Teoria Muzyki Eksperymentalnej, Cz. 2 – Wpis Gościnny

Kontynuujemy wątek muzyki eksperymentalnej rozpoczęty w poprzednim wpisie. Dziś zapoznamy się z drugą częścią artykułu spłodzonego przez Adriana.

Dowiemy się ciekawych rzeczy z zakresu stawianych celów, reguł i zasad, powtarzalności i przewidywalności, indywidualności i spójności oraz wielu innych aspektach związanych z tworzeniem eksperymentalnym.

Stawiamy więc ulubiony napój przed sobą, rozsiadamy się wygodnie i czytam dalszy ciąg tej sagi.

Czego unikać, do czego dążyć? Czym się kierować?

Ktoś, kto stawia pierwsze kroki, powinien zadać sobie dwa podstawowe pytania – co chce osiągnąć i dlaczego?

Swoboda

Wielką zaletą muzyki eksperymentalnej jest oczywiście to, że daje twórcy ogromną swobodę w jej tworzeniu. Nie ogranicza żaden utarty styl, tempo, metrum, schemat aranżacji i wszystko to, co w przeróżnych gatunkach sprawia, że są tak charakterystyczne i różnią się od siebie. Tutaj jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia. Dlatego przede wszystkim należy unikać przewidywalności, unikać należy powtarzalności, jeden efekt raz na całe nagranie lub tylko kilka razy i to już często wystarczy, by wzbudzić u słuchacza niedosyt – dzięki temu on sam zechce powrócić do tego nagrania.

Z drugiej strony jednak, skoro muzyka eksperymentalna ma być muzyką, która nie daje się zamknąć w żadne schematy i reguły – to twierdzenie, że przewidywalność i powtarzalność do niej nie należą – już zaczyna być próbą zamknięcia tej muzyki w jakimś zakresie, szablonie. Tymczasem reguł w takiej muzyce po prostu nie powinno być, obiektywnie patrząc. Bo subiektywnie na tym to polega, że każdy artysta przy każdym eksperymentalnym utworze dokonuje czegoś bardzo wyjątkowego. Tworzy swoje własne reguły i prawa, które mają sens i tworzą unikatową jakość w tym właśnie konkretnym projekcie, który jakkolwiek eksperymentalny by nie był – staje się jakąś architekturą, nietypowym schematem, własnym światem ze swoimi rządzącymi tam prawami.

I dopóki artysta ma na tyle wolny umysł, by przy każdym kolejnym projekcie umieć się uwolnić od tych schematów i reguł, będąc gotowym na to, by stworzyć w każdej chwili nowe, na potrzeby nowego eksperymentu, nowego utworu, nowej chwili, nowego niepodległego kawałka duszy, który miałby w takim eksperymencie zawrzeć – to wtedy mówimy o prawdziwie wolnej sztuce i prawdziwym eksperymentalizmie, który powinien być poza wszystkim i jednocześnie we wszystkim po trochu.

Dlatego umawiamy się, że mówiąc o powtarzalności i przewidywalności – mam na myśli unikanie prób zanudzenia słuchacza, bo to już można rozumieć w dowolny sposób, a właśnie o to tutaj chodzi – o wolność i kreatywność.

Emocje i Zmysły…

Warto unikać automatów, loopów, sampli – choć zgodzę się, że ich rozsądne wplatanie w kompozycję z pewnością nie zaszkodzi. Wielu nas uległo iluzji słowa ”eksperyment” przez co myślimy, że to wszystko musi być projektem tworzonym totalnie od zera, gdyż to ma być coś autorskiego, wypływającego z wnętrza zakamarków wyobraźni autora. Nie zawsze jak się okazuje tak musi być, bo muzyka kreuje nasze emocje, dotyka naszych zmysłów, a co za tym idzie – może to doprowadzić też do tego, że pojawi się całkiem nowy pomysł, który w sposób przewrotowy i abstrakcyjny zaprezentuje muzyczne przemyślenia autora, które zrodziły się pod wpływem muzyki innego twórcy.

Warto wyważyć w sobie te zmysły, gdyż wena i natchnienie ludzkie podsuwają często ciekawe pomysły i nie wolno tego lekceważyć. Warto pamiętać, że nawet jeśli skomponujemy melodię, która wydaje się zupełnym unikatem, to będzie ona opierać się na produktach znanych z przeszłości. Nie ważne czy to będą kiedyś zasłyszane fragmenty innych utworów, charakterystyka danego brzmienia czy doznane uczucia – jednak do póki nie staramy się powielać znanych elementów w całości, jest to eksperyment.

Dążyć należy do spełnienia swojego zamysłu, spójnego przedstawienia jakiegoś przemyślanego obrazu który, ilustrujemy. Krótko mówiąc, powinno się budować utwory, w których w postaci charakterystycznego dźwięku wyrazimy i opiszemy dane uczucia, a nawet wydarzenia lub jakiś krajobraz czy sen, czyli wszystko to, co wywarło na nas silne wrażenia.

