Wejściowy Tor Audio, Cz. 2

W poprzedniej odsłonie tego artykułu wprowadziłem Was w temat wejściowego toru audio. Wstęp ten okazał się jednak na tyle długi, że trzeba było artykuł rozbić na kilka części.

Wybaczcie mój rozlazły charakter w pisaniu, ale chciałem mieć pewność, że jak najdobitniej wyjaśnię wszystkim, dlaczego kwestie sprzętowe nie powinny stać na pierwszym miejscu w dążeniu do osiągania dobrze brzmiących nagrań i mam nadzieję, że tamtym wpisem udało mi się to osiągnąć.

Jeśli ktoś przegapił, to koniecznie radzę nadrobić zanim przejdziemy do dzisiejszych rozważań na temat konkretnych elementów w torze audio, bo bez tego można będzie odnieść odwrotne od zamierzonego wrażenie…

Kilka dygresji…

  • Czasem w angielskojęzycznych publikacjach spotkacie się ze zwrotami w stylu – „to record compression (czy jakikolwiek inny procesor) to tape”, czy „on the way in” lub pochodne. One wszystkie oznaczają to samo – czyli nagrywanie z danym procesem w torze sygnału. Jeśli więc mamy po drodze (po mikrofonie i preampie) wpięty np. kompresor, to zabarwiony nim sygnał nagra się z tą kompresją na dysk. Zastosowany procesor (jaki by nie był) będzie już integralną częścią zarejestrowanej ścieżki. To jest jakby zrozumiałe. Miejcie więc na uwadze, że jest to zgoła odmienna sytuacja od tej, gdy stosujemy na nagranych ścieżkach różne wtyczki w DAW – te są aplikowane w drodze odsłuchowej (a nie nagraniowej). Czyli – na dysk nagrywa nam się surowa ścieżka, a wtyczka zabarwia sygnał jedynie w trakcie odsłuchu i możemy ją zawsze wyłączyć/zmienić. W przypadku nagrywania z zewnętrznym kompresorem w torze sygnału – nie mamy już takiej możliwości. Sygnał nagrywa się na dysk już z kompresją.
  • Bądźcie również świadomi tego, że jeśli coś brzmi naprawdę dobrze już w drodze wejściowej (zanim zaczniemy cokolwiek obrabiać, poddawać różnym procesom edycyjnym czy typowo mikserskim) – to znaczy, że później będzie o wiele łatwiej i przyjemniej miksować – to coś w stylu powiedzenia “ślady się same miksują”. Ale od drugiej strony to niestety nie działa – jeśli jeszcze w torze wejściowym brzmienie mocno odbiega od ideału, to w późniejszych fazach będziemy się z nim męczyć. A czasem zdarzy się tak, że w ogóle niewiele da się zrobić.
  • Jest jeszcze jedna ewentualność, o której rzadko kiedy usłyszycie lub przeczytacie – i to bardzo dobrze, bo ona mogłaby sprawić, że nabawilibyście się złych nawyków, aczkolwiek warto być świadomym jej istnienia. Mianowicie: bardzo dużo mówi się o tym, by dbać o jak najlepszy sygnał źródłowy – kompozycja, aranż, wykonanie i wszystko inne, o czym ciągle biadolę. Ale z racji tego artykułu – dołożymy tu jeszcze “bardzo dobry tor audio”, bo dopiero te dwie grupy czynników są podstawą sensownego brzmienia i łatwiejszej pracy. Ale nie oszukujmy się – będą czasem sytuacje takie, że dostaniemy powiedzmy do miksu ślady, które nie brzmią najlepiej, zawierają jakieś “byki”, są trochę nierówne, z fałszami, nieładnie brzmią, etc. Takich przypadków też jest sporo. I wiadomo, że lepiej poprosić o lepiej nagrane ślady, przycisnąć muzyków, nie puszczać „boków”, etc. Ale jeśli mamy do czynienia z sytuacją, w której jest to niemożliwe – to musimy ruszyć z tym, co mamy.

