Jak Ożywić Sztuczne Bębny? – Pytania Od Czytelników [Rozwiązanie Konkursu]

Jak zapewne zauważyliście, raz na jakiś czas publikuję w formie artykułu pytania, które mi zadajecie różnymi kanałami i moje na nie odpowiedzi. Niektóre z pytań są do siebie bardzo podobne, a czasem wręcz się pokrywają. Inne poruszają kwestie, o których rozmawiamy rzadziej, a jeszcze inne poruszają nieco bardziej filozoficzne tematy…

Dziś przyszła pora, aby wyjaśnić kolejną garść Waszych wątpliwości, które mogą dopaść nas wszystkich na którymś etapie pracy w domowym studio. Dziękuję wszystkim za nadsyłane pytania i mam nadzieję, że moje odpowiedzi pozwolą Wam nieco lepiej zrozumieć omawiane w tym wpisie kwestie.

Tytułowe pytanie, nadesłane mi jakiś czas temu przez Karolinę, jest niewątpliwie dość pojemne. I choć częściowo już na nie odpowiadałem, to dziś postanowiłem to zrobić w nieco szerszym kontekście i podać trochę więcej metod i sposobów. Dlatego obawiam się, że odpowiedź na to pytanie zawładnie całym tym artykułem, co oznacza, że reszta pytań, na które planowałem dziś odpowiedzieć – niestety będzie musiała poczekać na kolejny wpis. Ale zanim przejdziemy do mojego monologu, trzeba wyłonić zwycięzcę naszego ostatniego konkursu!

Nie było mi łatwo zdecydować, komu przyznać nagrodę, bo kilka Waszych wypowiedzi było naprawdę ciekawych i miło mi się je czytało. No ale cóż, zasady są zasadami, a nagroda jest tylko jedna… Ogłaszam więc, że pakiet 4 kursów (Miksowanie Hip-Hopu, Cz. 1 i 2, Miksowanie Rocka oraz Mastering) trafia do użytkownika ‘michalbb‘, który w komentarzach do poprzedniego artykułu wypowiedział się bardzo sensownie o swoim procesie miksu, masteringu i używanych do tego celu narzędziach.

Ale to nie wszystko – zdecydowałem się przyznać także jedną nagrodę dodatkową dla użytkownika ‘rufinmusic‘ za bardzo celne spostrzeżenie i zwrócenie uwagi na problem masteringu jednego kawałka w zderzeniu z masteringiem całego albumu. Obiecuję, że i ten temat opiszę szerzej w niedalekiej przyszłości, a póki co, kolega otrzymuje w nagrodę za sokole oko i swoją dociekliwość kurs Mastering w DAW.

Gratuluję obu panom i dziękuję wszystkim za udział w konkursie!!

A teraz czas przejść do dzisiejszego artykułu…

Jak ożywić sztuczne bębny?

To jedno z popularniejszych pytań, które pojawia się regularnie – w różnych formach i odmianach. Dlatego najpierw podam Wam jedną bardzo ogólną odpowiedź, a potem dołożę trochę dodatkowych i sprawdzonych technik.

Dwa najważniejsze czynniki

Główny problem ze sztucznymi bębnami jest taki, że… są one sztuczne i zawsze takie będą! Jeśli chcemy uzyskać super-realistyczne brzmienie perkusji, to niestety (albo “stety”) musimy nagrać prawdziwy instrument. Nawet najlepsze wirtualne instrumenty perkusyjne, mimo iż potrafią dziś naprawdę sporo, nigdy nie zabrzmią tak, jak byłaby to prawdziwa perkusja.

