Wejściowy Tor Audio, Cz. 1

O sprzęcie rozmawialiśmy na blogu niejednokrotnie – zarówno w kontekście wyboru konkretnych modeli, jak i ich rzeczywistego wpływu na jakość naszych nagrań. Z moich artykułów poruszających te kwestie z reguły wynika jedna puenta – sprzęt jest na odległym miejscu w łańcuchu czynników, które mają największe znaczenie na uzyskiwane przez nas finalne brzmienie.

I tę myśl jak najbardziej podtrzymuję, bo na tym etapie chyba każdy odwiedzający Zakamarki się ze mną zgodzi. Jest przecież kwadryliard innych rzeczy, które muszą być na najwyższym poziomie, ZANIM w ogóle zaczniemy myśleć o tym, jakiego sprzętu nagraniowego (a konkretnie wejściowego toru audio) użyjemy i jaki (jeśli w ogóle) będzie to miało wpływ na nasze wyniki.

Aczkolwiek dziś przyjmiemy takie założenie, że wszystko inne (poza narzędziami do nagrań) jest w porządku i porozmawiamy o samym sprzęcie. Spytać możecie, dlaczego dopiero teraz (po niemal czterech latach prowadzenia bloga) zdecydowałem się na taki krok… Odpowiedź jest bardzo prosta – przez cały ten czas chciałem zaszczepić i ugruntować w Was jedną z najistotniejszych myśli dotyczących realizacji nagrań. Znacie już ją pewnie na pamięć, ale dla tych, którzy są tu nowi czy jeszcze nie do końca wtajemniczeni – wyjaśnię, o co chodzi.

Co liczy się w pierwszej kolejności?

Zdecydowana większość tego, jak zabrzmią nasze nagrania, pochodzi od czynników nie mających z samym procesem nagrywania (a co za tym idzie – ze sprzętem) wiele wspólnego. Cała magia dobrego nagrania ma miejsce jeszcze przed tym, jak pierwsze dźwięki trafią do mikrofonu (czy kablem do interfejsu). Trułem (i truję) o tym ciągle, bo to trzeba sobie na dobre wryć w pamięć. Gdyby spróbować wyszczególnić elementy, które dla dobrego brzmienia mają największe znaczenie, to wyglądałoby to mniej więcej tak:

  • Dobra kompozycja (podstawa)
  • Odpowiednia aranżacja (czyli co i gdzie gra)
  • Utalentowany muzyk
  • Użyte instrumenty (nastrojone, w nienagannym stanie)
  • Dobierane brzmienia, szczególnie w instrumentach wirtualnych (zależności między nimi)
  • Jak najlepsze przygotowanie i później wykonanie danych partii (równo, z energią i pasją)
  • Warunki w studiu (odpowiednia adaptacja akustyczna)
  • Atmosfera (często pomijany, choć arcyważny czynnik wpływający na samopoczucie i wykonanie partii przez muzyków)

Tego typu elementy stanowią bazę do porządnie brzmiących utworów i jeśli są wszystkie odhaczone, to dopiero wtedy możemy myśleć poważniej o doborze sprzętu. Serio – wydrukujcie sobie tę listę, wyuczcie się jej i zawsze wdrażajcie ją w życie. Wierzcie mi – pominięcie/zignorowanie/nie przestrzeganie któregoś z tych elementów na liście ma tak ogromny wpływ na nasze rezultaty, że żaden kawałek sprzętu nie będzie w stanie tego zrekompensować.

Raz jeszcze – nic nam po najlepszym sprzęcie, jeśli strona muzyczna jest niedopracowana!

Utwór źle napisany, niechlujnie zaaranżowany czy słabo wykonany w odstających od co najmniej akceptowalnych warunków akustycznych – absolutnie nie ma szans zabrzmieć dobrze, choćby nasz tor nagraniowy był wart tyle, ile nowy służbowy samochód pracownika ZUS-u.

