Jak Tworzyć Zakończenie (Outro) Utworu, Cz. 1

W poprzednim artykule przyjrzeliśmy się kilku sposobom na budowanie wstępu do piosenki, dlatego naturalnym wydało mi się stworzenie dzisiejszego wpisu, czyli rzeczy o tym, jak możemy tworzyć zakończenia utworów. Początkowo miał być to krótki wpis, ale im głębiej zacząłem kopać, tym większej ilości ciekawych technik się doszukałem – stąd konieczność podzielenia artykułu na dwie części.

Czym Jest Outro?

Pomyśleć by można, że cóż to niby za filozofia skończyć kawałek, prawda? Nic prostszego, przecież robiliśmy to setki razy. No właśnie, ale czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, w jaki sposób to robicie? Czy zawsze tak samo, bez namysłu i według jakiegoś schematu? A może przykładacie do tego nieco więcej uwagi?

Nie będę się tu rozwodził nad tym, jaki jest sens tworzenia outro, bo to by było chyba trochę na wyrost i przypominałoby lanie wody na klasówce. A mi zupełnie nie o to chodzi. Celem tego artykułu jest przede wszystkim uczulenie Was na pewne schematy (niekoniecznie zawsze złe), ale i pokazanie jakiejś alternatywy. Dlatego rzućcie okiem na ten krótki przegląd metod “zamykania” kawałków.

1. Wyciszanie (Fade-out)

To chyba jeden z najpopularniejszych sposobów na zakończenie piosenki. Z reguły do końca trwania utworu powtarzany jest refren i w którymś momencie całość zaczyna po prostu stopniowo wygasać. Mam nadzieję, że nie trzeba tłumaczyć, jak to zrobić? 🙂 Jedno, o czym tylko wspomnę, to ten „któryś moment”, czyli miejsce, w którym taki fade-out się rozpocznie.

Czasem, słuchając jakichś podziemnych czy amatorskich produkcji, słyszę jak wyciszanie rozpoczyna się w zupełnie przypadkowym punkcie. I choć może w jednym na sto przypadków nie będzie to stanowiło problemu i zabrzmi w miarę przyzwoicie, to w pozostałych najczęściej się nie sprawdzi. Więc taka mała rada – rozpoczynajcie fade-out od początku taktu, a nie gdzieś przypadkowo w środku. Brzmi to po prostu naturalniej.

Nie widzę sensu w przytaczaniu tu listy wyszukanych przykładów, bo wydaje mi się, że każdy z nas może sobie przynajmniej kilka różnych w głowie znaleźć. Jest tego cała masa w muzyce, chociażby pierwszy z brzegu “Get Lucky” grupy Daft Punk.

I o ile technika wygasania jest super-prosta i mega-popularna, to może nam się czasem wydawać, że… nie ma nudniejszego sposobu na outro. Czasem mówi się też (trochę złośliwie), że muzykom wręcz zabrakło pomysłu na zakończenie. Mimo, że to tylko taka mała, uszczypliwa uwaga, to jest w niej jednak pewien element prawdy czy chociażby powodu do zastanowienia.

Dlatego popatrzmy na inne możliwości.

2. Zakończenie „na raz”

Chodzi tu o najzwyklejsze zamknięcie utworu jednym uderzeniem na pierwszy akord i pozostawieniem instrumentów w wybrzmiewaniu. Gitarzysta pociąga chwyt i pozwala wygasnąć dźwiękom ze wzmacniacza, perkusista kończy np. stopą z crashem, pianista uderza akord trzymając pedał sustain, czy jakakolwiek inna kombinacja instrumentów…

Przykładów w muzyce znów znajdziemy setki – weźmy pierwszy lepszy numer Johna Newmana, pt. “Cheating” – tutaj na zakończenie mamy po prostu jedno wybrzmiewające uderzenie na koniec i dobranoc 🙂

To tylko pierwszy lepszy przykład – chcę tylko, żebyście dobrze zrozumieli koncepcję.

3. Zakończenie „na raz” z ostrym wyciszeniem

Taki sam zamysł jak w poprzednim punkcie (wszystkie instrumenty kończą uderzeniem w pierwszy akord/akcent), ale z tą różnicą, że nie zostawiają dźwięku do wybrzmienia, tylko maksymalnie szybko po uderzeniu tłumią swoje instrumenty – pałker łapie w rękę crash, gitarzysta kładzie rękę na struny, robi szybki slide lub przykręca potencjometr volume na instrumencie, pianista nie wciska sustaina i momentalnie po uderzeniu w akord zabiera palce z klawiszy, etc.

