Reamping i Jego Zastosowanie, Cz. 1

Temat reampingu przewijał się na blogu niejednokrotnie, ale właściwie nigdy nie został mu poświęcony osobny artykuł. Wspominałem o reampingu zarówno w słowniczku, jak i w kliku artykułach, np. dotyczących nagrywania gitar czy też eksperymentów w studio.

W dzisiejszym i w kolejnych artykułach zbierzemy te wszystkie informacje razem i przyjrzymy się temu, jakie jest miejsce, cel i przede wszystkim, jakie ten proces daje nam możliwości w domowym (i nie tylko) studiu.

Najpierw jednak, dla porządku oraz dla tych, którzy spotykają się z tym terminem po raz pierwszy, zobaczmy czym w ogóle jest reamping.

Reamping, najprościej mówiąc, polega na możliwości zmiany brzmienia nagranego sygnału „po fakcie”. Z reguły (bo nie zawsze) odnosić się będzie do śladów gitary elektrycznej lub basu.

I nie chodzi tu o zmianę brzmienia za pomocą różnego typu procesów (jak korekcja, kompresja, pogłosy, inne efekty), tylko o podmianę brzmienia źródłowego.

Jeśli bowiem dysponujemy tylko jednym wzmacniaczem gitarowym i udało nam się świetnie wykonać daną partię, ale nie jesteśmy zadowoleni z brzmienia samego wzmacniacza (po przejściu przez głośnik, rzecz jasna), to o ile podczas nagrań zarejestrowaliśmy sobie jednocześnie bezpośredni, surowy sygnał z gitary – będziemy mogli po fakcie (po nagraniu) przepuścić ten surowy ślad przez zupełnie inny wzmacniacz lub/i kolumnę (tudzież symulację takowych) przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Tym samym, zachowamy nasze oryginalne (i powalające) wykonanie, nie musząc nagrywać ścieżki od nowa, a stanie przed nami otworem ogromne pole możliwości doboru brzmienia – czy to z prawdziwych wzmacniaczy, czy z różnego typu symulacji (o nich w następnej części wpisu).

Jak w kolejności wygląda proces reampingu?

Wspomniałem kapkę wyżej, że warunkiem do tego, aby móc sobie dobrać dowolne brzmienie wzmacniacza, jest to, aby podczas nagrań zebrać sygnał bezpośredni z gitary. On sam w sobie brzmi mdło, nieciekawie i nieco „plastikowo”, ale nie w tym rzecz, bo to dopiero pierwszy etap.

Miejcie też na względzie, że sygnał bezpośredni możemy nagrać kablem na kilka sposobów:

  • przez wejście instrumentalne interfejsu/miksera (zazwyczaj polecane)
  • przez wejście liniowe interfejsu/miksera (będzie się nieco różniło od tego pierwszego)
  • z wyjścia wzmacniacza, „głowy”, zazwyczaj zwanego „preamp-out”, czyli przed trafieniem na kolumnę
  • przez oddzielny DI Box – jeśli nie posiadamy wejścia wysokoimpedancyjnego (hiZ) w interfejsie/mikserze

Ta ostatnia opcja daje nam też dodatkową funkcjonalność – za pomocą DI Boxa możemy zarejestrować jednocześnie dźwięk zebrany mikrofonem z naszego gitarowego combo (w razie, jakby jednak brzmienie z naszego piecyka się przydało) oraz sygnał bezpośredni. To do tego pudełka wepniemy wtedy kabel od gitary, a z niego pobierzemy dwa wyjścia – jedno do wejścia wzmacniacza, drugie prosto do wejścia liniowego naszego interfejsu. Tym sposobem nagramy jednocześnie dwa sygnały do DAW i jeśli ukręcone na naszym wzmacniaczu brzmienie nam się nie spodoba lub nie bardzo będzie pasowało do miksu, zawsze będziemy mieli w zanadrzu sygnał prosto z gitary, który będziemy mogli później zabarwić „dowolnym” wzmacniaczem. I to jest kwintesencja reapmingu.

Napisałem ‘dowolnym’ w cudzysłowie, bo to, jaki wzmacniacz czy jakie brzmienie dobierzemy, będzie oczywiście zależało od tego, co konkretnie posiadamy i w jakiej formie (fizycznej czy wtyczkowej).

No dobrze, ale póki co, dotarliśmy jedynie do zarejestrowania bezpośredniego sygnału do programu. Jak w takim razie przepuścić ten dźwięk przez nasz wymarzony piec?

Istnieje kilka form reampingu, każda z wadami i zaletami. Dziś przedstawię Wam najpopularniejszą i w sumie „najprawdziwszą” metodę. A w następnych odsłonach tego artykułu porozmawiamy o kolejnych sposobach.

