Teoria Muzyki Eksperymentalnej, Cz. 1 – Wpis Gościnny

Minęło sporo czasu odkąd mieliśmy na blogu ostatni wpis gościnny i dziś nadeszła pora, aby to zmienić.

Poniżej prezentuję Wam bardzo dobry tekst autorstwa Adriana (a.k.a. FL FAN), który już jakiś czas temu zamieścił te słowa na zaprzyjaźnionym z Zakamarkami forum musicproducers.pl, a teraz zgodził się na opublikowanie całości tutaj, żeby mogła do jego przemyśleń dotrzeć jeszcze większa liczba osób.

I jestem mu za to osobiście wdzięczny. Z reszta, założę się, że po przeczytaniu tego tekstu Wy też będziecie 🙂

Artykuł ten traktuje o teorii muzyki eksperymentalnej, czyli dziale, na który prędzej czy później w końcu natrafimy podczas swojej przygody z produkcją muzyki w domowym studiu. Więcej szczegółów zdradzał nie będę, tylko zaproszę Was od razu do lektury części pierwszej.

Teoria muzyki eksperymentalnej

Wstęp

Eksperymenty nie zawsze są udane, bez względu na dziedzinę sztuki czy nauki, co nie oznacza, że nie warto eksperymentować, bo czasem w domowym zaciszu można dokonać zjawiskowego odkrycia. Nie jest tak, że wiemy już wszystko i można pozamykać laboratoria, skończyć ze sztuką, bo nic nowego i tak się nie wymyśli. Wręcz przeciwnie…

Dziś do znudzenia powielane są motywy i brzmienia. Zdawać by się mogło, że w muzyce wszystko już wymyślono i stąd ta stagnacja. Osoby, którym to nie pasuje, nie idą za tłumem lecz poszukują muzyki świeżej, oryginalnej, głębokiej, niekomercyjnej, eksperymentalnej. Dla wielu ludzi pojęcie “eksperyment” kojarzy się z czymś, czego trzeba się obawiać, kojarzy się z niewypałem, porażką i niepowodzeniem. Większość ludzi, a przynajmniej spora ich część, podchodzi sceptycznie do wszelakich eksperymentów.

Nieznane zawsze wywołuje obawy. W sztuce bywa, że eksperyment odbierany jest jako szaleństwo lub choroba artysty. Przy czym zaznaczam, że nie mówię o skandalistach, bo to osobna para kaloszy i trzeba to rozgraniczać – tacy ludzie nie mają pomysłu na siebie, więc budują i opierają swoją markę na skandalach. Idą po najmniejszej linii oporu, aby było głośno i z nazwiskiem, dlatego nie mogą liczyć na wielkie poparcie i uznanie.

Eksperymenty a “gatunek ludzki”

W muzyce, bo na tej dziedzinie sztuki chciałem się skupić, oznacza to drogę trudną lecz ambitną, często powikłaną. Z reguły zauważyć można, że za ten rodzaj muzyki biorą się ludzie odczuwający często mocniej od innych pewne wydarzenia, ludzie przewrażliwieni, będący ciągle w jakimś kryzysie, ale i dzięki temu – ludzie głęboko emocjonalni, na których zwykłe “umpa umpa” w dyskotece nie robi wrażenia, choć nie pogardzą też dobrą zabawą – co pozwala im zachować resztę osobowości odpowiedzialnej za kontakt ze społeczeństwem, gdyż całkowite wycofanie społeczne grozi kalectwem emocjonalnym i samotnością.

Ludzie głęboko emocjonalni potrafią bardziej żywo przekazać emocje, zrobią to tak samo za pomocą dźwięków, co akurat nie stanowi wielkiego odkrycia czy zaskoczenia.

Zarys typowego twórcy-poszukiwacza już mamy nakreślony, zatem co z tą muzyką?