  • Czy jeśli kupimy drogą gitarę – zaczniemy od razu lepiej grac? Nie.
  • Czy jak kupimy mikrofon z wyższej półki – zaczniemy lepiej śpiewać? Nie.
  • Czy jak skorzystamy z nowszego instrumentu wirtualnego – będziemy lepiej aranżować? Nie.
  • Czy nowy kompresor nauczy nas lepiej kompresować? Nie, nie i jeszcze raz nie!

Znacznie lepszy będzie odbiór naszego kawałka, gdy zarejestrujemy go nawet średniej klasy sprzętem, ale zadbamy o wszystko to, co wydarzy się jeszcze przed samym nagraniem. Dla prostego przykładu – znacznie mniejsze znaczenie będzie miało to, że nasz preamp ma 55dB gaina, a nie 65 czy powiedzmy mikrofon ma 2,5dB podbicia na 5,5kHz, a nie na 6,2kHz – niż to, że np. wokalista nie trzyma tonacji albo gitarzysta gra nierówno. Albo inny przykład – co z tego, że zainwestowaliśmy w zewnętrzne konwertery kilkanaście tysięcy złotych, skoro próbujemy zmieścić w jednym kawałku wszystkie brzmienia, jakie daje nam jakiś instrument wirtualny?

Z życia wzięte…

Ostatnio miałem taką sytuację, że ktoś podesłał mi fragment swojego wokalu z pytaniem o to, jak mógłby polepszyć jego „jakość”. Czy powinien zainwestować w zewnętrzny kompresor, czy może powinien poszerzyć ten wokal jakąś wtyczką albo użyć innego pogłosu? A może użył złego korektora?

Posłuchałem tego nagrania i za głowę się złapałem… Myślę sobie (tzn. krzyczę w myślach): Jakie poszerzanie!? Jaki kompresor!? Jaki pogłos!? Jaki korektor!?

Chłopie, tu do logopedy trzeba natychmiast iść! Nad wymową i emisją głosu popracować. Co to za dziwne frazowanie, akcenty? Gdzie tu rytm w tym wokalu? Gdzie pauzy? Miejsca na oddechy? Gdzie jakieś urozmaicenie? I jeszcze ten klaustrofobiczny, puszkowy dźwięk. Nie, żebym się chciał pastwić czy naśmiewać – zupełnie nie w tym rzecz. I wybaczcie, jeśli jestem za ostry, ale czasem inaczej wytłumaczyć się nie da. Tym bardziej, że kolega deklarował, iż zna moje wpisy na blogu. To jeszcze bardziej mnie podłamało…

Czy naprawdę tak ciężko wywnioskować, że nie chodzi w nagrywaniu o dodawanie jakiegoś procesu czy maskowanie błędów innymi wtyczkami? Czy naprawdę kolega nie słyszy, że to NIE JEST dobrze wykonany wokal? Nieważne, że gdzieś tam coś zasyczało (bo mikrofon chiński, z tych najtańszych) – na droższym też będzie syczało, trzeszczało i charczało jak się nie popracuje nad prawidłową dykcją.

  • Z kompresorem czy bez – nadal będzie nierytmicznie.
  • Z pogłosem takim czy innym – nadal będzie dudniło (“wyjdź mi z tej kabiny…”) 🙂
  • Z korektorem takim czy innym – nadal będzie monotonnie i nieciekawie.
  • Z poszerzaniem czy bez – nadal będzie słychać złą wymowę.

Poleganie na sprzęcie (czy zwalanie na niego winy) nie ma totalnie sensu i jest absurdalne. Mało tego, przypuśćmy, że nawet dysponowalibyśmy super-wycyckanym torem audio i nagralibyśmy takie słabo wykonane ścieżki. Myślicie, że sprzęt jakimiś magicznymi walorami przykryłby nasze niedociągnięcia? Zrekompensował za nie? Absolutnie nie. Efekt mógłby być wręcz odwrotny do zamierzonego, bo jeszcze wyraźniej, klarowniej i dobitniej niż na słabszym sprzęcie usłyszelibyśmy swoje muzyczne braki…

