Naturalne Sposoby ‘Strojenia’ Wokalu

W dzisiejszym artykule chciałem się z Wami podzielić pewną techniką, która może w bardzo znaczący sposób pomóc wokalistom mającym problemy z utrzymaniem tonacji podczas śpiewu.

Od razu zaznaczę, że nie jest to mój autorski pomysł. „Podkradłem” tę metodę od realizatora Ronana Chrisa Murphy’ego, którego możecie kojarzyć z projektu Recording Boot Camp oraz ze strony RonansRecordingShow.com, którą polecam pozwiedzać. Ronan dobrze prawi na wiele tematów związanych z produkcją czy nagrywaniem. Wystarczy obejrzeć kilka filmów zamieszczonych na stronie, żeby się o tym przekonać.

Przejdźmy więc do tematu dzisiejszego wpisu…

Zanim zaprezentuję Wam, jak sobie radzić z problemem niewłaściwej intonacji u wokalistów, pozwólcie, że odrobinę wprowadzę temat samego strojenia, bo ten, jak jeden z wielu w dziedzinie realizacji – budzi sporo kontrowersji.

Stroić czy nie stroić – oto jest pytanie…

Zwolenników jednego i drugiego obozu jest prawdopodobnie po równo. Jedni uważają to za coś niedopuszczalnego, innym to w ogóle nie przeszkadza. Wiadomo, że sporo będzie też zależało od tego, jak agresywnie (i czy w ogóle poprawnie) użyjemy wtyczek polepszających nie do końca perfekcyjne wykonanie naszych śpiewaków (czy nas samych). Można bowiem to zrobić subtelnie (i tak najczęściej jest to robione), ale można także pójść w ekstremum i skończyć z wokalem w rodzaju T-Paina czy Kanye West.

Osobiście nie przepadam za takim „stylem” (ani za wspominanymi artystami), ale rozumiem, że może to być część czyjegoś „soundu” i nie mnie to oceniać. Jakby nie było, można przecież z narzędzia przewidzianego do naprawy, zrobić procesor nadający jakiś charakterystyczny efekt, czyniąc z niego coś więcej, wychodząc poza pewien schemat. Według mnie, ten efekt jest już trochę passe, ale jak mówię – każdy robi jak lubi…

Gorzej jest, gdy chcemy uzyskać “czyste” wykonanie, ale jednocześnie ukryć ten haniebny fakt, iż zastosowaliśmy agresywnie taką wtyczkę na wrażliwym wokaliście, bo prawda szybko wyjdzie na jaw i w kilku newralgicznych miejscach będzie słychać coś w stylu niechcianego „efektu Cher”…

Warto dodać, że nawet najlepszym zdarzają się w tym temacie wpadki… Posłuchajcie samej końcówki kawałka RHCP „By The Way” w studyjnej wersji. Pod sam koniec utworu, gdy Anthony śpiewa ostatnie zdania, wyraźnie słychać „ślizg” Auto-Tune’a na tytułowej frazie. Ja naprawdę nie wiem, co sobie myślał producent tego kawałka i muzycy. Prawdopodobnie coś w stylu: „I tak nikt nie zauważy”. No niestety, niektórzy zauważyli…

My dziś nie będziemy się jednak pastwić nad popełnionymi błędami czy uczyć się, jak podkręcać Auto-Tune’a do maksimum, bo nie w tym rzecz. Podejdziemy do tematu zgoła inaczej, bo naszym celem będzie osiągnięcie jak najbardziej naturalnych rezultatów. I choć można uzyskać niezłe wyniki stosując na wokalu właściwym wtyczkę strojącą (odpowiednio i z wyczuciem), to zrobimy to w dość przewrotny sposób, bo użyjemy Auto-Tune’a czy Melodyne do „naprawy” wokalu, ale tak naprawdę nasz finalny wokal nie będzie w sobie zawierał ani grama obróbki ze wspomnianych wtyczek… Paradoks? Nie do końca.