1. Standardowa (z użyciem rzeczywistego wzmacniacza)

Oprócz prawdziwego pieca, combo czy oddzielnej „głowy” i „paczki”, metoda ta będzie wymagała posiadania pudełka o nazwie Reamp Box. Ono, mówiąc najprościej, robi z sygnałem odwrotną rzecz, co DI Box. Czyli zamienia sygnał o niskiej impedancji (podany z wyjścia liniowego interfejsu) na taki, którego oczekuje wejście wzmacniacza gitarowego (o wysokiej impedancji). Dzięki temu, przynajmniej w teorii, efekt będzie taki sam, jakbyśmy wpięli do naszego nowego pieca gitarę. Ale skoro nie chcemy od nowa nagrywać naszej partii, podajemy do wejścia wzmacniacza nagrany uprzednio do DAW surowy sygnał gitary.

Napisałem, że w teorii efekt będzie taki sam, bo jeden Reamp Box drugiemu nierówny i czasem spotkamy się np. z różnicą poziomów (lub szumów), co w mniejszym lub większym stopniu będzie degradowało nasz sygnał, ale w wyższych lotów pudełkach, problem ten jest zazwyczaj marginalny. A już w ogóle bardzo fajnie (i skutecznie) zostało to rozwiązane w DAW-AMPie, czyli świetnym produkcie, którego twórcą jest Przemek, autor bloga Nagrywamy.com.

Chłop położył konkurencję na łopatki, bo stworzył swoją własną wersję Reamp Boxa i DI Boxa w jednym, a do tego, dzięki swojemu kunsztowi DIY właściwie pozbył się problemu z różnicami poziomów i powstającymi w procesie reampingu szumami. Sprawdźcie sami. Ja nabyłem, przetestowałem i jestem pod ogromnym wrażeniem. Działa jak marzenie za każdym razem jak po niego sięgam.

No dobrze, ale dość tego piania z zachwytu i reklamy (mimo, iż naprawdę polecam) – przejdźmy do dalszego etapu.

Nagranie zreampowanego sygnału

W DAW musimy nasz ślad surowej gitary ustawić tak, aby wychodził wolnym wyjściem liniowym z interfejsu, co oznacza, że powinniśmy mieć więcej niż standardowe dwa wyjścia (bo te służą do odsłuchu). Wybierzmy zatem wyjście numer 3. Do fizycznego wyjścia w interfejsie wpinamy kabelek (zazwyczaj Jack, zależy od interfejsu) i łączymy go z wejściem Reamp Boxa.

Następnie łączymy wyjście z magicznego pudełka z wejściem w naszym nowym, wymarzonym, kupionym, pożyczonym, wydrukowanym w 3-D wzmacniaczu i przystawiamy do kolumny mikrofon. Wyłączamy nasze głośniki/monitory (aby uniknąć ewentualnych sprzężeń), pozycjonujemy mikrofon przy kolumnie od wzmacniacza (wedle uznania), tworzymy nowy ślad audio w DAW, mikrofon wpinamy w wolne wejście interfejsu, na stworzonym śladzie oznaczamy to wejście, uzbrajamy i wciskamy w DAW nagrywanie. Oto cały proces.

Podsumujmy więc – nagrany wcześniej surowy ślad gitary wychodzi sobie z programu wyjściem liniowym nr 3 z interfejsu (czy jakim tam wolnym wyjściem sobie chcecie), trafia do Reamp Boxa, stamtąd do wzmacniacza, zostaje tym wzmacniaczem zabarwiony, czego efekt wychodzi na kolumnę, a my ten nowy sygnał zbieramy mikrofonem i nagrywamy na oddzielny ślad w programie. Tak oto wygląda to kółeczko.

Ważna Uwaga – latencja i synchronizacja

Miejcie na względzie, że w ten sposób nagrany sygnał będzie nieco opóźniony względem oryginału (bo przeszedł dość długą drogę), więc po zakończonej rejestracji trzeba go będzie lekko wyrównać. O ile go cofnąć, to już będzie zależało od interfejsu, ustawień bufora, etc. Ale z reguły będzie to od kilku do kilkunastu milisekund. Najprościej jest to po prostu zrobić na ucho i oko, czyli ręcznie cofając ten nowy ślad podczas konfrontowania go z pozycją oryginalnego i odsłuchać czy się zgadza.