“Mam tak samo jak ty…”

Ja wiem, że samej barwy wokalu nie da się ot tak zmienić, ale można naprawdę sporo osiągnąć pracując nad swoim głosem. Sam John Mayer (posiadacz naprawdę niezłego warsztatu wokalnego) otwarcie się przyznaje, że jak zaczynał śpiewać, to naprawdę nie było z tym dobrze… A teraz, proszę – trochę pracy, treningu, nauki, odnalezienia mocnych stron – i chłop za sprawą swojego głosu porusza serca wielu ludzi (głównie kobiet) 🙂

Nie, żeby akurat to było naszym nadrzędnym celem, ale ten przykład tylko pokazuje, że jak się chce, to można naprawdę wiele zdziałać.. I nawet muzycy większego formatu musieli nad swoim warsztatem pracować – nieważne, kto ich nagrywał i miksował, nieważne na jakim sprzęcie (to są rzeczy drugo-, trzeciorzędne). Gdyby podstawy nie były opanowane, to przenigdy byśmy o tych artystach nie usłyszeli. Trzeba obrać właściwą drogę, czyli przede wszystkim, przyznać się przed samym sobą, że problem tkwi w naszym „talencie”, a nie w użytym do nagrania sprzęcie – że tak sobie pozwolę zarymować… A potem należy coś z tym zrobić, czyli na przykład wziąć lekcje gry lub śpiewu albo dokształcić się z teorii muzyki bądź aranżacji.

Bez jakiegokolwiek przesadzania – można by podać co najmniej 632 tego typu przykładów i za każdym razem będą one przemawiały na korzyść strony artystycznej, estetycznej i producenckiej – czyli tej, która z użytym sprzętem ma naprawdę niewiele wspólnego…

Wybaczcie to przydługie wprowadzenie – chciałem, żebyśmy byli wszyscy dobrze wgryzieni w temat i na zawsze zrozumieli, dlaczego rzeczywiste kwestie sprzętowe (i ich znaczenie podczas nagrywania) omawiam dopiero teraz. Gdybym od początku rozwodził się nad wyższością jednego kawałka sprzętu nad drugim, to spora część czytelników poszłaby złym torem i powielałaby popularny (i błędny) schemat myślowy zakładający, że dobry sprzęt z marszu oznacza dobre nagranie… A jedno z drugim ma niewielki związek. W szczególności wtedy, gdy dopiero wdrażamy się w sztukę nagrywania!

Dobry sprzęt pomaga, owszem. Ale tylko wtedy, gdy pozostałe 85% pracy zostało odpowiednio wykonane. Tylko wtedy.

Meritum

Teraz, gdy mamy to już wyjaśnione, przejdźmy do sedna dzisiejszego wpisu, czyli do wejściowego toru audio. A co kryje się pod tym wyrażeniem? Jest to nic innego, jak każde urządzenie w łańcuchu nagraniowym, przez które przejdzie nagrywany sygnał zanim trafi na dysk naszego komputera. I kombinacji może być tutaj kilka:

  • od najprostszych, czyli np. mikrofon wpięty w interfejs audio
  • przez nieco bardziej rozbudowane, czyli np. mikrofon wpięty np. w channel strip z preampem i kompresorem, a potem w interfejs
  • aż do bardzo złożonych, czyli np. mikrofon wpięty w zewnętrzny preamp, wpięty w korektor, dalej w de-esser i kompresor, a następnie w mikser i na końcu w interfejs, do którego podpięte są zewnętrzne konwertery analogowo-cyfrowe.

Kombinacji może być tu oczywiście o wiele więcej, ale sęk w tym, aby mieć świadomość tego, co konkretnego te urządzenia wprowadzają do nagrywanego sygnału, czy są to rzeczy pozytywne czy nie, co zabierają, co dodają, jak zmieniają brzmienie i w jakich warunkach i przypadkach oraz w jaki sposób z nich korzystać. No i najważniejsze – jaki przeznaczyć na ich zakup budżet, żeby nie zbankrutować, a mieć przy tym solidny tor wejściowy.

