Kolejność Działań w Tworzeniu Utworu, Cz. 5

Kontynuujemy wątek kolejności działań w tworzeniu utworu. Ostatnio zakończyliśmy nasze dywagacje na pierwszym wariancie działania w przypadku grupy drugiej, czyli tworzenia utworu wewnątrz DAW na zasadzie odejmowania od głównego motywu.

Ma ono miejsce wtedy, gdy skupiamy się na zbudowaniu wielu warstw instrumentów w ten jeden, najpełniejszy moment, a potem odejmujemy i przestawiamy poszczególne elementy tak, aby stworzyć różne sekcje naszej piosenki (np. gęściej w refrenie, rzadziej w zwrotkach, etc).

I jest to jeden z bardziej popularnych sposobów tworzenia, szczególnie w kręgach szeroko pojętej muzyki elektronicznej. Dzisiaj natomiast (pozostając nadal w grupie drugiej) poznamy zgoła inne podejście, czyli takie, kiedy pracując wewnątrz DAW budujemy utwór w bardziej prosty (czy może klasyczny) sposób i do pierwszej ścieżki sukcesywnie dodajemy kolejne instrumenty i partie.

 WARIANT 2 

Ta klasyczna strona zakłada układanie piosenki sekcja po sekcji, od początku do końca – myśląc o tym, co będzie w intro, jak numer się rozwinie pod względem instrumentalnym, gdzie będą jakieś przejścia i breaki oraz jak go zakończymy. I to również może dotyczyć wielu gatunków, gdzie zaczynamy od zera i krok po kroku dokładamy kolejne elementy.

Różnica między wariantem pierwszym polega tu głównie na tym, że w omawianym dziś przypadku trzeba mieć w głowie trochę bardziej sprecyzowaną wizję takiego utworu, pewien układ w wyobraźni, który będzie nas trzymał w ryzach. Mimo tej „bariery”, proponuję spróbować takiego podejścia także mniej doświadczonym kolegom, bo nauczy nas ono podejmowania pewnego ryzyka, brania odpowiedzialności za swoje decyzje i radzenia sobie w trudniejszych sytuacjach. Tych muzycznych, rzecz jasna.

Jak mówiłem już wcześniej – w trakcie budowy utworu panuje naprawdę pełen luz i żadne z podejść nie jest uznawane za jedyne właściwe. Dostosowujemy wszystko indywidualnie do własnych potrzeb i działamy tak, aby przede wszystkim czuć się komfortowo. Sami decydujemy o losach danego utworu i mamy prawo robić z nim to, na co mamy ochotę.

Gdzie rozpocząć?

Możemy zacząć od wielu rzeczy, np.:

  • jakiegoś przewodniego motywu na ‘leadzie’
  • pochodu basowego
  • frazy wokalnej
  • sampla zapożyczonego z innego źródła

Albo od elementów rytmicznych, czyli np.:

  • zapisanych gdzieś na dysku pojedynczych próbek użytych w samplerze
  • całych pętli (loopów) wbudowanych w instrumenty wirtualne czy samplery
  • korzystając z rytmów już zapisanych w naszym ulubionym romplerze perkusyjnym

Co ciekawe, niektórzy producenci nawet już na tym etapie zaczynają dość mocno ingerować w brzmienie poszczególnych elementów rytmicznych (czy innych, którymi zaczynają) – poddają stopę korekcji lub kompresji, nakładają pogłosy na werble, poddają leady i pady saturacji bądź wysyłają dowolne partie na różne efekty, etc. Jest to już swego rodzaju miksowanie, jak by nie było, ale niektórym taki styl pracy odpowiada i jak najbardziej to ma też rację bytu. Ale o tym, nieco później…

Mając tę swego rodzaju dowolność na względzie (oraz zdobyte na podstawie analitycznego słuchania zdolności) możemy więc bez kompleksów podejmować się tworzenia utworów na własną rękę.

Tutaj znowu sporo będzie zależało od gatunku muzycznego, bo inaczej będzie wyglądała budowa jakiegoś house’owego utworu, inaczej klimatycznego podkładu pod scenę w filmie, w której toczy się jakaś bitwa, a jeszcze inaczej w przypadku robienia bitu pod „szesnastki” dla raperów. Ale to uznaję za rzecz oczywistą i chyba każdy to rozumie. Dlatego poniższy, krótki opis jest oparty o gatunek mi najbliższy, czyli okolice w jakimś tam stopniu rockowe, ale każdy powinien bez problemu dać sobie radę to przełożyć na rodzaj muzyki, w którym się zazwyczaj obraca.

