Kolejność Działań w Tworzeniu Utworu, Cz. 10 [KONKURS]

Najwyższa już pora zakończyć ten przydługi cykl… Jak łatwo się domyślić, opiszę dziś ostatni w kolejności proces jaki ma miejsce podczas tworzenia utworu.

Zabiegi, o których porozmawiamy, można by w skrócie nazwać “zamykającymi” każdy utwór, bo są one ostatnim przystankiem na drodze do wyprodukowania piosenki i puszczenia jej w eter. Mowa oczywiście o procesie masteringu.

Dodatkowo, aby dodać szczypty emocji, postanowiłem zorganizować mały konkurs dla najwytrwalszych czytelników, którym udało się dobrnąć do końca tej serii, ale o tym nieco później.

MASTERING

Na samym końcu łańcucha produkcyjnego wykonuję czynności znane nam jako mastering, który w skrócie wygląda u mnie tak, że importuję do nowej sesji w DAW najlepszą wersję miksu oraz utwory referencyjne (2-3) i sprawdzam ewentualne problemy różnej natury, co by zidentyfikować jakie procesy będą potrzebne.

Warto tutaj podkreślić, że na tym etapie raczej rozmawiamy o bardzo subtelnych zmianach, często wręcz mikroskopijnych (bo sam miks powinien być już możliwie najlepszy), więc miejcie na względzie, że pomimo sporej ilości wtyczek, jaką miewam wpiętą w łańcuch, ilość zmian przez nie wprowadzanych jest zazwyczaj bardzo mała.

Elementy, jakimi zwykle się trzeba zająć to:

Kontrola Balansu Pasmowego

Niektórzy polecają tu koniecznie korektory o liniowej fazie, ale to absolutnie nie jest wymóg. Ja, jeśli już po taki sięgnę, to użyję go tylko po to, żeby ewentualnie podciąć jakieś rezonanse i nieładne częstotliwości, które mogę świszczeć w wyższym środku. Potem sprawdzam balans dołu i góry względem referencji i odpowiednio na to reaguję. Choć powiem szczerze, że dla rozjaśnienia i „otworzenia” wyższych częstotliwości wolę skorzystać z Clariphonic od Kush Audio niż z jakiegokolwiek “standardowego” korektora. Trzeba tu jednak działać ostrożnie, bo łatwo jest “przedobrzyć”.

Jeśli nie posiadamy akurat tej konkretnej wtyczki, sprawdzić się może każdy inny exciter (np. Waves Aphex Vintage Aural Exciter, Waves Vitamin czy inny), który subtelnie podniesie postrzegany poziom wyższych średnich i wysokich częstotliwości (poprzez dodanie harmonicznych), a i czasem dobre EQ typu PSP Nobleq czy Maag EQ4 w zupełności wystarczy. Nie marka wtyczki jest tu istotna, tylko rozważne jej użycie.

I też nie jest to konieczność, bo jeśli odpowiednio wykonałem miks, to wtyczka tego typu w ogóle nie będzie mi potrzebna…

Dynamika

Kompresji na tym etapie raczej unikam (bardzo rzadko po nią sięgnę). A to dlatego, że zazwyczaj ta zastosowana na sumie w czasie miksu w zupełności wystarcza. Czasem, ale naprawdę nie za często, zastosuję kompresję wielopasmowa posiłkując się np. C4 od Waves albo ML4000 od McDSP, ale generalnie staram się takowej unikać. Chyba, że jest jakiś specyficzny problem, np. zbyt mocno wybijająca się stopa (wtedy skompresuję lekko wyłącznie najniższe pasma). Ale znacznie lepiej jest o to zadbać już podczas miksu czy powiedzmy zatrzymać etap masteringu, powrócić do miksu, nanieść poprawki, zgrać nowy miks i kontynuować mastering na nowym pliku.

Podczas masteringu również rozważam różnego typu symulacje taśm, lamp, konsol, etc. Wszystko, co może lekko podrasować nasz utwór i nadać namiastki analogowego charakteru warto sprawdzić. Nie warto natomiast ślepo wierzyć, że jest to konieczność w zrobieniu świetnego miksu czy masteringu. Jedno z drugim ma w sumie niewiele wspólnego. Ja tutaj zwykle sięgam po VTM od Slate Digital, ale i Kramer Master Tape od Waves jest niczego sobie. Obie te wtyczki powinny być użyte subtelnie – nawet w miksie, a co dopiero podczas masteringu.

Alternatywą mogą być chociażby wtyczki od Plugin Alliance, typu bx_saturator V2, które oprócz możliwości dodania saturacji pozwalają nam działać również w trybie M/S – czyli oddzielnie na sygnał boczny i środkowy – jeśli oczywiście mamy taką potrzebę…

Aczkowliek absolutnie bezkonkurencyjny dla mnie jest ostatnio Crane Song Phoenix II, który nie tylko bardzo przyjemnie sygnał nasyca, ale jest też plug-inem, którego można używać do kontroli brzmienia pod względem pasm. Mimo raptem pięciu pokręteł posiada on sporą paletę brzmieniową dającą naprawdę niezłe pole manewru. I przy okazji, jest chyba wtyczką z najbrzydszym interfejsem graficznym, jaki dotąd widziałem… 😉

Obraz Stereo

Rzadko korzystam z jego poszerzania, bo zazwyczaj nie mam ku temu przesłanek. Te rzeczy wypracowuje się przede wszystkim w miksie poprzez rozsądne panoramowanie. Ale jeśli już się zdarzy, że miks wyszedł zbyt wąski, to delikatnie (o kilkanaście procent maksymalnie) poszerzę ten obraz za pomocą bx_digital V2 od wspomnianego wyżej Plugin Alliance. Za pomocą tej wtyczki można również zawęzić obraz niskich pasm, ale ja o takie rzeczy raczej dbam już w miksie – odpowiednio pracując panoramą instrumentów niosących dużo dołu (czyli głównie trzymając je możliwie najbliżej środka). O szerokość obrazu dba się przede wszystkim w miksie i to będzie podstawą dobrego i szerokiego brzmienia, a nie jakieś magiczne wtyczki dodane dopiero na samym końcu pracy…

Ostateczne Poziomy (Głośność)

Tu zazwyczaj sięgam po różnego typu enhancery, limitery czy inne clippery. Wszystko to, co potrafi w możliwie najmniej inwazyjny sposób podnieść poziom średni nie poświęcając przy tym zbyt dużo dynamiki – sprawdzi się tutaj świetnie. U mnie zwykle oznacza to użycie dwóch kluczowych narzędzi od Sonnox, czyli Inflator-a i TransMod-a.

O ile pierwszy dodaje sporo harmonicznych i nasyca nimi sygnał powodując zwiększenie postrzeganej głośności, o tyle ten drugi potrafi dodać jeszcze odrobinę „kopa” i „strzału” do całości. Ten łańcuch można zamknąć limiterem, np. tym od Sonnox, bo posiada on jeszcze dodatkową opcję wzbogacenia sygnału, ale osobiście zauważyłem, że poświęca się przy tym odrobinę więcej dynamiki niż chociażby w przypadku użycia mojego ostatnio ulubionego PSP Xenon-a (na zdjęciu we wstępie), z którym się przeprosiłem po blisko 2 latach nieużywania – najwyraźniej to ja byłem słabym ogniwem w tym łańcuchu, a nie ten plug-in…

Alternatywą (dostępną też w wersji darmowej) jest limiter L2007 od Massey Plugins. Działa bardzo transparentnie, więc warto go wypróbować. Jeśli nie przeszkadzają nam ograniczenia wersji demonstracyjnej (np. brak guzika Bypass czy możliwości zapisania ustawień z sesją), to polecam sprawdzić. A jak nam się spodoba, to warto wydać te kilkadziesiąt dolarów i cieszyć się w pełni funkcjonalnym, sensownym limiterem.

Zamiast limitera sięgnę czasem po JST Clipper, który również ostatecznie podnosi poziom RMS, ale dzięki swojemu algorytmowi, udaje mu się zachować więcej pazura niż typowemu limiterowi. Czasem użyję JST Clippera w kombinacji z Xenonem – o ile w danym utworze będą ku temu warunki. Dotychczas do podnoszenia ostatecznego poziomu byłem zagorzałym fanem używania FG-X od Stevena Slate’a, ale do dziś nie udało im się jeszcze wypuścić 64-bitowej wersji tej wtyczki w formacie AAX, więc w oczekiwaniu na ten dzień korzystam z innych narzędzi, co tylko dowodzi teorii, że naprawdę nie marka wtyczki się liczy, a nasze decyzje i ruchy…

Bo zawsze bardziej liczy się człowiek niż jego narzędzia…

Tak “w tajemnicy” mogę Wam powiedzieć, że generalnie wszystkie wtyczki jakie dziś wychodzą są tak dobrze dopracowane, że totalnie nie ma sensu się rozwodzić nad konkretnym producentem takowych. Jeśli wiemy co, o ile i jak przekręcić, to podpierając się swoim analitycznym słuchem jesteśmy w stanie wykręcić porządne brzmienia i miksy w zasadzie na wszystkim. Będą się zdarzały jakieś wyjątkowe narzędzia raz na jakiś czas, ale zazwyczaj ich przewagą będzie większa funkcjonalność i elastyczność niż jakość brzmienia, bo jak mówię – obecnie prawie wszystko trzyma naprawdę niezły poziom i nie ma się co tą kwestią zbytnio zamartwiać.

