Jak Budować Wstęp (Intro) Do Utworu

0329-conductorMinęło już trochę czasu od ostatniego razu, kiedy rozmawialiśmy o procesie twórczym utworów. Były na blogu artykuły o najistotniejszych elementach, jakie powinny się w porządnej piosence znaleźć, było mówione o poszczególnych sekcjach kawałka (przy okazji analizy utworu i konkursu), ale nigdy nie przyglądaliśmy się bliżej arcyważnej kwestii, jaką jest odpowiednie budowanie wstępu do utworu.

Nie raz przecież jest tak, że pisząc, komponując czy układając w głowie jakieś melodie lub rytmy, wstęp wcale nie jest pierwszą rzeczą, o jakiej myślimy. Zazwyczaj wpada nam do głowy jakiś główny motyw, melodia, riff czy inna zagrywka lub motyw. Potem, z upływem czasu (i napisanych kilku partii) zaczynamy to wszystko ze sobą łączyć i dochodzimy w końcu do miejsca, w którym trzeba jakoś ten nasz twór zacząć.

No właśnie, ale jak zacząć…?

Dokładnie na to pytanie postaramy się dzisiaj odpowiedzieć przyglądając się różnym sposobom tworzenia wstępu.

Czym jest wstęp do utworu?

Popularne „intro” (ang. introduction – wprowadzenie) to mega-istotny element niemal każdej piosenki. Jego obecność (lub jej brak) w dużym stopniu decyduje o tym, czy potencjalny słuchacz postanowi wyłączyć dany kawałek, czy jednak słuchać go dalej. Jeżeli wstęp nie spowoduje zwrócenia uwagi, małe są szanse na to, że utwór zostanie wysłuchany w całości. Po sobie wiem, że jak słyszę coś po raz pierwszy i intro jest powiedzmy „takie sobie”, to jestem niemal pewny, że dalej nie będzie już lepiej…

Nie mówię, że jest to sztywna zasada, nie zrozumcie mnie źle. Zwykle i tak daję kawałkowi drugą szansę i pozwalam mu przejść przez zwrotkę i refren, ale jak już przez ten czas nic ciekawego się nie wydarzy, to dalej już po prostu nie słucham. I tak wydaje mi się, że jestem w tej kwestii bardziej wyrozumiały niż spora część słuchaczy, ale nie to nam dziś roztrząsać.

Ogólnie możemy przyjąć, że wstęp jest czymś w rodzaju wizytówki dla kawałka, szansą przedstawienia go w dobrym świetle, etc. Porównajmy to chociażby do pierwszych kilku czy kilkunastu sekund, gdy poznajemy nową osobę. To są kluczowe momenty, gdzie wyrabiamy sobie wstępną opinię – na plus lub minus…

Dlaczego i do czego potrzebujemy wstępu?

Intro to najlepszy moment, aby wprowadzić słuchacza w świat danego utworu i zapoznać go z tym, co go czeka (lub go zaszokować – o tym później). Zazwyczaj nie trwa to dłużej niż kilka czy kilkanaście sekund, o których wspomniałem wyżej, dlatego warto się postarać o coś atrakcyjnego w tej pierwszej sekcji utworu, żeby ktoś zechciał słuchać dalej.

Jeśli mielibyśmy wypunktować ogólne cele tworzenia wstępu, to wyglądałoby to mniej więcej w ten sposób:

1. Ustalenie nastroju

Pierwsze dźwięki od razu powiedzą nam, z jakim klimatem mamy do czynienia (choć czasem potrafi być to mylące, co też nie jest niczym złym), wprowadzą nas od razu w konkretny nastrój – smutny, wesoły, melancholijny, energetyczny, fantazyjny, spokojny, pełen napięcia czy jakikolwiek inny…

2. Rozpoznanie gatunku muzycznego

Nie ulega wątpliwości, że włączając jakiś utwór po raz pierwszy, po chwili zorientujemy się, czy mamy do czynienia z popem, metalem, hip-hopem, rockiem, elektroniką, muzyką klasyczną lub jakąkolwiek inną hybrydą tysiąca stylów (ja się już dawno w dokładnych wyznacznikach konkretnych odmian pogubiłem…).

3. Przygotowanie do czegoś, co ma nastąpić

Intro zazwyczaj ma nas wprowadzić za rączkę do utworu – tak, żebyśmy mogli sobie powoli zacząć wyobrażać, cóż może nas tutaj czekać i czego się spodziewać (oczywiście do pewnego stopnia). Szczególnie ciekawe są zabiegi budowania napięcia, czy “zawieszenia”, nie rozwiązywania od razu całej zagadki – to najczęściej sprawia, że słuchamy dalej z rumieńcami, bo chcemy poznać szczegóły i w końcu doświadczyć “wyjaśnienia”.