Struktura

Zarówno utwór tworzony według standardowych zasad, jak i utwór eksperymentalny, powinny dążyć do spójnej struktury jako całość. Nawet, jeżeli decydujemy się na dźwiękowe ekstrema lub przypadkowość, musi to mieć swoje ramy, żeby świadomie łączyć się z innymi komponentami utworu. Może to być powiązanie na poziomie dźwiękowym, muzycznym lub pozamuzycznym.

Ponadto, decydując się na muzykę eksperymentalną, należy wcześniej znać założenia muzyki konwencjonalnej. Pozwoli to uzasadnić decyzje podjęte podczas pracy nad utworem oraz prowadzić polemikę z dotychczas utrwalonym podejściem. Teoria i metodologia muzyki powinna stanowić punkt odniesienia, względem którego rozpoczynamy naszą muzyczną eksplorację. W przeciwnym wypadku powstanie abstrakcyjna mieszanina dźwięków, może nawet atrakcyjna brzmieniowo, ale pozostawiająca słuchacza bez głębszych refleksji.

Inspiracja

Kierować się w czasie tej pracy warto swoją aktualną kondycją psychiczną, swoimi emocjami i przeszłością. Inspiracji szukać można we wspomnieniach, w rozważaniach o przyszłości, w swoich obawach, lękach czy radościach. Warto zastanowić się nad tym, co chcemy przekazać i co będzie wątkiem głównym, a co będzie pobocznymi wstawkami.

Miks

Miks poszczególnych brzmień może być dowolny, ale absolutnie nie może być niechlujny, niedopracowany i zrobiony na przysłowiowe “odwal się”. Tutaj polegać należy na swoim słuchu i doświadczeniu lub, gdy go brak – na opinii innych. Chcę zauważyć, że naprawdę niczego nie można robić na siłę, więc jeśli już zabieramy się za taki projekt, to niech on nie brzmi jakbyśmy robili to za karę.

Dorobek

Tak samo jak odrzucanie wszelkich zasad, podchodzenie do nowego projektu z jakimikolwiek założeniami absolutnymi jest ograniczające i w rezultacie mało kreatywne. Właśnie dlatego, że muzyka jest efektem niezliczonych lat ewolucji, nie ma sensu odcinać się od tego dorobku, bo w ten sposób niczego lepszego nie wymyślimy i okaże się, że za parę pokoleń nic już z naszego nowego dorobku nie zostanie. Choć może to bardzo czarna wizja i nieco tyranizujemy w tym momencie, bo pojawiają się również głosy, mówiące o tym, że niezależnie jak byśmy się starali, to nie da się usunąć tego całego dorobku, zarówno ogólnego światowego, jak i tego naszego prywatnego, muzyki na której wyrastaliśmy i którą przez lata wchłanialiśmy i która stała się częścią nas gdzieś po drodze. Dlatego nie dajmy się zwariować, nie wszystko musi być maksymalnie inne i dziwne, by było nasze własne i wyjątkowe.

Podejście

Tworząc muzykę powinniśmy mieć czysty umysł, powinniśmy nastawić się raczej na słuchanie niż na granie. Możesz uderzyć losowo pierwszy klawisz na klawiaturze, ale od tego momentu powinieneś już słuchać. Kiedy słuchasz, wizja sama na ciebie spływa i z każdym kolejnym dźwiękiem staje się coraz bardziej wyraźna, a kolejne nuty same układają się w spójną całość. Ułożenie jakiejś ciekawej melodii nie jest na początku łatwe i trzeba poeksperymentować z jakąś większą liczbą nut i pauzami, zanim wpadniemy na jakiś sensowny pomysł, ale z czasem przychodzi to znacznie łatwiej. Trzeba pamiętać, że jeden dźwięk za mało albo za dużo w nieodpowiednim miejscu może popsuć całą magię jakiegoś większego fragmentu (to samo dotyczy samych brzmień, jak i innych elementów) i wyssać z nas całe natchnienie.

Więc jaki eksperyment jest dobry?

Każdy eksperyment jest dobry, bo dostarcza nowych doświadczeń. Natomiast jeżeli chodzi o efekty to jest ich stosunkowo znikoma ilość, a świat pamięta tylko te udane, bo jak to się mówi – sukces ma wielu ojców, a porażka zawsze jest sierotą.

