Wejściowy Tor Audio, Cz. 3

Poprzednio omówiliśmy sobie pierwszy i najważniejszy element w naszym łańcuchu audio, czyli mikrofon, a dziś przyszła kolej na poznanie kolejnych składników, które będą ten tor tworzyły i zapoznanie się z tym, jak mogą one wpływać na wyniki naszych zmagań. Natomiast w dwóch ostatnich częściach tego artykułu podam kilka rozsądnych, moim zdaniem, propozycji, które powinny pomóc Wam w skompletowaniu przyzwoitego łańcucha wejściowego bez wydawania fortuny.

Najpierw omówimy następny w kolejności punkt, na który trafi sygnał prosto z mikrofonu, czyli:

PRZEDWZMACNIACZ MIKROFONOWY (Preamp)

Jak już wiemy, poziom sygnału opuszczającego mikrofon jest bardzo niski, dlatego zanim będziemy mogli nagrać jakikolwiek dźwięk, będzie trzeba ten poziom odpowiednio podnieść. I do tego właśnie celu (przede wszystkim) służą przedwzmacniacze mikrofonowe. Mówię „przede wszystkim”, bo nie raz na ich pokładzie znajdziemy także inne funkcje (filtry górnoprzepustowe, tłumiki, zasilanie fantomowe, przełącznik do zmiany biegunowości, regulację impedancji).

Nas jednak w tym momencie interesuje główne przeznaczenie preampa, czyli podniesienie sygnału do poziomu „liniowego”. I nie chodzi tutaj rzecz jasna o wciśnięcie guzika z napisem „podnieś poziom”, tylko o jego odpowiednie wysterowanie. Każdy przedwzmacniacz będzie miał pokrętło (płynne bądź skokowe), za pomocą którego będziemy zwiększać wzmocnienie sygnału – aż dojdziemy do optymalnego punktu. O tym, jak odpowiednio wysterować preamp już pisałem (TUTAJ) i uznaję, że jesteśmy z tym faktem zaznajomieni.

A tu tylko w wielkim skrócie przypomnę – za słabe wysterowanie spowoduje pojawienie się szumów w nagraniu, zbyt mocne wysterowanie może spowodować pojawienie się przesterów i trzasków. Jednej i drugiej skrajności należy unikać.

Brzmienie

Domyślacie się, że wybór konkretnego preampa będzie miał wpływ na to, jak zabrzmią nagrywane za jego pomocą ścieżki i czasem będzie to różnica bardzo subtelna, a czasem dość spora. Zasadniczo można powiedzieć, że te odchyły będą jednak mniejsze niż w przypadku doboru mikrofonu, bo tak jak wspomniałem – główną funkcją preampa jest przede wszystkim wzmocnienie sygnału do niego wchodzącego. Dopiero później znaczenie mieć zaczynają takie rzeczy, jak koloryzowanie (mniejsze lub większe) rejestrowanego materiału. Acz z mojego doświadczenia i wiedzy wynika, że początkujący w świecie nagrywania miewają spore problemy z wychwyceniem różnic w brzmieniu przedwzmacniaczy – przynajmniej wtedy, gdy zestawimy ze sobą dwie czy trzy jednostki niekoloryzujące w sposób znaczący sygnału.

Dlatego tutaj chciałem jedynie wspomnieć o tym, że nawet, jeśli na początku uznamy te rozbieżności za mało istotne (bo w przypadku jednej ścieżki można odnieść takie wrażenie), to im zaczniemy nagrywać więcej śladów w danej sesji, tym te różnice zaczną stawać się wyraźniejsze. Jest to nic innego, jak efekt kumulowania się pewnych walorów brzmieniowych i po takiej serii nagranych ścieżek staje się on po prostu bardziej oczywisty.