Można by w procesie masteringu wymienić jeszcze sporo innych narzędzi od innych producentów plug-inów, ale naprawdę nie w tym rzecz. Najważniejsze, by wyeksploatować do granic możliwości to, co się ma, bo tylko tak się uczymy. Zakup czy zmiana plug-inu niewiele wniesie, jeśli nie wiemy, czemu ma w ogóle dany proces służyć.

W każdym razie, tak mniej więcej wygląda u mnie typowy łańcuch procesorów podczas masteringu, chociaż i tak z każdym utworem wymaga on zweryfikowania, bo raz użyję mniej, a raz więcej wtyczek i nie zawsze są to te same warianty. Wszystko jest uzależnione od miksu, z jakim pracuję i od oczekiwanego efektu.

Kilka różnych przypadków i reakcji:

  • Jeśli to mój własny utwór, to wolę powrócić do miksu i tam poprawić jakieś niedociągnięcia, bo to ZAWSZE odnosi lepszy skutek – mamy bowiem dostęp do każdego pojedynczego śladu i obrabiając go w dany sposób nie wpływamy bezpośrednio na inne, co podczas masteringu często kończy się niestety czymś w stylu “coś za coś”.
  • Jeżeli jest to miks, do którego śladów dostępu nie mam i dostałem zlecenie wykonania wyłącznie masteringu, to wtedy z reguły pojawia się potrzeba skorzystania z większej ilości i bardziej wyrafinowanych narzędzi, co niestety czasem skutkuje lekkim pogorszeniem paru aspektów brzmienia, bo trzeba coś poświęcić, aby uratować “ważniejszy” element.
  • Zdarza mi się również mieć ten komfort, że mogę klienta poprosić o dokonanie poprawek i przesłanie mi lepszego miksu, wtedy moja praca jest lżejsza i efekty końcowe znacznie lepsze.
  • Natomiast najgorszy przypadek jest wtedy, gdy ktoś ma jakieś fantazyjne wyobrażenie o magii procesu masteringu i dostarczając mi raczej słaby miks wysuwa sugestie co do tego, jak by sobie życzył, żeby ten kawałek brzmiał. Wtedy trzeba zagryźć język, zacisnąć zęby, powstrzymać uszczypliwe komentarze i grzecznie wyjaśnić, że uzyskanie brzmienia jak “ktoś tam” jest niemożliwe do osiągnięcia samym masteringiem, szczególnie, że na wszystkich poprzednich etapach nic w tym kierunku nie robiono 🙂 Oczekiwanie, że inżynier masteringu ZMIENI totalnie brzmienie na “jakieś tam” (tu wpisać wybranego idola) z miksu, który nawet nie przypomina swoimi śladami takiego wzorca, jest trochę nie na miejscu. No, ale cóż poradzić… Nie możemy oczekiwać, żeby każdy muzyk o tym wiedział, dlatego jak pracujecie z artystami, to czasem szepnijcie im słówko na temat tego, jak to wygląda, bo później może będą się wystrzegać takich absurdalnych oczekiwań.

Ale wrócmy do głównego wątku…

Żeby była jasność – wszystkie czynności, które opisałem wyżej, robię oczywiście w oparciu o ślady referencyjne i różnego typu mierniki (poziomów, widma, korelacji fazowej), bo są one w tym miejscu bardzo przydatne. Osobiście korzystam z bx_meter od Plugin Alliance (to taka trochę lepsza wersja TT Dynamic Range Meter z kilkoma dodatkowymi opcjami) oraz Blue Cat Audio FreqAnalyst lub z analizatora wbudowanego w najnowszą wersję FabFilter Pro-Q2 (bo daje możliwość bardzo dokładnej analizy całego pasma – nawet w trybie pełnoekranowym), a czasem sięgnę też po Izotope Insight.

Można również skorzystać z darmowego Voxengo Span czy innych – to akurat ma mniejsze znaczenie. Istotne, żeby umieć odczytać, co te wykresy nam pokazują i odpowiednio na te rzeczy reagować.

Dither

Na samym końcu, jako absolutnie ostatnie narzędzie przed zamknięciem utworu, aplikuję proces dodawania losowego szumu (jeśli jest potrzebny do zgrania do ostatecznego formatu, bo nie zawsze jest). Jeśli ktoś chciałby o samym ditheringu dowiedzieć się coś więcej, to można zajrzeć np. TUTAJ.

Po skończeniu procesu masteringu robię eksport do finalnego formatu – tym sposobem kawałek uznaję za skończony.

Podsumowanie

Nie jest to oczywiście najpełniejszy obraz mojej pracy, tylko bardzo mocno skrótowe myśli. Wszystko, o czym tutaj powiedziałem, znajdziecie bardziej szczegółowo opisane w artykułach o masteringu dostępnych na blogu, a jeszcze dogłębniej zostało to wyjaśnione w TYM KURSIE video. Jest to taki ogrom materiału, że nie sposób go omówić w jednym czy dwóch wpisach, stąd może wygląda to nieco cząstkowo. Mimo to, wydaje mi się, że ten artykuł, jak i cały cykl odpowiedział choć w podstawowym stopniu na pytanie o to, jaka może być kolejność działań w tworzeniu utworu, a dodatkowo, pozwolił on Wam się co nieco zapoznać z moim osobistym sposobem pracy.

Zakończenie

Miejcie na względzie, że nigdy żaden projekt nie jest identyczny z poprzednim i zawsze pojawiają się jakieś zmieniające się czynniki, na które trzeba na bieżąco reagować. I nawet, jeśli nie macie wyrobionego schematu działania, przyjętych norm i ustalonej kolejności, to prostu działajcie zgodnie z tym, co podpowiada Wam instynkt – on z reguły dobrze gada 🙂

Tymczasem, niniejszy cykl uważam za zakończony!

Konkurs z nagrodą!

I już naprawdę na sam koniec (jeśli ktoś dotrwał do tego miejsca z czytaniem…). Aby wynagrodzić Waszą cierpliwość w śledzeniu tego długiego, 10-częściowego monologu z mojej strony oraz uczcić niedawne, czwarte urodziny bloga – ogłaszam mały konkurs.

Każdy, kto opisze w komentarzach poniżej:

  • jak u wygląda u niego/niej po kolei proces miksu oraz masteringu i
  • z jakich narzędzi najczęściej korzysta w tych dwóch procesach

nabędzie szansę zdobycia specjalnego pakietu kursów video. Paczka zawiera aż 4 kursy:

  • Miksowanie w DAW – Rock
  • Miksowanie w DAW – Hip-Hop, Cz. 1
  • Miksowanie w DAW – Hip-Hop, Cz. 2
  • Mastering w DAW

Łączna wartość nagrody to okrągłe 300zł. Jest więc o co powalczyć. Paczka kursów do wygrania jest tylko jedna, zwycięzca też będzie tylko jeden, więc się przyłóżcie! Wyłonię go/ją i ogłoszę w momencie ukazania się kolejnego artykułu (co oznacza, że macie na swój opis mniej więcej tydzień).

Mała wskazówka – pisanie opasłych elaboratów (czyt. lanie wody) nie jest wskazane. Raczej postarajcie się zebrać najważniejsze elementy w spójną i sensowną całość i przede wszystkim, bądźcie w tym szczerzy. Nie piszcie, jak chcielibyście, aby to u Was wyglądało albo jak zaczniecie od teraz robić, tylko jak sytuacja ma się obecnie.

Powodzenia i do usłyszenia!

Zostawić komentarz ?

17 Komentarze.

  1. Pomoce wzięte z płatnych kursów Hiphop1/2, strony zakamarki audio jak i kanału YouTube , metodą prób i błędów z kursu Kompresja Igora.

