Jak Wykonać Mastering Albumu, Cz. 1

W komentarzach do ostatniej części zakończonego niedawno cyklu o kolejności działań w tworzeniu utworu jeden z czytelników spytał o bardzo istotną rzecz.

Jego wątpliwości (w pełni zrozumiałe) dotyczyły tego, jakie są różnice pomiędzy procesami stosowanymi podczas masteringu jednego utworu, a tymi, gdy mamy do czynienia z całym albumem.

Wprawdzie kwestia ta była już w pewnym sensie kiedyś poruszona (w TYM POŚCIE), ale postanowiłem ten temat zgłębić w osobnym, dwuczęściowym artykule pod kątem tej samej koncepcji, co we wspomnianym cyklu, czyli opisać proces masteringu EP-ki czy albumu, jakim osobiście się kieruję i tym samym zamknąć tamtego tasiemca tym, powiedzmy, “bonusowym” artykułem.

W tamtym cyklu omówiliśmy proces masteringu pojedynczego utworu, bo taki był zamysł całej serii – pokazać jak wygląda kolejność w tworzeniu i produkowaniu jednej piosenki, od początku do samego końca. Dziś zajmiemy się natomiast masteringiem od nieco innej strony, czyli zobaczymy, jak można wykonać ten proces w przypadku całego albumu.

Tutaj od razu ważna uwaga i przestroga!

Planując zrobić jakąkolwiek kompilację – album, EP-kę czy inną składankę – NIE dokonujemy wcześniej masteringu pojedynczych utworów. Miksy, które mają się znaleźć na takim albumie, powinny być bez obróbki na sumie! Będą grały ciszej, będzie im prawdopodobnie brakować różnych elementów, ale o to chodzi. Nawet najlepszy miks zazwyczaj będzie potrzebował obróbki globalnej i takie właśnie miksy poddajemy masteringowi w jednej, wspólnej dla wszystkich miksów na płytę, sesji.

Kwestia ta jest o tyle istotna, że w grę będzie wchodzić tu znacznie więcej czynników niż tylko sama obróbka sygnału audio i punkt dla Pawła za to, że zachęcił mnie do napisania o tej właśnie kwestii.

Koncepcja

Żeby była jasność – nie jestem zawodowym inżynierem masteringu, nie mam na koncie złotych płyt i nie pozjadałem wszystkich rozumów, więc tak samo jak we wszystkich innych odsłonach tamtej sagi o tworzeniu – bierzcie poprawkę na to, że to są tylko moje osobiste preferencje odnośnie pracy i Wam może pasować koncepcja zupełnie inna, a ja bynajmniej nie jestem żadnym wzorem do naśladowania. Jedynie dzielę się tu z Wami swoimi własnymi metodami. No dobrze, przejdźmy do rzeczy.

Może wyjaśnię na początek, czego podczas masteringu albumu nie robię, żebyśmy startowali z tego samego punktu…

Zakładamy sytuację, że do zmasterowania jest album składający się z 10 kawałków (konkretna liczba jest tu oczywiście nieistotna).

Jeśli dane jest mi też te utwory wcześniej miksować, to nigdy podczas miksów nie zapinam na sumie żadnych limiterów, clipperów, maximizerów czy innych procesorów, które w sposób znaczący będą podnosić poziom średni i ograniczać dynamikę – zgodnie z tym, co napisałem wcześniej. Zawsze eksportuję miks, który przede wszystkim gra dobrze i staram się, aby najgłośniejsze jego momenty szczytowały gdzieś w okolicach -6dBFS. Dzięki temu daje sobie spory zapas na manipulację podczas masteringu.

Takie rzeczy, jak ograniczanie czy clippowanie zawsze zostawia się na proces masteringu i to na zupełnie końcową jego fazę. Bez sensu byłoby więc “zamykać” miks limiterem, a później w masteringu próbować dodać do niego jakieś inne procesory po fakcie.