Jak nie zwariować i dobrze wybrać?

Będzie się tu rodzić mnóstwo pytań, bo i mnóstwo będzie kombinacji sprzętowych. Nie sposób ich wszystkich tu opisać. Na tym etapie powinniśmy się przygotować na sporo testów, eksperymentów, prób, porównań, dyskusji i poświęconego czasu oraz środków.

A dzieje się tak dlatego, że nawet inwestując w dobrej klasy tor nagraniowy, choćby miał się składać tylko z porządnego mikrofonu i preampa wpiętego do przyzwoitego interfejsu z niezłymi konwerterami – napotkamy całe mnóstwo sprzecznych opinii, które są głównie – KWESTIĄ PREFERENCJI osób z nich korzystających. Nawet, jeśli każdy z nich spełni jakieś tam techniczne wymagania (spory odstęp od szumów, piękne przenoszenie całego spektrum, minimalne zniekształcenia, dopasowana impedancja, etc.), to i tak może nam nie odpowiadać uzyskany charakter brzmienia (czy jego brak – bo pełna transparentność i brak ‘koloru’ też może być naszym celem).

Ale to już są rzeczy, które ciężko opisać prostymi słowami. Tutaj trzeba słuchać, analizować i wiedzieć, czego się poszukuje. Nie bez powodu znani realizatorzy w dużych studiach posiadają spory wybór mikrofonów, preampów, kompresorów i tym podobnych. Każdy z tych modeli ma jakieś swoje walory, które w jednej sytuacji sprawdzą się lepiej niż w innej.

Stąd mówię o tym, że jeśli jesteśmy już na tym etapie, kiedy chcemy dobrać naprawdę nam odpowiadający set-up, będziemy się musieli liczyć z niemałą dawką prób i testów, bo w tej kwestii nie da się ślepo polegać na opinii innych ludzi. Możemy uzyskać jakieś poszlaki, ogólne stwierdzenia, ale dopóki sami czegoś nie przetestujemy, dopóty będziemy musieli kierować się czyimiś prywatnymi odczuciami, preferencjami i gustami. A definitywny i jednoznaczny wniosek raczej nigdy z tego samoistnie nie wypłynie.

A jeśli już mówimy o urządzeniach z najwyższej półki, to na próżno nam szukać określeń typu “lepszy” czy “gorszy”. Nietrudno się domyślić, że one będą w większości trzymały naprawdę wysoki poziom, a ewentualne różnice między nimi będą wyłącznie kwestią osobistych odczuć ludzi z nich korzystających. Warto mieć to na względzie.

Podsumowanie

Trochę mi się niewątpliwie rozciągnął wstęp do omówienia toru do nagrywania audio, dlatego od kolejnej odsłony artykułu zaczniemy sobie omawiać najważniejsze elementy tego łańcucha wejściowego i poznamy kilka przykładowych urządzeń, które warto będzie rozważyć chcąc nieco polepszyć sobie techniczną stronę wchodzącego do komputera sygnału.

Zostawić komentarz ?