Pojawiają się głosy, że w ogóle sztuka jest sama w sobie eksperymentem. Coś co jest zrobione według schematu na każdej możliwej płaszczyźnie nie jest sztuką, a co najwyżej rzemiosłem. Na tym polega sztuka właśnie, żeby wyrazić siebie w nowatorski czy niekonwencjonalny sposób, ale jednocześnie nie łamać na siłę wszystkich znanych form. Idąc za tym, artysta nie będzie się starał, żeby jego twórczość możliwie jak najbardziej przypominała popularne utwory, a przeciwnie – zrobi wszystko, żeby jego dzieła były jak najbardziej oryginalne i trudne do skopiowania. Oczywiście odrzucanie czy modyfikowanie pewnych szablonów i używanie innych jest jak najbardziej pożądane.

Kreatywność i eksperymentalizm oznacza wolność – wolność wyboru, wpływanie na muzyczne elementy w taki sposób w jaki czujemy, że mamy ochotę wpłynąć, nie dyktując tego tak w istocie żadnym schematem narzuconym w jakiś sposób z góry, ale pozwalając na udziwnienie tego schematu we własny wyjątkowy sposób, który rezonuje z tym, co czujemy w środku siebie, z naszą wrażliwością. Wolność też w takim sensie, że nie boimy się teoretycznych konsekwencji, nie wiemy co nas czeka na końcu tej podróży, ale czujemy ekscytację na myśl o możliwych miejscach, do których mogłaby nas ona zaprowadzić.

Kreatywność poprzez eksperymentalną improwizację to jak zabawa w alchemika, który miksując ze sobą różne elementy szuka jakichś ciekawych i działających kombinacji. Czasem coś wybuchnie i się rozleci, a czasem uda się stworzyć cud. Tak jak w życiu, artysta nie może bać się błędów, wręcz powinien z nich korzystać, bo po błędach i dziwnych pomysłach można czasem dojść do takiej oryginalnej doskonałości, do jakiej nigdy inaczej byśmy nie doszli.

Eksperyment vs Rozum

Eksperymentować należy z głową, więc to że przysiadam do tworzenia “eksperymentalu” nie oznacza, że daje mi to prawo do robienia czegokolwiek nieprzemyślanego, co potem nazwę “sztuką szeroko pojętą” i obrażę się na każdego, kto tego nie zrozumie i nie przyjmie. To nie tak. Każdy chemik przystępując do eksperymentu odpowiednio się przygotowywał, miał w zamyśle przewidywania potencjalnych efektów swojego eksperymentu, ale zdawał się też na przypadek. Wiedział co robi mniej więcej w trosce o własne bezpieczeństwo.

W świecie muzyki raczej nie grozi nam wybuch, ale z pewnością wielki wstyd i zniesmaczenie słuchaczy już tak (ból uszu też). Starajmy się więc nie urazić swoich odbiorców podsuwając byle jakie nagrania, a raczej zachęćmy swoimi pomysłami stworzonymi z namysłem. Warto też w takiej muzyce zadbać o technikę wykonania, bo w końcu oddajemy swoją pracę później do przesłuchania innym ludziom często, więc powinno nam zależeć na jakości. To, że podejmujemy się eksperymentu, nie zwalnia nas z odpowiedzialności za projekt pod żadnym względem.

Można też zastanowić się przez chwilę, co jest bardziej eksperymentalne, a co mniej. Można przez to rozumieć gotowy produkt, czyli to, w jakim stanie prezentujemy go światu, w jakim stopniu odbiega on od powszechnie uznawanych norm. Oczywiście można zastosować kompletną przypadkowość, a później odpierać jakiekolwiek zarzuty twierdząc, że to eksperyment i się go nie rozumie, że to awangardowa, nowatorska muzyka, ale jak wcześniej wspomniałem – nie ma to tak wyglądać absolutnie i nie ma takie zachowanie większego sensu.

Natura rządzi się swoimi prawami, których nie da się nagiąć tak, jak nam się podoba. Tym samym ciężko nazwać muzyką coś, co nie ma jakiejkolwiek formy czy jest kompletnie niespójne. Jeśli chcemy przekazać innym swoją wizję to musimy operować na odpowiednich im falach. Oczywiście nikt nie odbiera nikomu prawa do kompletnie wywrotowej sztuki, ale też taka osoba nie powinna się dziwić, że może być negatywnie odbierana.