Nie ukrywam, że w tym miejscu bardzo mi zależy na tym, abyście opisali chociaż w podstawowym stopniu swoje doświadczenia z kolejnością tworzenia, bo wiem, że wszyscy robimy przeróżną muzykę i możemy co nieco od siebie podłapać albo wbrew własnym, utartym schematom – spróbować czegoś innego, bardziej odstającego od naszej „bezpiecznej strefy tworzenia.”

Intro

O budowaniu intro napisałem już swego czasu oddzielny artykuł (TUTAJ), więc nie widzę sensu się powtarzać. Tu tylko przypomnimy, że chodzi o ciekawe wprowadzenie słuchacza w klimat utworu. Oczywiście zrobić to można na tysiąc sposobów, więc ciekawskich odsyłam do wspomnianego artykułu. Dla mnie, zazwyczaj, bez wstępu nie ma utworu, ale wiadomo – wyjątki będą…

Zwrotka

Później zwykle następuje zwrotka, w której lekko zmniejszamy ilość instrumentów (jeśli intro było intensywne) lub gramy mniej gęste partie (aby wokal miał więcej miejsca na śpiew). Na etapie tworzenia szkicu utworu możemy po prostu na czas zwrotki pozapętlać (powiedzmy 8 taktów) istniejący już wstępny rytm, popróbować kilku partii i motywów, może nagrać szybkiego pilota wokalu, aby sprawdzić, gdzie można by ewentualnie dołożyć jakieś dodatkowe partie, żeby nie kolidowały z frazami wokalu.

Pre-chorus

Po zwrotce może się czasem pojawić coś, co zapowiada refren (tzw. pre-chorus), który zwykle nie tyle polega na wprowadzaniu nowych instrumentów, co służy na zgrabnym połączeniu zwrotki i refrenu, bo ten drugi może na przykład zaczynać się w lekko innej tonacji. A taki pre-chorus (dzięki temu samemu instrumentarium) jest świetnym łącznikiem i krótką zapowiedzią nadchodzącego refrenu zgrabnie spajającym całość.

Refren

Refren ma przede wszystkim przyciągnąć, mieć jakiś element charakterystyczny – czy to melodia, czy jakieś brzmienie, czy odróżniająca się partia, czy cokolwiek innego. Ważne, żebyśmy czuli zmianę sekcji, wzrost energii, itp. Dlatego tutaj często pojawia się problem (z moich obserwacji), bo albo chcemy dołożyć za dużo nowych partii (jakieś 3 melodie albo 8 warstw gitar) i robi się chaos, albo ta zmiana jest zbyt subtelna i mało wyczuwalna.

Tutaj mała uwaga i zaprzeczenie powyższym zdaniom – niejednokrotnie, wbrew zasadzie wyraźnie odróżniającego się od zwrotki refrenu, napotkamy na utwory, których refreny oparte są dokładnie na tym samym motywie, co poprzedzające je zwrotki – te same zmiany akordów, to samo brzmienie i ilość instrumentów (lub dodanie jednej, minimalnie słyszalnej partii) i tylko nieco inny wokal. Znów – jedyną obowiązującą nas tutaj zasadą jest dowolność. Możemy bowiem zrobić wszystko, co służy w jakiś sposób dobru piosenki. A wracając do tych bardziej utartych sposobów…

Niezłym pomysłem na refren bywa czasem dogranie dubla lub dwóch wokalu, harmonii czy jakichś delikatnych chórków (ale wszystko lekko zepchnięte na tył) i ewentualnie jakiegoś jednego, maksymalnie dwóch nowych instrumentów. To powinno w zupełności wystarczyć i jest często stosowane.

Kolejna opcja to po prostu stworzenie zupełnie inaczej brzmiącej sekcji refrenu, z innymi akordami, inną progresją, inną lub większą ilością instrumentów, wyżej zaśpiewanym wokalem i tym podobne rzeczy. Liczy się jak zwykle rezultat końcowy, a nie kurczowe trzymanie się jakichś tam sztywnych zasad.

Bridge

Często stosowany, dodatkowy motyw (np. zmiana tempa, tonacji, progresji akordów, solo, zwolnienie, różne rzeczy…). Jego celem jest głównie oderwanie od schematu zwrotka/refren/zwrotka/refren i wprowadzenie słuchacza na nieco inne terytorium, żeby potem ze zdwojoną siłą wrócić do finalnego refrenu. Tutaj możemy w zasadzie najbardziej poszaleć ze zmianą instrumentarium, brzmienia, a nawet efektów. Powiedzmy, że przez większość utworu wokal był dość ubogi w pogłosy czy delaye – tutaj możemy to totalnie zmienić, zrobić go bardzo przestrzennie czy z jakimś brudem, odwracaniem lub innymi przesterowanymi chorusami.