28 Komentarze.

  1. Igor,no to się zacznie , ludzie zaczynają zbierać myśli :))))))) Pozdrawiam

  2. Nagrywaniem interesuję się od jakichś 3 lat, ale wcześniej zawsze pragnąłem, aby nagrać coś prostego typu gitara + wokal (to było jakieś 6 lat temu). Niestety kompletnie nie wiedziałem o tych wszystkich podstawowych rzeczach typu interfejs i daw. Zaczynałem na karcie wewnętrznej audigy 2zs, wpinałem do niej przejściówkę i nagrywałem “z kabla” akustyka. Kupiłem za 30 zł (myślałem, że to już lepszy,bo wczesniej maiłem za 10 zł) mikrofon na mini jacka i też się wpinałem z tyłu komputera do karty. Nagrywałem oczywiście na audacity 😉
    Niestety dość późno natknąłem się na tego fantastycznego dla początkujących, i nawet dla takich co mają małe pojęcie o muzyce, bloga i sam przez pierwszy rok licząc 3-4 lata wstecz odkrywałem tajemnice nagrywania. Pierwsze kompozycje nagrywałem na e-mu 1616 i mikrofonie mxl 770. Pierwsze miksy powstawały na słuchawkach, ponieważ nie było mnie stać na odsłuchy, a nie chciałem kupować czegoś słabego. Bardzo długo zmagałem się z tym, że nagrania nie brzmiały tak jak z płyty, np. nie było naturalnej przestrzeni między instrumentami, gitara brzmiała “jakoś inaczej”, wokal brzmiał “cienko” itd. itp. Oczywiście nie będę tu opisywał całej historii jak to było, ale początki były truuudne.
    Po zapoznaniu się z daw (Ableton) w takim stopniu(kilka miesięcy), że wiedziałem gdzie co dokładnie się znajduje, ale nie wiedziałem często co do czego służy, natknąłem się w końcu na tego bloga i dowiedziałem się przede wszystkim nieco o kompresji i korekcji. Moje nagrania z czasem zaczęły się poprawiać metodą setek, tysięcy prób i błędów, milionów godzin przesłuchanych nagrań, płyt (jedną z najlepszych płyt brzmieniowo jeśli chodzi o miks i master, użyte instrumenty, umięjętność dobrania instrumentów, dopasowania ich brzmienia do rodzaju muzyki jest wg mnie płyta wyżej tu wspomnianego Johna Mayera “CONTINUUM” -polecam) W końcu gdy uznałem, że nie jestem w stanie więcej “wyciągnąć” brzmienia ze sprzętu, który posiadam (jestem dość ambitny jeśli chodzi o brzmienie nagrań i wiem, że to przez mój bardzo wyczulony słuch) kupiłem lepszy mikrofon (blue reactor), interfejs (focusrite forte), odsłuchy (tannoy reveal), mimo wszystko dalej na budżecie domowym. Wcześniej oczywiście ciężko pracowałem całe wakacje w Anglii, ponieważ jestem studentem 😉 Na ani jedną gitarę ( a mam ich 5) nie wziałęm ani grosza od rodziców, ani na ani jeden kabel, czy przejściówkę – wszystko z własnej kieszeni i mówię Wam – każdy w moim wieku powienien tak robić, to daje jeszcze wiekszą satysfakcję i frajdę, z grania, tworzenia, nagrywania…
    Faktycznie z nowym sprzętem odżyłem ja, odżył mój słuch, zaczęły się nowe pomysły. Zainspirowany nagraniami wielkich studiów zawsze brzmieniowo staram się dążyć do pewnych standardów studyjnych, które mimo wszystko dla każdego są inne, każdy preferuje coś innego, więc nie będę jakoś szczególnie o tym pisał. Powiem tyle, że kocham brzmienie lampowe i na pewno w przyszłości zainwestuje np. w dobry mikrofon lampowy.
    Tymczasem czytając ten artykuł, niejako wyprzedziłem temat, bo zacząłem szukać czegoś innego, nie tylko brzmienia prosto z interfejsu. Odpaliłem mój stary power mikser, podłączyłem mikrofon, ustawiłem korektor, wpiąłem do intefejsu i ta da! Co się wydarzyło – lepsza dynamika, mnóstwo możliwości dopasowania brzmienia mikrofonu (pod gitarę, wokal itd.), całość miksu zyskała bardzo dużo – w końcu uzyskałem brzmienie podobne do lampowego – no to trzeba by było posłuchać żeby się przekonać 😉 Więc jak dla mnie dodatkowy analogowy sprzęt jest jak najbardziej przydatny, jeśli wiemy co chcemy osiągnąć, czego szukamy w miksie i wiemy jak się tym sprzętem posłużyć.
    Zanim jednak odkryłem cudowne działanie mojego starego miksera z bardzo fajnymi preampami, nagrałem dwie piosenki i odważyłem się umieścić je na yt na tym co miałem, czyli forte i blue 😉 Chciałbym Wam je teraz przybliżyć. Perkusja w “Moments” Addictive drums, na Strata zapiąłem Guitar rig. Wszystkie partie instrumentalne i wokalne zagrane, zaśpiewane i nagrane przeze mnie, potem zmiksowane i zmasteringowane 🙂 W “Goodbye Victoria” ograniczyłem się do minimum z jakimiś specjalnymi efektami. Lekki reverb na gitarę i wokal. W zasadzie to tyle. Aha i kawałki są w całości moimi kompozycjami 😉 Moim zdaniem lepiej jeśli chodzi o realizację dźwiękową wyszła Victoria, ale sami ocenicie.
    Dzięki dla wszystkich, którzy dotrwali do końca mojej opowieści! Pamiętajcie, że na wszystko trzeba bardzo ciężko pracować… Mnie się udało osiągnąć takie nagrania,dopiero po kilku latach samodzielnej pracy, metody prób i błędów. I dalej wiem, że ciągle się ucze i że nagrania ciągle mnie w pełni nie satysfakcjonują. Cały czas jestem żądny wiedzy o sprzecie, o nagrywaniu itd. i mam nadzieję, że któregoś dnia w końcu zaspokoje swoje żądze!!! 😀
    Na koniec posłuchajcie:
    “Goodbye Victoria”: https://www.youtube.com/watch?v=Es5vI8AdrMs
    “Moments” http://youtu.be/wPkh8QuP1y8