Wokal solo a wokal w chórze

Żebyście lepiej zrozumieli koncepcję, o której za chwilę, warto przywołać tutaj starą prawdę, która mówi, że „w chórze każdy śpiewa lepiej”. Jeśli jesteśmy otoczeni grupą innych śpiewaków (a do tego dobrych śpiewaków), to nasza intonacja będzie także na lepszym poziomie. A dlaczego? Ponieważ słyszymy coś w rodzaju „przewodnika”. Bazę, która trzyma nas w ryzach i każe z nich nie wypadać. Każde nasze potknięcie jesteśmy w stanie od razu wyłowić i naprawić. Wchodzenie w dźwięki jest prostsze, utrzymanie ich – łatwiejsze, punktualność – znacznie lepsza, i tak dalej. Ta zasada jest podwaliną techniki, z której będziemy korzystać.

Jak w takim razie skorzystać z wtyczki strojącej, żeby… nie musieć z niej korzystać?

To dziecinnie proste:

  • Nagrywamy wokal (jeden, dwa lub więcej razy)
  • Każemy iść wokaliście na spacer
  • Zaczynamy stroić każdy nagrany ślad
  • Zapraszamy ponownie wokalistę i każemy mu zaśpiewać raz jeszcze, tym razem puszczając mu również w miksie słuchawkowym nagrane wcześniej, mocno nastrojone wokale
  • W ten sposób nagranego, „nowego” wokalu już oczywiście nie dotykamy żadnym Auto-Tunem!

Mówiłem, że będzie banalne? Teraz jeszcze kilka uwag, co do samego procesu…

Podczas nagrywania tych „pilotażowych” wokali (czy nawet tylko jednego – to zależy od nas), oczywiście chcemy, aby wokalista zaśpiewał jak najlepiej, wtedy strojenie zajmie nam mniej czasu. Proces samego strojenia nie powinien zająć zbyt długo, bo nie celujemy w pięknie i niesłyszalnie nastrojone ścieżki. Każdy dźwięk ma być po prostu idealnie dociągnięty do właściwej wysokości i jak najbardziej może to brzmieć sztucznie i nienaturalnie, nawet nieładnie. Nie w tym rzecz!

Nam głównie zależy na tym, aby każde słowo, sylaba czy fraza siedziały idealnie tam, gdzie powinny, a artefakty wynikające ze strojenia możemy zignorować. Nie mówię, że mamy być super-niechlujni i na siłę uzyskać „robotyczno-metaliczne” brzmienie. Jeśli nasz wokalista mocno „odstaje”, to w niektórych miejscach artefakty strojenia będą większe. Ale bierzemy to na klatę i ruszamy dalej, bo to wszystko ma wyższy cel. A te piloty będą przecież później wyciszone czy usunięte. Grunt, to mieć podstawę i bazę dźwiękową, do której nasz wokalista będzie się odnosił podczas śpiewu.

Ile tych pilotów?

Tak jak napisałem – sprawa indywidualna. Możemy spróbować z jednym, dwoma czy powiedzmy czterema (żeby stworzyć iluzję małego chóru). Najważniejsze, żeby nasz wokalista wyraźnie słyszał, jakie dźwięki powinien z siebie wydawać. Taki pilot (niezależnie w jakiej ilości, ale dostatecznie głośno w słuchawkach) będzie naprawdę niezłą „smyczą” i prawdziwą pomocą dla naszego śpiewaka.

Finalny rezultat?

Tutaj drzemie piękno tej całej techniki. Po nagraniu śladu właściwego, skończymy bowiem z wokalem zaśpiewanym bardzo blisko ideału (przynajmniej w sensie tonacji), który nie będzie nosił żadnych znamion strojenia. Lepiej chyba być nie może, prawda? My będziemy szczęśliwi, bo nie będziemy musieli się zmagać ze znajdowaniem idealnych ustawień wtyczki (rzeczywiste stosowanie Auto-Tune’a na śladzie wokalu, aby zabrzmiał w porządku – jest długotrwałe oraz mozolne i nie zawsze przynosi dobre wyniki), a wokalista będzie dumny i podbudowany, bo okaże się, że wcale nie trzeba go stroić, żeby uzyskać niezły rezultat. Wystarczy mu po prostu stworzyć odpowiednie warunki…

Druga, ogromna zaleta w tej sytuacji jest taka, że śpiewak będzie się mógł podczas wykonywania swojej partii skupić na odpowiednim przekazie, artykulacji, emocjach, etc. Odchodzi bowiem w tym momencie czynnik myślenia o trafianiu w dźwięki, bo śpiewanie „z kimś” w duecie czy grupie w naturalny sposób sprawia, że lepiej trzymamy się odpowiednich dla danej tonacji dźwiękach.

