Kolejność Działań w Tworzeniu Utworu, Cz. 8

0361-editing audioNadszedł czas na kolejną odsłonę cyklu o kolejności działań podczas tworzenia utworu. Kontynuuję więc opis swojego stylu pracy w tym temacie i zaczniemy tam, gdzie skończyliśmy w poprzedniej części, czyli na etapie edycji.

Dziś opiszę Wam jak to wygląda u mnie w przypadku basu oraz wokalu, przybliżając konkretne czynności i narzędzia w ten proces zaangażowane.

Potem wprowadzę Was w temat tego, jak zazwyczaj postępuję (i w jakiej kolejności) podczas miksu i to zagadnienie dokończymy w następnej części cyklu.

Natomiast w ostatniej odsłonie na deser dołożymy jeszcze mastering i mój ulubiony łańcuch procesorów.

Mam nadzieję, że wyciągniecie z tych moich wypocin coś, co przyda się w Waszych produkcjach. Taki przecież jest w sumie cały zamysł…

EDYCJA (c.d.)

Bas

Jeżeli pochodzi z Trilliana lub innego syntezatora (czyli do nagrań używam klawiatury MIDI), to niemal zawsze muszę nieco podciągnąć swój ‘timing’ (punktualność), bo choć coś tam na klawiszu wyplumkam, to rzadko udaje mi się to zrobić idealnie z siatką (czy nawet wystarczająco blisko siatki).

W przypadku nagrywania prawdziwego basu jest już lepiej, bo z instrumentami strunowymi czuję się bardziej komfortowo niż z klawiszowymi. Ale nawet wtedy, dla pewności sprawdzam swoją punktualność na basie i jeśli zajdzie potrzeba, to co nieco wyrównam. Z pomocą przychodzi znów Elastic Audio lub standardowe narzędzia edycyjne.

Wokal

Tutaj różnie bywa, bo zależy jak uda mi się swój wokal nagrać i w jakich warunkach. Czasem zrobię tylko jedną z poniższych czynności, a czasem muszę wykonać wszystkie, co oczywiście bywa uciążliwe oraz długotrwałe i zwykle nie przynosi pożądanych efektów w oczekiwanym stopniu. Dlatego znów potwierdza się zasada, żeby jak najlepiej zadbać o źródło, jeszcze przed samym nagraniem, bo później będzie łatwiej i szybciej, a taki ślad zabrzmi lepiej. Jeżeli chodzi o paletę czynności edycyjnych, po które mogę sięgać na śladach wokalu, to będą to:

Odszumianie

Stosuję bardzo rzadko, właściwie już w ogóle, bo nie mam ku temu potrzeby. Wraz ze wzrostem mojej świadomości dotyczącej procesu nagrywania, ustawiania odpowiednich poziomów, warunków akustycznych w pomieszczeniu, dobierania sprzętu do sytuacji, ilości nagranych wokali i poprawy swojego toru audio – jestem na tyle zadowolony z wyników, że po kilku latach pracy na tym polu udało mi się dojść do miejsca, w którym szumy są na poziomie absolutnie pomijalnym.

Punktualność

Z tym raczej problemu nie mam i w akcenty trafiam bez kłopotu, ale zdarza mi się pracować z wokalistami, u których różnie z tym bywa i trzeba wtedy ślad ciachać na frazy i wyrównywać (raperzy – ćwiczcie więcej!). To, jeśli chodzi o główny wokal.

W przypadku chórków (szczególnie jak jest ich kilka czy kilkanaście warstw) podchodzę do sprawy już bardziej skrupulatnie i upewniam się, że początki, akcenty i końcówki fraz się pokrywają, bo inaczej zaczyna się całość rozjeżdżać i nie brzmi to najlepiej. Do tego celu zwykle wykorzystuję wtyczkę Vocalign od Synchroarts. Da się to oczywiście też zrobić ręcznie, ale jest to bardziej czasochłonne.

Natomiast dubla swojego głosu (jeśli się pojawia) traktuję już totalnie bezlitośnie i równam go właściwie idealnie do głównego. Czasem użyję do tego celu Vocalign, a czasem narzędzia TCE w Pro Tools (bo jego domyślny algorytm brzmi czasem o niebo lepiej i mniej robotycznie niż ten w Vocalign).

Oddechy

Na głównym wokalu je zostawiam (ewentualnie niektóre lekko ściszam), na dublu i chórkach się ich pozbywam. To dość szybka operacja i wykonuję ją ręcznie. Mam na szczęście narzędzia edycyjne opanowane w dość dobrym stopniu, więc taki jeden cykl w stylu zoom-in, zaznaczenie, wycięcie, fade-in i zoom-out zajmuje mi około dwóch, trzech sekund.

Wstępna kontrola poziomów

Zanim zacznę w procesie miksu chwytać za kompresor, lubię jeszcze na etapie edycji ręcznie zmniejszyć poziom najgłośniejszych fraz, słów czy głosek – wszystko po to, aby później nie musieć wprawiać kompresora w zbyt wytężony ruch. I nie mówię tu o zbliżaniu widoku na wszystkie pojedyncze słowa i przyciszaniu ich z chirurgiczną precyzją. Bardziej chodzi mi o te miejsca, które ewidentnie sprawią problemy w późniejszym etapie, czyli:

  • bardzo głośne frazy (wyskoki amplitudy)
  • sybilanty (wszystko co za mocno szeleści – „s”, „t”, „ć”, „ś” i inne urokliwe głoski w języku polskim, które posiadają irytujące super-moce w postaci przewiercania naszych uszu)

Operacja ta zwykle zajmuje kilka minut i polega po prostu na zaznaczeniu drażniącego miejsca, przycięciu i zjechaniu suwakiem od „clip-gain” w dół o kilka dB. Zmniejszam poziom o tyle, żeby nie odczuć jakiejś dramatycznej różnicy w zderzeniu z frazą przed czy po tej edytowanej. Ma to brzmieć jak najbardziej naturalnie.