    Pozdrawiam wszystkich czytających i Ciebie Igor szczególnie!
    Dzięki, Paweł

    • I niech mi ktoś powie, że nie da się w domu zrobić porządnie brzmiącej muzy! Paweł – świetna robota. Jestem pod wrażeniem. Gratuluję!

    • Dzięki serdeczne!

  3. Igor, tak w kwestii formalnej. Napisałeś o torze audio i mikrofonie wpiętym najpierw w preamp, potem w eq a potem w kompresor. Czytałem gdzieś kiedyś (bodajże w estradzie i studio) że powinno się kompresować przed eq bo w odwrotnej kolejności kompresor nam wyrówna nasze podbicia. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

  4. To ja powiem tak. Nie gram na gitarze. Ale raz miałem w rękach taką jedną naprawdę dobrą (cenowo też), że na takiej to aż naumałbym się grać, takie brzmienie. Nie mów że dobry sprzęt nie robi różnicy, bo robi kolosalną. Brzmienie aż stroi się samo do siebie. A na byle jakim, to ani tworzyć się nie chce ani uczyć, bo łapiesz taki nastrój jak brzmi twój instrument.

    “Czy jeśli kupimy drogą gitarę – zaczniemy od razu lepiej grac?” Ja jednak myślę, że tak, bo widuję u ludków różnice w ekspresji zależne od sprzętu na jakim tę ekspresję wyrażają. Tylko gitarę czy cokolwiek innego – wybiera się na ucho, a nie na oko.

    • Zależy jak na to spojrzeć… Ale proszę, nie myl “zaczniemy lepiej grać” z “zabrzmimy nieco lepiej”, bo to dwie oddzielne rzeczy. Poza tym, nie przypominam sobie, żebym gdziekolwiek pisał, że sprzęt wybiera się na oko… Cóż to byłby za absurd w ogóle? Nie piszę również, że sprzęt w ogóle nie robi różnicy, a tyle, że sam nie zagra jak trzeba. Stąd trąbię o tych wszystkich warunkach, jakie powinny być przed nagraniem spełnione. Jeśli palce nie chcą (nie potrafią) iść tam, gdzie chciałaby wyobraźnia, to nawet na najlepszym instrumencie będzie słychać, że grać nie umiemy (choć byśmy mieli identyczny setup jak nasi idole). A to, że ktoś chwilowo się uniesie, bo mu coś zabrzmi fajniej na lepszym instrumencie, nie oznacza, że nagle stał się lepszym muzykiem. Bez jaj… 🙂

    • Jeżeli ktoś ma kiepską artykulację, punktualność to nie naprawi tego lepsza gitara. Może się zdarzyć że po prostu tania gitara jest źle skonstruowana przez co nie można jej właściwie wyregulować, bo to już ma znaczenie w komforcie gry.

