w zależności od ich klasy, rzecz jasna – potrafią uwydatnić nieco więcej detali niż usłyszelibyśmy na przykład w samochodzie. Dlatego jeśli zauważysz, że cichsze instrumenty albo powiedzmy ogony pogłosów na wieży bądź kinie domowym są ledwo słyszalne, to prawdopodobnie na “normalnym” odsłuchu w ogóle zaginą.

Podsumowanie

Odsłuchując na różnych systemach, rób po prostu dokładne notatki dotyczące tego, co w danej chwili słyszysz. Może bas jest zawsze za głośno? Może góra spektrum na każdym systemie jest niewyraźna? A może wokale na wszystkim są zbyt mocno wyeksponowane albo stopa zanika?

Znajdź elementy wspólne oraz te odróżniające się na tych różnych systemach i staraj się wypośrodkować brzmienie w oparciu o swoje notatki. Z czasem zaczniesz zauważać coraz lepsze przekładanie się Twoich miksów na różne odsłuchy (i coraz mniejsze odchyły). A to z pewnością pomoże w lepszym postrzeganiu Twoich utworów przez Ciebie samego, jak i Twoich znajomych. Przynajmniej od strony technicznej.

W drugiej części przedstawię Wam kolejny element, którzy pomoże nam w bardziej obiektywnej ocenie własnych “wypocin”, tyle że pod innym kątem…

Zostawić komentarz ?

14 Komentarze.

  1. Leaky Boat

    O… Pierwszy 🙂
    Na początek jeszcze raz dziękuję za świąteczne prezenty. Wreszcie będę mógł zmasterować sobie wokale! 🙂
    A co do artykułu. Wydaje mi się – choć to dopiero pierwszy odcinek więc nie wiadomo co będzie dalej – że miks jest akurat rzeczą wtórną. Sorry Igor 🙂 Ktoś kiedyś powiedział – chyba nawet na tym blogu 🙂 – że jak nie masz hita na 8 śladach to na 16 też go nie będzie. A to co mam na myśli to to że dobra piosenka wybroni się w każdych warunkach i chyba najważniejszym testem dla piosenek jest zagranie sobie jej po prostu z gitarą akustyczną. Jeśli żre – znaczy dobre. A z miksem jest trochę tak jak z masteringiem. Jak masz ch#!83ą piosenkę to dobry miks spowoduje że będzie to cały czas ch…itd piosenka, ale dobrze zmiksowana. Miks na pewno dużo pomaga ale u podstaw leżą KOMPOZYCJA i ARANŻACJA zwana w dzisiejszych czasach produkcją (czyli dobór instrumentów, brzmień, umiejętne rozłożenie akcentów w rytmie, groove) bo słabe z początku piosenki – świetnie wyprodukowane – potrafią stać się świetnymi piosenkami. O dobrym wykonaniu nie wspominam bo to oczywiste. Ale znowu – kiedyś taki dzisiejszy “producent” nazywał się “aranżer” i była to osobna zupełnie gałąź wiedzy. To na prawdę złożona sytuacja i nie od parady kiedyś powszechne było że kto inny pisał tekst, kto inny muzykę, kto inny aranżował i wreszcie kto inny wykonywał.
    Podsumowując tego przydługiego, lekko chaotycznego posta i przykrawając do naszej, homerecordingowej rzeczywistości. Grunt to uwierzyć w to że jest się dobrym i nie przejmować krytyką. Nie zadowoli się wszystkich. W dzisiejszych czasach w ogóle ciężko kogoś zadowolić biorąc pod uwagę kolosalną nadprodukcję kultury. I to takiej o jakiej jeszcze w ’90 latach się nie śniło. ROBIĆ SWOJE!