I nawet nie chodzi tutaj o jakość brzmienia próbek zawartych w tego typu romplerach, bo ona jest w dzisiejszych czasach na bardzo wysokim poziomie. Ale to nie ten element decyduje o tym, czy bębny zabrzmią realistycznie czy nie! Najważniejszym czynnikiem w przekonująco brzmiących bębnach jest człowiek, czyli to jak gra i jak myśli siedząc za sterami perkusji. Ciężko jest to podrobić bezduszną wtyczką…

Dochodzą tutaj takie rzeczy, jak niedoskonałości w grze (w pozytywnym sensie), brak powtarzalności każdego uderzenia, dziesiątki artykulacji, a nawet przesłuchy z innych mikrofonów… Znajdziemy tutaj całe mnóstwo punktów, które po zsumowaniu dadzą nam prawdziwe brzmienie perkusji. I choć producenci takich cudów, jak Addictive Drums, EZDrummer 2 czy BFD3 robią wszystko, aby te poszczególne elementy moża było kontrolować, to raczej nigdy nie uda się tym instrumentom wirtualnym zastąpić człowieka (no chyba, że w którymś upgradzie dorzucą nam prawdziwego bębniarza do zestawu).

Drugim, bardzo istotnym czynnikiem w nagraniu prawdziwej perkusji, jest pomieszczenie, w którym ją rejestrujemy. Ono również ma niebagatelny wpływ na ostateczne brzmienie tego instrumentu. Ludzkie ucho jest po prostu przyzwyczajone do mniej lub bardziej przestrzennego brzmienia bębnów i jeśli takiego prawdziwego ambientu nie ma, to podświadomie czujemy, że czegoś brakuje i coś jest po prostu nie tak, jak być powinno.

No dobrze, najważniejszą kwestię mamy z głowy i jesteśmy świadomi ograniczeń, jakie stawiają nam romplery perkusyjne. Ale czy oznacza to, że nie możemy w ogóle nic zrobić, aby poprawić realizm wirtualnych bębnów? Nie do końca… Coś zawsze można zdziałać i jeśli się przyłożymy, to możliwe, że nawet całkiem się zbliżymy z brzmieniem do prawdziwej perkusji.

Co mamy do dyspozycji?

1. Perkusja Elektroniczna

Jeśli jesteśmy perkusistami, ale nie mamy możliwości nagrania swojego instrumentu w normalnych warunkach (prawdziwy zestaw w dobrym pomieszczeniu), z pomocą mogą przyjść elektroniczne perksuje MIDI. Ich niewątpliwa przewaga nad padami czy klawiaturami jest taka, że gra się na nich niemal identycznie, jak na prawdziwym instrumencie, czego nie można powiedzieć o dwóch pozostałych kontrolerach. Przynajmniej samo wykonanie będzie miało lepszy “feeling”, bo jakby nie było – staramy się w ten sposób zachować czynnik ludzki. Ciężko powiedzieć, żeby naciskanie klawiszy czy padów przypominało grę na perkusji, więc od strony muzycznej, taki elektroniczny instrument w połączeniu z dobrym romplerem, mimo że to nadal imitacja, jest według mniej “najmniejszym złem” i najlepszym substytutem prawdziwych “garów”.

2. Gotowe rytmy/patterny

Pozostając jeszcze przy tym najważniejszym, ludzkim elemencie – możemy skorzystać z zapisanych już fabrycznie w romplerze rytmach lub dodatkowo dokupionych paczkach z różnymi figurami rytmicznymi, które zwykle są nagrywane w czasie tworzenia wirtualnej perkusji przez prawdziwych bębniarzy i zapisane w formacie MIDI. Osobiście jestem zagorzałym fanem takich rozwiązań, bo jeszcze nigdy nie udało mi się “wyklepać” samemu w MIDI choć w połowie tak dobrych rytmów, jak te, które dorzucił do wtyczki producent czy te, które dokupiłem w różnych paczkach.

Wiadomo, że takie gotowe patterny trzeba będzie nieco dopasować do własnych utworów (przesunąć niektóre akcenty, etc.), ale mamy przynajmniej już na starcie lepszą figurę, która zabrzmi prawdopodobnie o wiele naturalniej. No, chyba że mamy naprawdę talent i za dużo czasu – wtedy możemy skorzystać ze sposobu trzeciego…

3. Samotne układanie perkusji od zera

Jeżeli nie mamy do dyspozycji elektronicznej perkusji to pozostają nam albo perkusyjne pady, albo co gorsza – klawisze. O wpisywaniu perkusji myszką w edytorze MIDI nawet nie wspomnę, bo to z prawdziwą grą nie ma już w ogóle nic wspólnego. Ale czasem po prostu nie mamy wyjścia i musimy całość wklepać samodzielnie.