Modele z wyższej półki

W studiach nagrań znajdziemy zwykle szereg różnego typu przedwzmacniaczy – od tych seryjnie montowanych w konsoletach (nierzadko przekraczających 32 sztuki), przez urządzenia w racku mające 8 sztuk w jednym, po dwukanałowe lub zupełnie oddzielne, dedykowane i pojedyncze jednostki. Jakkolwiek nie odnosiłoby się to do naszej sytuacji – warto mieć w zanadrzu chociaż jeden, wyższej klasy preamp.

Oczywiście nie musimy się od razu porywać na jednostki typu Chandler Limited Germanium czy Neve 1073 (preamp z korektorem) lub oparte na nim klony w stylu Vintech X73i, ale coś z nieco wyższej półki niż ta najniższa, jak chociażby Universal Audio 710 TwinFinity, API 512C (w formacie 500 – jeśli ktoś posiada Lunchboxa) czy A Designs P-1 (też w formacie 500) albo Great River MP-500NV (kolejny klon 1073 i również w formacie 500) już powinno nasz apetyt zaspokoić.

Z tego krótkiego zestawienia jasno wynika, że jeśli chcemy konkurować z najlepszymi, to format 500 daje nam na to największe możliwości. Kilka firm, które produkują obudowy typu Lunchbox do modułów 500, to chociażby: Lindell Audio, API, Chameleon Labs, Aphex, Radial. Dobre wieści są takie, że jak się raz zaopatrzymy w taką obudowę, to w zależności od modelu, możemy tam upchnąć do ośmiu różnych urządzeń (premapy, korektory, kompresory). Warto takie rozwiązanie rozważyć.

I co jeszcze trzeba mieć na uwadze to fakt, że w tych kategoriach preampy brzmią zwykle bardzo dobrze, mimo mniejszych czy większych różnic między sobą. Podobnie, jak w przypadku wyższej klasy mikrofonów, różnice w brzmieniu możemy spokojnie sprowadzić do kwestii gustu czy konkretnej sytuacji.

Zaś jedno, na co chcę Was mocno uczulić, to unikanie najtańszych preampów zewnętrznych, a już w szczególności takich pudełeczek za 100 czy 200zł, które np. udają, że są przedwzmacniaczami lampowymi… W rezultacie, choć oczywiście podniosą nam poziom sygnału, to w pakiecie dostaniemy także sporą garść szumów i po prostu nieładnego brzmienia. Znacznie lepiej wyjdziemy na używaniu preampów wmontowanych seryjnie w interfejs, bo te z reguły są znacznie bardziej transparentne i mają służyć przede wszystkim czystemu wzmocnieniu sygnału, a nie dobarwianiu go jakimś syfem… Młodzi często łapią się na chwyt marketingowy i ślepo wierzą w to, że takie plastikowe badziewie dostarczy im jakiegoś mitycznego ciepła czy czegoś w tym stylu… Bądźcie mądrzejsi i nie dajcie się omamić. To są wierutne bzdury.

Taki sam efekt, jak w przypadku przewagi dobrego preampa i efektu kumulowania się niezłego brzmienia, otrzymamy wtedy, jak zaczniemy miksować ścieżki nagrane na słabszym sprzęcie – tyle, że z odwrotnym skutkiem, rzecz jasna… Seria śladów nagranych na niskiej jakości sprzęcie może zabrzmieć po prostu płasko, jednowymiarowo i nieciekawie.

Trzeci element, o którym sporo się mówi, choć ma najmniejszy wpływ na jakość czy brzmienie naszych utworów to:

KONWERTERY ANALOGOWO-CYFROWE

Zanim sygnał trafi do komputera i zostanie nagrany na dysku, napięcie elektryczne musi zostać zamienione na serię zer i jedynek – czyli przekonwertowane. I tutaj o finalnym rezultacie będą decydowały takie czynniki, jak algorytm konwersji, same komponenty użyte w konwerterach, zegar, redukcja jitter czy filtry anty-alliasingowe. I choć niektórym początkującym terminy te mogą niewiele mówić, to odnoszą się one do komponentów, które decydują o tym, jak dokładnie i precyzyjnie sygnał analogowy zostanie przetworzony do postaci cyfrowej.