Posłuchajcie starego, dobrego kawałka zespołu Tool pt. „H”. Pomijam już, że sam tytuł jest bardzo intrygujący, ale to, co dzieje się tam w intro po prostu nie pozwala tego kawałka wyłączyć. Jeśli oczywiście ktoś lubi w ogóle taką muzykę, bo przecież nikomu na siłę nic sugerować nie będę. Warto po prostu posłuchać, choćby nawet od tej technicznej czy kompozytorskiej strony.

4. Narobienie smaku, wyostrzenie apetytu

Ściśle związany z poprzednim punktem – tyle, że w kulinarnej analogii. Dobrze dobrany do dania głównego starter nie służy temu, żeby zapchać nam żołądek, tylko ma pobudzić nasze zmysły i sprawić, że będziemy chcieli więcej i bez opamiętania skonsumujemy danie główne zapominając o podstawach zachowania się przy stole 🙂

Wychodząc z kuchni i wchodząc do studia – na główny motyw utworu trzeba nieco słuchacza przygotować, ale nie zawsze… dlatego, że osobną kategorią celowości wstępu do utworu często jest też:

5. Zaskoczenie i szok

Dlatego możecie sobie na chwilę zapomnieć o tych wszystkich rzeczach, które wypisałem powyżej i podejść do zrobienia intro w iście rebeliancki i buntowniczy sposób – czyli wbrew regułom, bo tak też można.

Zapewne każdy z Was spotkał się w swoim życiu z jakimś utworem, który niby swoim wstępem sugerował, co wydarzy się dalej, po czym następował „Zonk” i trzeba było pomocy kolegi, żeby domknął zawiasy naszej żuchwy.

To oczywiście sytuacja ekstremalna, bo kontrast między wstępem a resztą utworu nie musi być zawsze ogromny. Czasem niewielkie różnice, jak mała zmiana tempa na wstępie (na wolniejsze) może sprawić, że kawałek zabrzmi nieco szybciej i energiczniej, etc.

No ale omówmy choć jeden przykład takiego większego zaskoczenia.

Załóżmy, że jakiś utwór rozpoczyna się jednostajnym szumem padów czy innych syntezatorów. I tu w zasadzie moglibyśmy spodziewać się czegokolwiek, tzn. za chwilę może nastąpić zarówno dyskotekowa stopa i clap, jak i coś w rodzaju ścieżki dźwiękowej do filmu o holocauście, prawda?

I może jeszcze jeden przykład (choć to już jest tak naprawdę intro wchodzące w drugie intro, ale też warto znać)

Włączcie wersję studyjną wałkowanego w konkursie analizy audio utworu „The Bends” chłopaków z Radiohead. Mamy na wstępie bardzo ciche odgłosy jakiejś licznej grupy ludzi i dopiero po męskim okrzyku „Brake it up!” uderza w nas właściwy utwór (z mocnym, gitarowym motywem refrenowym, niejako wprowadzającym w piosenkę). A przecież równie dobrze mógłby po takim nieokreślonym wstępie (tym pierwszym) nastąpić motyw taneczny z jakimś groovem w stylu salsy…

A jeszcze w temacie łamania reguł…

Czasami zdarza się tak, że najlepszym wstępem jest… tego wstępu brak. Znajdziemy w muzyce multum przykładów, gdzie od razu wchodzi zwrotka, bez marnowania czasu na wprowadzenie, na myśl przychodzi chociażby „Hey Jude” The Beatles, „How you remind me” Nickleback czy „Anna’s Song” Silverchair. Bez zbędnych ceregieli naszą uwagę od razu chwyta wokal – to też skuteczny zabieg.

No ale my, zgodnie z dzisiejszym założeniem i tytułem, przyjrzymy się kilku sposobom na budowanie wstępu, bo jednak spora część utworów będzie mogła na jego obecności skorzystać…

Oto kilka sposobów na wprowadzenie naszych słuchaczy w piosenkę:

I. Wykorzystanie materiału, który już istnieje w piosence

Tu możemy skorzystać z motywu zwrotkowego, refrenowego czy z jeszcze innej sekcji – tyle, że w okrojonej wersji. Zwykle będą to prawie wszystkie instrumenty, ale bez wokalu (bo wprowadzimy go dopiero w zwrotce, rzecz jasna). Czasem również, aby było z czego później budować kawałek – zabiera się nieco więcej elementów albo dodaje ponad wszystkimi jakiś dodatkowy ślad grający melodię związaną z motywem głównym. On oczywiście zanika w momencie pojawienia się wokalu, ale dzięki niemu nie jest zbyt nudno, gdy na ten wokal czekamy.