Co może pomóc w takiej sytuacji?

Przede wszystkim, poza sensownie ułożonym rytmem, musimy myśleć jak bębniarz, tzn. czy i gdzie jest sens dołożyć jakieś nuty-duszki na werblu, jak urozmaicić partię hi-hatu (gdzie go podnieść, gdzie zamknąć, w którą część talerzy hi-hatu uderzać, jak mocno grać w konkretnych miejscach, itd.), czy mogę jednocześnie zagrać tyle elementów (pałker ma tylko 2 nogi i 2 ręce), gdzie zagrać gęściej i intensywniej, jak zaczynać, grać i kończyć przejścia i jeszcze cała masa tego typu rzeczy, o których musimy pamiętać.

Perkusista większość tych rzeczy robi odruchowo, przychodzi mu to naturalnie, bo klepie już w te bębny ładnych parę lat i ma dzięki temu wyrobione muzyczne, estetyczne, artystyczne i techniczne wyczucie. Wie o tym, co gdzie pasuje, a co nie, kiedy zrobić miejsce innym instrumentom, gdzie coś zaakcentować, itp. Dlatego, jeśli nie mamy takiego toku myślenia, to nasze partie perkusyjne niestety będą miały z realizmem trochę nie po drodze.

Na szczęście sporym dobrodziejstwem protokołu MIDI jest to, że możemy wszystkie zdarzenia i komunikaty edytować po fakcie. Więc jeśli podczas wgrywania partii (klawiaturą, padami czy tą nieszczęsną myszą) nie zadbaliśmy o te wszystkie niuanse, możemy to nadrobić grzebiąc w edytorze MIDI i w funkcjach samego romplera.

Przyjmijmy więc, że mamy już zarejestrowaną w miarę sesnowną partię MIDI. Elementy, po które możemy sięgnąć w celu nieco lepszego urealnienia tej partii to:

Humanizacja (zwana także “randomizacją”) – skrótowo, jest to proces, który w sposób losowy zmieni punktualność (timing) konkretnych uderzeń (bo żaden człowiek nie gra idealnie z siatką) i natężenie (velocity) poszczególnych zdarzeń (bo żaden człowiek nie zagra dwóch uderzeń z dokładnie taką samą siłą, choć najlepsi perkusiści potrafią tutaj naprawdę zaskoczyć).

To są tylko dwa podstawowe elementy, na które możemy w dość łatwy sposób wpłynąć edytując partię w edytorze MIDI. Na TEJ STRONIE możecie pobrać film, w którym prezentuję, jak się do tego zabrać.

Ale jest jeszcze cała armia innych elementów, którymi możemy manipulować, aby zwiększyć realizm brzmienia…

  • Możemy już w samym instrumencie wirtualnym ustawić możliwie największą ilość nie powtarzających się próbek (szukajcie czegoś w stylu “round-robin”, “high quality”, “samples per note”). Czasem będzie to oznaczało przełączenie się w najintensywniejszy tryb pracy (zżerający więcej zasobów obliczeniowych komputera), ale będziemy mieli wtedy pewność, że instrument daje z siebie wszystko
  • Oprócz tego, przyjrzyjmy się i dodajmy różne artykulacje do wykonania (“duszki”, drum-rolle”, “rimshoty”, uderzanie w różnych miejscach talerza ride – krawędź, kopuła)
  • Równie dobrym sposobem jest automatyka niektórych parametrów – jak np. mocniejsze uderzenia w bardziej intensywnych momentach utworu, nieco słabsze w spokojniejszych sekcjach, etc.

Jak zadbać o realizm wirtualnych bębnów jeszcze podczas nagrania?