Miks zostawiam oddychający, z pełnym zakresem dynamiki, bez spłaszczania go chamską kompresją czy tym podobnym. I absolutnie nie ma się co przejmować tym, że gotowy miks przed masteringiem gra cicho. To jest normalna rzecz – po to między innymi jest mastering, żeby to zmienić.

Jeśli jednak dostaję gotowe miksy zrobione przez kogoś innego, to najpierw je dokładnie przesłuchuję i analizuję miernikami, żeby mieć pewność, że ten ktoś, nie dał się przypadkiem ponieść… Miksy, które zostały zmaksymalizowane i mocno ograniczone czy tym bardziej sclippowane, nie nadają się do masteringu! Dlatego w takich sytuacjach należy zwrócić się do właściciela miksów i poprosić o wersje utworów bez procesorów na sumie – inaczej mamy związane ręce i niewiele zdziałamy.


Dla wyjaśnienia – mowa cały czas o masteringu albumu, bo jeśli pracujemy tylko nad jakimś singlem, który nie ma się znaleźć na żadnej kompilacji tylko być samodzielnym tworem, to możemy sobie oczywiście procesory typowe masteringowe zapinać na sumę już podczas miksu i tam zakończyć produkcję całego kawałka. Działamy wtedy wedle własnego uznania.

Ale gdy mowa o masteringu jakiegoś zbioru utworów w jedną całość, to miksy poszczególnych utworów muszą być nieskażone ograniczaniem na sumie i powinny mieć jak najwięcej zapasu na nasze działania – spory zakres dynamiki i konserwatywne poziomy.


Po tym przydługim wprowadzeniu, opowiem Wam teraz, jak u mnie wygląda mastering EP czy LP.

1. Zaczynam od stworzenia nowej sesji w DAW

Do tej sesji importuję wszystkie miksy – każdy na osobny ślad. Jeśli klient wie, jaka ma być kolejność jego utworów na płycie, to odpowiednio do jego wizji ustawiam ślady w sesji, tzn. utwór pierwszy na płycie będzie zaimportowany na tracku na samej górze, a każdy kolejny na coraz to niższej ścieżce. Powstają nam wtedy takie schodki w dół, jak na zrzucie ekranu poniżej:

0368-MasterSession

Jeśli natomiast klient nie ma za bardzo sprecyzowanych wymagań, co do kolejności albo w sytuacji, gdy robimy mastering własnych miksów i mamy tutaj wolną rękę, to wtedy warto wypróbować kilku różnych kombinacji – poprzestawiać kolejność, poprzesuwać utwory i przesłuchać jak różne kombinacje kolejności zgrywają się ze sobą. W ten sposób w końcu odnajdziemy optymalną kolejność utworów dla danego albumu.

Taki układ ścieżek, jak na obrazku wyżej pozwala nieco sprawy uporządkować i lepiej “widzieć” naszą płytę. Znam takich, co używają np. tylko dwóch śladów audio i umieszczają na nich na przemian wszystkie utwory – na pierwszym miksy nr 1, 3, 5, 7, etc., a na drugim miksy nr 2, 4, 6, 8, etc. To są prywatne preferencje i guzik mi do tego.

Ja tak kiedyś robiłem, jak mi brakowało mocy obliczeniowej komputera na to, aby móc zapinać łańcuch procesorów masteringowych na każdej ścieżce z osobna i wtedy po prostu trzeba było używać dwóch śladów, z dwoma tylko łańcuchami i automatyzować używane wtyczki, aby ich ustawienia zmieniały się co utwór. To trochę bardziej męcząca droga, ale jak się ma ograniczenia obliczeniowe, to można nią oczywiście pójść.