    Sajgo używam DAV adobe CS6:
    Słuchawki studyjne w ruch lub monitory.
    – korekcja
    – kompresja
    – obróbka i dodawanie pogłosów

    Mój mix zaczyna się od poukładaniu sobie wszystkich ścieżek do mixu. Przesłuchaniu każdej z osobna ścieżki. Wpasowaniu na słuch każdej osobno w mix który potem traktuję standardowo:

    – odcinam do 120Hz czasami nawet pasmo
    – odcinam pasmo pudełkowe okolice 150-400Hz a czasem i do 600Hz ( po prostu nie chce aby było słychać jakby ktoś nagrywał przez karton )
    – podbijam lekko pasmo 3.5Khz – 9Khz ( koryguje na słuch oczywiście wszystko tak aby mi pasowało w mixie osobno )
    – dodaje lekki podmuch tak zwany w okolicach 6Khz
    – biorę pierwszy lepszy kompresor i działam w nim aby było dobrze wszystko grało. Tutaj nie podam wam cyferek, bo po prostu się nie da )
    – dodaje lekki pogłos tylko na główny wokal reverbem lub echem delay ( tu wam cyferek magicznych nie podam )
    – podbijam lekko kanały L/P głównego wokalu lub tła kompresją.

    I gotowe:
    Potem używam bardzo dobry i łatwy programik mały do masteringu T-rack24.

  2. Wszystko pięknie i jasno. Ja wykorzystuję do masteringu Izotop Ozon 4, który ma wszystkie potrzebne narzędzia na pokładzie. Opisałeś proces masteringu jednego utworu, a jak to będzie wyglądało w przypadku produkcji całej płyty, np. 12 kawałków nagrywanych w różny sposób, w innym czasie i miejscu, nasterowanych oddzielnie przy wykorzystaniu różnych narzędzi? Każdy taki kawałek siłą rzeczy będzie miał różne poziomy i będzie brzmiał inaczej 🙄 Jak to zebrać do kupy i zrobić równo brzmiącą płytę? Możesz zrobić o tym oddzielny wpis? :mrgreen:
    Co do Obrazu Stereo w procesie masteringu, również uważam, że “…O szerokość obrazu dba się przede wszystkim w miksie i to będzie podstawą dobrego i szerokiego brzmienia…”
    Pozdrawiam 😎

    • Cały cykl jest o procesach związanych z produkcją utworu (jednego), stąd i mastering opisany jest dla takiego pojedynczego kawałka. W przypadku masteringu albumu kawałków się nie masteruje oddzielnie, tylko robi się ich miksy, a potem zbiera je do kupy w jedną sesję, w której dokonuje się masteringu całości w spójny twór. I tutaj zaczyna się zaawansowana robota, bo trzeba umieć wszystkie miksy sprowadzić do mniej więcej zunifikowanego brzmienia. Wkrótce będzie o tym więcej. Pozdrawiam

    • ” I tutaj zaczyna się zaawansowana robota, bo trzeba umieć wszystkie miksy sprowadzić do mniej więcej zunifikowanego brzmienia. Wkrótce będzie o tym więcej” – i o to mi chodziło. 🙄 Zatem czekam niecierpliwie… 😎

    • No i chwała Ci… 😈

  3. Więc tak:

    1. Ustawiam sobie znaczniki tak żeby wiedziec w ktorym miejscu jest wstep, refren, break, zakonczenie itp dzięki czemu jestem w stanie szybko sie poruszać po utworze.

    2. Robię proporcję ustawiając odsłuch możliwie jak najciszej i po cichu zaczynam robic proporcje wprawiac w ruch tłumiki i tak dlugo nimi ruszam aż proporcje beda na moje ucho prawidłowe.

    3. Biorę do ręki EQ i bramke szumów i wycinam wszystkie te pasma badz artefakty/przesłuchy których dany slad nie potrzebuje, wspierając sie przy tym słuchawkami ktore działaja troszke jak lupa. Oczywiście zostawiam pewien zapas w Pasmach” podczas ciecia EQ zeby mix nie był zbyt “lekki”

    3. Powoli zaczynam kompresowac te slady ktore tego wymagają czasami zamiast kompresowania robie automatyke zeby wyrownac dynamike danego sladu.

    4. Wracam do EQ i zaczynam rzezbic brzmienie czyli jezeli trzeba to podbijam jakies pasmo zeby uatrakcyjnic brzmienie,

    5. Dalsze kompresowanie, i robienie wysyłek na procesory pogłosowe oraz delaye. Dosyc czesto zdarza mi sie tez na tym poziomie dodawac efekt haasa zeby poszerzyc jakis instrument.

    6. Sumowanie analogowe czyli zapiecie na kazda sciezke emulacji stołu mikserskiego oraz zapiecie EQ na sumę zeby rozjasnic badz przyciemnic utwór jezeli istnieje taka potrzeba.

    7. Masteru nie robię bo jeszcz go nie umiem robić ale staram się zrobić możliwie jak najglosniejszy miks

  4. U mnie proces mixu i masteringu przedstawia się następująco.
    Po pewnej przerwie i przemyśleniu na spokojnie co i jak zrobić żeby bylo idealnie, przechodzę do mixu który u mnie dzieli się na dwa etapy. W pierwszej części robie to co jest mi wygodniej zrobić na partiach MIDI(jakieś efekty i smaczki na przejściach np. delay – moge wtedy jeszcze jakąś partie przesunąć dopasować, lub autoatyzacje efektów które są wbudowane w moduł brzmieniowy). Następnie w drugiej części na zgranych partiach do wav. przeprowadzam reszte mixu(głośność instrumentów, panoraming, odcinam częstotliwości,poprawa relacji między instrumentami, multum automatyzacji i efektów).W miedzy czasie sprawdzam wszystko w mono. Po tych i innych nie wymienionych operacjach robie master w osobnej sesji. Moj obowiązkowy zestaw to: Voxengo span, TT Dynamic range meter i Multi-band Compressor. Reszta zależna od potrzeb.
    Wielu umiejętności jeszcze nie posiadam ale robie to tak jak potrafie. 🙂

  5. Jak robię miks? Miks robię równolegle z powstawaniem utworu. Nie wyobrażam sobie innej pracy. Opiszę to na przykładzie jednego z moich utworów i przy okazji napiszę, w jaki sposób go tworzyłem.
    https://soundcloud.com/chafer/dark-lhadows-better-version

    Zaczęło się od pomysłu, który był dość prosty – stworzyć muzykę, która będzie pasowała do filmu o Batmanie. Chciałem mroczny klimat, skrzypce i ciekawą linię perkusyjną. I tyle – nie miałem żadnego planu co do melodii, kompozycji, nic. Zacząłem od stworzenia instrumentu, który będzie “mrocznym i mocnym stringiem” – użyłem m.in. waltornii, którą następnie przesterowałem, dodałem echo i przyciąłem wstępnie EQ robiąc miejsce na przyszłą perkusję. Dźwięk ten można usłyszeć już od 1 sekundy utworu (potem gra w tle od 44 sekundy). Za pomocą tego instrumentu oraz skrzypiec w kilka minut stworzyłem główną linię melodyjną (od 44 s. do 1:06). Oba instrumenty już w tym miejscu umieściłem w panoramie oraz zrobiłem kolejną korektę EQ.
    Dlaczego? Lubię wiedzieć, że każde dwa instrumenty w utworze dobrze współgrają. Podczas tworzenia utworu nie wiem, które instrumenty zostaną wykorzystane więc trzeba być przygotowanym na wszystkie możliwości. Moim zdaniem błędem jest pakowanie do utworu kolejnych ścieżek bez uprzedniego przygotowania wcześniejszych.

    Następnie przyszedł czas na linię perkusyjną. Sam rytm przyszedł do głowy naturalnie, ale poświęciłem bardzo dużo czasu na to, by końcowe brzmienie mi odpowiadało. To był jeden z trudniejszych elementów pracy – stworzenie perkusji, która będzie grała równie dobrze samodzielnie, jak i w towarzystwie dwóch pozostałych instrumentów. Nie mam dużej wiedzy teoretycznej więc trochę poruszałem się na ślepo, ale efekt mnie zadowolił – wszystko słychać wyraźnie.
    I tak mniej więcej wygląda proces – dodaję nowy instrument? Po pierwsze – ma grać dobrze sam z siebie. Po drugie – ma grać dobrze w zestawieniu z innymi instrumentami. I tyle. Aż tyle. I dlatego po skończeniu utworu, nie za bardzo jest co do roboty 😉 Nauczyłem się jednej ważnej rzeczy – po skończeniu pracochłonnego utworu odczekać. Nikomu nie przesyłać, nie pokazywać. Nie wolno słuchać własnego utworu, ale warto posłuchać utwory innych artystów w podobnych klimatach. U mnie taki okres bezruchu trwa od kilkunastu dni do… kilku tygodni. Dopiero wtedy mam szansę usłyszeć utwór na nowo i zwrócić uwagę na błędy, których wcześniej nie słyszałem.

