Reamping i Jego Zastosowanie, Cz. 2

W pierwszej części artykułu wprowadziłem Was w temat reampingu i podałem klasyczną metodę jego stosowania, ale jak wspomniałem – jest ona raptem jedną z kilku.

I tymi pozostałymi zajmiemy się… w kolejnym wpisie.

Dzisiaj postanowiłem jeszcze krótko uzupełnić poprzednią część o dalsze możliwości kreowania brzmienia podczas klasycznego reampingu.

Jeśli ktoś ominął poprzednią odsłonę tego kilkuczęściowego wpisu, to zanim przeczyta poniższy akapit, proponuję zajrzeć do pierwszej części – żeby mieć już pełny obraz sytuacji związany ze standardową metodą reampingu i możliwościami wpływania na uzyskane w ten sposób brzmienie. Właściwie jedyne, czego już po fakcie w tej metodzie nie zmienimy, to użyta do nagrania gitara oraz samo wykonanie partii.

Oto, czym po kolei będziemy odciskać piętno na ostatecznym brzmieniu zreampowanego sygnału:

Reamp Box

Tak, wbrew pozorom będą istniały między nimi różnice brzmieniowe – czy to w poziomach sygnału, czy to w pojawiających się szumach, czy w rozkładzie pasmowym.

Jedne z popularniejszych reamp boksów robią takie firmy jak powiedzmy Radial czy Little Labs, ale jeśli pamiętacie z poprzedniego wpisu – ja gorąco polecam zapoznać się z DAW-AMP-em stworzonym przez Przemka z Nagrywamy.com. Moim zdaniem – kosi konkurentów!

Efetky

Jeżeli brzmienie samego wzmacniacza będzie dla nas niewystarczająco dobre, to oczywiście możemy przed nagraniem wpiąć w tor dowolną kostkę, efekt, przester, cokolwiek. Jedno tylko, o czym trzeba pamiętać, to miejsce tego urządzenia w łańcuchu. Wszelkie efekty wpinamy tuż przed wzmacniaczem, czyli po wyjściu sygnału z ReampBoxa. Tak samo, jak ma to miejsce podczas normalnego wpinania kostek między gitarę a wzmacniacz. U nas po prostu za gitarę robi w tej sytuacji ReampBox.

Wzmacniacz gitarowy

Najważniejszy element brzmienia, na który mamy wpływ. Tak jak żadną ilością sztuczek, wtyczek i trików nie sprawimy, aby Telecaster zabrzmiał jak Les Paul, tak samo nie damy rady zamienić brzmienia wzmacniacza Mesa Boogie na Orange. I to właśnie jest całe piękno i cel tej techniki – chcemy przecież zmienić przede wszystkim brzmienie wzmacniacza! Jakby wystarczyły do tego jakieś dziwaczne wtyczki, to nie mielibyśmy o czym rozmawiać!

Ale sam charakter konkretnego pieca, zaimplementowany przester, włożone lampy lub tranzystory, użyta elektronika, wbudowany model głośnika, rozmiar, konstrukcja – to nie wszystko (choć bardzo wiele). Kolejny etap możliwości kreowania brzmienia, to:

Wbudowana w piec sekcja korekcji

Dobierając brzmienie z naszego nowego wzmacniacza, nie zapominajmy o tym, że ma on zwykle na pokładzie jakieś wbudowane EQ, choćby nawet w najprostszej formie, typu dwie gałki do kontroli basów i sopranów. Choć zwykle są to trzy, a czasem nawet cztery czy więcej. Dlatego zanim wciśniemy nagrywanie, pamiętajmy o tym, że możemy w razie potrzeby nimi też manipulować i „dokręcić” swoje wymarzone brzmienie. Korekcja na pokładzie wzmacniacza jest raz bardziej funkcjonalna, raz mniej, ale dobre wieści są takie, że już na tym etapie możemy dźwięk doprowadzić niemal do perfekcji i nie musimy się martwić tym, żeby potem w DAW się babrać z wtyczkowymi korektorami. Ustawmy zadowalające nas brzmienie już u źródła.

Wbudowane efekty

Mowa tu o tremolo, pogłosie czy nawet całych modułach z delayem, chorusem i flangerem na czele…

Aczkolwiek z tymi akurat byłbym trochę bardziej powściągliwy. Mnie uczono, żeby tego typu procesy raczej pozostawić na fazę miksu i aplikować je z poziomu DAW. Oczywiście nie zawsze i nie w każdej sytuacji, ale generalnie efekty przestrzenne i modulujące bezpieczniej jest dodawać już w miksie. Bo zawsze ryzykujemy sytuacją, że niedoświadczony gitarzysta podczas nagrania ustawi nierówno do tempa odbicia delaya, przyfasoli za duży pogłos czy za głęboką modulację i potem trzeba będzie nagranie powtarzać.

To tak samo, jak nagrywanie z kompresją w torze wejściowym – może pomóc, jeśli jesteśmy na 100% pewni ustawień – jeśli nie, zostawiamy to na miks.

Nie mówię, że tak trzeba (nie stosować efektów w trakcie nagrywania/reampingu), bo jeśli ktoś ma pojęcie o ich ustawieniu i jest pewny, że one mają być ostateczną częścią brzmienia danego śladu gitary – to nie ma sprawy, proszę bardzo. Chcę jedynie uczulić Was na to, że gdyby jednak coś poszło nie tak, to tego po nagraniu cofnąć się nie da i jedyne sensowne rozwiązanie to poprawić nastawy efektów (lub je wypiąć z toru) i nagrać jeszcze raz.

