Co Naprawdę Się Liczy w Domowym Studio?

Dzisiejszy artykuł będzie małym podsumowaniem tego, o czym od kilku lat truję Wam umysły, a czego wielu początkujących nadal wiedzieć nie chce.

W czasach, gdy wszystko chcemy mieć podane na tacy, teraz, już i od razu, gdy nie mamy ochoty (i czasu) nauczyć się, przetworzyć i zrozumieć jakichś informacji, często szukamy drogi na skróty. Oczekujemy szybkich i prostych odpowiedzi na każde pytanie.

Niestety dziedzina realizacji dźwięku i produkcji muzycznej tak nie funkcjonuje i jeśli mamy ambicje nieco większe niż “wyprodukowanie” kolejnego z miliarda gniotów, jakie pałętają się po “youtubach”, “myspace’ach” i innych “reverbnation-ach”, to niestety musimy niektórym faktom stawić czoła…

I choć będą się one czasem kłócić z naszą wizją i światopoglądem – innej drogi nie ma. Tutaj nie da się paroma sztuczkami stworzyć świetnego utworu, nie istnieje algorytm na napisanie przeboju, muzyka sama się nie zrobi i nie wykona, “magiczne” wtyczki same nie zmiksują nam kawałka.

Żeby to, o czym będzie mowa, jeszcze łatwiej wryło się w pamięć, zaprezentuję Wam dziś trzy ważne podziały, oscylujące wokół tej samej rzeczy, ale pokazujące problem z różnych stron. Mam nadzieję, że odnajdziecie to pomocnym i weźmiecie sobie to wszystko do serca.

Oto, co przygotowałem w dzisiejszym wpisie:

  • Najpierw przyjrzymy się temu, jak ma się zwykle sytuacja w przypadku początkującej osoby, która chce rozpocząć przygodę z nagrywaniem i porównamy z tym, jak mniej więcej powinno to wyglądać.
  • Drugi podział będzie w formie tabeli i będą tam wypunktowane elementy istotne i te trochę mniej.
  • Jako trzeci punkt, przedstawię dość dobitną grafikę, która powinna zobrazować problem, o którym dziś mowa i postawić kropkę nad i.

A więc do rzeczy…

I. Jak jest, a jak być powinno

Nasz dawno zapomniany DJ O-Borze* postanawia zrobić karierę w branży muzycznej, więc oto co sobie myśli (a w nawiasach to, co ja sobie myślę):

  • Najpierw przekopię pół internetu w poszukiwaniu najlepszego interfejsu/mikrofonu/kabla/przejściówki/czegokolwiek innego (stracisz na to tygodnie, a i tak nie znajdziesz), potem będę szukał najlepszego DAW do mojej muzyki (każdy porządny się nada), następnie pościągam tysiące wtyczek (zrobisz sobie krzywdę, bo od nadmiaru boli głowa, a samo posiadanie niczego nie uczy), a potem będę na forach męczył ludzi pytaniami o to, jak najlepiej ustawić kompresor, żeby wokal dobrze brzmiał (nie ma jednego, najlepszego ustawienia) i na koniec zapytam jak się robi ten mastering wokalu (tego to już nawet nie skomentuję…)

A postanowić powinien mniej więcej tak:

  • Jeśli chcę coś nagrać, to najpierw doszkolę swój warsztat w grze na instrumencie czy śpiewaniu lub rapowaniu (bo jeśli jesteś w tym słaby, to nagranie to szybko obnaży), kupię podstawowy sprzęt, który pozwoli mi na zarejestrowanie tego, czego potrzebuję, będę się dokształcał z zakresu budowy utworów, aranżacji i kompozycji (w tym celu warto zacząć od analizy porządnie zrobionych piosenek), będę czytał o podstawowych technikach nagraniowych, pracy z mikrofonami, akustyce pomieszczeń, poziomach (i całej reszcie zagadnień), będę nagrywał jak najwięcej, żeby się ciągle czegoś o tym uczyć, nie przestanę się dokształcać (bo informacji do zdobycia jest całe morze). Jak już cokolwiek osiągnę, to będę miał powód, żeby zainwestować w nieco lepsze narzędzia.