      Znam taką anegdotę o kolesiu któremu ciągle coś nie pasowało w brzmieniu gitary, wpadł końcu na pomysł zmiany przystawek. Zmienił zdanie gdy dał swoją gitarę do ręki komuś kto naprawdę potrafił grać. Wtedy zrozumiał że nie w sprzęcie jest przyczyna tylko w jego umiejętnościach.

      Jeżeli gitara jest właściwie skonstruowana, ma dobrze nabite progi, prosty gryf i pozwala na ustawienie właściwej menzury oraz akcji strun to zmiana gitary niczego nie poprawi. No, można sobie wyobrazić że komuś na danej gitarze może się grać po prostu wygodnie bo pasuje mu gryf, rozmiar progów itp, ale to raczej kwestia dopasowania do swoich preferencji a nie samego instrumentu. Jak ktoś ma np krótkie palce to ciężko mu będzie się grało na gitarze (zwłaszcza basowej) która ma szeroki gryf, ale to dalej kwestia grajka. To tak jak z ciuchami, jak ktoś ma nadwagę to kiepsko będzie wyglądał w rozmiarze S, a jak ktoś jest szczupły to kiepsko będzie wyglądał w rozmiarze XL. I ani S nie jest lepsze od XL, ani XL od S, to jest kwestia dopasowania do osoby

    • Nie mylę. Ile razy widziałeś jak ludzie na kiepskich instrumentach się rozstrajają jakby grali na poziomie podstawówki? Ile razy widziałeś jak się ludzie zgrywają, dysponując bardziej “czarującym” (jesli to tak nazwać) brzmieniem, jakby byli wirtuzami? Może i to nie norma, ale widywałem takie sceny i wiem, że jest to też dobrą podstawą nauki, jedna ze szkół jeśli to tak okreslić. Rzecz w tym, że “chwilowych uniesień” również można się nauczyć, nauczyć się je włączać, “budzenie geniusza” (odblokowywanie prawego mózgu). najpierw wchodzisz we flow i robisz coś, a potem się zastanawiasz jak to możliwe przy twoim poziomie umiejętności.

      Przypomnij sobie program z national geograpnhic, gdzie “małą” przystaweczką (impulsator magnetyczny) po jednej stronie głowy – robili z człowieka mini-geniusza na dwie godziny. Zasada jest podobna.

    • Wybacz, ale ja wolę młodemu człowiekowi powiedzieć, żeby trenował swój warsztat do bólu, a nie podłączał sobie do głowy jakieś przystaweczki, które mu wykrzywią percepcję tego, co i jak gra.

    • Nie wybaczam. :mrgreen: Popełniasz niewybaczalny grzech. :mrgreen: Nie neguję trenowania warsztatu, ale można to robić na różne sposoby. Jeden ze sposobów mówi, że z byle g… to i dobry artysta niewiele wyciśnie.

      To z przystawkami to tylko po to napisałem żebyś nie gadał, że wymyślam. Takie rzeczy robi się też bez dodatków technicznych. Po prostu robiono badania instrumentalne by stwierdzić, czy geniusz jest wrodzony i włączalny u każdego, czy to tylko kolejna bujda na resorach.