Ale jak mówię, to tylko jeden z bardzo wielu sposobów – równie dobrze można tu wstawić solo gitarowe, spowolnienie z następującym po nim przyspieszeniem, narastanie do momentu kulminacyjnego, różnego typu zabiegi służące urozmaiceniu piosenki.

Outro

Zwykle po jednym czy dwóch refrenach w które wejdziemy po bridge’u piosenka chyli się ku końcowi. Oczywiście utwór można znów zamknąć na wiele sposobów, z których niektóre opisałem TU i TU. Polecam się zapoznać. A tu tylko dołożę, że zwykle te ostatnie refreny charakteryzują się jakąś kolejną partią (dodatkowo budującą napięcie w ostatnich sekundach utworu).

Takie rzeczy można oczywiście zostawić na koniec procesu tworzenia, aby mieć pewność, że będzie jeszcze miejsce, aby w ogóle te partie zaaranżować i w utworze zmieścić. Czasem tego miejsca niestety zabraknie i wtedy można na przykład te ostatnie procenty napięcia dodać już w miksie automatyką (zwiększyć poziomy wysyłek do efektów, podnosić poziom najbardziej energetycznych śladów czy cokolwiek innego nam przyjdzie do głowy).

I w zasadzie tyle. Który z opisanych „schematów” by nas nie obowiązywał (opisywany dziś, w poprzednich wpisach lub jakikolwiek inny, według którego działamy), to w tym momencie skończymy z gotowymi partiami – zagranymi, zapisanymi i zaaranżowanymi w konkretny sposób. Pytanie, co dalej?

Najprościej powiedzieć, że czas na miks, a na końcu mastering i sprawa zamknięta. Może i tak, ale znów – będą tu dwa przypadki, w zależności od naszego ulubionego sposobu działania…

MIKS

Poruszam tę kwestię, ponieważ tak, jak wspomniałem wyżej – nie wszyscy postępują zgodnie z opisywaną przeze mnie kolejnością, czyli nie odkładają miksu na moment, w którym wszystkie partie są gotowe. Zamiast tego, wykonują drobne prace mikserskie w przerwach pomiędzy nagrywanymi kolejno partiami, czyli miksują w trakcie nagrywania. I też nie jest to zły sposób, bo pod koniec rejestrowania wszystkich instrumentów mają już względnie skończony utwór.

Może to się tyczyć na przykład podcinania niskich pasm już w trakcie ustawiania brzmienia jakiegoś instrumentu czy skompresowanie go już podczas nagrywania partii albo dołożenie jakiegoś pogłosu nie w mikserze DAW tylko bezpośrednio z instrumentu wirtualnego (lub pieca gitarowego) czy dziesiątki innych zabiegów zwykle kojarzonych z właściwym etapem miksowania.

To naprawdę ma niewielkie znaczenie, na jakim etapie zastosujemy korekcję, kompresję czy inne procesy. Tak długo, jak będą one wykonane prawidłowo (w kontekście całości) – nie mamy się czym przejmować. Problem tylko w tym, że ciężko będzie czasem przewidzieć, jakich konkretnych parametrów danych wtyczek użyć, gdy połowa partii jeszcze nie jest nawet nagrana… Mimo to, są tacy, którzy czują się z tym komfortowo i później ewentualnie wprowadzają drobne korekty do wcześniejszych ustawień, żeby całość aranżacji grała ze sobą jak należy.

Po raz kolejny – bynajmniej nie neguję takiego sposobu pracy. To po prostu kolejna koncepcja. Mi ona osobiście nie do końca pasuje, aczkolwiek łapię się czasem na tym, że jeśli któryś ślad od samego początku prezentuje jakiś wyraźny problem lub mam wobec niego konkretny pomysł (typu fragment wokalu przez słuchawkę albo z jakimś auto-panem czy czymś), to od razu, bardzo szybko go zaimplementuję, żeby jak najwcześniej na etapie produkcji czy nagrywania już ten efekt słyszeć. Bo mając go już w zanadrzu mogę podejmować dalsze decyzje w kontekście istniejących śladów i brzmień.

To samo tyczy się jakiegoś problematycznego śladu… Jeżeli słyszę, że powiedzmy któryś z nagranych instrumentów ma wyraźny i nieładny rezonans albo na ścieżce jest sporo szumu czy cokolwiek innego, to wolę taki kłopot od razu usunąć i ruszyć dalej. Bo inaczej, dokładając kolejne ścieżki, ciągle będę ten problem słyszał i się nim rozpraszał. To trochę takie moje personalne zboczenie – lubię jak najszybciej pozbywać się brudów, żeby potem móc się skupić tylko na czynnościach bardziej inspirujących.