Widzicie różnicę…?

Jak tak, to świetnie. Jeśli było za mało dosadnie i czytelnie, to spróbujmy w ten sposób:

II. Tabela

Grupa pierwsza przedstawia elementy, które są w produkcji muzyki najistotniejsze. Natomiast w grupie drugiej widnieją rzeczy znacznie mniej ważne (co nie znaczy, że w ogóle nieistotne). Podział ten ma obnażyć pewne “pokraczne” rozumowanie, jako by elementy z grupy drugiej były podstawą.

Grupa 1 Grupa 2
Kompozycja Model interfejsu / mikrofonu / kabla
Aranżacja Program DAW / Mac vs PC
Wykonanie Wtyczki
Wiedza Teoretyczna Triki i Sztuczki Miksu
Praktyka i Doświadczenie Mity o Masteringu

Zauważcie, że o elementach z grupy pierwszej mówi się rzadko i mało. Ciężko spotkać się z sytuacją, w której znany realizator opowiadałby z pasją o tym, że artysta musi być przygotowany, mieć opanowany swój instrument (lub głos), umieć bezbłędnie i z pasją wykonać swoją partię czy odpowiednio zaaranżować i zbudować utwór. Prędzej spotkamy się z sytuacją, że znana postać ze świata inżynierii dźwięku będzie opowiadać bajki o najnowszej wtyczce jakiejś tam firmy, która jest w stanie zmienić nasze nagrania w profesjonalne cudeńka albo zobaczymy innego inżyniera prezentującego mega-zawiłą dla początkujących technikę kluczowania jednego sygnału drugim, którą możemy wykonać w takim, a nie innym plug-inie czy cokolwiek innego z tego rejonu. Dlaczego?

Tutaj odpowiedź jest oczywista – to jest biznes, reklama i maszynka do robienia pieniędzy.

Poza tym, o wiele bardziej atrakcyjne i “sexy” jest opowiadanie o nowościach, lśniących guziczkach, pokrętełkach, suwaczkach, kabelkach, lampach i innych “symulacjach” niż “smutne pierdzenie” o sprawdzonych metodach i podstawach tworzenia dobrze brzmiącej muzyki.

A trzeci powód jest taki, że te wszystkie elementy z grupy pierwszej są dla zawodowców OCZYWISTE i nie muszą oni ciągle o nich przypominać, bo zakładają, że mają do czynienia z ludźmi obracającymi się w temacie, którym takich oczywistych oczywistości tłumaczyć nie trzeba. I tutaj jest ryzyko wpadnięcia w największą pułapkę i niezrozumienia całej koncepcji produkcji muzycznej!! Ktoś startujący w tej dziedzinie obejrzy taki jeden promujący wtyczkę filmik czy dwa i nabywa (niestety błędnego) przeświadczenia, że musi mieć taki a taki korektor/kompresor/pogłos czy cokolwiek innego, bo zawodowcy ich używają i to od tego zależy “jakość” ich produkcji. Że niby to jest ta tajna broń, ten sekret, ta jedna wtyczka, jedno narzędzie. “Otóż nie, Marianie…”

Profesjonaliści mogą sobie pozwolić na testowanie trzydziestu ośmiu różnych symulacji jednego analogowego kompresora, bo mają podstawy opanowane już bardzo dawno i dla nich taki test będzie miał sens. Ba, może nawet usłyszą mikroskopijne różnice. Natomiast dla początkujących taka zabawa jest absolutną stratą czasu, podobnie jak rozważania o domniemanych, wielkich różnicach w brzmieniu interfejsów czy mikrofonów w cenie do 399zł. Kolejna zguba laików w temacie produkcji to przenoszenie odpowiedzialności za słabo brzmiące nagrania i miksy na sprzęt. A liczy się przecież wiedza, technika i doświadczenie…

Dlaczego ja w ogóle o tym truję…?

Czasem, po lekturze niektórych stron, wypowiedzi i pytań osób początkujących odnoszę wrażenie, że za wszystko zabierają się oni od… wiecie której strony. I bynajmniej ich o to nie obwiniam, bo każdy na początku ma prawo nie wiedzieć. Ale po jakimś czasie, to jest już wstyd, żeby nadal nie rozumieć spraw fundamentalnych.