    I chociaż miało być o miksie i masteringu to mam pewną radę dla nowicjuszy, takich jak ja. Nie koncentrujcie się za bardzo na miksowaniu i szukaniu tego jedynego optymalnego ustawienia. To nie ma znaczenia 🙂 Dla typowego słuchacza o wiele ważniejszy jest pomysł na utwór, jego aranżacja, wykonanie. Utwór ma być interesujący, ma przyciągać uwagę i na tym radzę się skoncentrować.

    PS Z chęcią usłyszę jakiekolwiek uwagi na temat tego, co stworzyłem 😉

  6. amidawagner

    Witam
    miksowanie to proces który zaczyna się juz od początku kompozycji. nie ma znaczenia ilu pluginów sie uzywa gdyż najwazniejszą wtyczką jest nasz własny umysł. Podstawą jest melodia nalezy ją obrabiać tak długo az będzie idealna na nasze mozliwości i az pojawia sie wątki poboczne takie jak chóry, dywany, czasem riffy. Ilość energii jakie niesie motyw determinuje płaszczyznę na której zbudujemy naszą konstrukcję. Już na tym etapie czyli w momencie wielokrotnego nucenia-zespalania się z głównym motywem mozna wyłonić krajobraz miksu. Skala melodii w pojęciu zakresu determinuje rodzaj podkładu i jego panoramę a także ilość energii jaką należy dysponować przy budowaniu otuliny dźwiekowej. Po wyobrażeniu sobie przestrzeni w której zatopi się główny motyw wiadomo juz jakiego reverbu należy uzyć i jak powinna pulsować panorama w zależności od tego jak chcemy uzyć przestrzeni jako efektu będącego jednym z najwazniejszych czynników miksu. To jest operacją wrażenia w poziomie. W głab miksujemy długoscią reverbu i delayem oraz subtelna zmianą głosnosci, w pionie regulujemy zakresem instrumentów. Tak rozumiany miks kreuje się juz na początku utworu i gwarantuje że doborem przestrzeni i instrumentów mozna wystarczająco operować by nie uzywać zbyt wielu efektów. Dobieram instrumenty tak by tworzyły poszczególne sekcje zasadniczym podziałem jest tło i plan główny ale i w tych kategoriach mozna wyrózniac sektory tak jak w mieszkaniu w którym sa rózne poziomy i rózne zakamarki cechujace sie odmiennym echem i fakturą, tu jest duża dowolnosc i czasem steruję lekko reverbem, czasem barwą ale głównie miejscem w panoramie, lubię ortodoksyjnie coś skierować na bok . Jak na razie nie używam żadnych efektów tylko wyobraxni i okazuje sie że prawie cały utwór jest zbudowany. Po zapisie wokalu do prostej podkładowej gitary dobieram basy bardzo precyzyjnie aby zajmowały jak najmniej przestrzeni dźwiekowej następnie zgrubnie perkusję. W tym momencie standardowo mam zapełniony cały miks prostym rozkładem jaki często mozna zauważyć u Red Hotów. Mam utwór który jest jak kręgosłup bardzo silna podstawą o cyklicznie zmiennej energii. Pamiętam jak go miałem wymyslonego w pionie i poziomie i w głebi, wszystko to przeprowadzam dobierając poszczególne dookólne instrumenty. Sekcje, które się kreują w trakcie kopozycji, wyrównuję kompresorem tak by się kleiły w uchu i nie było pompowania czyli gitary czy dęciaki czy chórki. Na ogół nagrywam wszystko sam nie korzystając z Haasa i po prostu pilnując by końce i poczatki fraz były w tym samym miejscu, staram się by nie było oddechów, pomyłek rytmicznych, zarejestrowanych szumów, brzęków itp czyli omijam niepożądane śmieci juz w trakcie nagrania to najprostsza metoda i uczy czystości. Kompresora używam jako kleju a nie miazgomaziaji. Do bębnów często stosuję krótą, lekko opóźnioną kompresję by na stopie i werblu uzyskać polifonię strzału i tła brzmienia korpusów, cała perkusję jeszcze raz kompresuję w międzyzgraniu albo na dodatkowych śladach by pokazać że to osobny instrument. Tło rozumiane jako dywan powinno posiadać mniej góry i mniej dołu, nie absorbowało uwagi i nie zabierało energii, bas i stopa wiadomo klasycznie plasuję na 80-100Hz, instrumenty wiodące można wyłonić podbijając górę np 4 kHz, do sekcji dętej, blach można dodać szkiełka na samej górze. Problemów z rezonansami unikam dobierając klasycznie partie tak aby same wysokości dźwięków nie dublowały się. Korekcji mułu dokonuję w momencie budowania samego sygnału dźwiękowego czy to na przesterach czy basie czy dywanie należy mulenie likwidować już w momencie nagrania, mulenie jest zależne od specyfiki instrumentu i można je wyłonić omiatając spektrum instrumentu-tam gdzie sie pojawia brzydota należy podcinać. Po prostu dotąd kształtuje barwę aż mi odpowiada pod względem klarowności, tu nie ma przepisu po prostu brać na ucho. Czasem lubię urżnąć trochę 1 Khz. Nad wokalem nie trzeba dużo pracować bo wszystko jest pod wokal wiec automatycznie ma on swoja przestrzeń, jest nadrzędny, oczywiście należy go próbować nagrać jak najładniej ale najważniejsze jest by sie nie gubił i by pracował po swojemu przekazując treść semantyczną, to samo tyczy sie partii solowych czy riffowych, albo je wyróżniam głośnością, albo dublem albo wzmocnieniem oktawowym albo wyłaniam jasnością. Mastering polega na użyciu algorytmów które dadzą więcej drapieżności i klarowności, może to być finalizer albo programy Rolanda bo miksuję często na prostych urządzeniach jak Boss micro, czasem Roland VS może być Cubase. W tym momencie wszystko brzmi juz całkiem dobrze niezależnie od błędów jakie mogły mi się zdarzyć po drodze wiec mastering jak powyżej jest tylko potrzebny do przetarcia okularów. Mógłbym długo pisać ale główną konkluzją jest teza postawiona przeze mnie na początku czyli to iż decydującym pluginem jest nasz umysł i wg mnie nie potrzeba wielu efektów by zbudować scenę utworu na której odgrywamy dramat treści które niesie realizowana muzyka. Poza tym to chyba najprzyjemniejsze wyobrażać sobie wielopoziomowo muzykę której jesteśmy autorami. Przy pewnej ilości eksperymentów z efektami, które poszerzają bazę imaginacji, rejestracja jest już tylko realizacja tego co zapisane na rekorderze, który nosimy ze sobą od urodzenia.

  7. MIX

    Proces mixu tak naprawdę zaczynam już w trakcie komponowania utworu. Skupiam się na odpowiednim doborze instrumentów i elementów perkusji (np. dobór stopy do bassu, by ich pasma nie były zbyt blisko siebie). Wstępnie nakładam filtry (HPF, LPF), usuwam drażniące częstotliwości, ustawiam wstępnie kompresję (także sidechain) w miejscach gdzie słyszę, że może coś wnieść (ważne by z nią nie przesadzić). Gdy mój utwór jest mniej więcej skomponowany i zaaranżowany czas na właściwy mix. Często zaczynam go od ustawienia stopy i bassu na poziomie ok. -8dB po czym domixowywuję pozostałe elementy. Dopracowuję wspomniane poprzednio efekty, panoramuję i poszerzam obraz stereo gdzie przynosi to korzyść. Dolne pasmo trzymam raczej w mono. Na perkusję niekiedy stosuję kompresję równoległą (też nie zawsze jest ona potrzebna). Warto zaznaczyć, że sam mix niejako spaja się z etapem produkcji.

    MASTERING

    Mając w zapasie zakres dynamiki nakładam kompresję wielopasmową, która szczególnie przydaje się do scalenia dolnego pasma i uzyskania przejrzystości u góry. Po niej kompresja i equalizacja side/chain.
    Na side warto ściągnąć trochę dolnego pasma, niekiedy coś dodać w środku/u góry. Ogólnie niewiele zmian w paśmie wymaga mój mix. Jeśli jakieś częstotliwości mi nie odpowiadają wolę doszukać się przyczyny w mixie. Następnie minimalne poszerzanie obrazu stereo, chociaż ten element staram się mieć wypracowane też już na etapie mixu. Potem czasem kolejny kompresor zaaplikowany bardzo dyskretnie. Ostatni w kolejce stoi limiter, który odpowiada na ostateczną głośność. Każdy z procesorów masteringowych działa bardzo delikatnie, jednak w sumie brzmienie zmienia się znacząco. Konkretnych ustawień i wtyczek nie podaję, bo raz, że te nie zawsze są takie same, a dwa, że mój tekst byłby dwa razy dłuższy.