Kolejny element, jakim będziemy wpływać na brzmienie uzyskane w reampingu to:

Mikrofon

Sprawa jakby oczywista… Raz, że liczyć się będzie konkretny typ, a potem model. Dwa – jego pozycja względem kolumny. I tutaj z pomocą przychodzi nam cała wiedza i teoria z zakresu nagrywania prawdziwej gitary z pieca, modeli mikrofonów i ich konkretnych walorów brzmieniowych, charakterystyk, tolerancji na wysokie ciśnienie akustyczne i cała masa innych aspektów z nagrywaniem mikrofonem związanych.

Wybór mikrofonu i jego ustawienie są niejako kolejną fazą korekcji, tyle że tej bardziej naturalnej, bez zewnętrznych urządzeń czy późniejszych wtyczek. To, jaki mikrofon weźmiemy do ręki, w jakiej odległości, pod jakim kątem i w jakiej pozycji względem głośnika go ustawimy – będzie bardzo mocno wpływało na pasmowy aspekt brzmienia (ilość dołu, natarczywość środka i góry pasma, etc.)

Jako przedostatni element, liczyć się będzie:

Akustyka pomieszczenia

Ta nie będzie miała aż tak wielkiego wpływu przy bardzo bliskim omikrofonowaniu, ale w przypadku zbierania sygnału ze wzmacniacza z dystansu, powiedzmy z 50 czy 100cm – zacznie już odciskać swoje piętno na brzmieniu. Dlatego, jeśli planujemy ustawienie mikrofonu nieco dalej, to warto zadbać o to, żeby zminimalizować trochę odbić z naszego pomieszczenia – o ile oczywiście zajdzie taka potrzeba. Bo nie raz konkretne, sporych rozmiarów pomieszczenia dodają swojego ambientu na plus. Choć w domowych pracowniach raczej odniesie to słabszy skutek. Wtedy można rozważyć na czas nagrania osłonięcie mikrofonu i pieca panelami akustycznymi, czy wręcz zabudowanie pola bitwy takowym.

W ekstremalnym przypadku, można nawet mikrofon z piecem w izolowanej skrzyni zamknąć, ale nie do końca ufam temu pomysłowi, bo to już raczej z założenia nie ma prawa dać nam naturalnego brzmienia. Ale jeśli mamy w nosie ten naturalizm – to czemu nie… 🙂

Natomiast ostatnim etapem, na jakim będziemy mogli jeszcze wpłynąć na uzyskane brzmienie będzie:

Przedwzmacniacz mikrofonowy

Te, jak wiadomo, potrafią się różnić brzmieniem – raz mniej, raz bardziej, aczkolwiek ich wpływ na finalny rezultat nie będzie aż tak wielki, jak chociażby w przypadku użytego do zarejestrowania sygnału mikrofonu czy wcześniejszych elementów.

Warto jednak o nim wspomnieć, bo bądź co bądź – jest on elementem toru wejściowego. Jeśli jednak nie korzystamy z zewnętrznego preampu (tudzież kolejnych procesorów po nim – jak korektor czy kompresor, o czym pisałem niedawno), a sygnał z mikrofonu trafia prosto do przedwzmacniacza w interfejsie – to w tym miejscu następuje koniec naszych możliwości manipulacji brzmieniem. Na etapie nagrywania, rzecz jasna, bo przecież później staje przed nami cały świat możliwości dodatkowej obróbki nagranego sygnału już w DAW.

No, ale to już jest etap miksowania i zupełnie inna rozmowa. Póki co, rozmawiamy o uzyskiwaniu możliwie najlepszego (i nas satysfakcjonującego) brzmienia jeszcze u źródła.

Podsumowanie

I tak przedstawiają się nasze możliwości dalszego manipulowania brzmieniem podczas klasycznego reampingu. W kolejnej części wpisu dowiemy się, jak można dokonywać samego reampingu na inne sposoby oraz porozmawiamy o bardziej twórczych metodach zastosowania tego procesu.

  1. Te artykuły o reampingu zainspirowały mnie do eksperymentowania z tym co mam. Właśnie wypuściłem sygnał wyjściem głośnikowym na kostkę distortion i zawróciłem do interfejsu a nagrany sygnał przemieliłem przez wtyczkę emulującą głośniki. Popróbuję z różnymi emulacjami, różnymi ustawieniami kostki, a jutro zapewne jeszcze do toru włączę wzmacniacz z którego skieruję sygnał przez DI out. Ilość możliwości praktycznie nieograniczona 🙂

    • I na tym polega piękno tej techniki – dysponując surowym sygnałem jesteśmy w stanie bawić się tym w nieskończoność. Co oczywiście ma też swoją złą stronę, bo… możemy skończyć bawiąc się tym w nieskończoność i w rezultacie niczego nie skończyć 😉

    • A z tym problemem to borykam się od jakiegoś czasu. Jednego dnia ustawie brzmienie, drugiego dnia odsłuchuję i stwierdzam że jest do kitu 😉

      Zastanawiam się czy kiedyś nie wykupić kilku godzin w studiu, przyjść z surowymi plikami i nie zrobić reampingu na jakimś wzmaku z fachowym realizatorem, w dobrym pomieszczeniu z dobrze ustawionym mikrofonem itp

    • To jest bardzo dobry pomysł. Tylko potem już tego nie odsłuchuj, bo znowu będziesz chciał zmieniać 😉

Zostaw komentarz