I wierzcie mi – słabo nagrane ślady da się do pewnego stopnia uratować. Wiem, że ktoś może sobie pomyśleć, że teraz trochę przeczę sam sobie, bo od zawsze naciskam na najlepsze źródło i trąbię, że pewnych rzeczy poprawić się nie da po fakcie. I tak jest – ideału z kiepskich ścieżek nie zrobimy. Ale w obecnych czasach i z dostępnymi narzędziami, mimo tych ostrzeżeń i lamentów – da się tak naprawdę zrobić bardzo wiele. Czasem nawet więcej niż można by sobie wyobrazić. Ale będzie to wymagało bardzo dużo pracy, skupienia, umiejętności i wiedzy oraz… sporego arsenału narzędzi (zazwyczaj dość drogich).

Nie, żebym promował takie działania (niechlujne nagrania i pokładanie nadziei w ich naprawieniu w miksie) – żebyśmy mieli jasność. Chcę Was tylko uświadomić, że czasem można wycisnąć coś naprawdę przyzwoitego z nienajlepszych śladów. Będzie to po prostu mozolne i długotrwałe. A żeby zakończyć tę dygresję jakąś konstruktywną puentą, dodam tylko, że nawet przy tym wielkim wysiłku (i nakładzie finansowym) takie “uratowane” ślady niestety nie zabrzmią aż tak dobrze, jak zabrzmiałyby, jeśli nagrano by je odpowiednio. Choć na pewno mają szansę zabrzmieć “dopuszczalnie”…

No dobrze, ale teraz już naprawdę koniec schodzenia na tematy poboczne. Zaczynamy rozprawkę o torze nagraniowym. Jako pierwszy element omówimy sobie:

MIKROFONY

Pominiemy kwestię tego, jak działają, jakie są ich rodzaje, jakie komponenty je tworzą, jakie mogą mieć na pokładzie dodatki, dołączone akcesoria, etc., bo to wszystko było już dawno temu na blogu omawiane (cała seria począwszy od tego artykułu).

Zajmiemy się raczej ogólnymi zagadnieniami dotyczącymi wyboru konkretnego modelu, kwestią budżetu i przede wszystkim – wpływem na jakość rejestrowanych ścieżek.

Mikrofon będzie pierwszym elementem w torze nagraniowym (oraz na naszej liście), na jaki trafi dźwięk emitowany z paszczy wokalisty czy z jakiegoś instrumentu. Z tego powodu, jego dobór jest dość istotny, bo będzie znacząco wpływał na to, jak sygnał będzie się prezentował w kolejnych fazach. Jeśli dobierzemy zły mikrofon (np. niepasujący do barwy głosu czy nie będący w stanie odzwierciedlić charakteru danego instrumentu) albo źle go ustawimy względem źródła, to od razu zagwarantujemy sobie większe problemy, gdy sygnał trafi na następne elementy.

Realia

Żeby nieco ostudzić zapał niektórych amatorów nagrywania czy inne sprzętowe zapędy, wyleję teraz na ich głowy kubeł lodowatej wody – zgubnym jest myślenie, że im więcej wydamy na mikrofon, tym lepiej zabrzmi dana ścieżka. Mimo, że mikrofony (te warte rozważenia) kosztują od kilkuset do kilkunastu tysięcy złotych, to ich cena niestety nie idzie w parze z uzyskiwanymi wynikami. Przynajmniej nie zawsze. Często zdarzy się, że wręcz najtańszy z dostępnych mikrofon w szafie realizatora sprawdzi się w danej sytuacji najlepiej.

Niezniszczalny Shure SM57 na werblu czy piecu gitarowym jest absolutnym klasykiem i najczęściej używanym do tego celu modelem, a jego cena waha się zwykle w okolicach 400-500zł. Dla niektórych to czysta herezja, że mając wielki wybór najróżniejszych mikrofonów, sięgamy po relatywnie taniutki model. Ale liczy się przecież coś zupełnie innego, moi drodzy.

Rozsądny realizator, nawet mając w zanadrzu jakiegoś Braunera za 5 tysięcy euro, prawdopodobnie i tak podczas nagrywania wzmacniacza czy werbla sięgnie po Shure’a, bo najzwyklej w świecie – ten sprawdzi się na danym źródle znacznie lepiej. Nie zawsze, ale to będzie zwykle pierwszy wybór.