    Po tym wszystkim odpoczynek od utworu i sprawdzenie jak brzmi po 1-2 dniach (najczęściej wprowadzam jeszcze chirurgiczne zmiany). Całość robiona na niewysokim poziom głośności (rozmowa). Od czasu do czasu odsłuch głośniej/ciszej. Wszystko robię na KRK plus inne głośniki plus dwie pary słuchawek.
    Pozdrawiam

  8. Michal Janicki

    Cały proces twórczy opisze na utworze który wspólnie z zoną nagraliśmy oto link http://www.youtube.com/watch?v=9dvuuO8UG98&list=UU-pI3rdTpzG9SimfxBg8lnQ
    Zawsze zaczynam od riffu gitarowego który przez dłuższy czas będzie mi się podobał w tym wypadku zalążkiem był partia gitarowa zwrotki. Powstała harmonia akordów do której dokomponowałem kolejne części piosenki w krótkim czasie. Cała forma powstała w przeciagu jednego wolnego dnia pod koniec którego nagrałem pilota dla żony i pokazałem jej piosenkę. Żonka zaczęła słuchać i napisała szybko tekst. Razem zaczęliśmy grać i tworzyła się melodia piosenki która nam się spodobała a rzadko się to zdarza. Kolejny dzień wolny był to okres świąteczny grudzień 2012, umożliwił stworzenie całego aranżu partii basy i zarysu rytmu bębnów które nagrywałem na Rolandzie octa padzie dogranie partii gitary akustycznej jakiś brzmień z syntezatora gitarowego Roland gr 55. Utwór został nagrany wersja demo zamysł był taki aby w przeciągu miesiąca kiedy będę ferie zimowe nagrać wszystko jeszcze raz poupiększać doszlifować wszystko. Niestety utwór przeleżał cały rok wróciłem do niego znowu w święta grudzień 2013. Rzetelnie podszedłem do nagrań każdej partii. Gitary były nagrywane przez usb i mikrofon pojemnościowy behringer c2 ze wzmacniacza yamaha thr 10 dodatkowe duble nagrywałem na syntezatorze gitarowym Gr 55, a gitary akustyczne to cole clark plus te dwa paluszki c2. Od razu ustawiłem panoramę gitar zapiąłem eq z reapera i mołota na śladach. Kompresja używałem korzystając z domyślnych presetów plus lekka ich zmiana. Basik poleciał przez linie do karty quad capture plus reamp z thr. Żonka zaśpiewała do sm58. Korekcja taka sama jak przy gitarach gotowe presety plus na wysyłce reverby z reaperpa .Po nagraniu gitar, basu i wokalu przez miesiąc ustawiałem różne mixy, bez bębnów , bębny były nagrane na samy końcu w trakcie kręcenia filmiku. Zostały one nagrane w kompletnie nie zaadaptowanym pomieszczeniu gołe ściany. Omikrofonowaniem były stopa audixd6 , hihat sm58, werbel sm57 i jakiś electro voice kobalt pod ridem . plus rejestrator zoom h2 na górze .Ślady werbla i stopy trafiły do quada capture, hihat i ride do loopera bossa. Później wszystko złożyłem troszkę pobramkowałemem. Master to było użycie limitera w1 i Gclipa. Kolejny etap to dosłuchiwanie w rożnych miejscach samochód system pa. Poprawki wyszły po wrzucaniu tego na soundcloud troszkę ściszyłem stopę i zmijszyłem reverby vocalu. Tak to u mnie wygląda. Pozdrawiam

  9. Sytuacja ma się obecnie tak.
    Jestem gitazrystą i głownie w DAW w domowym studio nagrywam swoje pomysły lub gotowe kompozycje. Zazwyczaj wszystko co robię – robię na dwa sposoby ale do końca od czego zależą to nie wiem, kaprys lub pogoda.
    Proces nagrywanie zaczyna się od wymyślenia riffu zagrywki lub czegokolwiek co warto rozwinąć.
    NMoim interfejsem jest Line6 pod x3 live. Więc wpinam gitarę ustawiam brzmienie i w cubase zaczynam rejestrować pierwsze pomysły do metronomu jeśli nie mam pomysłu na beat lub do addictive drums/superior drummer the metal foundry.
    Jeśli stwierdzę że spoko ten riff siedzi nagrywam duble.
    Czasem nagram 4 ry gitary identycznie i rozkładam w panoramie. Wychodzi miazga ale w niektórych sytuacjach co za dużo to nie zdrowo. Nie gram muzyki szczególniee ciężkiej i ostatnio zauważam, że jeśli chodzi o gitary to im mniej tym lepiej. Następnie dogrywam bas albo wklepuję go myszką w edytorze midi i zapinam ślad do Trillian Vsti lub nagrywam za pomocą virtual piano midi keyboard (taka softwareowa klawiatura midi w połączeniu z Midi-OX) i również zapinam do Trillian lub nagrywam żywy bas jeśli mam gitarę basową w domu. Jeżeli wsio ok nagrywam drugą gitarę lub trzecią. Jeśli utwór wymaga innych instrumentów korzystam z różnych przeróżnych Vsti czasem jest to jakiś Imposcar lub Sppectrasonics atmosphere lub omnisphere. Czasem jest tak, że nie mogę się zdecydować i zostawiam surowe gitary.
    Gdy utwór już nabierze kształtu w sensie muzycznego pracuję nad bitem. Po zakończeniu opracowywania bębnów. Szlifuję gitary. Wycinam szumy przed i po końcu parti za pomocą edytora audio wbudowanego w Cubase. Równam jeśli trzeba, Wstawiam pauzy. W każdym razie każda ścieżka musi być dopracowana to samo z basem. Jeśli chodzi o kompresję to eksperymentuję z kompresorami wbudowanymi w Cubase. Jeśli mam czas na skupienie się nad kluczowymi częstotliwościami poszczególnych instumentów to bawię się EQ wbudowanym w Cubase jeśli nie mam siły lub opuściła mnie wena używam pakietu IK Multumedia TRACKS 24. I tam z EQ korzystam z przykładowych ustawień. Jeśli któreś mi pasuje robię lekką korektę.
    Następnie ustawiam poziomy głośności i panoramy poszczególnych instumentów. Jeśli bęben mam na jednej ścieżce zapinam EQ i kompresor tak aby zaznaczyć wyraźnie stopę i werbel w miksie. I z pomocą przychodzi tutaj Multibandcompressor z Cubase lub TRACKS Compressor oraz EQ wbudowany w Cubase.
    Gdy już wszystko się zgadza przystępuje to pseudo Masteringu. Dlaczego pseudo? Bo się na tym do końca nie znam. Ale wiem jedo jeśli mix brzmi dobrze cokolwiek bym nie zrobił na końcu i tak będzie brzmiał dobrze. A jedyne co robię to uruchamiam Tracks lub Izotope Ozone v5 i wybieram odpowiedni program z Szablonów. Czasem jest to CD Master czasem jest to Wide lub podobne aby poszerzyć mix. Każdą sytuację rozpatruję indywidualnie. Gdy już utwór przejdzie bounce odsłuchuję na kompie, na wieży na telefonie w samochodzie. Wszędzie powinien brzmieć podobnie. Jak sami widzicie nie korzystam z jakiś bardzo wyszukanych narzędzi ale tak to u mnie działa. Co do wokalu nagrywałem może kilka razy w życiu pposługując się lampowym preampem – efekty były dość kiepskie ponoeważ nie miałem czym ustawić sygnału (poda nabyłem dopiero później) to jednak w kilku miejscach taki ześrodkowany wokal mi się podobał. Potem go ciąłem równałem strojenia dokonywałem za pomocą Antares autotune evo. Specjalistą od wokali to nie jestem 🙂

  10. Ucięło mi zdanie… Wokale mnagrywałem za pomocą lampowego preampu gitarowego ;D Dlatego specjalistą od wokali to ne jestem 😀