    • Wszystko się zgadza, tyle że tutaj rozmawiamy o tym, czy da się samemu ocenić własne produkcje, a nie o tym, co je takowymi czyni 🙂

  2. przemo1722

    Ja również Igor dziękuję za świąteczny prezent i za to, że zająłeś się moim pytaniem tak profesjonalnie 🙂

    Faktycznie chodzi tylko o samą ocenę, dlaczego innych oceniamy od razu, a swoich nie umiemy.

    Nie potrafię udzielić odpowiedzi na to pytanie i nie mam pojęcia dlaczego Ci znani i sławni potrafią to robić. Czego nam brakuje? Może po prostu talentu? Nie chcę w to wierzyć…

    Bardzo ciekawą sprawą jest również to, że Ci sławni nie przejmują się krytyką, często wypuszczają całkowicie odmienne, czasami nawet dziwne brzmienia, które i tak odnoszą duży sukces. A my? Raz, że nie potrafimy oceniać swoich produkcji obiektywnie to jeszcze mielibyśmy ryzykować jakimiś eksperymentami i narażać się na całkowite wyśmianie?

    Z niecierpliwością czekam na dalszy tekst 🙂
    Przemek

  3. Miły Igorze
    Najpierw pokadzę – Człowieku, ty książkę powinieneś wydać (to nie ironia!), napisaną w oparciu o doskonale obronioną, interdyscyplinarną, solidną prace naukową (kognitywistyka albo inna, nowa, “niezwykła” dziedzina nauki łącząca psychologię, fizykę, ze szczególnym uwzględnieniem psycho i elektroakustyki oraz filozofii sztuki). Jesteś Igorze absolutnie fenomenalny!
    Jeśli chodzi o meritum – niezmiennie uważam, że muzyka to stan świadomości! “De la musique avant toute chose!” jak napisał poeta. I albo jest właśnie tak, albo szkoda na to czasu! Sprowadza się do tego, że nie kompozycja, nie aranżacja i nie wykonanie ma znacznie, ale emocje, które autor “zaczarował” w sowim utworze. Taki obraz rzeczy potwierdza tysiące wykonów (gdzie nie było ani brzmienia, ani głosu, nic, tylko emocje), przeniezwykłych kompozycji (czasem na jednym, tym właściwym dźwięku), które rzuciły świat na kolana i stały się legendą! Zatem drogi Przemo, koledzy! W ogóle nie przejmował bym się tym, co mówią inni i robił “to, co komu w duszy gra, co kto w swoich widzi snach”.
    Druga strona TWÓrczości jest nie bez powodu napisana przez TWÓ. Bo jak się ma “parcie na szło”, to trzeba się niestety naginać – czyli rezygnować np: ze spontaniczności, “bezkompromisowych poruszeń ducha”, “z nagiej duszy”, czyli ze wszystkiego tego, co w historii kultury przekładało się na jedyne w sowim rodzaju i niepowtarzane dzieła sztuki/artystów takich jak Bach, Chopin, Debussy czy Hendrix (tak! wiem, dobór jest tendencyjny). A tak całkiem po prostu – albo “robi się muzykę” albo biznes!
    p.s.
    “warsztat” artysty ma oczywiście ogromne znaczenie, bo dzięki nie niemu (możliwościom technicznym, temu co artysta potrafi) może on wyrażać się pełniej, doskonalej, PIĘKNIEJ!

    • Niewątpliwie emocje to bardzo ważny element całej układanki. Za dobre słowo dziękuję 🙂

  4. Chciałbym dorzucić swoje 3 grosze:-).
    Skorzystam z cytatów z innych wypowiedzi, dzięki czemu łatwiej będzie mi się do nich odnieść.

    “dlaczego innych oceniamy od razu, a swoich nie umiemy.”