Nie zrozumcie mnie źle – ja chciałbym jedynie naprostować pewne rzeczy i zasiać w głowie zainteresowanych ziarenko prawdy, które w przyszłości wykiełkuje i przyniesie dobre plony. Tym samym uważam, że jeśli decydujecie się udać w świat produkowania muzyki (choćby tylko w domowym studio), to musicie się zmierzyć z tym, że to wymaga ciężkiej pracy, poświęcenia oraz czasu na naukę i trening – jeśli oczywiście celujecie w coś, czego nie będzie później wstydu pokazać innym.

Jeśli macie na koncie raptem jeden nagrany czy zmiksowany kawałek i brzmi on strasznie, to nie szukajcie powodu takiej sytuacji w narzędziach – interfejsach, mikrofonach, wtyczkach, programie DAW, mikrofonie czy czymkolwiek z tego rejonu. To NIE JEST ich wina! Te rzeczy są poboczne. Wszyscy Dj-e O-Borze powinni najpierw ogarnąć kręgosłup muzyczno-estetyczny, dopiero potem można zyskać prawo do porównywania, kwestionowania czy wręcz krytykowania narzędzi. Jeśli muzycznie i artystycznie kawałek jest do bani, to żadne narzędzia tego nie zmienią.

Dlatego dajcie sobie jeszcze trochę czasu i nie przestawajcie nagrywać/miksować (nawet na podstawowym sprzęcie). Za rok usłyszycie postęp, za dwa – jeszcze większy, a za trzy – może Wasze produkcje zaczną przypominać sensownie brzmiącą muzykę. To jest normalne zjawisko i tak się to odbywa. Choć ramy czasowe uznajemy tu oczywiście za umowne, bo dużo zależy od tego, jak intensywnie będziemy pracować. Jednym osiągnięcie sensownego poziomu zajmie 14 miesięcy szczerej i ciężkiej pracy, innym dojście do tego samego miejsca może zająć 6 lat, bo rzadziej mieli okazję realizować różne projekty. Rozstrzał czasowy jest więc tutaj normalną sprawą.

I raz jeszcze, dla lepszego zrozumienia tego, co tak naprawdę się liczy w domowym (i nie tylko) studiu, “paczamy” na obrazek, kopiujemy do głowy, wklejamy na stałe, blokujemy hasłem, zabezpieczamy przed usunięciem i ustawiamy jako tapetę na pulpit 😉 Do tego – powtarzamy każdego ranka przed umyciem zębów i wieczorem przed przyłożeniem głowy do poduszki.

III. Wykres

Ten wykres jest wyciągnięty (i delikatnie zmodyfikowany) z prezentacji, jaką miałem okazję prowadzić w ramach warsztatów na festiwalu producentów muzycznych Soundedit w Łodzi lat temu dwa (ktoś to jeszcze pamięta?). Jeśli chcielibyście zobaczyć cały pokaz slajdów z moją narracją, to zapraszam do TEGO ARTYKUŁU – znajduje się tam link do pobrania całości za darmo.

Słowo wyjaśnienia – są to oczywiście wartości orientacyjne i umowne, więc nie bierzcie wielkości tych plasterków turbo-dosłownie. Niemniej jednak tendencja zaprezentowana na obrazku jest zdecydowanie bliższa prawdzie niż trendy panujące na niektórych forach czy myśli błądzące w głowach młodych “producentów”, dla których magiczny i mityczny mastering jest najważniejszą czynnością. Nawet nasz DJ O-Borze postanowił zrobić krok milowy – w końcu uwierzył w słowo tu pisane i “rysowane” 😉

Zakończenie

I z tym Was dzisiaj zostawiam. Proponuję na spokojnie przemyśleć sprawę i jeśli rzeczywiście występuje u kogoś takie odwrócenie wartości, to chyba czas to zmienić… Inaczej ciężko będzie się rozwijać, iść do przodu i przede wszystkim – produkować dobre utwory. A o to chyba nam wszystkim chodzi, prawda?