Dla jasności – jeśli posiadamy interfejs audio (USB czy Firewire) czy mikser (też na USB lub FW) albo kartę muzyczną na PCI, to oczywiście mamy już konwertery (A/C i C/A) weń wbudowane. W tym podpunkcie mówimy o sytuacji, w której zechcielibyśmy sobie pominąć konwertery wbudowane w nasze interfejsy czy miksery. Zamiast nich, jeśli oczywiście poczujemy potrzebę, możemy sobie dokupić osobne pudełko, którego jedynym zadaniem będzie konwersja sygnału. Czy warto w ogóle inwestować w taki element? Czytamy dalej…

Brzmienie

Wyłapaniu różnic w brzmieniu konwerterów nie pomaga fakt, że bywają one po prostu mikroskopijne – choć będzie to oczywiście zależało od tego, jakie modele ze sobą zestawimy (i jak wyostrzony słuch posiadamy).

Nie dla każdego te różnice będą oczywiste i łatwe do usłyszenia, a w szczególności wtedy, gdy zestawiamy ze sobą konwertery o podobnej klasie. Nieco łatwiej będzie wychwycić te różnice w przypadku konfrontacji konwerterów najzwyklejszych (tych montowanych w kartach zintegrowanych czy najtańszych mikserach) z tymi z najwyższej półki (od takich firm jak Solid State Logic, Lynx, Mytek Digital, Lavry Engineering, Apogee Electronics). W przypadku tych bardziej wyrafinowanych powinniśmy wychwycić poprawę w obrazie stereo, głębi brzmienia, obecności detali oraz spójniejszego dołu pasma.

Ale jeśli mówimy o podobnym poziomie cenowym, to nawet wśród doświadczonych realizatorów panują rozbieżne opinie co do ulubionych modeli i ciężko jest wyłowić oczywistego faworyta.

Inna sprawa, że różnice w brzmieniu konwerterów są mniej istotne, niż te pomiędzy preampami i o wiele mniej istotne od wyraźnych rozbieżności pomiędzy mikrofonami.

Wspomniałem, że każdy interfejs audio ma już wbudowane konwertery (zarówno A/C, jak i C/A), dlatego rodzi się pytanie, czy jest sens inwestować w zewnętrzne (i zwykle dość drogie) pudełko, którego jedynym zadaniem będzie zamiana sygnału audio z napięcia na liczby. Powiem tak – jeżeli wymagamy od każdego elementu w naszym torze audio najlepszych możliwych wyników – to warto o tym pomyśleć. Ale jest to upgrade, który proponuję zrobić na samym końcu, ponieważ ta poprawa, o której mówiłem (powiedzmy w porównaniu do niezłej klasy interfejsu z dobrymi konwerterami) będzie nieznaczna. Na granicy 1-2%, rzekłbym…

Miejcie również na uwadze, że do pełni szczęścia przydałyby się również konwertery cyfrowo-analogowe, które dokonują konwersji w odwrotną stronę niż te opisane powyżej i służą generalnie nieco lepszej jakości odsłuchu. Nietrudno się więc domyślić, że wydatek na taki zestaw konwerterów byłby spory i nabiera on sensu tylko wtedy, gdy pozostałe elementy reprezentują najwyższy poziom. W innym przypadku, uważam to za kiepskie posunięcie, które nie przyniesie nam wielkiej rewolucji i poprawy brzmieniowej.

KOREKTORY i KOMPRESORY

Te dwa elementy uznaję raczej za opcjonalne – ich nie zawsze używamy w torze sygnału podczas nagrań. One służą przede wszystkim dodatkowemu kształtowaniu brzmienia – pod względem reprezentujących go pasm i dynamiki. Będą sytuacje, gdzie warto będzie z nich skorzystać (np. bliskie omikrofonowanie i użycie filtrów czy rejestracja głośnego i nieprzewidywalnego źródła z uaktywnionym tłumikiem albo zabezpieczenie kompresorem przed clippingiem), ale nie są to narzędzia niezbędne w łańcuchu nagraniowym. Tym bardziej, że potrzeba co nieco doświadczenia i obycia z tego rodzaju sprzętem, bo zaimplementowane przez te urządzenia zmiany w sygnale podczas nagrań na trwale zapiszą się razem ze ścieżką audio.