2. Importuję ślady referencyjne

Kiedyś robiłem to w tradycyjny sposób, czyli wrzucałem je jako osobne ścieżki do sesji na sam dół. Ale od jakiegoś czasu używam (i to z wielką przyjemnością) wtyczki Magic AB od firmy Samplemagic, która zapięta na kanał master pozwala niejako wewnątrz siebie odpalić aż do 9 śladów referencyjnych z dysku. Dużo można by o niej napisać, bo jest sporym udogodnieniem, ale sens jest taki, żeby w ten czy inny sposób wprowadzić do sesji jakieś utwory, do których brzmienia będziemy się odnosić.

Wiem też, że są inżynierowie, którzy w ogóle nie korzystają ze ścieżek referencyjnych, bo znają swoje uszy, swoje odsłuchy, swoje pomieszczenie i “standard brzmienia” na tyle dobrze, że bez wglądu w gotowe produkcje są w stanie od ręki stwierdzić, że powiedzmy jest za dużo dołu, czy powiedzmy środek miksu lekko świszczy w okolicach 1250Hz. Bardzo im takich zdolności zazdroszczę – ja taki złotouchy nie jestem, dlatego uważam, że podpieranie się referencjami jest najlepszą metodą na trzymanie się w widełkach “dobrego brzmienia”. Może kiedyś też będę mógł ten sposób porzucić, a referencją staną się moje własne uszy – kto wie? Na chwilę obecną jestem od tego jeszcze daleki, dlatego wychodzę z założenia, żeby jednak takie ślady stosować. No, chyba że uznajecie się właśnie za takich złotouchych, wtedy nie mam pytań 😉

3. Zapinam na sumę różnego typu mierniki

Tutaj w ruch pójdą analizatory widma, mierniki poziomów, zakresu dynamiki, korelacji fazowej – słowem wszystko to, o co trzeba będzie zadbać finalizując nasze kawałki. O konkretnych narzędziach pomiarowych, jakie zwykle stosuję, możecie przeczytać w tym artykule.

Tu powoli zaczyna się prawdziwa praca i każdy inżynier masteringu powie Wam prawdopodobnie co innego odnośnie swoich metod i kolejności. Ja, raz jeszcze podkreślę, przedstawiam tylko własną koncepcję…

4. Wyrównuję (mniej więcej) poziom głośności wszystkich miksów

Robię tak, bo jak wiadomo – finalne miksy są z reguły skończone na nieco innych poziomach, szczególnie jeśli każdy z nich był robiony przez inną osobę. Zabieg wyrównywania głośności wykonuję albo bezpośrednio na klipach audio, albo suwakami miksera. I odbywa się to na zasadzie znalezienia jednego miksu, który gra przyzwoicie głośno i dosunięcia do niego pozostałych – oczywiście cały czas upewniając się, że żaden z miksów nie zbliża się nawet o krok do przesterowania.

Dla jasności – to nie jest jeszcze etap, gdzie pracujemy nad uzyskaniem wysokich, komercyjnych poziomów RMS – na razie tylko dopasowujemy ze sobą wszystkie miksy, aby grały na podobnym poziomie. Pomoże nam to później np. w rzetelnym określaniu różnic w balansie pasm, które mogą być źle przez nas interpretowane – właśnie ze względu na różne poziomy głośności poszczególnych miksów.

Po tym procesie otwieram wtyczkę Magic AB i wewnątrz jej interfejsu również znacząco przyciszam kawałki referencyjne – tak, aby generalnie wszystko co znajduje się w tej sesji grało na mniej więcej podobnym poziomie. To naprawdę pomaga w rzetelnej ocenie brzmienia utworów. Głośne zawsze nam zabrzmi lepiej, a my nie chcemy się oszukiwać tylko wykonać porządną robotę.

5. Identyfikuję najlepiej ze wszystkich brzmiący miks

Mianuję go wtedy punktem odniesienia dla pozostałych. Najpierw popracuję nad nim, żeby doprowadzić go do możliwie najlepszej postaci – w oparciu o ślady referencyjne, a wszelkie większe zmiany będą później wykonywane na pozostałych utworach – tak, aby zbliżyć je brzmieniowo do naszego punktu odniesienia.