A ostatnia korzyść, o której chciałem wspomnieć, to ukłon w stronę przeciwników stosowania wtyczek poprawiających intonację. Możemy z czystym sumieniem powiedzieć, że na finalnym śladzie wokalu nie ma ani krzty strojenia i jest to prawdziwe i naturalne wykonanie, które wypłynęło prosto od artysty. Bo, jakby nie było, jest to prawda…

Mówiąc pseudo-metaforycznie, porąbaliśmy na cząstki mit o tym, że nie da się jednocześnie zjeść tortu i nadal go mieć. Mamy wokal, który stroi, a nie ma na nim strojenia. Nasyciliśmy wilka i oszczędziliśmy owcę.

Może ta metoda zajmie nieco więcej czasu, ale rezultat będzie lepszy, niż jak byśmy ten czas próbowali spożytkować na tradycyjne strojenie wokalu, bo jak mówiłem – jego odpowiednie przeprowadzenie wymaga żmudnej pracy i skupienia. Szczególnie, gdy wykonanie jest dalekie od ideału. Włączenie trybu „auto” tutaj się raczej nie sprawdzi – trzeba z reguły “rzeźbić” nutka po nutce (w zależności od stopnia „odchyłów”…).

Alternatywa

Jeśli nie dysponujemy odpowiednią ilością czasu na strojenie kilku pilotów (albo nie posiadamy żadnego plug-inu strojącego), możemy też alternatywnie zastosować starą jak świat sztuczkę, czyli na szybko nagrać za pomocą jakiegoś instrumentu – gitary, pianina czy innego fletu – linię melodyczną wokalu, czyli dokładnie te dźwięki, które ma zaśpiewać wokalista. Coś jak taśma „nieprofesjonalna” w “Szansie na Sukces“… I takowy ślad możemy dorzucić do miksu słuchawkowego. To też potrafi się nieźle sprawdzić, ale wymaga od nas pewnych zdolności muzycznych (a nie każdy realizator takowe posiada…).

Poza tym, wydaje mi się, że wokalista będzie się czuł nieco pewniej i lepiej mu się będzie śpiewało w otoczeniu „innych wokali” niż z jakąś piszczałką podającą mu melodię. Polecam przetestować oba triki i wyciągnąć wnioski.

Słowo wyjaśnienia

Przywykłem już do tego, że pisząc artykuł na jakiś temat, muszę wprowadzać pewne wyjaśnienia (np. dla tych, którzy przeczytają tylko jeden wpis i od razu wyciągają pochopne wnioski). Naprawdę chciałbym poruszając jakiś wątek opisywać wszystkie towarzyszące mu odstępstwa, przypadki, reguły, wyjątki i tak dalej. Gdybym tak robił, to każdy wpis miałby ze 30 stron, a wszystkie kolejne podejmujące podobny temat byłyby coraz dłuższe i dłuższe, bo musiałyby zawierać elementy z tych poprzednich… Więc litości!

Spróbujcie proszę mieć to na uwadze. Po to na blogu są oddzielne i przeróżne artykuły, aby je czytać i wyciągać wnioski. A potem złożyć sobie do kupy podaną treść w jedną, spójną całość i na tej podstawie dopiero stwierdzać co i jak.