Piszę o tym, bo chcę, żebyście mnie przede wszystkim dobrze zrozumieli – nie chodzi o to, żeby podążać za jakimś tajemnym schematem kolejności działań i bać się robić rzeczy lub czynności, na które jeszcze teoretycznie nie przyszła kolej. To w ogóle nie ten świat… Jeśli macie uzasadnioną potrzebę zrobić coś wbrew jakimś tam wskazówkom, to absolutnie nie miejcie z tego powodu zahamowań.

MASTERING

Tutaj również są dwie szkoły (i odnosi się to w zasadzie do każdej opisywanej grupy) – albo stosujemy mastering po miksie, jako oddzielny etap w nowej sesji, albo zapinamy procesory typowo masteringowe na sumie miksu już w trakcie produkcji. Jedna i druga technika są powszechnie stosowane i tylko od nas zależy, co wybierzemy. Ja osobiście preferuję sposób pierwszy, ale zdarzyło mi się nie raz używać kilku procesorów na sumie już podczas miksu. Z tym, że w takim wypadku przyprawiało mnie to o lenistwo i mniejsze dbanie o lepszy miks, bo zbyt mocno polegałem na procesach na sumie. A tak chyba być nie powinno…

Natomiast rzeczą najistotniejszą jest to, że w obu przypadkach uzyskane rezultaty końcowe nie zależały bezpośrednio od zastosowanej metody, ale od tego, jakich ustawień użyłem, w oparciu o własny słuch i wyczucie – bo to jest w całym tym cyrku najważniejsze.

Inne źródła…

Tutaj chciałem wtrącić słowo uwagi, porady i zarazem przestrogi. Na pewno spotkacie się w sieci z różnego typu poradnikami czy filmami pokazującymi jak u kogoś innego wygląda proces tworzenia, jakie kolejne działania podejmuje podczas produkcji (np. magazyn Future Music ma taką kolumnę pt. „In The Studio With…”, gdzie jakiś mniej lub bardziej znany muzyk czy producent opowiadał o tym, w jaki sposób coś tam tworzy). Nie ma oczywiście nic złego w takim „podglądaniu” innych przy pracy, bo zawsze jakiś jeden czy dwa elementy możemy podłapać i może nawet zastosować u siebie.

Miejcie tylko na uwadze (z resztą przekonacie się sami po kilku takich seansach), że tego typu poradniki tak naprawdę nie nauczą Was zbyt wiele z zakresu produkcji. Są one zwykle powierzchowne i mało szczegółowe, pełno w nich pustych frazesów czy podprogowej reklamy sprzętu i zwykle nie mają one za bardzo przełożenia na indywidualne procesy u innych muzyków czy producentów.

Jasne, coś z zakresu kolejności działań będzie można wyłowić, ale jak mówię – szybko przekonacie się o tym, że każdy tak naprawdę działa przede wszystkim w zgodzie z samym sobą i własnymi upodobaniami. I mimo, że parę rzeczy będzie się u różnych ludzi w tej kwestii pokrywać (nic w tym złego), to najważniejsze jest, żeby działać tak, jak podpowiadają nam nasze własne instynkty.

Podsumowanie

I w ten sposób można by zamknąć temat kolejności tworzenia w grupie drugiej. Mam nadzieję, że dało Wam to jakiś ogląd i jestem więcej niż pewien, że macie setki zupełnie innych pomysłów i doświadczeń związanych z tworzeniem wewnątrz DAW, dlatego podobnie jak w poprzednim wpisie – liczę na kilka słów pod spodem tego artykułu. Wyjdźcie przed szereg, wszelkiej maści producenci brzmień elektronicznych, producenci podkładów hip-hopowych, muzyki do filmów czy gier oraz całej gamy innych klimatów, gdzie Waszym głównym narzędziem jest stacja robocza, wirtualne instrumenty, samplery i syntezatory.

Wiem, że w tym środowisku można sporo zdziałać i zapewne co muzyk, to zupełnie inne podejścia i techniki – to jeszcze lepiej! Szczerze mówiąc, umieram z ciekawości, żeby dowiedzieć się jak Wy to robicie (i w jakiej kolejności) w swoich projektach. Tym bardziej, że sam się raczej w takich klimatach nie obracam. Udowodnijcie, że robicie jakąś muzykę, a ja nie piszę tego wszystkiego dla samego siebie, bo zaczyna mnie Wasz ostatni brak aktywności trochę osłabiać… Połóżcie więc paluchy swe na klawiaturze i skrobnijcie kilka zdań o swoim podejściu.

A w kolejnej części poznamy wskazówki dotyczące tworzenia w przypadku przynależności do grupy trzeciej, czyli tej najpojemniejszej i chyba najciekawszej…

Zostawić komentarz ?