W naszym konkretnym przypadku może akurat lepiej przy nagrywaniu gitar sprawdzi się jakiś Sennheiser (e609 czy MD421) czy wstęgowy Royer R-121 – nie wiadomo. A może akurat jakiś jeszcze inny, nawet mega-drogi? Nikt tego nie zgadnie…

Będą oczywiście sytuacje, gdy inny klasyk w stylu Neumanna U87 czy AKG C12 zabrzmi na danym głosie najlepiej i jeśli mamy do niego dostęp – to rzecz jasna, poń sięgamy. Wszystko będzie zawsze kwestią kontekstu – zarówno w zderzeniu z danym źródłem sygnału, jak i w połączeniu z innymi ścieżkami w miksie.

Z tego powodu, poważne studia nagraniowe posiadają zwykle niemały wybór modeli mikrofonów – żeby dobrać ten, który da nam w danym momencie najlepszy rezultat.

Który wybrać?

Jeżeli my, prowadząc nasze domowe czy projektowe studio, chcemy zainwestować chociażby w jeden porządny mikrofon (powiedzmy do wokalu) – to na jakiej podstawie mamy zdecydować, który wybrać? I ile przeznaczyć na ten cel? I jaką mamy gwarancję, że będziemy z wyboru w 100% zadowoleni?

Otóż – gwarancji nie mamy nigdy, raczej będą to ogólne zapewnienia czy wręcz założenia. Przeznaczyć możemy tyle, na ile pozwala nam budżet, aczkolwiek te kilka tysięcy złotych prawdopodobnie wyłożyć będzie trzeba. A na jakiej podstawie zdecydować – czytamy niżej.

W tym wpisie podałem Wam kilka propozycji mikrofonów do 1 tys. zł. Czy któryś Wam z tej listy podpasuje? Nie wiem. Bo tutaj mam niestety złe wieści – bez sprawdzenia kilku modeli, ciężko będzie coś wybrać. Możemy się wprawdzie posiłkować opiniami innych, ale pamiętajcie, że najbardziej rzetelną oceną danego modelu będzie samodzielne postawienie go przed wokalistą i zrobienie testów (najlepiej w zderzeniu z kilkoma innymi modelami).

Możemy również uzyskać kilka bardzo ogólnych lub technicznych informacji o konkretnych modelach, ale znów – nie powiedzą nam one tego, co usłyszymy robiąc testy samemu. To, że jakiś tam mikrofon jest nieco „ciemniejszy” od innego czy że lepiej znosi sybilanty albo jest mniej czuły na ciśnienie akustyczne – tak naprawdę jest tylko częścią większej układanki. I niestety – jeśli chcemy być w pełni zadowoleni z wyboru, musimy ułożyć ją sami…

I proszę to mieć na względzie, bo to jest istota doboru mikrofonu. I jeszcze pół biedy, gdy dobieramy mikrofon tylko dla samego siebie. Co w sytuacji, gdy prowadzimy studio i regularnie nagrywamy różnych wokalistów? Przydałyby się pewnie ze 2-3 inaczej brzmiące mikrofony. Na pytanie, czy kupić jeden idealny do naszego głosu mikrofon, czy kilka tańszych z szerszą paletą brzmienia – odpowiedź jest trudna. Jasne, że wypadałoby mieć wybór, bo nie wiemy, z kim przyjdzie nam pracować. Acz z drugiej strony – będzie to prawdopodobnie oznaczało większy wydatek.

Powiem tak – jeśli poważnie myślimy o realizowaniu porządnych nagrań i wiemy, że będziemy mieli styczność z różnymi głosami – to prędzej czy później taka inwestycja będzie konieczna. A jeśli zawsze nagrywamy samych siebie – poświęćmy trochę czasu na zrobienie testów i dobierzmy taki model, który będzie nam najbardziej odpowiadał.