Tutaj mam trzy sugestie:

1. Można kupić lub pożyczyć hi-hat, czyli dwa talerze, statyw i pałki do kompletu i własnoręcznie nagrać mikrofonem taką partię wyciszając sztuczne hi-haty w romplerze. Taki żywy ślad, choć wymaga od nas pewnych zdolności muzycznych i manualnych, jest genialnym sposobem na ożywienie całości. Ten element zestawu posiada sporo niuansów brzmieniowych, które możemy wydobyć i tym samym stworzyć jeszcze lepszą iluzję realizmu. Polecam kiedyś sprawdzić.

2. Wspominałem już o tym wcześniej, ale chyba warto to przypomnieć. Otóż, można nagrać ścieżkę ambientową perkusji na nowy ślad audio w DAW i domiksować go do pozostałych (lub zastąpić kanał Room w romplerze). Wystarczy puścić perkusję z instrumentu wirtualnego na głośniki, ustawić mikrofon lub dwa w pomieszczeniu (im dalej od głośników tym lepiej) i zebrany w ten sposób sygnał zarejestrować na osobnym śladzie. Pamiętajcie tylko, żeby na czas nagrywania wyciszyć wyjście tego nowego kanału audio (aby nie sygnał nie wychodził na sumę – bo wtedy trafiłby na głośniki i do mikrofonu i na głośniki i…). Wyciszamy ślad, na który nagrywamy po to, aby nie zrobić pętli i nie uszkodzić sobie słuchu i sprzętu.

Tak nagrany ślad będzie kolejnym krokiem w zbliżeniu się do bardziej realistycznych bębnów (bo mamy prawdziwe brzmienie perkusji z pomieszczenia).

3. Ostatni sposób (taki mały “zmylacz”) polega na nagraniu różnego typu przeszkadzajek, typu tamburyno czy grzechotki lub inne marakasy. Robimy to oczywiście za pomocą prawdziwego instrumentu i mikrofonu, a nie dodajemy kolejnej partii shakera z romplera czy innego samplera. Cała zabawa polega na tym, aby był to właśnie “prawdziwy”, nagrany ślad. Co takim zabiegiem osiągniemy, oprócz tego, że nieco ubarwimy partię rytmiczną, to fakt, że będziemy mogli w ten sposób nieco odwrócić uwagę słuchacza od sztuczności pozostałych bębnów. Co ciekawe, takie ozdobniki mogą być nawet dość głośno w miksie i mało komu to zazwyczaj przeszkadza.

Teraz przyjrzymy się zupełnie innej kategorii procesów, jakie możemy zastosować na sztucznych bębnach, mianowicie jednemu ze sposobów obróbki sygnału na etapie miksu.

Jak już odpowiednio zmanipulujemy samą partię, poddamy ją sensownej humanizacji, dodamy różne niuanse i artykulacje, warto będzie rozważyć “przybrudzenie” śladów. I możemy to zrobić:

  • przesterami
  • saturacją (taśmową lub lampową)
  • procesorami wpływającymi na transjenty
  • enhancerami
  • redukcją bitów
  • szumem
  • limiterami lub clipperami

Wszystko to oczywiście z umiarem i wyczuciem, a zazwyczaj na zasadzie obróbki równoległej (kopiujemy ślad, który chcemy zbesztać i tylko tę kopię masakrujemy, po czym na nieco cichszym poziomie dokładamy ją do reszty miksu).

Szczególnie polecam spróbować zabrudzić i lekko przesterować ślad pomieszczenia (a nawet dodatkowo odfiltrować skraje pasm) i domiksować to do pozostałych śladów. Ten zabieg doda nieco więcej charakteru i pzaurka do bębnów, co w rezultacie przełoży się na nieco większe ich urealnienie. Szczególnie, jeśli mówimy o jakimś dynamicznym i pełnym energii kawałku, bo wtedy perkusja nie ma brzmieć “ładnie”, tylko ma… iść brutalnie do przodu gniotąc wszystko po drodze – choć na usta ciśnie się nieco inne, bardziej niecenzuralne słowo.