14 Komentarze.

  1. Ja to robie tak: układam jakąś pętle na zasadzie motywu głównego(refren). Potem w odniesieniu i oparciu o użyte już do tej pory wtyczki i melodie układam pozostałe partie tj: intro, outro, bridge itd. Zazwyczaj polega to na tym że np: zamiast melodii układam akordy lub mniej skomplikowane partie. W razie potrzeby dodam intrument albo odejmę(wariant 1). Następnie próbuje wszystkie partie połaczyć w jedno przejściami(musze nad tym jeszcze popracować). Wszystko po trochu mixuje żeby zaczynało brzmieć fajnie, czasami lepiej pokręcić gałkami niż być niezadowolonym z brzmienia a wszystkiego i tak na sam koniec nie ogarnę. Właściwy mix oraz mastering robie w osobnych sesjach.
    Często też odchodze od tego schematu. Jeszcze się uczę i widzę że pewne nawyki sie zmieniają.

    • Dokładnie. Po pewnym czasie dopracowujemy swoje sposoby do jakiegoś tam standardu, którym operujemy i który najlepiej odpowiada nam samym. Między innymi dlatego uważam, że nienajlepszym pomysłem jest kopiowanie czyjegoś stylu pracy. Lepiej ten czas poświęcić na doskonalenie własnego.

  2. Produkuję EDM (bigroom, electro house, trance) i zawsze naturalnym dla mnie było produkowanie muzyki “dodając” kolejne elementy. Na przekór temu co napisałeś, że trzeba mieć bardziej sprecyzowaną wizję utworu, często siadam do projektu bez konkretnego pomysłu i wymyślam kolejne elementy na poczekaniu. Budowanie utworu w taki sposób daje moim zdaniem dużą różnorodność efektów końcowych. Przypomina to podróż w jedną stronę bez odwrotu, stając co chwila przed wyborem, którą ścieżkę obrać. Dla przykładu, to, jaki typ linii basowej wybiorę jest uzależnione od tego, jaki vibe uzyskałem wcześniej zaczynając projekt na przykład od programowania perkusji. Jednak robiąc muzykę na zamówienie postępuję wg. sprawdzonych sposobów w zależności od wymagań klienta. Wtedy bardziej jestem skoncentrowany na sprecyzowanym efekcie końcowym niż wymyślaniu nowych metod uzyskiwania brzmień itp.

    Produkcję i modelowanie brzmień przeprowadzam równolegle z miksowaniem, co również wydawało mi się od zawsze oczywiste. Jednak od jakiegoś czasu wraz ze zdobywaniem doświadczenia dochodzę powoli do wniosku, że przydałoby się to w jakimś mniejszym lub większym stopniu rozdzielić. Powodem jest głównie fakt, że gdy wymyślę jakąś partię/frazę/przejście, zamiast wypróbować jeszcze kilka innych wariantów, czy po prostu pójść dalej, siedzę nad mikserem tracąc z pola widzenia pomysły, jakie urodziły się w głowie w trakcie programowania poprzedniej partii. Z drugiej strony często bez zabawy equalizerem czy faderami w mikserze nie jestem w stanie ocenić, czy dane elementy układanki będą ze sobą współgrały na zadowalającym dla mnie poziomie.
    Także jest tak, jak mówisz. Problem kolejności działań jest bardzo złożony i tak na prawdę każdy musi znaleźć swój złoty środek, dopasowany do nas samych, ale także do sytuacji i muzyki, jaką tworzy.
    Dzięki za artykuł. Pozdrawiam
    Filip

    • Tak, to jest podstawa. A jak będzie wyglądała reszta, to temat rzeka… Dzięki za wkład!

  3. Ja myślę, że niektórym łatwiej jest nagrywać gdy słyszą, że ślady się już od razu lepiej kleją. Ja np praktycznie od strzała zapinam kompresor na bas. Jakoś odsłuchując kolejne partie łatwiej mi się w tym połapać. No i wycinam korektorem różne brudy. W przerwach między nagrywaniem zapinam też różne wtyczki na sumie wykonując taki pseudomastering, tak z ciekawości żeby zobaczyć jak to brzmi.

    • Z tym jest różnie – jedni robią tak, jak mówisz i od razu zapinają wtykę, żeby sprawdzić, jak to będzie mniej więcej finalnie chodzić. A inni wolą nie bawić się we wtyczki, dopóki nie nagrają wszystkich partii, bo akurat mają na to natchnienie i nie chcą się zatrzymywać na kręcenie gałkami. Złożona i indywidualna sprawa! Dzięki za Twoją cegiełkę do artykułu!