  11. Witam.
    Swój miks zaczynam już podczas tworzenia kawałka. (nic nie jest przypadkowe, już na starcie trzeba dobrze przemyśleć jakie stowrzyć brzmienie w syntezatorze i jakich użyć sampli) W muzyce elektronicznej raczej nie idzie obejść się bez chociażby podstawowej wiedzy w zakresie miksu. Zaczynam miks od zrobienia porządku w dolnym paśmie. Praktycznie na każdej ścieżce zapinam jakiś korektor czy filtr żeby odseparować ze sobą dźwięki grające tymi samymi częstotliwościami. Dużo czasu spędzam nad doborem sampli, łącze je warstwowo, mieszam ze sobą, sklejam kompresorem. Praktycznie zawsze używam side-chain dzięki czemu utwór zaczyna brzmieć jak powinien. Staram się już na starcie uzyskać głośne nagranie no i jak najlepsze brzmienie. Podczas aranżu od razu pracuję nad miksem. Podstawą jest porządek w dolnym paśmie. Gdy jest OK zabieram się za resztę ścieżek i dźwięków. Ustawiam poziomy głośności. Przyglądam się ścieżkom i dźwiękom w trybie solo. Jak coś mi nie pasuje zazwyczaj po prostu zmieniam brzmienie instrumentu czy sampli i nie bawię się na siłę z czymś co mi nie pasuje. Używam dużo automatyki zarówno podczas tworzenia efektów jak i przy miksie. Na koniec panorama jakieś excitery do podkolorowania brzmienia. Bardzo pomocne i wręcz niezbędne jest posiadanie jakiś nagrań referencyjnych. Niesamowicie pomagają mi przy ustawieniu odpowiedniej głośności ścieżek jak i często sprowadzają na ziemię pokazując jak powinien brzmieć profesjonalny utwór. Podpatruję dzięki takim nagraniom jak powinny grać częstotliwości, jak powinna brzmieć stopa itd.
    Jeśli chodzi o narzędzia jakich używam do miksu to są to wyłącznie wtyczki vst. Korzystam z wbudowanych vst w programie DAW (FL studio 8), darmowych wtyczek jak i dołączonych do czasopisma Eis efektów które można wykorzystać komercyjnie.
    Jeśli chodzi o mastering to przyznam się szczerze i bez bicia że jeszcze się za niego nie zabierałem. Czytam na bieżąco wszystkie artykuły na ten temat i w przyszłości chciałbym sam sobie zrobić mastering jednak obecnie nie czuję się na siłach i mam jeszcze za duże braki w miksie żeby zabierać się za mastering. Jak już stworzę utwory z których będę w pełni zadowolony i zdecyduję że będę je chciał wysłać do którejś z wytwórni zlecę te robotę profesjonalnemu masteringowcowi. Wbrew pozorom nie jest to takie proste i raczej nie chciałbym popsuć czegoś nad czym pracowałem kilka dni. Na pewno spróbuję a na razie szkoda mi nerwów i czasu na mastering 🙂

  12. Witam.

    U mnie wygląda to następująco*.

    1. Import/uporządkowanie

    Miks rozpoczynam ładując do projektu w Reaperze “stemy” z poprzedniego projektu, edycyjno-aranżowego. Każdej grupie ścieżek przyporządkowuję kolory dla ułatwienia pracy. Tracki najczęściej sortuję według pasma częstotliwości. Dodaję również utwór referencyjny, charakterem podobny do utworu miksowanego.

    2. Poziomy

    Tłumiki ustawiam na zadowalającą mnie głośność, począwszy od stopy, basu, werbla, po wokal, instrumenty w “środku” i talerze u “góry”. Całość gra w RMS około -15db.

    3. Panorama

    Ustalam pokrętła “pan”. Dolne częstotliwości oraz głowny wokal na 0, podbicia od 15-20L/R (czasem szerzej), instrumenty w środku pasma w zależności od potrzeby, talerze 30-50L/R. Kontroluję również w mono.

    4. Kick, bas, snare – podstawa

    Najczęściej kick i bas (często również snare) duplikuję dwa razy, uzyskując po 3 ścieżki. Każda przydzielona pod konkretne pasmo: dół (50-300Hz), środek (300Hz-4kHz, góra (4kHz – 18kHz). Oczywiście wszystko zmienne w zależności od potrzeb. Powyższe działanie wykonuję standardowym Equalizerem Reapera – ReaEq lub filtrem ReaFir. Ustalam między kickiem a basem, by nie gryzły się w wspólnych częstotliwościach. Nakładam kompresory ReaComp na odpowiednio manipulując thresholdem. Na środkowych ścieżkach kicku i basu kompresor ustawiam mocniej i lekko podbijam harmoniczne wtyczką SatsonCM. “Górne” ścieżki kicku, basu i snaru wysyłam na odpowiedni pogłos, korzystając z wtyczki TAL Reverb II. Manipuluję poziomami głośności kicku, basu i snaru, aby uzyskać pożądany stosunek częstotliwości. Często kick+bas wysyłam następnie na wspólny kanał, dodając lekką kompresję (wtyczką Molot), która scala dźwięk. Zapinam kompresor ReaComp na sumę miksu, by lekko skleić kawałek (ratio: 2:1).

    5. Wokal

    Korektor ReaEQ, a następnie kompresor Supercharger. Ratio około 2:1 – 3,5:1. Podbicia koryguję wyciszając lekko częstotliwości basowe, kompresuję troszeczkę mocniej. Główny wokal wysyłam na reverb (Freeverb lub TAL Reverb II), w którym podcinam lekko górne pasmo. Wokal wysyłam również na delay (ReaDelay) z opóźnieniem od 7-30ms w zależności od charakteru kawałka. Podbicia wysyłam również na reverb oraz delay opóźniony o 1/4 taktu.

    6. Instrumenty w środku pasma

    Tu trudno jednoznacznie określić pole działania, bo wynika z konkretnej potrzeby. Zasada jednak jest podobna: korekcja – wycięcie dołu, który może przeszkadzać basowi; kompresja – agresywna najczęściej dla sampli, mniej dla padów, stringów itp.; saturacja w razie potrzeby – SatsonCM; pogłos/delay – rzadziej gdy instrument się “nie ciągnie”; wysyłka na aux stereo (Voxengo StereoTouch) i domiksowanie.

    7. Talerze

    “Górę” poddaję korekcji, kompresji często wysyłając również na wspólny kanał. Szczególnie hithaty ładuję na lekko pogłos lub/i delay.

    8. Poprawki

    Po wykonaniu miksu, odsłuchaniu w samochodzie, wieży, słuchawkach wykonuję 2-3 sesje poprawkowe. Zwykle dotyczą “dołu pasma”. W zależności od projektu zdarzają się również poprawki edycyjne i aranżacyjne. Zapas dynamiki na sumie wynosi ok. 12-15db. Często na sumę miksu zapinam testowo jakiś kompresor (np. Supercharger

    9. Mastering

    Trudno mi napisać coś o tym etapie, gdyż ostatni czas byłem skupiony na praktyce miksu. Mastering dopiero co liznąłem, ale jeśli chodzi o działania to lekka korekcja, kompresja równoległa, monofonizacja dołu (TP Basslane), przy płaskim utworze wodybyć transjenty (TeslaPROmk2), limiter (TB Baricade). Ale tutaj moje działania kieruje na razie słaba intuicja, więc roboty wiele. Dlatego wysyłam do masteringu pliki kumplowi, który często życzy sobie stemy miksu (bębny, wokale, muzyka, efekty), by mieć większy zakres możliwości przy masteringu.

    10. Export

    🙂 Dziękuję i pozdrawiam.

    *opisane działania są jedynie zarysem szczegółej realizacji miksu i często odbiegają od określonego porządku w zależności od potrzeb oraz struktury i charakteru utworu.

  13. Hej. W końcu i mi przyszedł czas zamieścić pierwszy komentarz na zakamarkach. Może już po bombkach jeśli chodzi o konkurs, ale wszystko co trzeba mam już od Igora i jedyne co warto powiedzieć to: Polecam!

    Ale wracając do sedna. Mój proces miksowania jest następujący:

    1. Najważniejsze moim zdaniem jest zrozumienie tego co chce klient/kolega/samemu się chce. Dlatego bardzo duży nacisk już od samego początku stawiam na to, żeby wydusić od klienta/kolegi jak chciałby, żeby brzmiał miks , jakieś referencje i co dokładnie w nich mu się podoba. Często nie jest to proste (np.: ostatnio ktoś mi powiedział, że lubi kawałki tak jak on miksuje), ale to już inna historia. Niby łatwiej jest kiedy miksuje się samemu dla siebie swoje utworki, bo teoretycznie powinno się wiedzieć czego się chce, ale z tym też różnie bywa 😀

    2. Drugą ważną rzeczą jest przygotowanie się do miksowania, stąd jedzenie pod ręką, woda, wyłączone komunikatory (czasem wyłączam nawet internet, żeby mnie nie kusiło), cisza i spokój (na tyle na ile się da), czyli świecie, jestem teraz zajęty.