Podsumowując…

Miejcie świadomość, że istnieje pewien umowny, choć nie do końca precyzyjnie możliwy do określenia punkt, którego w osiąganiu realizmu ze sztucznych instrumentów po prostu nie przeskoczymy. Jak wspomniałem na początku – jeśli mamy możliwość nagrać prawdziwe bębny, to tak zróbmy (lub ewentualnie spróbujmy kolaboracji z kimś, kto nagrywa bębny na zlecenie – pełno tego typu usług jest w sieci). Jeśli nie mamy takiej możliwości, to przy sporym wysiłku (głównie myślowym) i wkładzie pracy oraz czasu, będziemy się mogli trochę zbliżyć do brzmienia bardziej przekonującego. Co oczywiście polecam wypróbować (jeśli nas w ogóle takie żywe brzmienie obchodzi, rzecz jasna).

I w zasadzie to tyle jeśli chodzi o sposoby ożywienia sztucznych bębnów na różnych etapach. Mam nadzieję, że skorzystacie z tych informacji wszyscy, nie tylko autorka tego pytania.

Zakończenie

Zgodnie z moimi obawami, pytanie zdominowało cały artykuł, więc odpowiedzi na kilka kolejnych wątpliwości z Waszej strony zostaną opublikowane w kolejnym wpisie. A tymczasem raz jeszcze gratuluję zwycięzcom konkursu! Sprawdźcie swoje skrzynki mailowe.

Do rychłego!

Zostawić komentarz ?

41 Komentarze.

  1. Na suche, monotonne Bębny mam dwie “sztuczki”.
    1-Nakładamy na całość bądź wybrane elmenty ulubiony Reverb z odciętym dołem, w miarę krótkim ogonem i nie za głośno,
    2-podobny manewr tyle, że z delay’em, Decay na 0.1 i bawimy się suwakiem WET według preferencji.

    Można dodatkowo lekko poszerzyć panoramę jakimś “Stereo Expanderem” w górnych częstotliwościach.

    Pozdrawiam 😉

    • To też może byc jakiś mały kroczek do urealnienia brzmienia! Pozdrawiam również!

  2. Chyba pierwszy raz z życiu coś wygrałem i to zupełnie się tego nie spodziewając 🙄 Dzięki Igor :mrgreen:

  3. Oj! Jak dla mnie,ten wpis jak najbardziej na czasie.A chyba wszystkich metod tu opisanych jeszcze nie zastosowałem!

    • Warto wypróbować tych kilku metod. Dobrze też dla zachowania umiaru porównywać z prawdziwymi bębnami i sprawdzać, pod jakim względem w naszej sztucznej partii nadal słychać braki.

  4. wielkie dzięki! Miło wygrać te kursy, szczególnie, że jestem na etapie “rozgryzania” kwestii masteringu. Zresztą o miksie nigdy za wiele, więc do nauki 😉

  5. A ja polecam klepanie z dobrej dynamicznej klawiatury (takiej od np: pianina). Przy odrobinie wyobraźni, wyczucia i cierpliwości spokojnie da się wyklepać bardzo przyzwoicie brzmiące bębny. Oczywiście najpierw trzeba wiedzieć co dokładnie chcemy osiągnąć, ograniczeniem jest tylko wyobraźnia!

    • Oczywiście, że można. Pod warunkiem, że zna się dobrze specyfikę gry na tym instrumencie i myśli się kategoriami perkusisty. Bo im jest się dalej od takiego podejścia, tym trudniej będzie uzyskać coś przekonującego.

  6. możę odrobinę pomajstrować przy tempie, rozbujać w solówce, zwolnić cichsze fragmenty, minimalnie przyśpieszyć refren, ciut zwolnić w ostatnich taktach itp… 🙂 pozdrowienia!

