Kolejność Działań w Tworzeniu Utworu, Cz. 4

Dotychczas poznaliśmy ogólny zarys działań w przypadku tworzenia utworów przez zespoły w studiu, jak i wtedy, gdy sami siedzimy za sterami własnych produkcji – czyli omówiliśmy proces powstawania kawałków u przedstawicieli pierwszej grupy.

Przypominam, że ta pierwsza grupa (według podziału który wprowadziłem w otwierającej ten artykuł odsłonie) odnosi się do tych wszystkich, którzy podczas nagrań korzystają wyłącznie z prawdziwych instrumentów.

Dziś natomiast przyszedł czas zapoznać się z tym, jak będą wyglądały te zabiegi (czy jak mogą one wyglądać) w grupie drugiej.

Skupimy się na tych wariantach, gdzie korzystamy w procesie produkcji wyłącznie z instrumentów w formie wtyczkowej i tworzymy całość muzyki wewnątrz DAW. A temat dokończymy w kolejnym wpisie…

Najpierw słowo na temat tego, dlaczego kładłem tak duży nacisk na wyłącznie prawdziwe instrumenty w grupie pierwszej. Z prostej przyczyny – bo ma to kolosalny wpływ na kolejność działań.

BRZMIENIE

Jak już nagramy jakiś instrument (np. gitarę akustyczną) z konkretnym ustawieniem mikrofonu, pozycją w pomieszczeniu, etc.) i przejdziemy do kolejnego etapu (np. nagrywania wokalu innym mikrofonem), a okaże się później, że jednak chcemy zmienić brzmienie gitary na inne, mniej agresywne czy ciemniejsze (albo w ogóle zmienić gitarę), to musimy od początku wszystko ustawiać, przepinać kable, zmieniać mikrofon, szukać optymalnej pozycji dla mikrofonu względem instrumentu i sto innych rzeczy. To wszystko zajmuje czas i jest mało inspirujące.

A w przypadku pracy z instrumentami wirtualnymi, gdy postanowimy dokonać jakiejkolwiek zmiany brzmienia, to po prostu łapiemy za myszkę i po fakcie (po zarejestrowaniu partii MIDI), właściwie na każdym etapie możemy jednym kliknięciem zmienić totalnie brzmienie instrumentu (kręcąc gałkami, włączając inny preset we wtyczce) czy wręcz zmienić cały instrument, bo partie MIDI (które są wyłącznie komunikatami, a nie sygnałem audio) pozostają nietknięte i możemy je przypisać do dowolnego brzmienia czy instrumentu wirtualnego. Robi to dość sporą różnicę, nieprawdaż?

Pracując z MIDI możemy oszczędzić mnóstwo czasu i właściwie do samego końca produkcji możemy bez problemu zmieniać każde brzmienie użytego instrumentu. To w znacznym stopniu może zaburzyć kolejność działań – pomijając już aspekty niezdecydowania i płynnej pracy czy rozkojarzenia… Ale znów – to temat na oddzielną dyskusję.

ARANŻACJA

A jeszcze inna rzecz wynikająca z tego rozróżnienia i mająca bezpośredni wpływ na kolejno stosowane zabiegi polega na tym, że budując kawałek wewnątrz komputera (mówiąc po chłopsku – układając klocki) możemy w każdej chwili i w zasadzie na każdym etapie (nawet po miksie) – totalnie zmienić aranż czy całe instrumentarium.

PARTIA

Mało tego – zmienić możemy nawet samą partię (czyli to, jakie dźwięki zostały zagrane), bo przecież wszystkie komunikaty MIDI (wysokość dźwięku, czas trwania, charakter, etc.) możemy bez problemu i zawsze zmieniać. Wszystko da się po fakcie poprzestawiać, pozamieniać i zmodyfikować – ogromny komfort, ale i niebezpieczeństwo…

Z żywymi instrumentami, zapisanymi już w plikach audio brzmieniami i konkretnymi partiami czy zastosowanymi aranżacjami, raczej byłoby to dość trudne. Stąd decyzje o tym, jak mają brzmieć poszczególne instrumenty (i jakie to mają być instrumenty) oraz to, gdzie konkretnie w utworze mają grać dane partie (i jakie to będą partie) należy podjąć jeszcze przed rozpoczęciem ich nagrywania.

I dlatego kładłem na ten podział nacisk – wszystko po to, abyście przypadkiem nie strzelili sobie w kolano i nie obudzili się nagle z ręką w nocniku 😉 Jak najdzie nas ochota na zmianę jakiejś partii nagranej w audio, to jedynym sensownym wyjściem jest ponowne ustawienie całego sprzętu i nagranie nowej ścieżki. Można wprawdzie pokładać nadzieję w wyspecjalizowanych narzędziach edycyjnych w przypadku prostszych zabiegów, ale gwarantuję, że przy gęstszych partiach i próbach mocniejszej manipulacji – stracimy sporo czasu, a rezultat i tak nie będzie tak dobry, jak byśmy po prostu nagrali partię z innym brzmieniem od nowa.