    • Zależy co rozumiemy przez byle g… Tak jak napisałem wcześniej, jeżeli instrument jest skonstruowany dobrze to nie ogranicza umiejętności. To tak jakbyś stwierdził że przy lepszym mikrofonie wokalista będzie mniej fałszował

  5. Zgadzam się z naszym GURU,że nic nie zastąpi dobrej kompozycji, aranżu itd. Kiedyś kolega poprosił mnie żebym dograł ,,śpiewającemu dziewczęciu” jakieś klawisze jak posłuchałem jak ona fałszuje w bazowym utworze to mi się odechciało cokolwiek robić. Do dziś się nie odzywa bo poradziłem jak nasz Guru żeby popracowała nad głosem.A propos’s instrumentów na pewno słychać różnice jeśli ktoś wie co się z tym robi. Jestem po szkole muzycznej i pamiętam jak kupiłem pierwszego KORGA POly 800 II wtedy to była równowartość 40 par Levisów w Pevexie jak usiadłem to grałem 3 dni i noce w porównaniu z polskim Hammondem B2 (pewnie młodzież już nie wie co to za było za cudo :mrgreen: )to był kosmos.I ,,wenę twórczą miałem prawie jak Rick Wakmen. Ps.Paweł extra kawałki

    • Czasem ludzie nie chcą usłyszeć prawdy i wolą winić wszystko, byle nie siebie. Ale dopóki się z tym nie pogodzą i czegoś z tym nie zrobią, to będą bezustannie szukać rozwiązań nie tam gdzie trzeba. To chyba taki trochę mechanizm obronny 😉 Zgadzam się jak najbardziej, że nowy instrument może nas nakręcić jak mało co…

  6. Witam!
    Od ponad roku korzystam z porad Pana Igora. Cieszę się że podjął się pan zrobienia tak wspaniałej i bogatej w wiedze strony oraz kursy multimedialne.
    Zgadzam się z tym, że trzeba wiele ćwiczyć słuchać “kręcić” gałkami w naszych kompresorach, equlizerach czy limterach. Uważem, że gotowe presety moga nam pomóc lub przybliżyc pewne działania danych wtyczek, ale najwazniejsze by samemu dążyć do określonego celu jaki sobie narzuciliśmy. Jedne ustawienia beda nam pasowały do danego projektu a w drugim mogą nam się nie sprawdzić lub nawet zaszkodzić.
    Na koniec chciałbym się pochwalić co udaje mi się osiągną na tanim budżetowym sprzęcie 🙂
    https://myspace.com/arthuro5/music/song/irek-arthuro-to-dla-nas-95698970-106626407?play=1

    • Kurde, nie powiedziałbym nigdy że to zrobione w domu jest. Chociaż “robię” w innym gatunku to mnie zmotywowałeś do bardziej wytężonej pracy, bo coś kiepsko mi ostatnio idzie. Ale to zapewne dlatego że korzystam z Reapera a nie Pro Toolsa 😉

      Jeżeli miałbym jakąkolwiek uwagę do tego kawałka to wydaje mi się że ten pogłos na wokalu trochę za bardzo maskuje właściwy śpiew. Igor pisał tu kiedyś o kluczowaniu pogłosów i delayów, myślę że to by się sprawdziło w Twoim kawałku.

    • Ogólnie nie jest źle, acz jak na moje ucho, rzeczywiście wokal chyba nieco za mocno pływa w tych pogłosach i delayach. Dodatkowo, odnoszę wrażenie, że taki ciemny kocyk leży na całości, brakuje trochę górnych pasm, klarowności.

  7. Generalnie taki był zamysł jeżeli chodzi o efekty w tym utworze 🙂 ale cenie sobie każdą uwage 🙂

  8. Dziękuję za opinie Igorze, ma Pan rację, co so górnych pasm. Odsłuchiwałem na różnych żrodłach i w jednych było za dużo w innych za mało wiec chciałem znaleź jakiś środek w tym wszystkim 🙂

  9. Igor, fajnie z przypominasz o pryncypiach o których często się zapomina a są zawsze w cenie, dzięki:)
    a propos Johna Mayera, coś z polskiego podwórka, Michał Bajor jak miał jakieś 9 lat ekstremalnie seplenił…

  10. A i tu się też ogniste dyskusje zdarzały, acz nie takie jak na forum zapewne. Na ten medal poczekam 😉

Zostaw komentarz