Należy tworzyć tak, aby podtrzymywać zainteresowanie i zaangażowanie słuchacza aż do końca nagrania, a w tym rodzaju muzyki szczególnie, gdyż często bywa tak, że w muzyce eksperymentalnej nagrania są bardzo długie. Trudność polega na tym, że do oszczędnej, a zarazem głębokiej formy wyrazu nie dochodzi się łatwo, do tego dochodzi się latami i to w dużej mierze ujawnia prawdziwy kunszt artystyczny. Niezależnie od stopnia wpływu przypadku na efekt końcowy utworu muzycznego – zawsze należy być czujnym na to, czy ten utwór cały czas jest nasz. Czy ma w sobie element duszy – czy jest częścią nas, czy też już bardziej karykaturą.

Wiele osób myśli, że to dobry sprzęt jest podstawą i tylko taki pozwala tworzyć. Nie zgadzam się, że potrzebny jest super sprzęt by tworzyć, bo możemy dać super aparat słabemu fotografowi i w związku z tym wcale nie zacznie on wygrywać prestiżowych konkursów fotograficznych. To samo dotyczy muzyka, lepsze syntezatory i instrumenty nie dodadzą mu zmysłu artystycznego i nie polepszą jego wizji, a jedynie usprawnią jakość jego prac i rozbudują warsztat. Nadal będzie tylko sobą, a jeśli ma prawdziwą pasję i potrafi kreatywnie przekazać swoją wizję, to poradzi sobie bez najdroższych maszynek świata. Jestem w pełni co do tego przekonany.

Koniec

Jako autor pierwowzoru, nadałem temu artykułowi zarys, ale zakulisową i największą pracę przy jego rozwinięciu wykonały osoby, którym tutaj chcę pięknie podziękować za zaangażowanie, które pozwoliło nadać ostateczny wymiar artykułowi i doprowadzić prace nad tekstem do końca, pokazując go jako pewnego rodzaju dialog, ukazując jak najwięcej punktów widzenia, metod oraz przemyśleń dotyczących muzyki eksperymentalnej.

Specjalne podziękowania dla: Amomus, Audionysos, F.P.P., Idsix, L.G., Mateusz Morawski, Meddon, Stiopa, Zirds.

Zakończenie

Ja ze swojej strony chciałem podziękować Adrianowi za możliwość opublikowania tego artykułu na łamach Zakamarków, a także (i może przede wszystkim) – za zebranie myśli od wszystkich innych, którzy przyczynili się do powstania tego tekstu i sklejenie go w spójną całość.

Mam nadzieję, że również dla Was ten artykuł będzie przydatny. Ja całość czytałem jednym tchem.

Adrianie (i reszto ekipy) – wielkie dzięki. Świetna robota!

  1. Więc ja ten temat analizowałem chyba przez ostatnie 10 lat zycia i siłą rzeczy nic mnie tu nie zaskoczyło.

    Wnioski nasunęły się gdzieś pod koniec lat rozważań, generalnie mam je w głowie, choć miewałem dziesiątki plików w notatkami co do danego aspektu muzyki. Nie zamierzam silić się już na megaoryginalność bo musiałbym mieć obecny rozum i 16 lat aby te plany skutecznie przepchnąć. Zadziwiające, że wnioski to tylko kilka prostych zdań. Może je kiedys skutecznie zdefiniuję i gdzieś wypiszę z nadzieją, że ktoś ruszy muzykę z dość martego obecnie punktu.

    Polecam wszystkim nie marnować czasu, isc za młodu do szkoły muzycznej, bo nigdzie nie nauczymy się lepiej teorii niż tam. Ja z perspektywy czasu ciesze się, że tak zrobiłem – wiem czego unikać.

    Generalnie to tak rozległy temat, że aż się nie chce zaczynać o tym pisać. Dlatego doceniam wysiłek autora i trochę mu współczuję, bo zdecydowana większość tu zalogowanych chce dojść do jakiegoś poziomu – drogą, którą doszło już wielu. Wydeptanie nowej ścieżki obok tej autostrady wymaga pewności siebie, wiedzy, umiejętności, siły perswazji, charakteru i czasu. Prawie nikt nie ma na to ochoty dziś, dlatego nie ma komentarzy pod tymi artami.

    ALE NIE PRZEJMUJ SIĘ PAN – JAKOŚ TO BYDZIE 🙂
    (to najdłuższy moj koment na zakamarkach)

    • Ja się akurat osobiście bardzo cieszę, że pokusiłeś się o długi komentarz. Co do tematu, to rzeczywiście jest on szeroki jak Nil… Byłbym mega-wdzięczny, gdybyś jednak kiedyś chciał się podzielić swoimi wnioskami po tylu latach zmagania się z tematem. Może wtedy niektórym byłoby łatwiej nie wyważać otwartych przez kogoś innego drzwi. Ja się niestety w temacie zbytnio wypowiedzieć nie mogę, bo to troszkę nie moje podwórko, ale jestem zdania, że wszyscy tutaj jesteśmy po to, aby sobie pomagać. Myślę więc, że Twój wkład byłby na pewno doceniony!

Zostaw komentarz