Jak widać, pewne zasady nigdy nie przestają obowiązywać, ale…

Będąc oszczędnym w środkach wyrazu pod względem ich nagromadzenia (bo nie chodzi o to, by zahukać odbiorcę na śmierć dziwacznymi odgłosami), będąc oszczędnym, jeśli chodzi o efekty (bo nie służą one do tworzenia z nich muzyki, czy zagłuszania niedociągnięć warsztatowych, a jedynie do podkreślania jej fragmentów) możemy uzyskać coś już całkiem ciekawego i oryginalnego – zwłaszcza, jeśli sami tworzymy swoje dźwięki. Tworzenie swoich dźwięków jest na pewno swojego rodzaju fundamentem i podstawą muzyki eksperymentalnej.

Ja osobiście nie wyobrażam sobie skleić pięciu loop’ów (pętli) i czterech sampli i nazwać tego eksperymentem, bo nie jestem przekonany co do takiej metody tworzenia, ale okazuje się, że to kwestia dyskusyjna, ponieważ wszystko zależy od tego, co to za loopy i sample. Jeśli na tyle nietypowe i zróżnicowane, że wspólnie tworzą jakąś specyficzną niespotykaną dotąd jakość – to też może być eksperymentem i to całkiem udanym. Czasami jeden loop zapętlony jakiś czas w kółko i jedna specyficzna powtarzająca się melodia potrafią zaczarować nas bardziej niż cała, dajmy na to, orkiestra symfoniczna kreśląca niekończące się pasaże. Taka muzyczna hipnoza też może być eksperymentem.

Muzyka eksperymentalna powinna być jak najbardziej dziełem spójnym, przemyślanym (w pewnym stopniu zaplanowanym) i zrozumiałym. Zauważyć chcę, że na twórczość spontaniczną również warto sobie pozwalać w przypływie emocji, w celu oddania wrażeń poprzez dźwięki można czasem “zaszaleć”. Prawdą jest, że może sobie na takie kompozycje co prawda pozwolić bardziej doświadczony twórca z ukształtowanym stylem i wizją, ale takie spontaniczne twory ujawniają poziom kreatywności, którą początkujący twórca musi w sobie obudzić. W każdym rodzaju muzyki jest wymagane pewne doświadczenie do tego, aby po prostu usiąść i zacząć tworzyć coś od zera, ale w muzyce eksperymentalnej nie ma opcji, że znajdą się fałsze, że coś będzie nie w takt, czy niedopasowane pod tempo lub coś nie będzie pasować. Dlatego warto też aby początkujący próbowali tak do tego też czasem podchodzić, gdyż to zwiększy poziom ich kreatywności.

Należy zdać sobie sprawę z tego, że muzyka eksperymentalna to nie jest gatunek muzyczny taki jak Rap, Rock, Jazz, tylko że to jest związek pomiędzy gatunkami potrafiącymi dzielić i łączyć to, co zazwyczaj połączone być nie powinno. Muzyka eksperymentalna jest formą całości, a nie tylko budulcem. Taką muzykę można porównać do projektu rzeźby, która wygląda i jest realna, ale nie jest wypełniona żadnym składnikiem takim, jak gips czy glina tudzież skała. Eksperyment w muzyce to jest właśnie taka rzeźba, jak cieknąca lawa. Nigdy nie nadasz jej odpowiedniej formy i nigdy nie zamkniesz wraz z innymi gatunkami.

Warto pomyśleć co w ogóle można uznać za eksperyment…

Czy jeśli poukładam jakieś losowe dźwięki w zupełnie przypadkowy sposób – to czy jest to eksperyment? Teoretycznie tak, ale czy można przy tym uzyskać jakiś ciekawy efekt? Nic nie jest niemożliwe, ale trzeba mieć przy tym ogromne szczęście. Oczywiście większość eksperymentów kończy się niepowodzeniem albo przynajmniej rezultatem nie do końca spełniającym nasze oczekiwania, ale to nie znaczy, że nie warto próbować. Tak jak w każdej dziedzinie, wiedza i doświadczenie bardzo pomagają przy eksperymentach.