  7. To z pożyczonym hi-hatem dobre, jeszcze nie próbowałem, przeszkadzajki przerabiałem :mrgreen:
    Co do wirtualnych instrumentów, polecam http://www.superdrumfx.com/ Całkiem nieźle brzmi, spory wybór ustawień, możliwość dodania dodatkowej bazy sampli, na przykład własnoręcznie nagranych. Używam i jestem zadowolony 😉 A “nagrywam” myszką…(jakkolwiek to dziwnie brzmi…) 😎

  8. A najlepiej to by było, jakby ktoś zostawił linka z takimi sztucznymi bębnami (wtedy każdy będzie wiedzieć co autor ma na myśli) i zrobić konkurs w ożywianiu tego ustrojstwa. A potem upload i wtedy będzie można porównać różne efekty i koncepcje w praniu. Jasne, że nie ma jednego lekarstwa, ale na pewno zostawi to jakąś inspirację co do dobierania kierunku.

    • “To je całkiem niegupi pomys” 😉 Trzeba nad tym pomyśleć.

  9. Adam Emanuel

    Z 10 piętra spadają perkusista i basista.
    -przynajmniej raz skończymy równo…
    Pac!…Pac!

    😈

  10. Trociniak

    Humanizacja jest bardzo ważna. Szczególnie w mocniejszych produkcjach, bo czasem velocity jest na maksa ustawione i te przejścia na werblu są jak karabin, wszystko zagłuszają 😀 Hihat jest wg mnie obecnie najbardziej… no dobra, jedynym niedomagającym elementem jeśli chodzi o wirtualne zestawy, dlatego sam dogrywam żywe blachy i jak najbardziej polecam 🙂

  11. Może ktoś będzie zainteresowany:
    http://musoneo.com/pl/page/14/miks-i-mastering
    Jak dla mnie, po zobaczeniu programu, zmieścić to wszystko w 8h będzie bardzo ciężko… 🙄

  12. Ja gdzieś kiedyś wyczytałem mądry tutorial i się go trzymam – dla bębnów z samplera randomowa humanizacja (velocity + punktualność oczywiście w granicach rozsądku) ale:
    – szybkie przejścia (werbel, tomy) raczej z tendencją wzrostową velocity. W każdym razie TRZEBA wprowadzić jakiś gradient bo jak idzie równo to brzmi jak kałach 😉
    – velocity werbla nie może nawet zbliżyć się do maksa przy blastach. Ale jeszcze nie odkryłem jakie powinno być 😉
    – co drugie uderzenie w szybszych partiach/przejściach lekko lżejsze (lewa ręka perkusity)
    – w momentach żywszych (albo przy przechodzeniu z senniejszych do żywszych) punktualność raczej ciut przed siatką niż po
    – hihat oczywiście na raz lub na dwa mocniejszy
    – czasem randomizując velocity daje jako bazę np. przedział 95-105 dla refrenów i 85-95 dla zwrotek.

    Może uprościłem dość, ale generalnie działa, choć bywają momenty że nie chce mi się bawić w te detale….

    BTW – ostatnio brałem na warsztat cover kapelki która oryginał nagrywała na setkę. Na 250 taktów było ok. 60-70 zmian tempa (+- 1-2 BPM zazwyczaj). Takie MIDI bębnów znalazłem w sieci.
    Wyprodukowane w Addictive Drums bębny jeszcze nigdy nie były tak “żywe”, więc te zmiany tempa na pewno dają dużo humanizacji 🙂

    • Kilka celnych uwag, niewątpliwie!

    • Trociniak

      Moje nagrywane blasty przy ustawieniach w miarę rzeczywistych modułu mają na werblu 90-95 😉

    • Kurcze ja jak nagrywałem przy 90-95 to raz że brzmiały jak kałach właśnie… a dwa że zamulały mi miks jak nigdy.

      Tak sobie myślę że trzeba z innymi próbkami popróbować – być może zbyt ciężki ten werbel był.