„Plusy dodatnie i plusy ujemne”

A na koniec tej odsłony, spójrzmy jeszcze tylko na wady i zalety stosowania tej klasycznej metody reampingu:

Plusy:

  • Możliwość zabarwienia sygnału każdym dostępnym wzmacniaczem (o ile go zdobędziemy)
  • Najbardziej realistyczne (bo przecież prawdziwe) brzmienie wzmacniacza…

Minusy:

  • Musimy mieć dostęp do prawdziwych pieców
  • Musimy posiadać Reamp Boxa
  • Plątanina kabli…

Podsumowanie

I tak, w największym skrócie, przedstawia się proces standardowego reampingu. Jeżeli macie możliwość, to polecam każdemu spróbować się z tym zmierzyć. I miejcie też na względzie, że nie jest to oczywiście jedyna metoda reampingu i nie tylko do zmian brzmienia gitary możemy z niej korzystać. Ale o tym wszystkim (i o kilku innych rzeczach) opowiem w kolejnych artykułach.

Dodatkowo, polecam sprawdzić wpisy dotyczące reampingu na blogu Nagrywamy.com, bo Przemek porusza u siebie ten temat wielokrotnie i w sumie rozkłada go na czynniki pierwsze. Dla zainteresowanych tą kwestią – lektura obowiązkowa. No i koniecznie sprawdźcie DAW-AMPa, bo to kawał dobrego pudełka jest!

Jeśli macie jakieś swoje uwagi, przemyślenia i doświadczenia z tą metodą reampingu, sekcja komentarzy, jak zawsze z resztą, stoi dla Was otworem.

Zostawić komentarz ?

23 Komentarze.

  1. Ja najczęściej korzystam z emulacji wzmacniaczy i efektów w DAW. Jednak niektóre partie po prostu nie chcą zabrzmieć wystarczająco naturalnie przy użyciu tej metody. Na szczęście zawsze podczas nagrań gitary zostawiam “drut” jako dubel ścieżki, nawet w trakcie miksu. Używam tego i mojej szafy do wyciągnięcia odpowiedniego brzmienia poprzez klasyczny reamping “wyjście z interface -> wzmacniacz -> kolumna -> mikrofon -> wejście do interface”. Reamp Box jest mi niepotrzebny : )

  2. Temat reampingu wydaje się być naprawdę ciekawą i wartą uwagi sprawą – szczególnie w moim przypadku, gdzie nie mam po prostu fizycznych możliwości nagrywania sygnału gitarowego metodą mikrofon + piec (nie chciałbym przecież żeby mnie sąsiedzi znienawidzili, a piecyk trochę trzeba rozkręcić, żeby uzyskać pożądany efekt, szczególnie jeśli chodzi o lampę).
    Mógłbym np. dokonać nagrania gitary u siebie na zasadzie wpięcia gitary do interfejsu, a później pojechać do brata ciotecznego, u którego mógłbym uszlachetnić moje ślady poprzez jego lampowego Marshalla.
    Tutaj jednak pojawia się pytanie, które nurtuje mnie od jakiegoś czasu – czy efekt byłby ten sam bądź bardzo zbliżony do tego jakbyśmy po prostu użyli dobrych wirtualnych symulatorów wzmacniaczy gitarowych, które są coraz bardziej udoskonalane? Czy przeciętny słuchacz usłyszałby różnicę?

    • Trociniak

      Wiesz, to zależy w jakim etapie jesteś. Ja cały czas kształcę swój słuch, od kilku lat i mądre głowy odpowiedzialne za wszelkie symulatory cały czas mnie zaskakują i udaje im się mnie oszukać. Myślę, że przeciętny słuchacz czerpie przyjemność z Twojego wykonania przede wszystkim, a nie z zastanawiania się, czy użyłeś programu X, Y, czy nagrywałeś mikrofonem 😉

    • nagrywamy

      Jeżeli nie ma możliwości nagrywania przez prawdziwy piec, to można spróbować nagrywać liniowo z perspektywą “przepuszczenia” tego kiedyś przez piec, a słuchać podczas nagrań z symulacji. Trzeba tylko pamiętać, żeby brzmienie ustawione w symulacji było zbliżone do tego, co chcemy uzyskać na piecu, bo od tego zależy sposób gry. Oczywiście, to trudne albo niemożliwe, więc i efekty mogą być dalekie od oczekiwanych 😉
      Jeżeli chodzi o brzmienie symulacja vs. piec, to zdania są podzielone – IMO “na ucho” nie ma szans, żeby odróżnić dobrą symulację od nagranego wzmacniacza. Problem leży w czym innym – zupełnie inaczej gra się na prawdziwym, głośnym piecu, a inaczej na symulacji. Pomijając głośność, którą przecież można uzyskać, pozostaje kwestia latencji, powodująca, że gra się po prostu gorzej. A jak się gorzej gra, to i gorzej brzmi…