I jak mówię – cel jest taki, żeby potem zaaplikowany kompresor nie reagował zbyt mocno na żaden punkt ścieżki, a tylko delikatnie całość wypolerował.

Strojenie

Jako ostatnią czynność przed rozpoczęciem miksu uznaję strojenie wokalu (o ile oczywiście tego wymaga – a mój zazwyczaj się o to prosi). Dobrym weryfikatorem jest tutaj bezwzględnie odsłuch na monitorach. Bo choć do precyzyjnych prac edycyjnych słuchawki są zbawieniem, to jednak zauważyłem po sobie, że czasem ciężko wyłowić odchyły od tonacji jeśli słuchamy na słuchawkach wokalu w gąszczu innych śladów. Wystarczy przełączyć się na ten czas na monitory, puścić wokal z jakimś jednym instrumentem harmonicznym lub/i z basem i wtedy wszystko jest jasne…

I w tym momencie proces edycji jest właściwie zakończony. Zgodnie z tym, co pisałem wcześniej – czasem trzeba wykonać wszystkie te czynności, czasem jeszcze więcej, czasem jedną, a jeszcze innym czasem – żadnej. Ale to się zdarza bardzo rzadko…

MIKS

W momencie, gdy ślady są ok, można rozpocząć miks. Ja lubię sobie dać dzień, dwa przerwy, żeby się trochę zresetować i „oddalić” od kawałka, a przede wszystkim, żeby przysiąść do miksu ze świeżymi uszami. W wielkim, ogromnym, gigantycznym wręcz skrócie proces miksu wygląda u mnie następująco:

Przygotowanie sesji

Czyli czyszczenie, kolorowanie śladów, ustawienie ich w preferownej kolejności, zmiany nazw, wprowadzenie markerów w sesji (zwrotka, refren, solo, etc.), wczytanie szablonu efektów, cały routing sygnału, itp. Jest nawet na blogu filmik, w którym możecie zobaczyć, jak to u mnie wygląda. TU PACZYMY.

Przerwa

Kawa, spacer czy co kto tam sobie lubi… To, wbrew pozorom, dość istotny element, który pozwala dobrze się nastroić i przystąpić do twórczej pracy. Bo później tu zaczyna się już „ogień”, tzn. w trakcie pierwszej godziny lub dwóch, gdy jestem najbardziej wypoczęty i „świeży”, staram się zrobić jakieś 80% miksu, czyli:

  • ustalam wstępny balans między śladami (tłumikami, rzecz jasna)
  • dobieram odpowiednią panoramę poszczególnych ścieżek
  • zajmuję się sumą miksu (zwykle bardzo delikatna kompresja całości – polecam The Glue od Cytomic)
  • robię najpotrzebniejszą obróbkę korekcją i kompresją śladów – w zasadzie każdy korektor i kompresor się nada. Ja do dziś chętnie łapię to darmowe EQ III z PT, ale czasem wezmę Pro-Q od Fabfilter czy któryś z wariantów FilterBank od McDSP
  • wysyłam wstępnie wybrane ślady do procesorów efektowych – 2-3 pogłosy o różnych algorytmach (Room, Plate, Hall), 2 delaye (o różnych czasach zsynchronizowane z tempem sesji). Resztę efektów zostawiam na później, na końcowe fazy

W tym momencie zwykle się już całkiem nieźle orientuję w tym, jak zabrzmi finalny miks, bo pozostałe czynności (choć nie mniej ważne) będą teraz tylko polepszaniem, powiększaniem i dopieszczaniem wcześniej wypracowanego rdzenia.

Od tego miejsca zaczyna się u mnie nieco bardziej wytężona praca (i nadal bardzo ekscytująca), o której porozmawiamy w następnej części tego cyklu.

  1. “…dubla swojego głosu (jeśli się pojawia) traktuję już totalnie bezlitośnie i równam go właściwie idealnie do głównego…” – a ja odwrotnie, tzn. także wyrównuję, ale bez przsady, zostawiam miejsce na odrobinę nonszalancji… oczywiście w pewnych granicach 😈
    Oddechy i reszta – podobnie jak Ty 😎

  2. Trociniak

    Igorze, co sądzisz o dostrajaniu i wyrównywaniu basu za pomocą Melodyne? Chodzi mi o to, że czasem minimalnie bas może na którymś progu niedomagać, mimo wyregulowanej gitary.

  3. Alan_Z.W.Z

    Witam, Tu znowu ja z pytaniem z”bomby”. Wie, ktoś może, czy Interfejs Focusrite 2i2 lub 2i4 będzie dobrze działał z DAW PreSonus Studio one 2, Czy będzie nie kompatybilne.?

  4. Alan_Z.W.Z

    To gitarka 🙂 W sumie dwie konkurencyjne firmy to myślałem, że jak ktoś ma focusrita to Presonusa “nie przyjmie”

    • O to się nie ma co martwić. Można spokojnie założyć, że każdy interfejs będzie działał z każdym DAW. Chyba, że są to jakieś okrojone wersje programu (darmowe) dołączane w zestawie do konkretnych interfejsów – wtedy mogą być jakieś niezgodności. Ale jeśli mowa o samodzielnie nabytej, pełnej wersji DAW, to ta będzie obsługiwała w zasadzie każdy interfejs.

  5. Alan_Z.W.Z

    Dziękuję za Twoje nauki Mistrzu ❗ 😉

Zostaw komentarz