O czym teraz konkretnie mówię? Otóż o tym, że najbardziej oczywistą z oczywistych spraw jest fakt, że najlepiej zachęcić/zmusić wokalistę do jak najlepszego wykonania swojej partii już na starcie, aby nie musieć w ogóle i w żaden sposób korzystać z Celemony Melodyne, Antares Auto-Tune’a, Waves Tune albo jeszcze innego algorytmu strojącego wbudowanego w DAW. To nie podlega jakiejkolwiek dyskusji i o tym pisałem nie raz. Wykonanie przede wszystkim!

Mało tego, są utwory, gatunki, przypadki, gdzie wokal wcale nie musi być super idealny (jakiś punk czy inna improwizacja jazzowa). Jeszcze z innej strony – w popie czy innym RnB stosowanie takich procesorów jak strojenie jest zazwyczaj rzeczą normalną, wierzcie mi lub nie.

Nawet całkiem niedawno, pewna znana polska wokalistka (niekoniecznie znana z powodu swojego talentu muzycznego…) wydała wraz z zespołem singla, o którym było w miarę głośno głównie z tego powodu, iż na każdym kroku podkreślano, że wokal nie zostały tam tknięty żadnym procesorem strojącym. Nie będę się zbytnio rozpisywał nad tym, jaki był efekt tego naturalnego nagrania (bo było po prostu „czysto nie do końca”, jeśli ktoś nie wie), ale posunięcie się do takiego sposobu promocji chyba też o czymś świadczy, nie uważacie?

My w tym wpisie przyglądamy się sytuacji (jednej z wielu), w której jesteśmy zmuszeni skorzystać z jakiegoś „stroiciela”, bo nasz wokalista ma problem, ale nie chcemy, aby ten plug-in siedział na głównym wokalu – z różnych powodów. Chcemy mieć naturalne brzmienie, chcemy, aby nie było fałszów, chcemy móc z dumą powiedzieć, że nie użyliśmy na tym wokalu strojenia, chcemy, żeby producent był zadowolony, chcemy, aby widownia się nie czepiała strojenia, etc.

Jeśli więc taki właśnie przypadek jest bliski naszemu, to możemy sobie spróbować tej techniki. Jeśli mamy inne cele, np. chcemy zrobić muzę w stylu elektronicznego chaosu zrywającego połączenia w mózgu słuchacza, której głównym elementem jest robotyczny wokal albo nagrywamy muzyków jazzowych grających jakiś z kosmosu improwizowany motyw – to możemy ten artykuł ze spokojnym sumieniem zignorować.

Podsumowując ten akapit…

Postarajcie się nie zapominać, że realizacja nagrań, związane z nią procesy edycyjne, miksowanie, etc. to zabiegi bardzo różne – raz skomplikowane, innym razem banalne. W jednej sytuacji potrzebne, w innej niedopuszczalne. Jest tak wiele aspektów związanych z tą dziedziną, że jeśli ktoś oczekuje jednej i prostej recepty na wszystko, to bardzo szybko się zawiedzie i zniechęci. I tak proszę też podchodzić do tego, co staram się Wam tutaj przybliżać. Trudno uwzględnić każdy przypadek w każdym artykule. Ba, trudno w ogóle opisać każdy przypadek!

Miejcie też na względzie, że ja wielu rzeczy sam nie wiem, z wieloma się jeszcze nie spotkałem i wielu rzeczy zrobić nie potrafię. Nigdy nie uważałem i nadal nie uważam się za eksperta. To są tylko moje prywatne przemyślenia i obserwacje oraz to, czego sam się przez te lata nauczyłem. Dlatego bierzcie na moje wypociny zawsze poprawkę i dajcie mi margines błędu…

Poza tym, na co dzień pracuję zazwyczaj w obrębie kilku podobnych do siebie gatunków muzycznych. Szaleństwem byłoby więc oczekiwać, że dowiecie się tutaj wszystkiego o każdej metodzie i w każdych warunkach. Zakładam, że czytelnikami tego bloga są ludzie inteligentni, którzy potrafią samodzielnie myśleć i wyciągać wnioski oraz najważniejsze – umieją podaną wiedzę przełożyć na swój własny, indywidualny przypadek. Tego chciałbym po Was oczekiwać.