6. Słucham tego najlepszego miksu i robię notatki

Wszystko po to, aby zorientować się, co można by w jego ogólnym brzmieniu poprawić. Jeśli mam problem ze zidentyfikowaniem takich rzeczy – odpalam ślady referencyjne i dzięki wtyczce Magic AB, przełączam się jednym guzikiem między wzorcem, a moim miksem. To znacznie pomaga.

Słucham głównie tego, jak prezentuje się balans pasmowy, jak bardzo opanowana (lub nie) jest dynamika, czy zachowany jest balans między kanałem lewym i prawym, jak szeroko gra cały miks, czy nie jest klaustrofobicznie i za sucho, czy jest energetycznie i do przodu, etc. Skupiam się na tym, aby wszystkie te punkty przeanalizować i spisać na kartce, aby w kolejnym kroku móc zacząć już na nie reagować.

I w tym miejscu zaczyna się właściwy proces masteringu, czyli aplikowanie różnych procesorów, które będą wpływały na brzmienie naszych utworów. I od tego miejsca zaczniemy kolejną część tego artykułu.

Do usłyszenia za dni kilka!

P.S. Jeśli chcielibyście podzielić się swoimi sposobami na przygotowanie sesji do masteringu, to macie pole do popisu pod spodem. Ja się chętnie dowiem (i inni pewnie też), w jaki sposób się za to zabieracie.

Zostawić komentarz ?

23 Komentarze.

  1. W końcu się doczekałem 😎 Na razie to przygotowanie, ale również ważne. Do tej pory myślałem, że wszystkie miksy wstawiamy jeden za drugim na jednej ścieżce, ale Twoje rozwiązanie jest faktycznie lepsze… 💡

    • W końcu się doczekałeś 🙂 A z przygotowaniem robisz tak, jak Ci wygodniej.

    • Tyle, że po przeczytaniu drugiej części będziesz wiedział, dlaczego ja osobiście akurat takiej metody z jednym śladem nie popieram.

  2. pharasimiuk

    Bardzo dobry i na czasie artykuł. W sumie to zawsze zlecałem zrobienie masteringu zewnętrznym podmiotom, ale nie zawsze są fundusze na to. Wiadomości się przydadzą – najbardziej zaskoczyła mnie informacja o pozostawieniu sumy sygnału bez limiterów i innych takich efektów. Domyślam się że chodzi to o każdy numer nagrywany za pomocą DAW-a. Tak? Będę z niecierpliwością oczekiwał kontynuacji tego artykułu.

    Pozdrawiam Pio

    • Chodzi o utwory nagrywane we wszelaki sposób. Jeśli docelowo mają skończyć na jednej płycie to dopiero podczas masteringu zamykamy je limiterami, etc.

  3. Igor, a co z eq na sumie? Lepiej powywalać jakieś brzydkie częstotliwości na końcu miksu czy zostawić to na etap masteringu?

    • Lepiej w miksie. I to nawet nie na sumie, a na poszczególnych śladach. Ja jestem zdania, że już sam miks powinien brzmieć najlepiej jak to tylko możliwe – im wcześniej tym lepiej. A w masteringu to co najwyżej minimalnie jakiś brud podciąć, który mógł umknąć wcześniej lub zastosować w celu zbliżenia brzmieniem do innych utworów na płycie.