      A przy okazji – jeśli masz kawałek gdzie jest 50% blastów i 50% bez blastów to różnicujesz jakoś ustawienia werbla (poza velocity). Jakaś automatyzacja EQ, reverbu, itd.? Nie mogę wyczaić w jaki sposób werbel może zabrzmieć szybko i lekko przy blastach i miażdżąco w zwolnieniach 🙂

    • Trociniak

      Spróbuj zaopatrzyć się w jakieś sample blaściarskie, np. Dirka z Soilworka, może tam znajdziesz swoje brzmienie blastów 🙂 Ja swoją perkusję nagrywam ręcznie i bez późniejszych dłubań brzmią naturalnie. Czułość pada werbla musisz ustawić mniej więcej w połowie, może minimalnie więcej (mam 8) i powinno wszystko tłuc. Przy zwolnieniach grasz mocniej więc jest gites. Możliwe, że werbel masz źle ustawiony. Może pokombinuj z mikrofonem dolnym? Ewentualnie może podbijaj werbel stopą grając 32 😉

  13. Kładzie się nacisk na Velocity, ale jak próbowałem go obniżać to się robiła totalna kaszana, zwłaszcza na stopie. Myślę że nie jest to kwestią umiaru, bo wystarczy że z maxa zmniejszę kilka procent i już się robi bałagan zarówno pod względem brzmienia jak i głośności. Używam EZdrummera i jego rozszerzenia Metalheads. Ktoś miał może podobny problem?

    Zauważyłem także że wtyczkowy ślad pomieszczenia jest często mocno średni – czasami lepiej w ogóle go wywalić i puścić sumę bębnów na niezależny pogłos.

    • Trociniak

      Wiesz, ja pracuję na SD podstawowym, to muszę Ci powiedzieć, że edycja jest masą roboty. Velocity na stopie nie ma co obniżać. Najważniejsze są tomy, które trzeba umiejętnie opanować. Jeśli chodzi o werbel, to dużo nie zrobisz, ja starałem się robić dwa uderzenia- mocne oraz cichsze, bo edytować każde uderzenie w patentach werblowych jest strasznie żmudne. Zależy jaką muzę grasz, ale czasem lepiej uprościć wszystko niż później słuchać przejść granych przez Pudziana 🙂

    • Ja siedzę w metalu, generalnie na stopie velocity ustawiam maksymalnie bo w tej muzyce i tak zazwyczaj bębniarze jadą na triggerach, tylko zastanawia mnie skąd taki efekt.

      Ja z edycją problemu nie mam bo bębny układam i tak klocek po klocku. Może i jest to żmudne ale wtedy jest na 100% moje

    • Dariusz nie sprecyzowałeś co dokładnie znaczy obniżanie Velocity.

      Jak ustawisz 30 to jasne że będzie lipa przy mocnej muzie.
      Spróbuj znaleźć/napisać sobie pattern gdzie takt kończy Ci się 4 szybkimi werblami. I spróbuj je ustawić narastająco – np. około 70-85-95-105. Nie wierzę, że w jakimkolwiek samplerze to nie zadziała na plus.

  14. Może to poniekąd niestosowne pytanie, ale za żadne skarby nie mogę znaleźć randomizacji dla velocity w Cubase. Ma ktoś może pojęcie, jak ta funkcja się tam nazywa?

    • Logical Presets w menu MIDI (o ile pamiętam).
      Tworzysz sobie preset, Velocity to bodajże ‘Value1’ (niech ktoś poprawi jeśli się mylę), ustawiasz min np. na 80, max na 100, zależy co chcesz uzyskać.

      Potem zaznaczasz wszystkie nuttki (CTRL+A) i z menu presetów wybierasz ten który stworzyłeś 🙂

    • Dzięki serdeczne! 😉

    • I sprostowuję, velocity to jest value2 😉

  15. Trociniak

    O ile mnie pamięć nie myli, to do Superior Drummera można dokupić jakieś paczki z ręcznie nagranymi midikami 🙂

    • Zgadza się i nawet sporo takich pakietów jest dostępnych – podzielonych na sekcje, etc. Nawet już fabrycznie trochę takich rytmów z nim dostajemy.