Pisałem już nie jeden raz o tym, że jeśli nie czujemy się w tej kwestii pewnie i na siłach, to lepiej zostawić te procesy (korekcję i kompresję) na fazę miksu, gdzie będziemy mogli dopracować ich parametry bez ryzyka zepsucia nagranego śladu (bo ich parametry można we wtyczkach zmieniać do woli).

Jeśli jednak chcemy wejść na nieco wyższy poziom wtajemniczenia i uczyć się podejmowania ryzykownych decyzji oraz odpowiedzialności, to inwestycja w zewnętrzny korektor, kompresor czy channel-strip zawierający jedno i drugie (albo i więcej), może być rozsądnym rozwiązaniem. Również w tej kategorii wybór jest niemały – od niekoloryzujących jakoś znacznie modeli korektorów (powiedzmy SSL X-Rack Stereo EQ Module) po bardzo charakterne kompresory z rodziny 1176, które robione są przez takie firmy jak Universal Audio, Wes-Audio czy szereg innych.

Lista może być tutaj oczywiście bardzo długa, ale moja rada jest podobna, jak w przypadku przedwzmacniaczy – unikajmy tych najtańszych jednostek, bo zazwyczaj przynoszą nam one więcej szkody niż pożytku. Szczególnie, jeśli zamiast inwestowania chociażby w zewnętrzny korektor, pokusimy się o skorzystanie z modułu korekcji wbudowanego w bardzo budżetowy mikser – jak ognia radzę unikać…

Podsumowanie

Ja wiem, że ten blog jest o domowym nagrywaniu, a ta seria wpisów trochę zahacza o sprzęt high-endowy, taki z wyższych półek. Pomyślałem jednak, że będzie to ciekawa odskocznia od zakamarkowej codzienności i może niektórzy zainteresowani urządzeniami nieco lepszej klasy znajdą tu coś dla siebie. To, o czym mówimy w tej serii, to takie trochę realizatorskie porno, „zabawki dla dorosłych”… 🙂

Miejcie ciągle na uwadze to wszystko, co napisałem w części pierwszej tego artykułu (sprzęt sam nie zagra, liczą się przede wszystkim inne aspekty skupione wokół artystycznej strony). Zrozumcie też, że na teoretycznie niższej klasy sprzęcie, powiedzmy – średnim, też da się realizować dobre nagrania.

Zakończenie

A w dwóch kolejnych odsłonach tego małego cyklu przyjrzymy się kilku aspektom (i modelom sprzętu), które pozwolą nam wskoczyć na nieco wyższy niż podstawowy poziom, a przy tym nie wywiercą nam w portfelu dziury głębokości Jeziora Bajkał.

  1. capablanca1

    Ha, Igor! Prześlizgnąłeś się jednak po jednaym a istotnym temacie czyli jak mają się preampy zewnętrzne do tych wbudowanych w interface, np jakiś focusrite, presonus, steinberg? Możesz słówko na ten temat napisać? Przy okazji pozdrowienia dla Wszystkich, a szczególne dla bloggera 🙄

    • To nie chodzi o przesliźgiwanie, bo pisałem na blogu dokładnie o tym, przy okazji tematu o przedwzmacniaczach. Jak chcesz sobie nagrać jeden czy dwa ślady, to wielkiej różnicy w całym miksie raczej nie poczujesz. Co innego, jak nagrasz serię kilkunastu czy kilkudziesięciu ścieżek do utworu… Druga rzecz – Jaca podał poniżej ciekawe źródło do porównań, a ja na deser jeszcze dorzucę coś na potwierdzenie tego, o czym mówię – https://zakamarkiaudio.pl/2012/10/problemy-z-faza-dudnienia-i-rezonanse-cz-3.html#more-3830
      Rzuć okiem i uchem na akapit o klaustrofobii.