    3. Kluczowym wydaje mi się moment, w którym pierwszy raz słucha się kawałka. Wtedy od razu rzuca się na twarz (bądź uszy) to co jest nie tak. Staram się zanotować wszystkie detale nie przerywając słuchania, stad kartka papieru i ołówek stają się twoim przyjacielem. Później oczywiście przesłuchuje kawałek jeszcze parę razy dodając markery z opisami tego co mi się nie podoba (choć ostatnio spodobał mi się pomysł z pustymi itemami w Reaperze: http://forum.cockos.com/showthread.php?t=97480 ). Jednak po drugim, trzecim, setnym przesłuchaniu uszy i umysł przyzwyczaja się do tego co wcześniej powodowało w nim odruchy wymiotne i WTF’y naszego miksu przestają mieć tak wielkie znaczenie, jak przy pierwszym przesłuchaniu. Stąd taki nacisk na tę kwestię.

    4. Tu może choć, nie musi znaleźć się miejsce na odszumianie ścieżek jeśli zachodzi taka potrzeba. Często krok ten wykonuję po statycznym miksie o czym w następnym punkcie, ale zdarza się, że jakiś instrument tak szumi, że zdzierżyć się tego nie da. Czasem warto także usunąć (zniwelować) tak zwany bleed z perkusji, czyli np.: talerze zebrane mikrofonem od werbla. Pomaga to nieco oczyścić perkę, ale to wszystko zależy od nagrania i tego, co chcemy uzyskać. Przykład takiego procesu czyszczenia perki można znaleźć tu: https://www.youtube.com/watch?v=1WhAKGkCAmE

    5. Praca z poziomami. Ostatnio stosuję technikę zwaną 10 minutowym miksem (choć u mnie trzeba by nazwać to 20 – 30 minutowym miksem :). Dobry przykład można znaleźć tu: https://www.youtube.com/watch?v=-4qY4QJzd-0. Polega to na jak uzyskaniu w szybki sposób tak zwanego statycznego miksu, czyli miksu bez automatyzacji i efektów. Balans jest chyba najważniejszą cechą każdego dobrze brzmiącego miksu. Warto tutaj co jakiś czas zerkać na referencje, żeby wiedzieć, kiedy bas, czy góra nie wyskakują poza zdrowo rozsądkowe granice.

    6. Automatyzacja poziomów i panoramy, czyli zadbanie o to, żeby utwór miał należytą dynamikę. Uwypuklenie partii basu, kiedy ten na chwilę przejmuje pierwsze skrzypce, czy też często spotykane w ciężej brzmiących kawałkach ostre wejścia na start np.: refrenu. To wszystko można osiągnąć tylko i wyłącznie za pomocą automatyzacji, kompresja tutaj nie wyrobi. Warto też wspomnieć, że bardzo fajnym jest także automatyzowanie panoramy, np.: większe otwarcie perkusji na czas refrenu, czy lekkie przechodzenie wokalu/solówki z jednego głośnika na drugi.

    7. Eq – kiedy już wiadomo, że instrumenty nie walczą ze sobą o głośność warto przyjrzeć się spektrum. Tu zaczynam od uporządkowania góry i dołu ścieżek. Ze wszystkiego prócz basu i stopy wycinam niskie częstotliwości (do 125 – 150 Hz a na gitarach i instrumentach o podobnym spektrum, zaś na talerzach i padach nawet do 350 Hz). Górę przycinam często na padach, basie, stopie czasem też na kotłach. Taki prosty proces przycięcia góry i dołu już potrafi dużo zdziałać (tu mały przykład: https://www.youtube.com/watch?v=EQ19aYCCXG8). Później przychodzi czas na bardziej chirurgiczne przycięcia i tu nie ma żadnych zasad. Po prostu wycinam to co mi nie pasuje i zawsze sprawdzam rezultaty w kontekście całego miksu. Polecam tu także opcję Reaper’a – solo in front, która nie przytłumia całkowicie pozostałych ścieżek poza wysolowaną, ale ścisza je o konkretną ilość decybeli (domyślnie jeśli pamiętam to 6dB). Pozwala lepiej to ocenić, czy zmiany mają dobry wpływ na cały mix a zarazem pozwala skupić się na pojedyncze ścieżce. Jeśli chodzi o moją muzykę, to często zdarza mi się wycinać 3225 Hz na gitarze z przesterem, ale zakładam, że to równie magiczna liczba co każda inna 😀
    Jedną z rzeczy, które zaobserwowałem, to fakt, że na perkusji (jako całości) bardzo często zdarza mi się wyciąć dość mocno częstotliwości w okolicach 400 Hz. Jeśli chodzi o gitarę to lubię przyciąć środek (około 850 Hz) podbijając tą samą częstotliwość w basie (w swoich utworach nie mam wokalu, więc nie skradam cennych dla niego częstotliwości). Przy gitarze z przesterem warto także uważać na górę sygnału, która może dość mocno kolidować z talerzami. Stąd często zdarza mi się dość ekstremalnie podcinać górę gitar nawet do 10 kHz. Jest to jednak zabieg często zwracający się w postaci bardziej klarownej góry miksu. Dobrze jest też podbić górę stopy (w okolicach 7 – 8 kHz), żeby pozwolić jej na przebicie się przez miks (szczególnie w cięższych kawałkach). Także werbel często ma u mnie sporo podbicia na wyższych częstotliwościach (8 – 10 kHz). Kotły też podbijam na wyższych częstotliwościach, ale tak żeby podbicia nie kolidowały ze stopą. Co do dołu pasma to często dodaje parę db do dołu basu (u mnie pasuje 100 – 125 Hz, ale to u mnie) i do gitary (tu za to 200 – 250 Hz jest na topie moich decyzji), a także rzecz jasna do stopy (70 – 100 Hz, ale to też ma sens głównie dla mnie :P). Podbicie w dolnej części pasma znajduje także zastosowanie w werblu, których lubię mocno podbić w granicach 200 Hz.
    Na koniec dodam tylko, że podcięcia robię na jednym eq a podbicia na drugim. Może to być na tym samym typie Eq (ReaEq od Reaper’a stanowi 99% mojej equalizacji głównie ze względu na swoją elastyczność), głównie chodzi o to, że często o ile nie zawsze kompresję wprowadzam po podcięciach a przed podbiciami, żeby kompresor nie obrabiał tego, co zaraz ma być wycięte, a zarazem nie kompresował podbić częstotliwości.

    8. Kompresja – kiedy w miksie robi się już czysto i można już wsłuchać się w pojedyncze instrumenty (https://www.youtube.com/watch?v=w-RWx6CxXcc) nie mieszające się w jedną wielką papkę czas na kompresję. Po pierwsze – nie kompresuję każdej ścieżki dla zasady. Kompresuję głównie ścieżki, z których chcę wydobyć subtelne niuanse albo te, których wahania amplitud są po prostu zbyt duże. Do pierwszej grupy zaliczają się wszelkie instrumenty akustyczne takie jak gitara, czy skrzypce. Czasem też warto skompresować pady, szczególnie jeśli mają jakąś fajną otoczkę, która ginie w gąszczu innych instrumentów. Tu nie zdarzało mi się prawie nigdy powielić jakiś ustawień więc nie będę dawał konkretnych przykładów, jedyne o czym mogę wspomnieć, to fakt, że pady moim zdaniem warto kompresować łagodnie, ale schodząc z treshold’em dość nisko. Warto też rozważyć użycie soft knee na kompresorze.
    Do drugiej grupy zaliczam instrumenty basowe oraz wokal. Co do basu, to często daję nieco wolniejszy atak (25 – 35 ms) i dłuższy release (100 – 200 ms) co w połączeniu z całkiem dużym ratio (5:1) i całkiem dużym treshold’em daje ładny i stabilny sygnał, który dobrze buduje bazę utworu. Warto tu też wspomnieć o kompresji wielopasmowej, którą zdarza mi się uporządkować sam dół sygnału (do 100 Hz) kompresując go bardzo mocno. Wokal kompresuję zazwyczaj 2 różnymi typami kompresorów. Jednym z nieco bardziej agresywnymi ustawieniami ucinam same szczyty, zaś drugim łagodnie sięgam głębiej, żeby uporządkować sygnał i wydobyć cichsze partie.
    Często też stosuję sidechain compression basu sygnałem pochodzącym od stopy.
    Na sam koniec dodam, że nigdy nie zdarzyło mi się kompresować gitar na przesterze oraz ostatnio przestałem w ogóle kompresować perkusję z sampli poza kompresją równoległą, o której w następnym punkcie.