I choć jest to jak najbardziej do wykonania przez samych muzyków, to czasem z pomocą przychodzą nam już po fakcie narzędzia edycyjne w DAW. Sięgamy po nie dlatego, że może któryś z muzyków nie zdążył wystarczająco szybko się wyciszyć, może jeden instrument wygasł nieco później niż inny, bo ktoś się zagapił – rożne mogą być powody. Z tego względu możemy już po nagraniu lekko doczyścić pojedyncze ścieżki – tak aby pomóc wrażeniu, że wszyscy muzycy skończyli w jednym momencie (jakkolwiek strasznie to nie brzmi). A ostatni powód jest taki, że jak to pięknie i dokładnie utniemy, to efekt może być naprawdę piorunujący – szczególnie w energiczniejszych utworach.

Nie muszę chyba tłumaczyć, że wszyscy ci, którzy programują całą muzykę w DAW i nie nagrywają żywych partii, muszą to zadanie wykonać albo bezpośrednio na nutkach MIDI, albo w instrumencie wirtualnym, albo – tak jak powyżej, po zgraniu instrumentów na ślady audio.

A poniżej możecie posłuchać, przykładu takiego zakończenia w wykonaniu chłopaków ze Space.R w utworze “Sleeping Awake“, w którym miałem przyjemność maczać swe palce. Wiem, że nieładnie się chwalić i dawać odwołania do „swoich” przykładów, ale skoro pytacie mnie czasem o rzeczy, które robiłem, to pomyślałem, że będzie to dobra ku temu okazja.

4. Zakończenie „na raz” z jednoczesnym zwalnianiem

I jeszcze jeden sposób na outro z zakończeniem na raz, tyle że tym razem z jednoczesnym zastosowaniem postępującego zwolnienia w ostatnich taktach – aż do ostatniego uderzenia. Dość często spotkamy się z takim zamknięciem utworu podczas koncertów (bo to bardzo chwytliwy trik), ale nie tylko – niejeden utwór na płycie wykorzystuje tego typu technikę.

Jest ona o tyle dobra (albo i niedobra – zależy kiedy), że przygotowuje słuchacza na to, iż za chwilę się z piosenką pożegna. Nie ma tu może zbyt wielkiego elementu zaskoczenia, słuchacz nie przeżyje jakiegoś szoku, ale o to głównie w tym motywie chodzi – dać jasno do zrozumienia, że za chwilę będzie koniec. Wsłuchajcie się w końcówkę kawałka Smashing Pumpkins pt. “Bleed“. W okolicach 03:50 wyraźnie słychać, jak gitara akustyczna zwalnia i kończy “na raz” z wybrzmiewającym dźwiękiem gitary elektrycznej.

5. Pozostawienie w zawieszeniu

To jest jeden z moich ulubionych patentów kończenia utworu. Zamiast kończyć „na raz”, czyli na pierwszym uderzeniu pierwszego akordu, robimy to na przykład na czwartym akordzie i do tego na „i”. Wiem, że może po moim opisie trudno wywnioskować, gdzie jest to miejsce, więc może od razu podam przykład – wszystko się rozjaśni.

Sprawdźcie najpopularniejszy numer Gotye, czyli „Somebody That I Used To Know”. Moment, w którym kończy się piosenka jest jakby „nierozwiązany”, pozostawia nas w lekkim zawieszeniu i oczekiwaniu na nadejście właściwego akordu zamykającego sekwencję. Takowy jednak nie następuje i jesteśmy pozostawieni w lekkiej niepewności.

To celowy i sprawdzony zabieg, który możecie z powodzeniem wykorzystywać w swoich utworach. Nawiasem mówiąc, warto też zwrócić uwagę na bardzo rozsądnie wykonany aranż w tym utworze – mamy tam sporo instrumentów i partii, ale każda z nich jest bardzo zgrabnie wpleciona w konkretne miejsca, dzięki czemu nie odczuwamy przesytu brzmień, a mimo wszystko mamy mocno urozmaicone instrumentarium.

6. Kończenie samym wokalem

Spotkamy się również z takim zakończeniem, kiedy cała muzyka (bądź zdecydowana większość instrumentów) zatrzyma się powiedzmy w takcie czwartym, a sam wokal (ewentualnie z jednym czy dwoma instrumentami), domknie utwór ostatnią frazą. Często też w takim momencie odziera się wokal z większości efektów przestrzennych, żeby został wyraźnie i blisko słuchacza.