No dobrze, ale zobaczmy teraz konkretniej, jak kwestia kolejności działań może wyglądać w przypadku przynależności do drugiej grupy.

 GRUPA II 

Po raz n-ty nie powiem nic odkrywczego, jeśli stwierdzę, że tutaj panuje absolutna dowolność – szczególnie jak weźmiemy jeszcze pod uwagę to, co napisałem powyżej (mnóstwo możliwości zmian po zarejestrowaniu partii MIDI). Ale jak w innych przypadkach, zwykle zaczynamy albo ze skonkretyzowanym pomysłem i wizją, albo kręcimy na oślep z nadzieją, że coś z tego wyjdzie. Osobiście jestem raczej zwolennikiem pierwszego wariantu (bo jak sam robię coś bez planu, to z reguły po godzinie kręcenia i tworzenia czegoś nieokreślonego mam po prostu dość).

Aczkolwiek rozumiem i wierzę, że są tacy, którym taki “samowolczy” styl pracy odpowiada i nie mi to oceniać. Wszystko ma w muzyce swoje miejsce. Świat jest pełen zakręconych świrów, którzy widzą różne rzeczy inaczej i nie wolno się zamykać w swoim własnym, jedynym słusznym „pudełeczku” myślowym. To jest muzyka (czyt. sztuka), gdzie każdy, nawet największy „odpał” ma prawo istnieć.

Ale wróćmy…

Rodzaj muzyki a kolejność

W tej grupie dochodzi arcyważny element, jakim jest gatunek, w którym tworzymy. Bo nieco inna będzie prawdopodobnie kolejność działań (i użyte brzmienia) w przypadku robienia podkładu muzycznego do filmu niż ta, gdy budujemy jakiś numer w stylu EDM czy bit dla kolegi rapera.

Nie jestem w stanie rozbić tego akapitu na każdy istniejący gatunek i sprecyzowane działania, bo raz, że nie mam doświadczenia w wielu istniejących rodzajach muzyki (więc byłoby to bardzo niestosowne mówić o czymś, o czym ma się małe pojęcie), a dwa – myślę, że i tak mijałoby się to z celem. Bo nawet w obrębie danego gatunku, każdy muzyk, kompozytor czy bit-maker podchodzi do sprawy „po swojemu”.

I dobra wiadomość jest taka, że nie ma tu podziału na “dobre i złe”, na “właściwe i niewłaściwe”, na „tak się robi” i „tak się nie robi”. To nie jest odhaczanie poszczególnych wytycznych i spełnianie jakichś sztywnych wymogów. Przede wszystkim jest to praca twórcza mająca przedstawić naszą wizję czy zamysł. Wiadomo, że parę technicznych zagadnień będzie się musiało zgadzać (balans, panorama, dynamika, przestrzeń, etc.), ale część artystyczna stanowi tu argument najważniejszy i jaką drogą (z jaką kolejnością działań i procesów) tam dojdziemy – jest totalnie nieistotne.

Mimo to, spróbuję bardzo ogólnikowo nakreślić dwie drogi, które mogą się u niektórych sprawdzić. I przyjmijmy, że będzie to szerokorozumiany kawałek muzyki elektronicznej oraz wariant z podkładem hip-hopowym. Jak pisałem wcześniej – nie bierzcie tego jednak za absolutny wyznacznik. Przyjmiemy też dwa rodzaje podejść pod względem budowy – najpierw ze skupieniem na głównym motywie i odejmowaniu od niego (Wariant 1), a potem z budowaniem od zera i dodawaniu do niego (Wariant 2).

Może brzmi to nieco zawile, ale powinno to, wbrew pozorom, postawić sprawę w trochę jaśniejszym świetle. Z resztą, czytajcie dalej, to się przekonacie.

 WARIANT 1 

1. Jednym z popularniejszych pomysłów na rozpoczęcie kawałka ze skupieniem na głównym motywie jest wstępne ułożenie patterny rytmicznej. Szukamy sobie odpowiednich sampli stopy, werbla, hatów, clappów czy co tam sobie chcemy albo ładujemy odpowiedni fabryczny zestaw do bit-maszyny czy samplera – zależy, z czego korzystamy.

2. Następną rzeczą jest zwykle linia basowa albo główny motyw – jakaś przewodnia melodia, która nam siedzi w głowie i ma być charakterystycznym motywem. Odpalamy odpowiednie czy ulubione VI’s (w skrócie instrumenty wirtualne), układamy partie basu czy lead-a i je zapisujemy.

W przypadku robienia podkładów dla raperów w tym momencie można zamiast basu czy innego syntha załadować najpierw jakiś ulubiony fragment zsamplowany z innego źródła czy coś w tym stylu – chodzi o coś, co będzie rozpoznawcze dla kawałka. Warto oczywiście znać tonację i tempo takiej próbki, żeby później móc dokładać partie, które będą się zgadzały z tym samplem muzycznie.