    • A ja osobiście tutaj jestem mniej więcej po środku, bo też mi się czasem zdarzy jakiś plugin zapiąć wcześnie (np. szukając brzmienia z symulacji jakiegoś wzmaka), ale w korekcję, kompresję czy pogłosy raczej się na tym etapie jeszcze nie zagłębiam. Wychodzę z założenia, że to, co jest integralną częścią brzmienia, wypada już na początku ustawić (o ile się wie, czego się chce i szuka), a wszystko to, co nazywa się ogólnie obróbką, zostawiam na później. O szczegółach swoich metod i o paru przemyśleniach jeszcze napiszę pod koniec serii.

    • Ja mam podobne podejście, chociaż na partiach prowadzących (nie solówkach bo tych nie gram) wrzucam delaye, ale z drugiej strony to też ważny element brzmienia.

      Co do tego pseudomasteringu o którym pisałem w swoim wypadku to nie jest to nic finalnego, raczej takie edukacyjne eksperymenty żeby zobaczyć co da się w konkretnym wypadku wyciągnąć z danej wtyczki. Potem jak już kawałek nagram to robię wszystko od początku, ale mam już jakiś przetarty szlak i wiem czego po czym mogę się spodziewać.

      I tak odkryłem niedawno możliwości freeware’owej wtyczki która nazywa się ThrillseekerVBL od Variety of Sound, która to jest emulacją lampowego limitera, a używam jej dla saturacji która wg mnie jest po prostu powalająca.

  4. SeniorBass

    Ja osobiście tworzę Progressive House , uważam że ten gatunek z muzyki EDM ma najwięcej wartości muzycznych, ale to nie o tym była dyskusja…

    Ja mam obrane dwie ścieszki ale przed tym lubię “pomyśleć” (o ile wcześniej nie mam już jakiegoś gotowego motywu). Już wyjaśniam.
    Siadam przed kartką papieru z długopisem w ręce, i notuje to co chciałbym w piosence, czyli np.
    – Jeśli chcę kawałek wakacyjny, to piszę wszystkie emocje jakie mam związane z tym (Whistle, happy, party, disco, drink, etc)
    – Jeśli mam w sobie złe emocje to je rozpisuję (miłość, żal, tęsknota, wspomnienia, etc)

    I tak zaczynam 99% utworów.

    Kiedy mam już na kartce wstępną wizję utworu, to przechodzę do rozpisania go na osi czasu (nad tym też wcześniej myślę) , czyli ile ma trwać intro, gdzie ma wejść wokal, kiedy zwrotki , refreny itd.
    Muszę też podkreślić że nie czymam się tutaj schematów, tzn. mogę zrobić utwór który może nie mieć brake’ów itp mimo że powinien ze względów na gatunek… Ja robię tak żeby to wszystko składało sie do “kupy” , nie ważne czy to będzie zwrotka 1 – Zwrotka 2 – Refren – Drop czy np. Intro – Zwrotka 1 – Zwrotka 2 – Break – Refren – Melody Build – Build Up – Drop 1 – Drop 1 – Drop 2 – Break – Zwrotka 3 i tak do końca….

    Kiedy już mam rozpisany utwór na osi czasu to przechodzę do działania i tutaj właśnie mam dwie ścieżki działania:

    1) Siadam przed klawiszami i próbuję wymyślić motyw przewodni. Kiedy już mam melodię, dobieram do niej odpowiednie instrumentarium, np. dół zagrany na pianie, a góra melodii na jakimś delikatnym syntezatorze (lead’zie).
    Następnie rozkładam to na osi czasu i dokładam pozostałe partie (Perkusje, Pady, Basy, itp), których kolejność jest “przypadkowa”, czyli po prostu na co przyjdzie pomysł to robię.

    2) Układam początkową perkusję, buduję przez nią napięcie (np. przez shaker’y które zaczynają szybko grać a w czwartym takcie zwalniają, Tomy pojawiające się przy przejściach, itp) , potem dodaję elementy do intra (jak zaczynam tym sposobem to zawsze od samego początku utworu), żeby budować jak najwięcej emocji. I dokładam tak elementów do póki nie stwierdzę że Intro jest prawie (za chwilę wyjaśniam) gotowe, wtedy przechodzę do następnego etapu np. zwrotki, i tak do póki nie powstanie pomysł na główny motyw (zawsze czekam na te chwilę bo od tego zależy całość utworu)

    Napisałem przed chwilą że czekam aż intro będzie “prawie” gotowe. Napisałem tak ponieważ do końcowego miksu nic nie jest do końca gotowe
    Dodatkowo robię tak jak wspomniałeś Igorze w artykule, czyli robię taki wstępny mix od początku, tzn. od razu staram się nadać im względny poziom, zrobić małą panoramę, względną separację przez Eq, niektóre ścieszki lekko kompresuje, itd. Bardziej skupiam się na tym aby brzmienie było odpowiednie, bliskie temu co chcę osiągnąć niż na czystości w miksie.