Jest to technika tym bardziej skuteczna, jeśli ten ostatni wers jest kluczowym dla całego tekstu, bo dodatkowo podkreśli to jego ważność. Cała uwaga słuchacza zostaje bowiem skupiona tylko na tym najważniejszym elemencie. Nie istnieje coś, co mogłoby ją rozproszyć (lub zbytnio rozproszyć, gdy zostaje jakiś jeden instrument w akompaniamencie).

Na myśl przychodzi mi od razu „Can’t StopRed Hot Chili Peppers, gdzie w outro wokal zostaje z basem i gitarą, a potem już zupełnie sam i do tego bardzo “suchy” czy powiedzmy “By The Way“, w którym wokalowi do samego końca towarzyszy gitara.

7. Stopniowe odejmowanie elementów

To bardzo ciekawy zabieg, który ma zadanie powoli przygotowywać słuchacza na zbliżający się koniec. Wraz ze zbliżaniem się do niego, przestają grać kolejne instrumenty. I można to zrobić na dwa sposoby:

    • całkowicie wyciszać kolejnych muzyków z nadejściem kolejnych taktów
    • robić powolny fade-out na kolejnych instrumentach

Niezłym przykładem do pierwszego punktu może być utwór “ClocksColdplay, gdzie w końcówce gwałtownie urywa się sekcja rytmiczna i kończy wokal, a pozostawieni jesteśmy z pianinem, gitarą, basem i tłem w postaci jakichś padów, które następnie się równomiernie ściszają.

Natomiast druga metoda ma łagodniejszy wydźwięk, jest niejako „gładsza” i spokojniejsza (bo totalne unicestwienie jakichś kolejnych partii co kilka taktów jest o wiele bardziej wyraźne i oczywiste). Jednym z utworów wykorzystującym powolne odejmowanie poszczególnych elementów jest “Of The Girl” zespołu Pearl Jam. Tutaj wszystko stopniowo się ścisza i kołysze nas do końca.

Obie techniki potrafią się naprawdę całkiem nieźle sprawdzić w niektórych przypadkach – szczególnie, jeśli mamy w aranżu sporo elementów.

Podsumowanie

I w tym miejscu zakończymy pierwszą część artykułu. Po kolejne patenty, metody i sposoby na zamykanie utworów zapraszam do części drugiej, która ukaże się już niebawem.

  1. Po co się męczyć jak i tak w radio wyciszą na solówce jak w Hotel California czy Sultans of Swing. A już na pewno powinien dostać w zęby ten geniuś co wyciął połowę solówki w Kayleigh.
    Ale za to intro……. prawdopodobnie Ci przegadają 😀

    • Hahaha 🙂 Trafne spostrzeżenie. Od dziś robimy tylko środek piosenki, bez wstępu i zakończenia!

    • “jak i tak w radio wyciszą na solówce jak w Hotel California” – ZAWSZE tak robią! 🙄

  2. Innym ciekawym sposobem, często mnie irytującym, a może właśnie powodującym chęć ponownego odsłuchania kawałka jest rozwijanie linii melodycznych w końcówce w połączeniu z fade outem. Irytujące to o tyle, że dopiero gdy się ścisza słyszysz pierwszy raz jakieś motywy i nawet nie możesz się w nie dobrze wsłuchać, ale tak jak mówiłem, może to ma na celu spowodowanie abyś jeszcze raz włączył kawałek?

    • Coś intrygującego w takim zakończeniu na pewno jest. Tak czy inaczej – też ciekawa technika.

    • Może aby nie być gołosłownym to podam przykład:

      https://www.youtube.com/watch?v=2uP0PtBurno

      Outro zaczyna się gdzieś koło 6:30 – wchodzi zupełnie nowy motyw (więc zainteresowani mogą od razu tam przeskoczyć, aby nie męczyć uszu progresywnym death metalem). Natomiast najlepszy wg mnie fragment zaczyna się dopiero około 7 minuty – bez podkręcenia odsłuchu praktycznie już niesłyszalne.

      Od siebie dodam, że to ostatnia płyta Death i Chucka Schuldinera – zmarł 3 lata później na raka mózgu, którego pierwsze objawy odczuwał podczas nagrywania tej płyty.

  3. Nie znałem niektórych technik do tej pory 😛

Zostaw komentarz