  16. Jak do tej pory ciężko gdziekolwiek znaleźć jakieś informacje na temat equalizacji “syntetycznych” bębnów. Przeszperałem co tylko się dało i na prawdę nie ma zbyt dużo informacji o tym, by poprawić brzmienie – a właściwie doprowadzić brzmienie zbliżone do “żywej” perkusji.Korzystam z EZ Drummera i Cubas’a 5, oraz wtyczek VST oraz zewnętrznej karty Line 6 (do nagrań gitary). Nie posiadam żadnych innych “klocków” w postaci zewnętrznych kompresorów, equalizerów itp… Najgorszym chyba jest wyprowadzenie brzmienia w werblu i tomach, zwłaszcza jak są szybkie partie blastowe i szybkie przejsćia na tomach…Pokombinowałem troche w następujący sposób z EZ Drummerem (DFH)w equalizacji w Cubase (equalizer Cubase – nie ez drummera):

    Tomy:
    eq4: High Shelf II
    -4,9 hz/ 425,3 hz / 7,0

    eq3: Parametric II
    6,9 hz / 38,7 hz / 0,2

    eq:2 Parametric II
    2,9 hz/ 170 hz/ 0,2

    eq:1 High Pass I
    0,0 hz / 48,0 hz / 0,3

    do tego dodałem lekki reverb i wtyczke STUDIO Equalizer którą ustawiłem na:

    8,9 / 15475 / 0,5
    -17,4 / 5007 / 0,8
    -7,2 / 95 / 1,1
    24,0 / 20 / 4,7

    i output na poziom 4,3

    Pomomo tego ( nie wiem czy jest to optymalne ustawienie) to w szybkich partiach przejść na tomach nadal brzmią dość plastikowo…moim zdaniem brak jest “głębi” takiego dołu…

    Mimo wszystko mam nadzieję że pomogłem trochę w ożywieniu bębnów jednocześnie zapytanie do Igora o mała korektę tych ustawień….

    • Mruwa,

      Pierwsze pytanie – czy brak Ci dołu jak słuchasz tych bębnów solo? Na 100% musisz najpierw zrobić taki “pre-miks” z gitarami i przede wszystkim basem.

      Druga sprawa – szybkie przejścia na tomach – jestem w 99% pewny że jak pokombinujesz z velocity to przejście będzie brzmiało bardziej jak żywe. Spróbuj np. czwórkami wartości 100-90-85-80 lub coś w ten deseń.

      Co do werbla – to zawsze jest problematyczne, Igor pewnie poleci Ci splatanie 3 różnych sampli dla werbla i manipulację balansem pomiędzy nimi 😉

      Kończąc już – ja bawię się Addictive Drums i wielkich problemów z EQ nie miałem, te bębny brzmią lepiej niż DFH (porównywałem na YouTube). Ostatnio nabyłem AD2, tylko jeszcze nie zdążyłem nic nagrać, ale na sucho druga wersja AD to jest jakaś miazga. Nie sądzę żeby wielkiej ingerencji te próbki wymagały.

      Pozdro
      Mam nadzieję że chociaż trochę pomogłem 🙂

  17. Hej Pokal,

    Kombinowałem już z AD 1 używając samego werbla i tomów reszta była w w DFH. I teraz jeżeli chodzi o wolne partie to AD sprawdza się o wiele lepiej niż DFH próbki sa po prostu lepsze. Natomiast jak zaczęły sie blasty to niestety ale AD siadał mimo kombinacji w equalizacji. Tak samo i tomy. Velocity zmiejszalem na 110 / 100 / 90. Moze faktycznie ta 1 wersja AD jest troche slabsza niz 2… Mam jeszcze na stanie Supperior Drummer, zobaczymy czy wart jest tego co o nim pisza….
    A problem glownie polega w dobrej equalizacji poszczegolnych parti (werbel, stopa, tomy) no i jakie dodatkowe wtyczki uzywac przy korekcji….

Zostaw komentarz