To, że ktoś jest “świeży” w temacie, nie koniecznie oznacza, że łatwiej mu będzie tworzyć muzykę eksperymentalną, a ściślej – nie będzie mu łatwiej uzyskać interesujące efekty. Doświadczony artysta ma o tyle łatwiej, że wie czego może się spodziewać i precyzyjniej może określić kolejny ruch. Jednocześnie jest on bardziej odporny na rozkojarzenie, a jego działania są mniej zachwiane niepewnością.

Warto pamiętać, że muzyka eksperymentalna powinna nieść pewien przekaz, powinna być w jakimś stopniu enigmatyczna, ale przede wszystkim, oryginalna i emocjonalna. Powinna zawierać pierwiastek ekspresji, cząstkę inspiracji, dawkę własnego “ja” autora. Muzyka eksperymentalna to muzyka wyrażania siebie, swoich mrocznych demonów, swoich marzeń, wspomnień. Muzyką można opowiedzieć wszystko co dręczy, co ciekawi, zastanawia, przeraża, przejmuje i przepełnia żalem lub radością. Co więcej, jest językiem znacznie bardziej abstrakcyjnym i subtelnym niż ten, którym posługujemy się na co dzień…

I to raczej ten abstrakcyjny język jest wyniesiony w muzyce eksperymentalnej na pierwszy plan. Tworzenie melodii, budowanie konstrukcji z dźwięków – może być jak tworzenie zdań, które każdy z nas przeczyta na swój własny sposób, swoimi własnymi emocjami, swoją własną wyobraźnią i wrażliwością. Może być jak malowanie barwami obrazu w naszej wyobraźni, jak kreowanie jakiegoś intymnego wewnętrznego świata. Oczywiście nie znaczy to, że słowa i śpiew muszą być wykluczone. Sam śpiew i modulacja głosu to obszar dużego potencjału do poszukiwań. Nawet słowa nie muszą być oczywiste, wystarczy zwrócić uwagę na odłam literatury zwany poezją. Poematy, ich rytm, struktura, jak i nie do końca oczywista istota przekazu – mogą mieć więcej wspólnego z muzyką eksperymentalną niż by się mogło nam wydawać.

Ciąg dalszy nastąpi…

W tym miejscu zakończymy część pierwszą, aby nie przytłoczyć Was zbyt dużą ilością słów do wchłonięcia – choć przyznacie, że czyta się to jednym tchem, prawda?

Druga odsłona tej opowieści ukaże się już za kilka dni.

  1. Jako twórca dość mocno eksperymentalny – nie ze wszystkim się zgodzę, ale dobrze że i takie artykuły się pojawiają. 😉

    J.K.C.,
    https://conscious-sound.bandcamp.com

  2. Hej,

    już dawno nie odwiedzałem Zakamarków i dziś tafiłem na ten artykuł.

    Bardzo mi się przydał i zgadzam sie chyba ze wszystkim. Artykuł poza tym, że czyta się jednym tchem to były rozpatrzone różne punkty widzenia zachowując jakieś stanowisko, zdanie.

    Jako, że ostatnio pracuję duzo nad muzyką do gier, filmikow, animacji, filmow itd. to chyba osatnio za malo eksperymentuję! Mialem kiedys podobne przemyślenia jak w artykule ale dziś pomogło mi się to trochę obudzić z cyklu zlecenie->projekt->deadline :D. No nie jest aż tak źle, bo zawsze drobne “eksperymenty są”, ale czas wykorzystać rzemiosło!:D

    Od siebie jeszcze dodam, że artykuł i przemyślenia podobne do Adriana dla mnie odnoszą się doskonale, nie tylko do “dzikich eksperymentów” ale generalnie do tworzenia czegoś co jest fajne, interesujace, nastrojowe.

    Pozdrawiam wszystkich, dziękuję Adrianowi za fajny artykuł i obiecuje Igor, że nadrobię zaleglósci nad pozostałymi artykułami :D. O ile pamiętasz moje konto 😀 – bylismy kiedys “na szlugu” na sound edit jak miales wystapienie ;D.

    • Nadrabiaj więc zaległości, bo trochę tego się namnożyło 🙂 Co do SE, to z niejedną osobą się namarzłem tam na dymku, więc nie każdego dobrze pamiętam. Sorry 😉

Zostaw komentarz