    • Jednym z wielu standardów jest umieszczenie jednego, dwóch czy czterech taktów motywu ze zwrotki na wstępie utworu. To najmniej innowacyjny sposób, ale bardzo skuteczny – pod warunkiem, że nie robimy tak z każdym numerem…
    • Inny sposób to wykorzystanie motywu refrenowego (też bez wokalu), który na dzień dobry uderza w nas z siłą wodospadu. Robimy taki zabieg po to, ażeby po wielkim refrenie, sporo hałasu opadło i zrobiło się miejsce na mniej intensywną zwrotkę – też bardzo popularna technika.
    • Podobnie możemy zrobić z motywem z bridge’a czy innej sekcji utworu – wszystko zależy od tego, jak wkomponuje się on w następującą po nim zwrotkę. Popatrzcie na intro od „What does the fox say” grupy Ylvis – w intro wykorzystano motyw z pre-chorusa (tyle, że bez wokali i bębnów). Można? Można…

Warto tutaj jeszcze wspomnieć, że możemy tworzyć swego rodzaju wariacje na temat tego, w jaki sposób wykorzystamy już istniejące w utworze sekcje na potrzeby zrobienia wstępu. Wyobraźmy sobie, że przykładowa zwrotka składa się z bębnów, basu, dwóch gitar (rozstawionych L100 i R100) oraz wokalu. Chcąc zbudować sensowne intro, słabym pomysłem byłoby po prostu skopiowanie zwrotki na początek i wyciszenie wokalu. Byłoby to po prostu mało intrygujące (mimo, że sporo zespołów nadal tak robi i czasem ma to sens). Ale my chcemy pójść trochę dalej, więc sobie to nieco urozmaicimy…

Załóżmy, że chcemy zrobić intro na 6 taktów (bo niby czemu nie?). W tym celu zróbmy prosty zabieg – niech pierwsze 2 takty zagra tylko jedna gitara, zaraz po niej, na kolejne dwa niech wejdzie druga gitara, a na ostatnie dwa dołóżmy bas z bębnami. Bardzo łatwa rzecz, a od razu zrobi się bardziej interesująco.

    • Następna technika, to rozpoczęcie utworu od elementu najbardziej rozpoznawalnego – czegoś, co od razu zapadnie nam w pamięć i zostanie z nami do późnej starości (gdy już pozapominamy własne imiona…) Któż z nas słysząc wstęp do „Sweet Child O’Mine” w mig nie rozpozna kunsztu Slasha w hiciorze minionej epoki w wykonaniu Guns N’ Roses? 🙂 Z „Satisfaction” The Rolling Stones czy „Smoke On The Water” Deep Purple jest dokładnie ta sama sytuacja. Pierwsze milisekundy i już wiemy, co jest grane. I nie ma się co dziwić, bo dlaczego nie zacząć by utworu od motywu, który rozpoznaje prawie cała ludzkość…?

 

II. Komponowanie nowego materiału

Drugą grupą pomysłów i sposobów budowania wstępu, jest zaniechanie wykorzystywania sekcji już istniejących i napisanie zupełnie innej partii, która rozpocznie utwór. Można to oczywiście zrobić na bardzo wiele sposobów, więc podrzucę po prostu kilka luźnych pomysłów, żeby zachęcić Was do puszczenia wodzy wyobraźni… Możemy:

    • Rozpocząć od bardzo mocnego i krótkiego uderzenia, które jest niejako zakomunikowaniem nadejścia utworu. Coś w stylu: „Hej! Słuchaj mnie teraz!”. Na myśl przychodzi „A Hard Day’s Night” The Beatles. Mało tego, że ten jeden akord robi tu genialne intro, to dodatkowo jest on tak pełen dysonansu, że samo jego brzmienie już przykuwa uwagę. Tak à propos – ktoś wie, co to za akord? Ja gdzieś kiedyś wyczytałem, że to podobno Fadd9/D, ale do dziś pewności nie mam.
    • Wykorzystać jakiś instrument o nietypowym brzmieniu czy powiedzmy jakiś mocno nieregularny rytm na bębnach czy innych perkusjonaliach – cokolwiek, co nie brzmi pospolicie, automatycznie przykuwa uwagę – nawet, jeśli później zamieni się w papkę…
    • Skomponować fragment, który będzie jak najbardziej trzymał się w tonacji danego utworu, ale będzie zagrywką, która nie pojawi się już nigdzie indziej w tej piosence. Żeby znów przytoczyć przykład nieśmiertelny – „I Want To Hold Your Hand” legendarnej Czwórki z Liverpoolu. Tak nawiasem mówiąc, to można się od nich naprawdę sporo nauczyć w kwestii budowania i aranżowania utworów. Jeśli ktoś lubi, to polecam też się mocniej w dyskografię Boney M. zagłębić – nie trzeba ich muzyki lubić, ale oni także byli mistrzami pisania świetnych struktur.
    • Napisać intro tak, aby nawiązywało do zwrotki czy refrenu, ale było w innej tonacji, tempie, podziale
    • Tak zaaranżować wstęp, aby wykorzystać te same akordy, co w zwrotce lub refrenie, ale w zupełnie innej kolejności… Dobrym pomysłem jest tak to zrobić, żeby trzeci i czwarty akord zwrotki stały się pierwszym i drugim akordem wstępu, dla przykładu – powiedzmy, że nasza zwrotka idzie sobie DAGC. Robiąc intro, przestawiamy akordy i mamy teraz GCDA. Motyw jest o tyle dobry, że może sam w sobie nie przyciągnie jakoś szczególnie uwagi, ale będzie ciekawie, jak nagle w połowie motywu wstępnego zacznie się zwrotka. Podobnie można zrobić z linią basu czy nawet rytmem – niech w intro grają tak, jakby zaczynały grać od połowy zwrotki czy refrenu – to naprawdę niezły dysonans w głowie słuchacza powoduje, przez co zwiększa się szansa na zwrócenie uwagi słuchacza.
    • Zrobić intro na jednym dźwięku czy akordzie – niezależnie od tego, jakie akordy występują w zwrotce czy refrenie. Wszystko dla wprowadzenia odczuwalnego progresu. Niech przez 4 takty intro będzie totalnie banalne i na jednym dźwięku – powiedzmy bas+perkusja+jeden akord na pianine i dopiero w momencie jak zaczyna się wokal w zwrotce, następują zmiany w akordach.
    • Skomponować coś zupełnie z innej bajki, maksymalnie „od czapy” – z innym instrumentarium, innymi barwami, w innej tonacji, podziale rytmicznym, tempie, a nawet w zupełnie innym klimacie (wolne intro do szybkiego kawałka), melancholijny wstęp na smykach do ostrego punkowego grania czy przedziwnie podzielone arpeggio na jakimś syntezatorze do wolnego trip-hopu. Wydawać się to może na pierwszy rzut oka niedorzeczne, ale polecam spróbować.

Zgodnie z tym, co mówiłem – możliwości jest tu naprawdę sporo i tylko od naszej kreatywności zależy, jak postanowimy wykorzystać te wszystkie warianty. Starałem się dać Wam jak najwięcej opcji, które powinny pobudzić Waszą wyobraźnię i mam nadzieję, że tak się właśnie stanie.

Podsumowanie

Miejcie też na uwadze, że każdy gatunek muzyczny będzie nieco inaczej podchodził do kwestii budowy intro. A w niektórych wręcz w ogóle można sobie te sposoby wsadzić między bajki. Weźmy chociażby weteranów sceny trash-metalowej, czyli zespół Metallica. Masa ich kawałków to niekończące się patenty, następujące jeden po drugim, które potrafiły nawet przez kilka minut kazać nam czekać na pojawienie się wokalu.

Z drugiej strony, weźmy jakiś trance czy techno, gdzie często po prostu nie da się stwierdzić, gdzie właściwie kończy się intro, a zaczyna jakiś główny motyw. W tej grupie utworów często jest tak, że mamy bezustanne nawarstwianie się śladów i brzmień, które może trwać nawet do końca utworu (z jakimiś breakami – rzecz jasna).

Ale najważniejsze…

Miejcie na względzie, że ja podszedłem do sprawy budowania wstępu od strony powiedzmy bardziej “popularnej”, bo tutaj najłatwiej o wskazanie przykładów i wyraźny podział sekcji utworu. Ale nawet, jeśli na co dzień tworzymy coś zupełnie innego, to wydaje mi się, że takie informacje siłą rzeczy warto posiadać, bo nie wiadomo, kiedy mogą się przydać. Ale i tak najlepszą i sprawdzoną metodą jest po prostu podpatrywanie swoich mistrzów i inspirowanie się tym, co nam najbardziej pasuje…