    • Nie zgodzę się w kwestii latencji; przy próbkowaniu rzędu 96/128 sampli latencja jest na tyle nieduża, że wręcz niezauważalna. Podczas prób z zespołem czasem zdaża nam się przepuszczać sygnał gitarowy/basowy przez kartę->symulację efektów i wysyłać to dopiero do wzmacniaczy. W żaden sposób nie zmienia to wygody ani odczuwalnej jakości gry w stosunku do bezpośredniego podłączenia…

    • nagrywamy

      Jeden zauważa, drugi nie, ja zauważam 😉 Nie trzeba zresztą tego zauważać, żeby odczuwać dyskomfort czy generalnie żeby “źle brzmiało”. Uważam, że to właśnie latencja jest odpowiedzialna za większość problemów z “brzmieniem” symulacji – ale to inny temat w ogóle.

    • To zależy jaką latencję się uzyska. Jeżeli mamy latencję rzędu kilku milisekund to nie odbiega ona od grania na lampowym piecu. Prędkość dźwięku to 342m/s co daje 34 cm na 1 milisekundę. Jeżeli więc gramy np siedząc 3 metry od prawdziwego pieca to już z samej odległości mamy 9 ms opóźnienia.

    • nagrywamy

      Moim zdaniem porównywanie latencji do rzeczywistych opóźnień związanych z prędkością dźwięku w powietrzu jest niewłaściwe. To są dwie różne sprawy, z mojego doświadczenia wynika, że praktycznie nikt nie jest szczęśliwy grając przez symulację, podczas gdy więksozści podoba się brzmienie TEJ SAMEJ symulacji nałożone PO nagraniu przez piec. W dodatku pomijamy zupełnie sprawę kompensacji latencji po nagraniu, co całkowicie rujnuje pomysł wykorzystania wtyczek podczas nagrań z buforem.

    • A ja myślę że problem leży gdzie indziej. Bo nie sądzę aby dla naszych uszu miało znaczenie to czy dźwięk dochodzi z opóźnieniem dlatego że procesor musi wykonać obliczenia, ma do przebycia dłuższą drogę, czy po drodze poszedł sobie na piwo.

      Pamiętajmy o tym, że wielu gitarzystów gra na piecu za pośrednictwem multiefektów cyfrowych które to są przecież także programowymi symulacjami, tylko pozbawionymi klasycznej klawiatury i monitora.

    • nagrywamy

      Ty nie sądzisz, ja sądzę, musimy z tym żyć 😉
      Jedna uwaga – cyfrowe multiefekty gitarowe to zupełnie inne “zwierzę” niż systemy ASIO/VST, w urządzeniach z procesorem DSP opóźnienia są o rząd niższe. Tak samo w “sprzętowym” Pro-Toolsie beż żadnego problemu można grać przez wtyczki TDM. To jest po prostu zupełnie co innego…

    • Tylko wymieniamy myśli. A wg mnie najlepsza wymiana jest wtedy kiedy te myśli są odmienne 🙂

      Multiefekty mają niską latencję dlatego też pisałem, że to zależy jaką latencję się uzyska.

    • nagrywamy

      No to się zgadzamy.
      Generalnie uważam, że możemy, bo musimy ;), pominąć opóźnienia przetworników, czyli w sumie 1-2ms. Wszystko ponad, to ZUO 😉 Dwa bufory plus przetworniki to już zbyt kłopot. Procesory DSP mają latencję rzędu jednej próbki (no dobra, pojedyńczych próbek), więc pomijalną wobec opóźnień przetworników…

    • @Nagrywamy – tak z inne beczki, jakie symulacje jesteś skłonny polecić? Ja używam najczęściej Pod Farma, ale rezultaty które do tej pory osiągnąłem mi nie wystarczają więc szukam szerszego pola manewru. Co sądzisz o wtyczkach LePou ?

    • nagrywamy

      Ja najczęściej używam Amp-Farma, jakoś najlepiej brzmi. Nie mogę uzyskać tego ani na wtyczkach Waves, może trochę na Elevenie jeszcze, ale i tak Amo-Farm jest najlepszy. POD-Farma też mam, czasem używam jako symulację Ampega, ale do gitar nie umiem go tak ustawić, jak Amp-farma. Najważniejszą rzeczą chyba jest to, że Amp-Farm jest prawie bezlatencyjny, a PODFarm nie. Z drugiej strony nawet po nagraniu lepiej, jakoś twardziej, brzmi mi AmpFarm.