Wybaczcie tę dygresję, ale podczas pisania tego artykułu, oczyma wyobraźni ujrzałem komentarze w stylu „wokalu się nie powinno stroić”, albo „wokale Kanye West brzmią świetnie – Igor, nie znasz się” albo cokolwiek innego. Pamiętam jak dziś, że ktoś przy wpisie o tym jak nagrać (sic!) bas skomentował, że powinienem tam napisać, jakiej obróbce poddać bas. Sorry, to są dwa oddzielne tematy 🙂 Jeszcze parę przykładów by się pewnie znalazło. Ale chyba rozumiecie, co tutaj chcę przekazać…?

Zakończenie

Zamykając temat strojenia wokalu (bez jego rzeczywistego strojenia) – w ostatnim podpunkcie kolejności działań (w opisywanej dziś technice) napisałem, że ostatecznie nagranego wokalu już nie przemielamy wtyczką strojącą. To by wręcz zabiło sens całego przedsięwzięcia. Nawet, jeśli nasz wokalista wiedziony „pilotami” w słuchawkach, odejdzie nieznacznie od idealnej intonacji w jednym czy dwóch miejscach (i nie będzie to obscenicznie wielkie odejście), to po prostu to zostawmy tak, jak jest. O ile jest to w granicach rozsądku i dobrego smaku, rzecz jasna. Dzięki temu finalna ścieżka zabrzmi jeszcze lepiej, naturalniej i prawdziwiej.

Pytanie do Was – stosowaliście kiedyś tę metodę? Słyszeliście w ogóle o niej? Jeśli tak – to ciekaw jestem, jak się u Was sprawdziła. Jeżeli nie, to dajcie jej koniecznie szansę i podzielcie się wrażeniami.

Zostawić komentarz ?

16 Komentarze.

  1. Trociniak

    Taśma nieprofesjonalna jest najlepsza według mnie, bo mamy możliwość szybkiej zmiany melodii. Czasem przy nagrywaniu wpada się na jakieś pomysły i wtedy przychodzi z pomocą- “poczekaj, zaraz Ci nagram, jak to powinno brzmieć” 😀

  2. Aaa, mogę się pochwalić, że sam odkryłem kiedyś ten sposób, bo miałem wokalistę z którym było bardzo ciężko, a auto-tuny niszczyły prawdziwość wokalu. Gitary były już nagrane, a on mówi, że z gitara mu się śpiewa najlepiej. Doszedłem do wniosku, że musi mieć właśnie takiego “przewodnika”. Zrobiłem tak i podziałało rewelacyjnie! 🙂

    • U jednych się sprawdza, u innych mniej. Zależy od przypadku i wokalisty. Inna rzecz, że np. niektórym się znacznie lepiej śpiewa, jak dołoży im się odrobinę pogłosu. Też czasem potrafi zdziałać cuda 🙂

  3. ….”Śpiewać każdy może”….
    Niestety, coraz większej rzeszy społeczeństwa wydaje się, że potrafi śpiewać. Z tgo też powodu byłem zmuszony do zakupu Melodyny. 🙂

  4. www.cotozagosc.pl

    Drogi Igorze, powiesz mi w którym momencie Ty słyszysz tego Auto-Tune’a w piosence DHCP ? 😆 Bo z początku wydawało mi się, że taki “slide” słyszałem, ale teraz to ni chu chu! 😉

    • Napisałem dokładnie w którym momencie. Jestem już wystarczająco wyczulony na tym punkcie, żeby to usłyszeć, a tam, na moje ucho jest to bardzo wyraźne…

    • Wydaje mi się, że jest to w 3 min 25 sek. na słowo “I”

    • Wydaje mi się że jest też ślizg w pierwszych słowach wyśpiewanych bodajże w 10 sekundzie

    • Niewykluczone. Kiedis najlepszym wokalistą świata niestety nie jest 😉

  5. Wiem, że jestem niewiadomo którą z kolei osobą zamieszczającą tego typu wpis, ale po prostu muszę wyrazić swoje odczucia co do tego bloga – chapeau bas! Właśnie czegoś takiego szukałem od dłuższego czasu – fachowa a zarazem praktyczna wiedza o realizacji dźwięku, która jest przedstawiona w sposób przystępny (coś w stylu “jak krowie na rowie” czy “na chłopski rozum”) okraszona stosownym komentarzem kogoś kto ma wiedzę na ten temat, doświadczenie i na co dzień pracuje z dźwiękiem. Szczerze Ci dziękuję za Twoją działalność – mam nadzieję że masz z niej zarówno satysfakcję psychiczną jak i finansową, bo odwalasz kawał dobrej roboty chłopie!