  4. witaj Igor
    a jak sie ma sprawa wpinania na sumę miksu kompresora wielopasmowego i na przykład kompresora sumy miksu (np the glue)? tylko oczywiście z delikatnymi ustawieniami, tylko po to by lepiej miks skleić?
    I drugie pytanko:
    Co z częstotliwościami 500 Hz – wycinać je na etapie masteringu czy nie? Dużo osób wycina te właśnie częstotliwości
    (nawet o 3 do 5 dB) już tak jakby z reguły i czy po wycięciu tych częstotliwości miks nie zabrzmi za bardzo przymulony i przytłumiony? (Tak jak powiedzmy ze “studni”?)
    Pozdrawiam

    • Delikatna kompresja sumy (rzędu 1-2dB), która ma nieco spajać miks, jest jak najbardziej na miejscu. Ja mówię o unikaniu ektremalnego “dociskania” sumy na etapie miksu. To dwie różne rzeczy. Co do częstotliwości, to podcinasz je tylko wtedy, gdy słyszysz ich nadmiar, a nie dla zasady. Poza tym ich odpowiedni balans powinien już w miksie być ustalony. Korekcja podczas masteringu jest zazwyczaj minimalna – no chyba, że są jakieś spore “odchylenia”. Wszystko jest kwestią tego, z jakim materiałem pracujesz, a nie trzymanie się jakichś pustych zasad bez pokrycia z rzeczywistością…

  5. Alan_Z.W.Z

    Witaj Igorze !

    Bardzo dobry artykuł, z nie cierpliwością czekam na kolejną część.

    A zarazem mam pytanie troszkę odbiegające od tego wpisu. Czy Ty bądź, któryś z tutaj obecnych “blogowiczów” mógłby mi powiedzieć czy klawiaturka M-audio Keystation 61 II jest dobrym wyborem do tworzenia bitów . Mam zamiar wykorzystać ją wyłącznie do grania akordów. Co do perkusji czy samplowania mam na uwadze MPC 18. Mógłbyś mi powiedzieć czy to w miare rozsądne propozycje?

    • Artykułu część druga już wkrótce.
      Co do pytań, to ani z jednym, ani z drugim nie miałem do czynienia, więc osobistej opinii ode mnie nie otrzymasz. Natomiast po opisie i wyglądzie klawiatury mogę stwierdzić, że jest to bardzo prosty, podstawowy model, bez ważonych klawiszy (czyt. gra się na tym raczej jak na plastikowej zabawce). Co do MPC to nic nie powiem, bo to w ogóle nie moja bajka i leży poza kręgiem moich zainteresowań. Ktoś inny będzie musiał tu wtrącić swoje trzy grosze 🙂

    • Alan_Z.W.Z

      Rozumiem. A jaką klawiaturę polecil byś taką do 600zł -700zł ?

    • Zależy ile potrzebujesz oktaw.

  6. Alan_Z.W.Z

    najlepiej 61 klawiszy minimalnie 49

    • To z pół-ważonymi klawiszami i tyloma oktawami w tym budżecie będzie ciężko… Chyba tylko Alesis VI49 by się łapał. Mniej więcej w tej samej cenie masz M-Audio Oxygen 61 – oktawa więcej niż Alesis, ale za to brak oporu w klawiszach.

    • Alan_Z.W.Z

      wygląda bardziej niż ciekawie oraz ma pady więc mpc zbędne. Jest dostępna w Polsce ? Bo nie mogę znaleźć w googlach.

    • Np. w Thomannie jest:
      http://www.thomann.de/pl/alesis_vi49.htm
      Jak dorzucisz jakiś mały element (co by dobiło do 200e), to będziesz miał dostawę gratis.
      Sprawdź jeszcze djshop.pl

    • Alan_Z.W.Z

      Dostawę do Polski za free? I like it :”)

      Jest tam możliwość płatności przy odbiorze czy tylko przelew ? Nigdy nie robiłem tak “zakupów”.

    • Ja zawsze płaciłem PayPalem, ale przelewem też można. Co do płatności przy odbiorze, to nie dam sobie głowy uciąć, ale chyba nie.

    • Alan_Z.W.Z

      Okej. Bardzo dziękuję za pomoc.

    • Żaden problem. Powodzenia z zamówieniem!

  7. Magic AB jest po prostu magiczny na maxa!!!!
    Dzieki ze napisales o nim….miksowac bez niego juz sie nie da 😉 😛 😛 😛

Zostaw komentarz