  3. Trudno mi jest samemu swierdzić na jakim konkretnie etapie jestem 🙂 Mam świadomość tego, że mój słuch czekają jeszcze lata kształcenia, bo wielu rzeczy nie jestem w stanie wychwycić, nie mówiąc już o niuansach. Na chwilę obecną mogę powiedzieć tyle, że jak gram na gitarze w domowym zaciszu i potrzebuję akurat naprawdę siarczystego przesteru, to od razu włączam kostkę Boss’a Metal Zone (często po prostu wpinam się bezpośrednio do interfejsu), bo uważam że ona miażdży wszystkie ekekty w używanym przeze mnie Guitar Rig’u 5. Kiedy jednak potrzebuję czegoś bardziej, nazwijmy to, stonowanego, to Guitar Rig daje radę – o ile ścieżki gitary odsłuchiwane w solo nie powalają mnie na kolana, to takie gitary potrafią (moim zdaniem) całkiem dobrze siedzieć w miksie.

  4. Trociniak

    Ja niedługo nagrywam swoje demo i jestem bardzo zadowolony z Ezmixa. Guitar Rig mnie na tyle odrzucał, że wolałem używać multiefektów typu POD, czy V-amp Behringera. Wjedź sobie na stronkę Toontracka i posłuchaj różnych próbek, dla mnie rewelacja, trochę kosztowna jednak 😀

    • Przesłuchałem sobie próbek EZmixa i muszę przyznać, że rzeczywiście robią wrażenie! Dzięki za cynk – jeśli EZmix rzeczywiście pozwala uzyskać takie efekty, to Guitar Rig wypada przy nim dość blado…

    • Ja nigdy nie potrafiłem docenić Guitar Riga w symulacjach i z czasem po prostu przestałem go używać. A EZmix nawet pozytywnie zaskakuje.

  5. A ja używam właśnie GR5 i uważam, że można z niego wyciągnąć praktycznie wszystko. Kwestia doskonalenia brzmień, ufania własnemu słuchowi i nie poleganiu na presetach. Nieczęsto zdaża się, że decyduję się na reamping. Polecam też wszelkie reverby i delay’e wprowadzać podczas miksu, a nagrywać “na sucho”.

  6. Wybaczcie podwójnego posta. Bravus, jeżeli potrzebujesz siarki do GR to NI wydali rewelacyjny pakiet Rammfire, przy współpracy z Kruspe z Rammstein. To ma kopa, polecam.

  7. Marcin Wojtaszczyk

    Igorze, takie pytanie. Czy nagrywając powiedzmy rock’owy kawałek, gdzie dwie przesterowane gitary grają to samo jednocześnie (dla uproszczenia powiedzmy, że w całym utworze), czy częściej spotykasz się z tym, że:

    – każda nagrywana jest na innym wzmacniaczu lub przy innych ustawieniach mikrofonu, lub wszystko na raz, czyli dwie różne gitary, dwa różne wzmacniacze i jeszcze dwa różne mikrofony?
    – czy częściej minimalizm i powiedzmy ten sam piec, ten sam mikrofon w tym samym ustawieniu, i tylko różne gitary.

    W pierwszym przypadku trudniej mi jest zmiksować tak, żeby trzymało się kupy, w drugim przypadku dużo łatwiej, ale miks traci jakby na ‘różnorodności’ brzmienia.
    Czy możesz coś powiedzieć, jak to wygląda na codzień w Twoim przypadku i wprzypadku innych realizatorów, których znasz?
    Wiem, ze to otwarte pytanie i nie ma jednego sposobu, ale ciekawi mnie co zwykle ludzie preferują.

    • Wszystko zależy od tego, jaki chce się osiągnąć efekt, jaką rolę mają spełniać te dwie gitary, jak mają być spanoramowane i 100 innych czynników. Przykładowo, jeśli ma to być rytmika i obie rozłożone na maksa w lewo i w prawo, to zwykle jest lepiej, żeby brzmiały identycznie. Mało tego, czasem nawet jeden gitarzysta nagrywa obie partie – żeby było jeszcze dokładniej, idealnie wręcz. A inny przykład, gdy powiedzmy, że chcesz mieć tłustsze brzmienie jednej gitary – nagrywasz dwa (a czasem i trzy – vide Smells Like Teen Spirit) podejścia ze skrajnie różnymi brzmieniami, na różnych ustawieniach piecy, mikrofonach, gitarach, etc – wszystko po to, aby się to odpowiednio uzupełniało, typu jedna partia dla “mięsa”, druga dla wyrazistości, itd.
      Ale generalnie nie ma na to sztywnycn zasad i wszystko się sprowadza do tego, co chcesz osiągnąć.

Zostaw komentarz