    Kiedy już zbuduję względnie utwór, zapisuję wszystkie zrobione przeze mnie presety w syntezatorach, niektóre partie zgrywam do Wav, a całość do mp3 (ze względu na wagę), i otwieram nowy projekt.

    Wcześniej zgrany cały “mix” do mp3 wrzucam jako referencje dla samego siebie, i potem odpalam swoje presety i gotowe pliki midi z wymyślonymi wcześniej przeze mnie motywami. Układam ładnie wszystko na osi czasu, wrzucam na mikser i zaczynam już prawdziwy mix.

    Na samym końcu (ale bardzo rzadko), zapinam limiter na masterze, dla zwiększenia głośności, ale to tylko jeśli utwór idzie do pokazania dla “zwykłych śmiertelników ” , jeśli nie no to rendering do Wav i “wio”

    Już na koniec kilka odnośników:

    – Zawsze mam jakiś track referencyjny, czasem więcej niż jeden, który jest profesjonalnym, skończonym utworem.
    – Sam robię wszystkie sample, brzmienia i je potem zapisuję do presetów. Nigdy nie korzystam z gotowców, bo np. odpalając gotowy preset z synth’em , nigdy on nie będzie idealnie pasował do utworu. Jedynie odpalając już gotowe presety, z podobnym brzmieniem jakie chcę uzyskać, to je modyfikuję i w znacznej większości przypadków po pokręceniu brzmieniem, powstają dwa całkiem odmienne rezultaty. Jednakże wolę to robić od 0 , wtedy więcej frajdy i satysfakcji, a jest też szansa że wymyśli się coś nowego, być może genialnego
    – Dla mnie główny motyw to drogowzkaz , dlatego na niego czekam. Wiadomo, jeśli jest smutny, dołujący, przygnębiający to muszę dobrać takie instrumentarium i brzmienia do niego żeby pasowało
    – Wszystko jest opisane tak jakby było wyrywane z kontektu, a to dlatego że chcąc pisać wszystko co do “J” , to komentarz trzeba by było rozbić na dwa artykuły 😀 😀 😀

    • Wow. Wielkie dzięki za ten obszerny komentarz (niemalże artykuł…) i dogłębny opis swojego przypadku. Podoba mi się motyw z kartką i długopisem 🙂 Ja sobie często takie bloczki rozrysowuję z kolumnami i wierszami i tam oznaczam jaki i w której sekcji wchodzi imstrument. To już wizualnie pomaga zobaczyć, jak wygląda rozkład napięcia w trakcie trwania numeru.
      Rozbawiło mnie: “Jeśli mam w sobie złe emocje to je rozpisuje (miłość…” 😉

  5. SeniorBass

    No tak xD to jest zależne od tego jakie ma ktoś z tym spostrzeżenia hehe 😉

    Dodam jeszcze od siebie że nie do końca zgodzę się z tym co napisałeś o “In the studio with…” ponieważ wszystko zależy (nawet w tym aspekcie muzyki coś zależy ;D) od tego z kim jest ten “wywiad” prowadzony 😉 Bardzo polecam film ze świetną formacją Swedish House Mafia (LINK) gdzie tą trójka jest nie tylko świetnymi muzykami i producentami ale też i realizatorami 😉 tutaj przez 15 minut można dowiedzieć się więcej i połapać więcej technik niż w niejednym 60 minutowym filmie 😀