    Co do samego wpisu: (jestem jeszcze „raczkujący” w temacie realizacji dźwięku, więc z góry proszę o wyrozumiałość, jeśli poruszę kwestię, które zapewne jest dla wielu czytelników tego bloga bardziej niż oczywista).

    Czy to jakiego programu/jakiej wtyczki używamy ma jakieś większe znaczenie i przełożenie na to, jak bardzo słyszalne są nasze ingerencje przy strojeniu wokalu? Tzn. czy pewne zniekształcenia dźwięku (w wyniku zbyt dużego podciągnięcia) mogą być mniej słyszalne, gdy wokal był obrabiany np. w „Celemony Melodyne” niż jak gdybyśmy to zrobili na standardowych wtyczkach w „Cubase 5”?
    A może by spróbować zmiksować ze sobą ślad wokalu bardziej dostrojonego z tym samym śladem (albo ewentualnie dublem), gdzie nasza ingerencja nie byłaby tak znacząca? Czy pewne zniekształcenia na pierwszym śladzie miałyby wtedy szansę częściowo maskować się nawzajem z nieczystościami na drugim śladzie? Czy może mówiąc w skrócie: „nie ma takiej opcji, błądzisz koleś i tyle”?

    • Dzięki za dobre słowo!
      Co do pytania, to z mojego doświadczenia wynika, że Melodyne potrafi zabrzmieć najmniej agresywnie, z mniejszą ilością artefaktów strojenia, bez tych charakterystycznych “prześlizgów”, które bardzo szybko pojawiają się np. w Auto-Tune. Do modułu strojącego w Cubase nie potrafię się odnieść, bo go nigdy nie używałem – musiałbyś na słuch porównać.
      A jeśli chodzi o równoległą obróbkę – zestrojonego z nietkniętym, to szczerze powiedziawszy, nigdy tego nie próbowałem. Możliwe, że część się zamaskuje, ale nadal jeden fragment będzie odstawał, więc nie wiem, czy jest to aż tak dobry pomysł. Raczej bym proponował odpowiednio i z wyczuciem nastroić jeden ślad i jego bym się trzymał.

    • Co do miksowania strojonej partii z oryginalnej to myślę, że to może zaszkodzić bo będziesz miał w miksie wtedy nie tylko fałszujący ślad, ale jeszcze do tego ślad porównawczy. To tak jakby zmiksować razem solo zagrane na nastrojonej gitarze i rozstrojonej

  6. Ktoś gdzieś pisał o obróbce równoleglej?… Strojony sygnał podajemy na słuchawki.

  7. Może trochę odejdę od tematu wokalu, ale będzie coś na temat “pilotów”.

    Nie uważam się za dobrego gitarzystę, bo jestem wręcz fatalny, ale zdarza mi się coś wymyślić i nagrywać (póki co głównie pojedyncze ścieżki, aby uchwycić ciekawy motyw) i często mam problem by nagrać to dobrze, mylę się, tu coś opuszczę, masakra…

    Pewnego dnia zaobserwowałem u siebie, że znacznie lepiej gram, gdy mam już takiego pilota – nagrywam pierwszą ścieżkę mimo iż jest ona fatalna, a później dogrywam to samo słuchając pierwszego nagrania i wychodzi mi już znacznie lepiej. Jednak gdy człowiek słyszy co ma zagrać/zaśpiewać to jakoś łatwiej mu się odnaleźć. Polecam spróbować każdemu kto ma podobnie jak ja 🙂

Zostaw komentarz