*DJ O-Borze – fikcyjna postać stworzona wyłącznie na potrzeby humorystycznego obnażenia pewnego podejścia, która pojawiła się (bo pojawić się musiała) w cyklu artykułów rozpoczynającym się TUTAJ.

Zostawić komentarz ?

13 Komentarze.

  1. Dodałbym na szczyt drugiej grupy element o nazwie “akustyka”. Przy czym myślę, że poprawna adaptacja akustyczna to jedno z najważniejszych narzędzi w procesie ogólnie pojętej produkcji muzycznej.

    • Adaptacja jest niewątpliwie istotna – zarówno przy nagrywaniu, jak i miksowaniu.

  2. To już teraz wiem kto to jest O-Borze,bo miałem się już pytać.Tak to mnie intrygowało.

  3. Brat bliźniak Dj W O-borze śpiewa O-Borze

    Igor podziwiam Ciebie za krzewienie prawdy, to naprawdę boli nie jednego, ale jak wyjdą z choroby sprzętowej to jak z alkoholizmu.
    Podobnie jest z “muzykami” zamiast ćwiczyć szukają cudownych instrumentów które same za nich zagrają 😉

    Podobne dotyczy wielu dziedzin nie tylko w/w

    Jestem duchem z Tobą !

  4. Porządnie nas Igor zresetowałeś! 😀

    W dzisiejszych czasach wystarczy zakupić dobrą pake “Construction Kit’ów” i jest sie gwiazdą 😀

    Swoją drogą, jeśli już mówimy o lenistwe, to przeraża mnie co raz szersze zjawisko GHOST PRODUKCJI. W muzyce elektronicznej nabrało to takiego tempa, że naprawde ciężko znaleźć, w ktorymś z producentów idola.

    • Zresetować się tak powinien każdy samodzielnie 🙂 I powtarzać tę czynność raz na jakiś czas!

  5. Czesc IgoR! Dzieki za Twoja robote… juz poraz kolejny! Mysle, ze kazdy przechodzi mimo wszystko taki etap myslac tylko o dobram sprzecie i plugins. Dopiero wtedy gdy juz ma sie to wszystko dociera do mozgownicy, ze nic to wielkiego nie zmienilo w moich utworach. I wlasnie teraz zaczyna sie ta pracowitsza i mozolniejsza praca. Zaczyna sie odkrywanie prawdy o swoich brakach… trzeba nadrobic straty i polubiec “Zakamarki Audio” Dla tych ktorzy juz tu dotarli czeka jednak wielka satysfakcja, bo dopiero teraz dociera wiele nowych “dziekow” ktore kiedys byly nieslyszalne…Pozdrawiam!

    • Mniej więcej tak to właśnie wygląda. Gorzej, jak ktoś nigdy nie dociera do takiej konkluzji i bez przerwy wini za wszystko sprzęt czy program…

  6. Wszytko to prawda. Oczywiście pozmieniałbym kolejność. Bo mnie się oto zdaje, że kompozycja i aranżacja to bardzo względne rzeczy, wykon także. Muzyka to jak nic – stan świadomości. Taka definicja wiele wyjaśnia i tłumaczy dlaczego nie każdy lubi i ceni to samo – i dobrze, bo jest ciekawie. Ale absolutna prawdą jest to, że wiedza i doświadczenie to podstawa jak już ktoś bierze się za realizację dźwieku czyli: materializowanie stanów świadomości. I w takim właśnie kontekście widać bardzo wyraźnie, że nie jest to prosta sprawa i żaden DAW, plugin i srugin nic tu nie pomoże tylko wiedza, doświadczenie i wyobraźnia. Ja uprzejmie donoszę, że udało mi się właśnie “zmaterializować moje stany świadomości” (nie bez ogromnego wpływu Igora, któremu naprawdę bardzo i szczerze dziekuję). Zajęło mi to 3 (trzy!) lata, po dordze osiwiałem oraz przekonałem się, że to dopiero “pierwszy krok w drodze na 1000 mil”.

  7. user12345

    Dziękuję za dobre rady!

Zostaw komentarz