    Moim zdaniem dlatego, bo:

    – do swoich utworów mamy od razu określony stosunek emocjonalny, bo są nasze, pochodzą z nas,

    – przy ocenie utworów innych, przefiltrowujemy je tylko przez nasz gust, a przy naszych jesteśmy czasem bardziej wyrozumiali, bo to “nasze dzieci” :-),

    – jeśli nie mamy jeszcze odpowiednio dużo doświadczenia to ciężko nam się zdystansować na tyle by wyobrazić sobie, że to nie nasz utwór i ocenić go obiektywnie, nie tłumacząc go przed samym sobą (nawet podświadomie) w żaden sposób,

    – bo często jakiś element utworu nam się bardzo podoba i jesteśmy tak podekscytowani, że nie doszlifowujemy niektórych szczegółów,

    – bo często, zważywszy na fakt, że to my wymyśliliśmy nasz utwór słyszymy w nim więcej niż inni tzn. w naszej głowie brzmi on lepiej niż na nagraniu, a nasz umysł kompensuje braki równając do tego, co słyszeliśmy gdy go wymyślaliśmy,

    “Czego nam brakuje? Może po prostu talentu? Nie chcę w to wierzyć…”

    Absolutnie nic nam nie brakuje:-), oczywiście może być tak, że się nie ma do czegoś talentu, ale trzeba moim zdaniem przede wszystkim zadać sobie pytanie czy robienie muzyki sprawia mi przyjemność, a jeśli odpowiedź brzmi: tak, to należy to robić i starać się to robić jak najlepiej, słuchać dużo różnej muzyki (najlepiej na przyzwoitym stereo), analizować te utwory, oglądać wywiady z twórcami, którzy nas inspirują i pracować, pracować, pracować:-) – tak długo, jak długo sprawia nam to przyjemność.

    “Ci sławni nie przejmują się krytyką, często wypuszczają całkowicie odmienne, czasami nawet dziwne brzmienia, które i tak odnoszą duży sukces.”

    Jedni się przejmują, a inni nie, a pozwalają sobie na eksperymenty, bo chcą się rozwijać i wierzą w siebie, to przychodzi z czasem.
    Im więcej człowiek ma doświadczenia, im bardziej jest osłuchany, tym mniej go w muzyce zaskakuje, a im mniej go zaskakuje tym bardziej szuka i stara się wychodzić poza ramy.
    A teraz moim zdaniem najważniejsze. Istnieje teoria, że wszystko już było. Czy wszystko? Wątpię. Na pewno wiele, ale jest coś, co jest niepowtarzalne – nasza indywidualność. To że każdy człowiek jest inny i jedyny w swoim rodzaju. Jak już uświadomimy to sobie (oczywiście nie na poziomie ego , ale na poziomie samoakceptacji i zrozumienia siebie) to zaczniemy nadawać każdemu swojemu nagraniu tego indywidualnego, często subtelnego, ale niepowtarzalnego rysu, który odróżni nasze nagrania od nagrań innych osób. A o to właśnie chodzi, bo tak długo jak ktoś stara się kogoś naśladować, tak długo będzie porównywany i niestety przeważnie gorszy od pierwowzoru, a w swojej muzyce będziemy bezkonkurencyjni, bo jest oryginalna, indywidualna, nasza i nie ma drugiej takiej.:-)
    Wiem, że trochę wszedłem w to głęboko, ale czym innym jest muzyka, jeśli nie przekazem, wyrażaniem siebie? A żeby się wyrazić trzeba się poznać, zaakceptować, wiedzieć co chcę się przekazać, a potem już tylko to robić najlepiej jak potrafimy.
    Mówiąć o wyrażaniu siebie mam na myśli także samą muzykę, bez tekstów, ona wyraża często nawet więcej niż tekst, bo jest bardziej uniwersalna.
    No trochę się rozpisałem, ale temat bardzo ciekawy:-).

    • Element indywidualności to jedna z najważniejszych cech – nawet jakbyśmy robili cover jakiegoś kawałka, to zawsze będzie on posiadał jakąś cząstkę nas samych. A co dopiero, jak tworzymy własne produkcje… Robić, robić i jeszcze raz robić!