    9. Procesy równoległe – ten etap nie zawsze następuje u mnie po equalizacji i kompresji. Procesy równoległe są dla mnie chyba ulubioną częścią miksowania. Pozwalają zachować naturalność miksu dając przy tym możliwość zarówno subtelnych, jak i bardziej agresywnych zmian na ścieżkach. Z bardziej znanych procesów równoległych to: kompresja równoległa na całej perkusji (kiedyś stosowałem ją na pojedynczych elementach perkusji, ale kompresja na całości brzmi moim zdaniem lepiej, choć jest też cięższa do opanowania, szczególnie jeśli chodzi o nadmierne pompowanie sygnału). Z mniej znanych procesów równoległych to bardzo lubię dodawać równoległy przester. Jest to szczególnie pomocne przy wydobyciu basu przy odsłuchu na małych głośnikach oraz dodanie sporej dozy pazura do werbla. Czasem dodanie równoległego przesteru pomaga wydobyć potencjał wokalu, ale to zależy od miksu. Innym typem procesu równoległego jest równoległy pogłos i opóźnienie. Głównym powodem do traktowania ścieżek takimi efektami w trybie współbieżnym jest możliwość nałożenia equalizacji tylko na pogłos, opóźnienie, czy przester. Jest to niesamowicie pomocne szczególnie jeśli pogłos, bądź opóźnienie wprowadza sporo szumu, a czasem tak się dzieje. Również dodanie eq przed przesterem na nowej ścieżce pozwala określić pasmo, które chce się przesterować (po co w basie przesterować górę, skoro można sam dół i cieszyć się wrażeniem niższych częstotliwości na mniejszych głośnikach). Z wtyczek to tutaj stosuję: TSE 808, TSE B.O.D, Glaceverb, NastyDLA, jsCompShaper, Supercharger, Molot, TDR Feedback Compressor II.

    10. Do it all again – czyli iteracje. Wracam do punktu 5 aż do skutku. Oczywiście w tle ciągle porównuję miks z kawałkami referencyjnymi. Porównania staram się wykonywać na 3 systemach odsłuchowych: sporych głośnikach, tak, żeby słyszeć jak najszersze spektrum, oraz sprawdzić, czy panorama i separacja są na należytym poziomie, słuchawkach, żeby wychwycić detale oraz małych głośniczkach (np.: Cube Mt3120 4w), żeby sprawdzić, czy ilość basu gwałtownie nie znika i czy góra za bardzo nie wybija się ponad resztę.
    Tu, rzecz jasna zdarza mi się wysłać miks do klienta/kolegi po pierwszej iteracji (czasem nawet po samym złapaniu balansu głośności), żeby dowiedzieć się, czy pasuje mu w jakim kierunku zmierza miks. Oczywiście taki feedback nie zawsze jest tak prosto osiągalny, ale zawsze warto spróbować.

    11. Co najmniej dzień odpoczynku – nie zawsze jest taka możliwość, ale staram się zostawić miks co najmniej na dzień w spokoju. Później wracam do niego i wykonuję proces podobny do opisanego w punkcie 3, czyli znów wnikliwie oceniam go, ale z dużym naciskiem na pierwsze przesłuchanie. Zazwyczaj wychwytuję parę problemów i poprawiam tylko je, po czym zostawiam miks w spokoju. Jedyne zmiany jakie później nakładam na niego, to te, które żąda klient/kolega. Dzięki temu minimalizuje możliwość przekombinowania miksu po swojej stronie.

    Mastering.
    Na wstępie napiszę, że jeśli chodzi o sztukę masteringu, to jestem na etapie poznawania tego procesu i od niedawna zacząłem rozumieć czemu mastering lepiej zrobić na całej płycie niż na pojedynczych ścieżkach zaraz po miksowaniu. Zasadniczo najczęściej masteruję to co zmiksowałem, wiec mam dostęp do miksu i mogę go poprawić, stąd gdy uważam, że coś można poprawić na poziomie miks, to po prostu do niego wracam. Niestety nie miałem jeszcze przyjemności masterować nie swój miks.
    Poniżej jak ja to widzę:

    1. Przygotowanie utworów referencyjnych oraz zapięcie na nich wtyczek monitorujących. Wpięcie wtyczek monitorujących na początek i na koniec łańcucha FX mojego masteringu. Dzięki temu widzę jak mój sygnał zmienia się w wyniku procesowania i czy nie przesadzam z ustawieniami. Do mierzenia stosuję TT Dynamic Range Meter oraz Blue Cat Frequency Analyzer.

    2. Wycięcie drażniących częstotliwości – tutaj próbuję wychwycić wszystko co może sprawiać problemy przy późniejszej obróbce. Zasadniczo w większości miksów znajdzie się z 2 – 5 takich częstotliwości. Często okolice 400 Hz są przeze mnie wycinane. Oczywiście podcięcia jak najbardziej minimalne 1 – 2 db. Zdarza mi się także nieco zmniejszyć wysokie częstotliwości, ale to głównie ze względu na to, że w późniejszych fazach stosuję saturatory. Prawie zawsze wycinam też wszystko poniżej 30 – 50 Hz w zależności od gatunku muzyki.
    Tu stosuję ReaEq ze względu na możliwość precyzyjnego wycinania częstotliwości.

    3. Podbicia – także minimalne 1 -2 db stanowczo szersze niż w miksie. Ostatnio bardzo rzadko stosuję podbicia w masteringu, raczej stosuję saturatory i różnego rodzaju inne zabawki. Zazwyczaj podbijam nieco góry i nieco dołu. Na basy wolę nie stosować saturatorów, bo często podbijają za mocno najniższe częstotliwości.

    4. Kompresja – w masteringu stosuję zazwyczaj 2 – 3 różne kompresory, po to, żeby zminimalizować potencjalne efekty uboczne każdego z nich. Kompresja następuje z nieco dłuższym atakiem (20 – 30 ms) i raczej krótszym release (75 – 100 ms). Ratio to max 2:1, zaś poziom kompresji często ledwo sięga 1 db. Czasem stosuję też kompresor wielopasmowy, szczególnie, jeśli mam podejrzenie, że dół jest nieco za dynamiczny. Wtedy praca na częstotliwościach max do 100 Hz z atakiem rzędu 20 ms, releasem 50 – 70 ms (dół stopy powinien mieć to uderzenie, więc moim zdaniem warto ustawić kompresor do pracy bardziej z perkusją niż z samym basem), ratio max 3:1 i ilością kompresji na poziomie 2 – 3 db zdaje egzamin. Korzystam zazwyczaj z wtyczek: jsCompShaper, Molot, TDR Feedback Compressor II, ReaXComp.

    5. Transjenty – lubię zastosować BitterSweet, żeby nieco wyeksponować mniej perkusyjne instrumenty oraz nieco poszerzyć obraz. BitterSweet ma możliwość pracy w trybie zbliżonym do M/S, stad oddziałuję zmniejszeniem transjentów na boki sygnału. Dzięki temu gitary często dostają lekkiego kopa. Oczywiście wszystko z umiarem, 10% sweet to max dla tej wtyczki w masteringu.

    6. Eksperymenty – tutaj znajdzie się wszystko co jest unikalne dla danego miksu. Może to być saturacja taśmą, emulacja konsoli, jakiś fajnie brzmiący equalizer, czy cokolwiek innego. Oczywiście o regułach w takich sytuacjach nie ma co marzyć. Z fajniejszych zabawek które znam i akurat o nich pamiętam to Tessla, Ferric, Pteq-1a, ModernExciter, BlueHeat.

    7. Poszerzenie obrazu stereo – zazwyczaj poszerzam nieco obraz stereo na samych gitarach w czasie miksu, ale czasem w masteringu też stosuję poszerzanie. Oczywiście wtedy ustawienia są minimalne (5%). Zazwyczaj stosuję tu UpStereo, które całkiem dobrze sobie radzi. Monitoruję przy tym bardzo dokładnie, czy nie zaczynają występować problemy z fazą.

    8. Limiting – od dawna stosuję Limiter no. 6 i jestem zadowolony z rezultatów. Zazwyczaj wstawiam 2 instancje wtyczki, jedną ustawiam w tryb soft limiting, bądź multiband, drugą zaś w tryb brickwall. Dzięki temu dzielę limiting na części minimalizując skutki uboczne. Czasem przed limiter postawię kliper GClip, żeby nieco podkreślić ścinane uderzenia.

    9. Odsłuch, poprawki, iteracje – porównanie zmasterowanego utworu z referencjami także na 3 różnych systemach odsłuchowych w kółko aż do sukcesu 😀

    Niestety w całym tym procesie brakuje jednego: doświadczenia. Jeśli ktoś miał przyjemność kliknąć w nick’a i usłyszeć moje miksy, to wie, że daleko im do stwierdzenia Pro. Dlatego jedna rzecz, którą muszę poprawić w swoim sposobie miksowania i masteringu to: ćwiczyć więcej.

    Dzięki za wytrwałość w czytaniu i udanych miksów życzę wszystkim.

Zostaw komentarz