  6. Witam, jeśli o mnie chodzi to główny motyw przewodni powstaje mi w głowie, chodzę z nim tak kilka dni aż nie zbiorę się przysiąść lub nie zapomnę 😉 Jest to zazwyczaj jakiś riff lub melodia (nagrywam muzykę rockową). Kiedy siadam do DAW układam partie perkusji oraz basu do motywu który zaświtał w głowie i do tego dogrywam gitare. Zapętlam sobie to i odsłuchuję żeby “zaświtało” dalej, mam tylko przybliżoną wizję kawałka, tak na prawdę nigdy nie wiem jak się skończy dany kawałek bo wszystko jestem w stanie zmienić o 180 stopni. Często rozwijam to w biegu (czytaj: na poczekaniu) fragment po fragmencie tworząc podkład: perkusja, bas, gitara. Solówki zostawiam sobie zawsze na koniec kiedy podkład jest już w całości gotowy. To co powstaje to taki ala szablon którego sobie słucham i dumam nad tym “co by tu jeszcze dorobić” 😉 Urozmaicam partie perkusji, tworze przejścia żeby nie było monotonii, z basem podobnie dogrywam jakieś przeszkadzajki. Tak jak poprzednicy zapinam EQ, kompresory i efekty kiedy już mam nagrane jakieś ślady wtedy od razu wiem czy pasuje dane brzmienie i czy będzie się miksowało z resztą instrumentarium. Masteringu w locie jako takiego nie robię bo i tak wszystko zmnieniam dogrywam itd. więc nie ma to sensu. Jeśli coś zapinam to tylko w celach kontrolnych i z czystej głupiej ciekawości żeby stwierdzić jak to może brzmieć już po “przejściach” 😉
    Nie eksportuję też śladów do oddzielnego projektu pod miks bo wiem, że i tak jeszcze będę dłubał w automatyce albo coś dodam, coś ujmę. Miks i mastering robię w jednym projekcie. Pliki audio z midi podają sobie ręce i jakoś to idzie 😉
    Taki tryb mi odpowiada i w moim przypadku się sprawdza mimo że nie jest do końca poprawny ale mam tego świadomość. Nie jestem profesjonalistą więc nie muszę profesjonalnie postępować, oby tylko efekt brzmieniowy był zadowalający. Nieważne jak ważne żeby 😉

    • I słusznie, bo to jest istota działania. Profesjonaliści też często odbiegają od schematów, bo zależy z czym mają akurat do czynienia. Kontekst, sytuacja, warunki – to zwykle dyktuje kolejność… Dzięki za Twoje 3 grosze!!

  7. 01. Synth Loop – szukam syntha, plucka.. odpowiedniego dźwięku do stworzenia melodii w “górze”, takiej na 4 stopy.
    Czasem to w syntezatorze, a czasem to w samplu. Jest wyobraźcie sobie nasz Synth Loop 001 :D.
    Powstał on na piano roll, bądź zostało coś po prostu zsamplowane.
    Gdy mam takiego st lp 001, to oczywiście idzie on odrazu na kanał i dostaje kolor niebieski (drumms – kolor niebieski, taki mam nawyk) :).
    Korekcja, kompresja czy co tam trza 😀
    02. Bass Loop 001 / Drum Loop 001 / Drum Loop 002.. blb lblblblbl… albo bass, albo perka, zależy co mi wpadnie w ucho no tak to nazwe..
    W każdym bądź razie kolejny dźwięk, kolejna partia.
    03.
    04.
    nie mam stałego schematu. jest nim dokładanie. tak czy siak, polega na dokładaniu, musi być ten pierwszy raz, czyli jakiś pierwszy dźwięk.
    to na górze, ten Synth Loop 001, to jest czasem albo perka, albo bass lub też wokal.. ostatnio kocham metronom puk stuk, puk stuk… i cięcie słów z sampli.
    super pomysl mi raz wyszedl, wrzucic do tracklisty ze 3 acapelle róznych artystow, i ciac z nich jakies krotkie (nieodgadywalne) fragmenty, i ukladac je na zaznaczeniu 8 taktow np..
    wlaczam puk stuk puk stuk i ukladam na takich 8 taktach cos po koleji, do tego odrazu pitch, streetch i po chiwli mam voxa loopa :D, a reszta idzie jak z bajki.
    mega basik odrazu sie dokleja, do tego jeb perkusjon!
    teraz tak poważniej, miałem mega dużo sposobów i kleiłem wałki ze 2 lata temu. ale do czego zmierzam.. w punkcie 1 napisalem korekcja, kompresja… specjalnie.
    robilem walki bez niczego na mikserze heh 🙂 nie bylo ich nawet na mikserze, byl tylko u mnie kiedys master, a na nim limiter. robilem tracki bez miksu, korekcji itp 🙂
    ktos ma beke? no jasne 😀 po prostu przy dopieraniu dzwiekow i odpowiednim pitch, streetch na samplu potrafilem cos stworzyc, ostatni track to:
    https://soundcloud.com/deakaluka/afrika-bambaataa-westbam-agharta-deakaluka-remix
    Westbam – Agharta i mój remolek bez miksu, masteru 😀 haha, posłuchajcie i się przekonajcie jak to brzmiało.
    jestem z siebie dumny, ze stanelem przy produkcji, wpadlem wkoncu po roku ćpania na te wlasnie strone! zrozumialem miks, zrozumialem, ze muzyke trzeba szanowac
    a do tworzenia wracam do studja we wrzesniu i jestem wyglodnialy jak lew 😀 kazdy artykul Igora stawia na nogi! dzieki za super strone!
    pochwale sie numerem jak juz zastosuje miks 😀 pozdrawiam wszystkich czytelników! Yo

Zostaw komentarz