  5. Leaky Boat

    Fajna dyskusja. Tak sobie poczytałem i mam dwie refleksje. Pierwsze to że chyba odpowiedź na pytanie Przemka to: Nie oceniać.
    My jesteśmy tacy jacy jesteśmy. Muzyka którą tworzymy jest jaka jest. Trzeba ją pokochać bez zastrzeżeń bo inna nie będzie. I nie ustawiać w pracy. Myślę że oceniane siebie często krępuje ruchy. “Nie zrobię tego czy tamtego bo to dziwne”. Pieprzyć to! Niech będzie dziwne. Skoro jestem dziwny to ciężko żebym pisał normalną muzykę… Pozwólmy sobie na swobodę twórczą.
    Druga refleksja to taka że to takie cholernie, cholernie trudne 😀

    • Jest także inny motyw w to zaangażowany. Inaczej będzie postrzegana “dziwna” muzyka robiona przez kogoś z wyrobioną marką/renomą/nazwiskiem, a inaczej przez kogoś zupełnie nieznanego – choćby obie były tak samo dziwne i tak samo dobre. Smutne to, ale prawdziwe…

    • przemo1722

      Zgodzę się z jedną kwestią kolego. Masz absolutnie rację, że muzykę powinniśmy tworzyć tak jak czujemy, tak jak podpowiada nam serce, przekazywać swoje emocje, być sobą, inspirować się ale nie kopiować innych itd.

      Piszesz również żeby nie oceniać, pieprzyć to. Wiesz co wydaje mi się, że to zbyt optymistyczne podejście do produkcji. Jasne wszystko możemy pieprzyć i olać, zrobimy byle gówno, którego nikt nie chce słuchać…olać to! Tylko, że według mnie to nie na tym polega. Każdy z nas chce wyrażać pewne emocje poprzez swoją muzykę ale koniec końców chcemy aby ktoś tego słuchał.
      Zgadzam się, wyrabiajmy swój własny styl ale jak ze wszystkim, do pewnych ram musimy się dostosowywać aby być w danym gatunku czy czasie interesującymi dla słuchacza.

  6. @Leaky boat:
    So true:-)

    @ Przemo1722:
    W tym wszystkim potrzebna jest równowaga. Jak jesteśmy bardzo osłuchani i znamy różne stylistyki, a jednocześnie wypracowaliśmy odpowiedni dystans do naszej pracy to, to jest czas by “pieprzyć to”.:-)
    Moim zdaniem, każdy kto chce robić muzykę, zaczynając przechodzi od naśladowania kogoś lub grania czyichś kawałków, przez granie swojej, ale czasem bardziej schematycznej muzyki. Wyrabia sobie gust, pożycza trochę stąd trochę stamtąd, przefiltrowuje przez siebie i jak dobrze to jest moment kiedy zaczyna tworzyć coś wyjątkowego. Grunt, żeby robić to z serca i pracować nad tym by ciągle się rozwijać. Tak moim zdaniem:-)

  7. Jak zwykle zwięźle i na temat. Musze powiedzieć ,że praktykuję podobnie jak napisał Igor. Zaczynam od od małych słuchawek i muszę powiedzieć ,że jak tam brzmi (oczywiście wszystkie EQ i inne bajery wyłączone ) to generalnie mi pasuję na innych odsłuchach.Ale oczywiście dzielę się nagraniem z moimi znajomymi, którzy mają trochę pojęcia (Akademie muzyczne itd. Ja jestem tylko po II stopniu szkoły muzycznej)można się zdziwić co usłyszy inne ucho, pomijając kompozycję i aranż.Korzystam z nagrań referencyjnych moich ulubionych wykonawców i porównuję na spektrum częstotliwości co mam a czego mi brakuje, poziom,panoramowanie, kompresję itd… Ale zgadzam się że oceniać się samemu to wielka sztuka

Zostaw komentarz