  2. Duże zasoby porównawcze sampli nagranych przez rożne preampy ( także te, w które wyposażone są interfejsy ), mikrofony, eq oraz brzmienia samych konwerterów a/d znajdziecie na:

    http://www.zenproaudio.com/clipalator

    Pozwolę sobie na osobiste wnioski ze słuchania wielu próbek na sieci, a niektórych rzeczy live. Cześć moich wrażeń możecie zweryfikować w aplikacji, do której link podałem.

    Najciekawszą propozycją, ale nie tanią ( ja już nie wierzę w tanie narzędzia pracy, w żadnej branży ) są takie, które brzmią naturalnie, ale nie skrajnie realistycznie sucho. Proponuję sprawdzić brzmienie następujących:
    – z mikrofonów pojemnościowych AKG 414 oraz typu FET firmy Lauten;
    jeżeli jesteście akustyczno-kameralni może rekorder Zoom H6n ( znam dobrze starszy H4N i jest nieźle, nowy ponoć rewelacja )? Ma w zestawie mik. mid-side, brzmi to ponoć krystalicznie. Jeżeli sprawdzicie, ile kosztuje sam mik. mid-side wysokiej klasy …;
    – na czele preampów pełen jakiegoś niesamowitego wdźięku w brzmieniu Crane Song Flamingo, dla lubiących bardziej subiektywne brzmienie – Midas, który zachowuje jednak sporo neutralności, ale robi z dźwiękiem takie rasowe coś dobre do rocka;
    ze skrajności super czysta i nieco nudna Millennia oraz bardzo bardzo tłuste i ciepło brzmiące Lindell Audio ( ich eq też mają ten charakter );
    do kombinowania super elastyczny Warm Audio ( nawet do przepuszczania sygnału z synthów VST czy sumy miksu… );
    – z konwerterów a/d porównajcie żywość dźwięku pomiędzy Apogee Symphony a kilkoma innymi, korzystając z linka; konwertery jednak trochę ważą;

    Jeżeli chodzi o inne procesowanie, na sprzętowych eq łatwiej poradzić sobie ze chropowatą górą. Na wtyczkach ja przynajmniej mam z tym problem. Jakimś ratunkiem są dla mnie wtyczkowe eq z linearną fazą ( choćby darmowy SplineEQ z ustawioną najwyższą jakością przetwarzania ). Często potrzeba też wymatowić brzmienie. Natywnie wysaturowany dźwięk z tanich urządzeń i mikrofonów robi okropnie trzeszczące bałaganiarskie miksy. Choć jest to moda, bo firmy muszą sprzedawać retro urządzenia i wtyczki a`la klasyki, ta moda na jazgot 1,5-4 khz( cyfrowy Fairchild 660 ) pewnie przeminie. Ładnie sobie z tym radzi sprzętowy SSL bus comp. Ugładza i wymatawia. Ze wtyczek coś takiego może SSL buss comp. klon w pakiecie Slate Digital albo moduł clippera w darmowych wtyczkach Terry West ustawiony w dół. Cyfra to jest zwykle już leczenie szpitalne, jakościowo lepiej to zrobić w analogu.

    Wg mnie brzmienie najlepiej kształtować pogłosem, a nie głębokim eq. Zatkajcie sobie mocno uszy i powiedzcie coś, 2 sek. później powiedzcie z odetkanymi. Powtórzcie w różnych pomieszczeniach. TO POGŁOS KSZTAŁTUJE BRZMIENIE.

    Dlatego wokal czy głos lektorski może zebrać przez mało problematycznego niezłego dynamika, a później tanimi a pięknie brzmiącymi wtyczkami pogłosowymi Valhalla ( superowy VintageVerb albo bardziej realistyczny RoomVerb )? Nieskomplikowane, a jest szansa na finalną satysfakcję. A o dojście do rozwiązania w pracy chodzi :razz:.

  3. Opcji jest jak zawsze sporo… 🙂

Zostaw komentarz