Poniżej podaję Wam 12 przykładowych i popularnych modeli mikrofonów, które warto rozważyć, kiedy chcemy posiąść coś z nieco wyższej półki:

  • Neumann U87i – głównie do wokali, ale ich para sprawdzi się również jako overheady perkusji.
  • AKG C12 VR / Neumann U47 – dwa klasyki wśród największych klasyków – głównie na wokal.
  • Neumann TLM 103 – głównie na wokal, ale też do instrumentów akustycznych. U niektórych wokalistów zbyt mocno uwydatnia sybilanty, u innych za bardzo dudni, a jeszcze u innych – pasuje praktycznie bez żadnej obróbki
  • Brauner VMA – wokal. Może mniej popularny, ale akurat miałem zaszczyt nim nagrywać (był wypożyczony) i zdradzę taką ciekawostkę – ten Brauner, choć brzmi naprawdę solidnie – przegrał batalię z dziesięć razy tańszym SE Electronics 4400A na danym wokaliście… To tylko dowód, że cena nie musi wcale iść w parze z wynikami. To powinno Wam dać do myślenia.
  • AKG C414 XLS lub XLII – jedne z najpopularniejszych mikrofonów tzw. “uniwersalnych”, czyli niemal do wszystkiego – możemy nimi nagrywać wokale, instrumenty akustyczne, overheady perkusji i cały szereg innych instrumentów. One są nieco ciemniejsze niż super klarowne pojemniki, dlatego nie każdemu na pierwszy rzut ucha pasują. Aczkolwiek warte swojej ceny w każdym aspekcie.
  • Neumann KM184 – genialny do gitar akustycznych, overheadów perkusji oraz wszystkiego, gdzie potrzebujemy wyraźnych i mocnych transjentów. Jeśli zdecydujemy się na taką inwestycję, to polecam kupić dopasowaną parę.
  • AKG C 451 B – równie dobry do instrumentów akustycznych, nieco jaśniejszy od KM 184, często wybierany do omikrofonowania hi-hatu.
  • Shure SM7B / Electrovoice RE20 – częsty wybór wśród radiowców, lektorów, podcasterów i innych miłośników rejestracji głosu ludzkiego. Niemniej jednak, bardzo często są to modele używane przy nagrywaniu wokali (pop, rock) w studiu. Dobra redukcja przesłuchów, silna kierunkowość, przyjemne i “bliskie” brzmienie.

Modeli jest oczywiście o wiele, wiele więcej i każdy realizator mógłby zapewne podać zupełnie inną listę. Nie ma w tym oczywiście nic złego. Każdy z tych (i innych) modeli ma swoje mocne strony, ale i jakieś niewielkie braki. I to nie w sensie brzmieniowym (bo to jest kwestia preferencji), ale na przykład – funkcjonalności. Na nie każdym z nich znajdziemy przełączniki charakterystyki, tłumiki czy filtry. Nie każdy jest poręczny, wygodny i łatwy do wciśnięcia między instrumenty (szczególnie w przypadku rozbudowanego zestawu perkusyjnego). Niemniej jednak coś, co je wszystkie łączy, to fakt, że niezależnie od swojego “wieku” czy stażu na rynku, nadal są modelami, które znajdziemy w niemal każdym szanującym się studiu. Są sprawdzone i lubiane, więc ciężko się dziwić, że są aż tak popularne.

Podsumowanie i rada

Moją najlepszą radą dotyczącą wyboru konkretnego modelu z wyższej półki jest spełnienie chociaż jednego z tych warunków:

  • Wypożyczenie z porządnego sklepu kilku modeli na parodniowe testy (na forum dźwięk.org znajdziecie kilku przedstawicieli, którzy zwykle nie robią z tym problemów)
  • Wycieczka do dobrze zaopatrzonego sklepu z zamiarem przeprowadzenia małych testów (najlepiej, jeśli są wcześniej umówione, zapowiedziane). W dobrym tonie byłoby również (jeśli oczywiście znaleźlibyśmy „ten” mikrofon) zakupu dokonać w tym właśnie sklepie, a nie uciekać do domu i przeszukiwać sieć, żeby tylko oszczędzić jakieś 25zł… To, co umożliwił Wam sprzedawca, jest bezcenne i w moim odczuciu należałoby mu jego dobrą wolę wynagrodzić, bo on absolutnie nie ma obowiązku tego robić. Wiem, że może się to komuś wydać dziwne – kupić drożej, choć można taniej (nieważne o ile), ale wierzcie mi, że tego typu uczynki do nas wracają. Że nie wspomnę o tym, iż w niektórych przypadkach będziemy mogli w przyszłości liczyć na mały rabat przy kolejnych zakupach w tym samym sklepie – co w ostatecznym rozrachunku pozwoli nam prawdopodobnie zaoszczędzić więcej.
  • Wykupienie godziny lub dwóch w porządnym studiu i nagranie kilku ścieżek na różnych modelach, a potem zabranie tracków do domu i ich dogłębna analiza (oraz posłuchanie rad studyjnego realizatora)
  • Zakup, test i zwrot kolejnych modeli w ciągu 30 dni (takie miejsca, jak Thomann mają to na porządku dziennym), zapłacimy wtedy tylko za koszty przesyłki – to się nazywa polityka „no questions aksed”. To najmniej wygodny, czasochłonny i nieco drogi sposób, ale dać się da…
  • W ostateczności moglibyśmy wyszukiwać w sieci próbki nagrań na interesujących nas modelach. I tutaj warto przytoczyć takie strony, jak RecordingHacks czy np. taka jak TA (ze sporą listą mikrofonów). Bywa to jednak trochę mylące i tendencyjne, a poza tym nie mamy możliwości sprawdzenia swojego głosu – jedynie ogólne cechy brzmienia danych mikrofonów.

Jakąkolwiek z tych dróg byście nie poszli, to myślcie o tym w ten sposób, że taki zakup będzie raczej na lata, więc trochę nierozsądnym byłoby nie wykonanie choć kilku kroków w kierunku sprawdzenia na własnej skórze, jak nasi kandydaci brzmią – choćby było to tylko wstępne lub powierzchowne i bez laboratoryjnych testów.

Zakończenie

I tutaj zamkniemy omawianie pierwszego, najważniejszego elementu w torze nagraniowym. W kolejnej części przyjrzymy się kolejnym urządzeniom w naszym wejściowym torze audio.

  1. Może tak skormnie zacznę, w moim całkowicie domowym, chciałem napisać nagrywaniu, ale lepiej zabrzmi rejestrowaniu urzywam beta 57A i AKG770, mikrofony dobrałem pod kontem nagrywania gitary, ale są na tyle uniwersalne, że praktycznie można nimi rejestrować wszystko z przyzwoitą jakością. BTW wszystko zależy jak coś zastosujemy i jak ustawimy – to podstawa, a wysokie parametry techniczne i wyścig producentów to zupełnie inny temat

  2. Ze swojej strony polecam taki zestaw do rejestracji: Focusrite Scarlett 2i2 + Se Electronics sE2000. Jako domowo-budżetowa opcja do wokali i innych bembenko-syntezatorów 😀 wystarcza w zupełności. Wokali nagrywanych na tym zestawie (w zaadaptowanym pomieszczeniu) praktycznie (prócz lekkiej kompresji) nie obrabiam.

  3. Ostatnio robiłem porównanie sE 2200 II i AKG C414 XLS nagrywając wokale i powiem szczerze… różnica praktycznie niezauważalna była w tym konkretnym przypadku.

  4. Ja do tej pory nie miałem odwagi zainwestować w mikrofon. Nagrywanie w domu mikrofonem to chyba ciężka sprawa, bo a to coś szczeknie, coś się rozpłacze, krzesło zaskrzypi, w komputerze zacznie pracować dysk, sąsiad włączy młynek do kawy albo domownik kichnie.

  5. do domowych nagran polecam mikrofon Beyerdynamic Opus 81, mikrofon,pojemnościowy, ale kardioidalny, świetny do wokali, gitary akustycznej i ogólnie rozumianych przeszkadzajek. wszystko w jednym.

Zostaw komentarz