Żeby była jasność – podałem Wam pewne pomysły, ale to w żaden sposób nie wyczerpuje tematu (bo to jest najnormalniej nieosiągalne). Często trzeba wyjść poza schemat i kierować się wyłącznie tym, co nam przyniesie “chwila” czy inne tego typu określenia. Więc proszę, żebyście mnie dobrze zrozumieli i nie wmuszali sobie na siłę schematów, które się mogą wcale w Waszym kawałku nie sprawdzić. Ogromna część tworzenia muzyki, to balansowanie na krawędzi zasad, innowacyjność i po prostu zwykłe wyczucie…

Zakończenie

A Wy znacie jakieś metody budowania intro? Macie jakieś sprawdzone? Posługujecie się ciągle tymi samymi sztuczkami czy może eksperymentujecie z każdym nowym kawałkiem? Chętnie poznam Wasze zdanie.

Zostawić komentarz ?

12 Komentarze.

  1. Ciekawy artykuł – intro w utworze ważna sprawa.
    Ja czasami dodaje jakiś motyw przewodni z kawałka filtruje go i ustawiam bez bębnów, czasami jakieś wokale też dodam i szumy winyli, po czym z basem już z basem wchodzi konkretne uderzenie jak np w tym kawałku
    http://soundcloud.com/siudidipe/05-mph-di-p-siudi-p-tak-to-ja
    Co sądzicie o takim intro?

  2. “I może jeszcze JEDNE przykład”? 😛

    Kiedyś słyszałem takie fajne stwierdzenie, że z utworem jak z dojrzałą kobietą – nie wolno pokazywać wszystkich wdzięków od razu.
    Powszechnym patentem na intro w metalu jest tworzenie jakieś melodii symfonicznej. Wprawdzie robi się to zwykle na klawiszach, ale może zabrzmieć fenomenalnie i świetnie podnieść napięcie (na przykład “The Book” Vadera).
    Ja jakiś czas temu zastosowałem banalny zabieg, tzn. na początku utworu wyszeptałem fragment tekstu, po czym “wstrzeliłem się” mocnym uderzeniem gitar i bębnów. Może niestosowne jest ocenianie własnego utworu, ale wydaje mi się, że całkiem ciekawie to wyszło i może to być jakaś metoda.
    Niemniej jednak bardzo fajny artykuł 😉

    • Jeśli pasuje i się dobrze z resztą komponuje, to znaczy, że jest to dobrze zrobione intro! Literówę poprawiłem 😉

  3. Aha, no i chyba też jeden z popularniejszych patentów został pominięty, tzn. dodanie fragmentu utworu, który brzmi, jakby dobiegał zza ściany 😉

    • Rzuciłem w artykule kilka pomysłów, resztę miejsca zostawiam na Wasze pomysły!

  4. Ja bardzo lubię, jak elektronika zaczyna się partią syntezatorów, które później odpowiednio zmodulowane i rozwinięte szybko gasną, by później przed “refrenem” rozwinąć się ponownie z większym powerem. Chodź jak tak myślę to nie potrafię policzyć jak wiele ciekawych wstępów można zrealizować w utworze. Znam i takie, które całe brzmią jak intro 🙂 Najpiękniejsza cecha sztuki: brak ograniczeń w kreowaniu własnego dzieła.
    Byłbym zapomniał… Świetny artykuł!

  5. Poruszyłeś taki temat,że wrócę aby ten wpis przeczytać jeszcze nie raz.Osobiście ja jeden kawłek już napisałem dawno,ale na konkretne intro nie moge się zdecydować do dziś.W mojej wyobraźni cały utwór niejako narzuca mi jak ma wyglądać to intro,a w tym cały problem,bo wydaje mi się,że w takim wypadku będzie to banalne.Może więc w Twoich sugestiach znajdę rozwiązanie? Fajnie by było wymyślić na początku coś zgrabnie intrygującego,aby ładnie się wpasowało w resztę,ale jednocześnie aby nie podpowiadało jak ta reszta będzie wyglądać.Poruszyłeś istotną sprawę!

  6. Porobiły mi się zaległości w czytaniu bloga, ale dzięki temu miałem co robić wczoraj w pracy:> ten artykuł z ostatnich najbardziej się mnie spodobał, bo mnie zainspirował(nie podejrzewałem, że można tyle na ten temat napisać). Mimo że intro zawsze dla mnie było ważne (ale na intro też często się kończyło…), to w tym momencie będę bardziej świadomie się do niego przykładał.
    P.S. wychowałem się na Metallice i chciałem zasygnalizować, że zrobiłeś popularny błąd pisząc trash, zamiast thrash-metalowa 🙂

Zostaw komentarz