Inna droga – to wkleić takiego sampla w późniejszym stadium produkcji i dopasować jego tonację i tempo do tego, co już mamy zbudowane na instrumentach, ale miejcie na względzie, że takie zabiegi mogą w wielu przypadkach bardzo negatywnie wpłynąć na jakość brzmienia takiego rozciągniętego czy zacieśnionego pliku audio – szczególnie, jeśli źródłowo brzmi on już słabo (liche mp3 czy coś).

3. W tym miejscu możemy dołożyć jakieś dodatkowe tekstury brzmieniowe, kolejne pady, piano czy inne brzmienia – jak sobie uważamy. Mając zapętlone odtwarzanie, możemy zdecydować czy to już jest wystarczające, aby stworzyć pełny aranż i jeśli tak – to ten fragment ze wszystkimi instrumentami uznajemy za główny motyw (z reguły coś w rodzaju refrenu).

4. Następnym krokiem będzie budowa i aranżacja naszego kawałka, czyli w tym przypadku – od naszego pełno-brzmiącego fragmentu (powiedzmy 8-taktowego) zaczniemy odejmować niektóre partie, tak aby zrobić miejsce na wokal w zwrotkach (w przypadku rapu) czy budować napięcie (w przypadku elektroniki), gdzie z każdą chwilą robi się coraz gęściej i intensywniej, potem są jakiejś breaki czy mostki i całość znów uderza. Na tym właśnie etapie zdecydujemy o konkretnej budowie i „porozstawiamy” nasze klocki czy partie MIDI w odpowiednich miejscach.

Oczywiście nikt nie zabroni nam dodać nowych sekcji czy nowych partii o zupełnie innych brzmieniach. Znów – to my tutaj dowodzimy. Sensowne poukładanie i porozstawianie danych instrumentów w konkretnych sekcjach i ewentualne dodanie nowych czy całkowicie odmiennych partii jest bardzo istotne.

Uważam ten moment za jeden z najbardziej kluczowych dlatego, że sprawna aranżacja często nie jest mocną stroną u młodych producentów muzyki. I tutaj najlepszą radą jest analityczne słuchanie swoich ulubionych twórców, robienie notatek i wyciąganie wniosków. To najlepsza lekcja aranżu jaką można sobie zafundować. Trzeba tylko się mocno skupić i chcieć tego nauczyć.

W tym miejscu zakończymy ten artykuł, bo odnoszę wrażenie, że te ostatnie wpisy mogłyby być jednak lekko krótsze…Dlatego drugiemu wariantowi budowy utworu przyjrzymy się w kolejnej części cyklu.

Zostawić komentarz ?

11 Komentarze.

  1. To wszystko prawda! Właśnie ja jestem w takiej matni.Zgrałem w sesji prawie wszystkie ślady do midi i jest fajowo,bo jak piszesz duża dowolność w podmienianiu i zmienianiu,ale to istne Bory Tucholskie.Zmieniam,zmieniam i zmieniam i stoię.Tak sobię myślę,że to oznacza najwyższy czas nagrać wokal.Myślę,że wtedy będzie łatwiej.

    • Podejmij męska decyzję, zdecyduj się na konkretne brzmienia, zgraj do audio, zdeaktywuj instrumenty i ruszaj dalej 🙂

  2. ja to kiedyś myślałem czy zacząć od perki, czy zacząć od syntha, czy może od bassu 😀 to nie ma znaczenia, i świetnie, że się o tym przekonałem! dzięki
    Igor za tą świetną strone z masą super informacji 😉

  3. Ja jakoś nigdy nie potrafiłem odróżnić komponowania od aranżowania. Jak dla mnie komponowanie to rozpisanie każdego taktu dla każdego instrumentu w każdej ścieżce. Można więc powiedzieć ze łączę komponowanie z aranżacją w jednym procesie

  4. Igor! Dziękuję za świetne artykuły. Doganiam powoli początek. Mam pytanie apropos zgrywania konkretnego brzmienia instrumentu wirtualnego do audio. Na jakim poziomie zgrywamy? Wszystkie na takim samym czy w sposób jak zostały rozplanowane w miksie i po wyłączeniu wszelkich procesorów.?

    • Zgrywamy na poziomie nominalnym. Jeśli w miksie ten instrument wirtualny był powiedzmy na -6dB, to zgrywamy nominalnie (bez tego obniżenia na -6) i dopiero ślad audio ściszamy do tego poziomu. Co do procesorów to zależy – jak zgrasz z nimi, to przywiązujesz się na stałe do ich parametrów. Jak bez nich, to zapinasz je dopiero na ślad audio i masz stały dostęp do ustawień.

  5. Dziękuję! to ważna informacja jak i wiele innych przekazanych nam przez Ciebie.

  6. Czyli ślad midi zgrany do audio w ten sposób nie traci na wartości pod żadnym pozorem, a co więcej zyskujemy trochę więcej mocy w procesorze? 🙂

    • Nic nie traci, a deaktywując ślad z instrumentem wirtualnym odzyskujesz moc komputera.

Zostaw komentarz